czwartek, 28 marca 2019

Przesądy


Przesądy, zabobony (cóż za okropne słowo ;-) Są wśród nas, żyją sobie od najmłodszych lat.

Nie wolno dawać w prezencie niczego ostrego; na przykład noża... choćby srebrnego ;-)  Jeśli spadnie nóż to znak, że odwiedzi nas mężczyzna. A jeśli spadnie widelec to na pewno kobieta do nas zawita. Postawienie butów na stole zapowiada niewątpliwie kłótnię. Rozsypana sól: oznacza to już dopust Boży i wtedy też murowana zwada. Nie należy spać „nogami do przodu”, czyli do drzwi, bo zwiastuje to nieszczęście (nawet śmierć!) A stopy?  Korzystnie jest wstawać prawą, niedobrze zupełnie lewą nogą. Rozbicie szkła to niezwykłe szczęście. Takie stłuczenie szklanki, kieliszka, literatki, talerzyka szklanego, ale tylko szkła niebarwionego, to po prostu zapowiedź radości szczególnej. Gorzej ze stłuczeniem lustra... siedem lat niezmiennych kłopotów. Pająk w domu oznacza dobrobyt, dlatego nie należy pozbawiać go życia. Może też  zabicie pająka oznaczać deszcz. O pechu już nie wspomnę ;-) Gdy piecze lub wręcz nas "pali"  nasze prawe ucho...  oznacza to, że jesteśmy obiektem obgadywania…

Niby nikt z nas nie wierzy w zabobony / przesądy. Tak zwane „myślenie magiczne” to podobno coś czego już dawno się wyzbyliśmy… ale i tak przebiega nas dreszcz obawy, kiedy lustro znajdzie się w kawałkach 😉 I może lepiej nie dawać ostrych rzeczy w prezencie.

Przesądy, czy też zasady wychowania i działania w społeczeństwie są nam wpajane głównie przez rodziców i dziadków… i tak z pokolenia na pokolenie rozwijane.
Mi zostało wpojone, że nie należy dawać w prezencie noży / maszynek i tak dalej… i teraz mojej córce nawet przez myśl nie przejdzie, żeby coś takiego komuś podarować. Aaa! W podarkach unikać należy kaktusów dla panien, żeby nimi nie zostały na wieki wieków... Amen! 😉

Wszyscy wychowaliśmy się wśród wierzeń, gestów, zabobonów, przesądów, jednak większość z nas nie jest w stanie mówić o tym otwarcie – przyznać się do tego. Po części z tego powodu, że po trochu w nie wierzymy...  jednak nie obnosimy się z tą wiarą. Nie opowiadamy na lewo i prawo, że rozbicie szkła to na szczęście… kiedy spotykamy smutną Hanię nie mówimy: „A stłucz sobie Haniu szklaneczkę na szczęście! Zobaczysz, że kiedy to zrobisz Twoje życie odmieni się na lepsze”. Nie prowadzimy też z premedytacją hodowli pająków w domu, aby zapewnić sobie dobrobyt… Ale… Może im więcej pająków – tym większy dobrobyt? Czyli milionierzy mają po prostu… tysiące pająków? Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee…. To wszystko chyba zabobony, ale kiedy już talerz stłuczemy (ten 12 – ty, od kompletu otrzymanego z okazji ślubu od teściów, niezbędny, wychuchany i wyjmowany na najlepsze okazje) głupio powiedzieć stłukło się... wkurzyć się i przeżywać przez cały dzień 😉 Lepiej westchnąć i skwitować krótko przerażoną minę męża tekstem: A! Szkło to na szczęście.

Bardzo możliwe, że często działa tak zwana przyczynowość odwrotna… np. w piątek trzynastego jesteśmy zestresowani faktem występowania trzynastego dnia miesiąca i w dodatku piątku, przez co jesteśmy bardziej podenerwowani i tym samym podatniejsi na wypadku drogowe. A może mamy po prostu skłonność do dopasowywania zabobonów do aktualnej sytuacji? Kiedy na obiad mają wpaść Magda z Jurkiem, a w trakcie przygotowywania spadnie nam łyżka… stwierdzamy no tak Magda się zbliża i to w dodatku głodna, jak to ona 😉

A kiedy mamy gorszy czas w życiu? No tak… to wszystko przez to stłuczone lustro…

Troszkę to wszystko prześmiewcze, pesymistyczne… ale niektóre przesądy mogą mieć na nas naprawdę dobry wpływ! A wiara w przesądy, szukanie związków i zależności (nawet tam gdzie ich nie ma) jest bardzo… bardzo ludzkie i w dodatku jest zachowaniem odruchowym. Wiara w pozytywne przesądy (takie jak trzymanie kciuków, posiadanie przynoszących szczęście amuletów) jest motywująca i potrafi dodać nam pewności siebie, wiary we własne umiejętności.

Ja wierzę głęboko, że dobre myślenie i wdzięczne, życzliwe do wszystkich odnoszenie... tylko na dobre mi wyjdzie. I za to... bym nie zmieniła w tym myśleniu kierunku... bardzo mocno trzymam kciuki :-)))






Stylizacja: 
Koszula z rozszerzanymi rękawami - 6 zł (second hand) 
Sweter - 8 zł (second hand) 
Torebka Parfois 
Buty - Reserved - 20 zł
Spodnie - Reserved - 30 zł 

środa, 20 marca 2019

Pikanteria


Pikanteria! Swoją drogą piękne imię dla kobiety. Zupełnie jak Frustracja, albo Sztukateria ;-)

Ale dzisiaj będzie o Pikanterii. Cóż to?

To smaczek wyjątkowy. Jak się tak zastanawiam, to bez smaków jałowe byłoby to nasze życie. I tak jak potrawy potrzebują przypraw by strawne bardziej były i przyjemność nam w jedzeniu sprawiły. By nie tylko do odżywiania służyły, ale również dla podniety podniebienia były. Tak życie potrzebuje zachęty by entuzjazmem było, a nie straconym czasem.

Bo nie samym chlebem człowiek żyje i od życia coś więcej niż chleb mu się należy.

Tak przynajmniej twierdziła moja babcia. A mądra kobieta to była. Pieprzu, papryki, lubczyku, kminku i innych przypraw używała by jedzenie mdłe zmysłów nie paraliżowało... tylko do żaru, namiętności mobilizowało.

Intensywność smaków powoduje właśnie używanie przypraw... te przyprawy to właśnie clou całej potrawy.

Życie każdego z nas to taka potrawa. Możemy ją konsumować jako bierni, mierni... nie wiadomo komu czy czemu wierni ;-).. bez mrugania okiem, bez wywoływania i podgrzewania emocji, bez ognia, bez wywoływania uczuć... bez żadnej wrażliwości... bez budzenia partnera tylko uśpienia jego chęci do czegokolwiek... przez podawanie letniego ciągle tego samego dania... i bez "pieprzu".

Pikanteria to:

dwuznaczność, nieprzyzwoity, charakterystyczny szczegół jakiejś sprawy lub wypowiedzi, który nadaje jej sensacyjny charakter, a plotkarzy przyprawia o szybsze bicie serca i czerwone wypieki na twarzy. Pikanteria pobudza, rozbudza wyobraźnię, prowadzi do silnych odczuć, ekspresyjnych wrażeń… gorących namiętności czy też iście włoskiej awantury.
Pikanteria to ogień... paleta różnych, niekończących się możliwości!

Pikanteria jest jednak przede wszystkim intensywnością, której daleko do bylejakości i miałkości. Jest wyrazista, zapalczywa i aromatyczna. Działa jak przyprawy – charakterystyczne w swej ostrości chili czy delikatnie aromatyczny, specyficzny  kminek. Tak jak te dodatki dodają wyjątkowości potrawom, tak Pikanteria słowa i gestu potrafi podkręcić najnudniejszą opowieść, i podnieść epizod do skali wydarzenia. Działa jak malarz, który nadaje kolor swym obrazom – potrafi sprawić, że czarno – biało – szary świat nabiera wyrazistych barw zieleni, czerwieni, różu i fioletu.

Pikanteria napędza związki – opóźnia moment bycia ze sobą jedynie ze względu na przyzwyczajenie, dzieci, bycie przyjaciółmi. Przyjaźń jest ważna. Niezbędne dla dobrego związku. Jednak związek to coś więcej niż przyjaźń. To także wola i chęć czegoś więcej niż codzienna szarość, i związana z nią nuda. Dlatego potrzebna jest Pikanteria – szczególnie na początku… Choć warto pielęgnować ją także później, żeby w wieku  już 35 lat (nie daj Bóg jeszcze wcześniej) nasze pragnienia się nie rozmijały – żeby nie doszło do sytuacji, że kobieta w tym wieku zaczyna myśleć tylko o dzieciach, a facet o kimś znacznie młodszym… bo brakuje mu bodźca do życia. Nie chce by jego wcześniejszy ogień stał się małym płomykiem, który bliski jest zgaszenia i spopielenia wcześniejszych marzeń.

I tak jak jedzenie bez przypraw niekoniecznie jest smaczne... tak samo jałowe byłoby życie bez "pieprzu" Pikanterii i lekkiej beztroski. To wszystko oczywiście w dobrym guście: w zgodzie z samym sobą i nigdy przeciwko drugiemu człowiekowi (bo przeciwko można być tylko negatywnym emocjom i zamiarom, które inni  ewentualnie żywią względem nas – wtedy droga do pokonania przeciwnika jest prosta: głowa do góry, pępek wciągnięty tak jakbyśmy chciały dotknąć nim kręgosłupa… i uśmiech od ucha do ucha eksponujący kurze łapki już istniejące lub dopiero mające zostać utrwalone wokół naszych oczu).

Pikanteria jak zazdrość w związku potrafi dodać mu ikry czy jak ktoś inny napisałby... iskry. Wskazać błędy popełniane przez parę, ale gdy jej za dużo… to też niedobrze. Nikomu nie smakuje przesolona zupa, ani niczemu nie służy "przepieprzone życie" Nadmiar dodatków nie może zabić podstawowego smaku, który sobie wypracowaliśmy od tego na ziemi naliczanego nam czasu.

Dlaczego właśnie dzisiaj myślę o Pikanterii i o niej piszę?
Bo jutro pierwszy dzień Wiosny i trzeba zrobić w swoim życiu porządki. Bez względu na wiek i płeć...  pomyśleć co przyprawić, czemu dodać smaku by jeszcze bardziej chciało się nam jeść. I żeby to jedzenie było wyjątkowym dla nas doznaniem. Cudownym staraniem.

Stara ta kobieta już, więc tak docenia każdy dzień. Kto by się zastanawiał nad tym jak tu przyprawiać, doprawiać jak na zwykłość czasu brak (?)
Sama zwietrzała jest już ropucha, więc szuka ekscytujących wrażeń, bo nie ma co robić...
Jak nie (?) To niech robi na drutach ;-)
Tak mogą pomyśleć niektórzy z Was... Ci negatywnie nastawieni, spracowani i znudzeni, którzy zrezygnowani już są... I przyzwyczaili się do marazmu, jałowości i braku spontaniczności... tak w kuchni,  tak w sypialni... ogólnie w życiu.
Ja natomiast (czy się to podoba czy nie... nie wypada (?)) nie straciłam ochoty, werwy, ani wprawy w "pieprzeniu" sobie odpowiednim.
Ta wiosna pełna będzie Pikanterii!!!














wtorek, 12 marca 2019

O skórę - dbaj z przytupem!

Lubię dbać o swoją skórę z przytupem - w końcu mam tylko jedną. Żywię szczerą nadzieję, że swoją twarz w lustrze będę mogła (i musiała tą konkretną!) oglądać jeszcze przez wiele lat (trzymam za to kciuki i to właśnie między innymi w imię tego odbywam nieustanne pielgrzymki do lekarzy wielu specjalizacji (ortopedzi, reumatolodzy, neurolodzy itd...). Z tego powodu staram się sięgać po dobre kosmetyki, które rozpieszczają moją skórę, sprawiają, że czuję się dobrze chociaż "wizerunkowo" w swoim obolałym ciele ;) Dzisiaj mowa właśnie o dwóch takich preparatach :)


Dawno, dawno temu... zachwycałam się cudownym olejem z opuncji figowej z Bio Agadir. Nie jestem zwolenniczką kupowania drogich kremów, kosmetyków, ale akurat to jest produkt, co do którego jestem pewna, że jest wart swojej stosunkowo wysokiej ceny. Nic więc dziwnego, że równie chętnie sięgnęłam po luksusowe serum opuncja figowa, mleczko pszczele, miód

Zdjęcie ze strony: https://domiuroda.pl/

Superskoncentrowane serum olejowe o działaniu przeciwzmarszczkowym - wygładza, odżywia, napina, rozjaśnia, nawilża, uelastycznia skórę, a to wszystko dzięki bogatej zawartości olejów:

·        olej z nasion opuncji figowej - najdroższy na świecie i podobno najskuteczniejszy olejek tosowany w profilaktyce przeciwstarzeniowej (osobiście - faktycznie jeszcze nie spotkałam skuteczniejszego :))

·        olej arganowy - bogate źródło najcenniejszych związków - antykancerogennych, kwasów linolowych i tłuszczowych, kwasów Omega 6 i naturalnie związanych izoflawonów

·        olej z pestek winogron - zwany "wymiataczem wolnych rodników"

·        olej jojoba - zwany "inteligentnym olejem" i polecany do każdego typu skóry, ze względu na regulację wydzielania sebum, a zarazem nieprzesuszanie skóry

·        olej z nasion ogórecznika - dobrze oczyszcza skórę i usuwa zanieczyszczenia z porów

·        olej z wiesiołka - reguluje poziom wilgotności skóry 

·        olej z owoców róży rdzawej - zawiera bardzo dużo witaminy A w postaci karotenów i trans - retinolu, a dzięki temu jest polecany w kuracjach przeciwzmarszczkowych

A także miodu, mleczka pszczelego i ekstraktu z kwiatów geranium.

Plusem serum jest z pewnością to, że nie posiada w swoim składzie olejków eterycznych, ekspresowo się wchłania, jest bardzo wydajny, nie pozostawia po sobie tłustej warstwy (której bardzo nie lubię!). To wszystko sprawia, że serum równie chętnie stosuję rano jak i wieczorem :) Osobiście (ze względu na swój dość zaawansowany wiek ;)) na serum nakładam jeszcze krem, jednak myślę, że u młodszych osób spokojnie wystarczy samo serum ze względu na swoje świetne, skoncentrowane działanie :) 

Wiecie, że nie jestem z wykształcenia kosmetyczką, więc moje opinie o kosmetykach... są bardzo subiektywne i mało specjalistyczne - jednak nawet ja potrafię dostrzec na pierwszych miejscach w składzie tego produktu właśnie oleje :) ("INCI: Opuntia ficus-indica seed oil , Argania spinosa Kernel oil, royal jelly extract, honey, vitis vinifera seed oil, simmondsia chinensis seed oil , borago officinalis seed oil, oenothera biennis oil, rosa moschata seed oil, pelargonium graveolens flower oil (geranium essentiel oil ).") 

Mogę śmiało stwierdzić, że to serum za olejem z opuncji figowej zajmuje drugie miejsce w moim TOP 10 najlepszych kosmetyków naturalnych :) Szczerze polecam.


Oczywiście i w tym produkcie nie mogło zabraknąć oleju z pestek opuncji figowej - mojego ulubieńca. Ładnie nawilża i wygładza skórę, daje dobrą dawkę odżywienia, która jednocześnie nie przeszkadza w utrzymaniu makijażu na skórze :) Ładnie się wchłania i nie powoduje rolowania się tzw. "kolorówki". Zauważyłam także, że moja skóra podczas jego stosowania stała się bardziej promienna... wpływ ma na to bez wątpienia także zdrowa dieta, ale myślę, że i krem dołożył swoje trzy grosze. 


Ogromnym plusem tego kremu jest fakt, że nie niesie za sobą sztucznego efektu "wow". Niektóre kremy drogeryjne pięknie podciągają owal twarzy, optycznie wygładzają zmarszczki, jednak to wszystko utrzymuje się w sam raz do zastosowania kolejnego kremu z serii. Po zaprzestaniu takiej "terapii" osiągnięte "efekty" znikają. Z tym kremem jest inaczej - nawet jeśli nie zdecydujemy się na dalszą kurację - efekty pozostaną, a nasza skóra - jestem o tym przekonana - będzie nam wdzięczna za tę dawkę nawilżenia. 

Bardzo pozytywne także jest to, że krem nie był testowany na zwierzętach, nie posiada parabenów i olejów mineralnych. 

Myślę, że sam krem w moim przypadku to za mało - ale w połączeniu z wyżej opisanym serum, olejem z opuncji figowej lub olejem arganowym - to już prawdziwa bomba!

A w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć... oba produkty sprawdzą się super już u kobietek 30+, zdecydowanie ograniczą późniejsze wizyty u kosmetyczek ;) A zdecydowanie... wklepywanie jest przyjemniejsze od nakłuwania, podciągania, wycinanie itd. ;) 

poniedziałek, 4 marca 2019

Obraz pełen sprzeczności... KOBIETA*


A - Anioł dobry i diablica piekielna. Atrakcyjność w jednym i drugim wcieleniu.
B -  Brak przebaczenia, które powoduje zgorzkniałość i zmarszczki na czole (a potem botoks ;-))
C - Ciało wiotkie czy pulchne... chude czy grube... cellulitis i rozstępy. 
D - Delikatność i szorstkość. Dama i babsztyl cuchnący wódką.
E -  Empatia, ale też niezrozumienie. 
F -  Finezja w każdym uśmiechu, spojrzeniu, dotyku... w ubraniu... i bez ;-) 
G - Gwiazda najjaśniejsza... Słońce. Światłem - oświetlające, ciepłem ogrzewające... życie niosące.
Ch - Chmura gradowa, wielka... lub malutka zupełnie i ten obłoczek płynący bielutki i cichutki.
H - Hiena drapieżna, manipulantka dająca złudzenia na niczym nie oparte.
I - Inspiracja artystów i sadystów. Ikona stylu i bezguścia.   
J - Jęk rozkoszy... w młodości... rozpaczy w starości.
K - Krzyk przeraźliwy i milczenie złowrogie. Kochanka... ta od  słabego mężczyzny, który nie potrafił szczęścia znaleźć w już raz założonym domu.
L - Lato. Wiosna przedtem. A po lecie jesień i zima po niej długa. Każda z tych pór odmienna i każda potrzebna... Wszystkie barwy od początku świata istnienia.
Ł -  Łania... przewodniczka stada... delikatna i płocha...  szybka niezwykle, gdy jej kto zagrozi.
M - Muzyka kojąca i dźwięk przeszywający ostro ucho. Mądrość i głupota.
N - Namiętność... od  uwielbienia do wrogości... od czułości do kipiącej jadem złości.
O - Ogień i szaleństwo. Spokój i podpora. Oczy emocjami tymi iskrzące.
P - Piękna i brzydka (gdy wina zabraknie ;-)) Pasja i chaos... wszystko w jednym.
R -  Radość istnienia na różne sposoby... od temperamentu bujnego do zamyślenia refleksyjnego. 
S -  Smak miodu i piołunu. Albo miód z łyżką dziegciu... tak dla równowagi smakowej.
T -  Tolerancja, troska i zawziętość. Tęsknota i tango upojne.
U -  Upartość, ale jednoczesna wiara we wszystko! gdy o miłości jest mowa.
W - Wredna baba... z jednym gadająca, na drugiego patrząca, a o trzecim myśląca.
Z - Zapach słodyczy i zapach goryczy. Zmęczenie, które dla innych jest ocaleniem.
Ż - Żona to też (zazwyczaj ;-)) kobieta, chyba (?) że męża inna opcja podnieca :-) Albo mąż też jest kobietą (?)
To wszystko jest: KOBIETĄ.
Spektrum cech... od wrażliwości i czułości do podłości. Od wewnętrznej siły do słabości. Od seksapilu, inteligencji do głupoty, niewierności i braku dbałości.
Od magnetyzmu, żaru, który trzeba tylko odpowiednio rozpalić… do mdłości z powodu jej pustości.
Od słońca, radości do przerażającej duszy ciemności.
Od ponętności do oziębłości tak lodowatej, że można się odmrozić. 

Bycie Kobietą jest niezwykle trudne ;-)
Tym bardziej, że Kobieta musi obracać się między mężczyznami. A Ci jak wiadomo...? Są trudni!
Ale powiem Wam mężczyźni... jeśli zakochacie się w Kobiecie, która wszystko to co powyżej (według mojego alfabetu)... to ma!... Czyli zabawna w gruncie rzeczy jest :-) Przez to, że tak skomplikowana... to nawet jeśli ona nie pokocha Was... nie będzie chciała z Wami być... to Wy nie zapomnicie o niej nigdy!... nawet gdy Starą już będzie Kobietą... a Ty jeden z drugim już sflaczałym atletą ;-)
A Kobiety?
Wszystkie tak naprawdę, pragną jednego: odrobiny szczęścia w miłości... nieograniczonej w postrzeganiu świata... wolności. I tyle!

KOBIETA*  (kliknij w "Kobietę")