poniedziałek, 25 lutego 2019

Bez narzekania...


Przychodzi taki czas, że musimy odbyć podróż niedaleką... bez biletu, bez pakowania i wcześniejszego planowania. Podróż w głąb siebie. Taka emigracja wewnętrzna. Zamknięte drzwi, wyłączony telefon... bez smsów, messengerów i whatsappów… informacji zewnątrz żadnej. Kontakty osobiste zarzucone. Radio wyłączone. Telewizor zakryty kocem (aaa… nic nie muszę zakrywać... nie mam telewizora :-)) Są tylko ściany, sprzęty, książki, cisza i ja. Ja w tej ciszy tonąca jak brzytwy  trzymająca się przekonania, że ta wycieczka coś zmieni, czegoś mnie nauczy...  poznam siebie na nowo. Odnajdę siebie w tej nowej sytuacji gdy czuję się stara (nie Stara), pomarszczona i prawdziwie schorowana. A chcę jeszcze coś zrobić, żyć mimo tych zmian i szczęśliwą być.

I tak chodząc po mieszkaniu... jedząc co w zapasach jeszcze było... głównie pomarańcze, banany, kiwi, cytryny, warzywa zielone i pomarańczowe bardzo sycące, ananasy... czyli same frykasy i do tego woda... skarbnica zdrowia i życia. Przysiadając na fotelu, pokładając na łóżku, ćwicząc na Marysi (piłce leczniczej) czy leżąc w wannie z maseczką na twarzy... rozmyślałam jak ujarzmić te myśli powyciągane, poszarpane, potrzaskane... jak wyciągnąć odpowiednie wnioski i jak móc wcielić je w to życie... to moje, jedyne.

W sposób alfabetyczny przedstawię tu te refleksje zupełnie luźne, nie tyle motywujące, co przypominające co istotne być dla mnie powinno. Być może i Wam przydadzą się one. W końcu niezależnie od płci, wieku i miejsca, w którym mieszkamy te problemy są niezmiennie takie same. Tylko inaczej postrzegane i przeżywane,

Oto jestem sama (fizycznie nie ma nikogo), stara (pesel tak mówi), cierpiąca w chorobie (ciało daje wyraźne aż nadto sygnały). Znużona tą sytuacją nie wiedziałam już co robić by pomóc sobie i nie krzywdzić innych... nie być dla nich kulą u nogi.

Cierpienie gaszące uśmiech na twarzy i zamulające prawidłowe myślenie nie ułatwiało sprawy.

Stając przed lustrem z poszarzałą zmęczoną twarzą, przyblakłymi oczami... odwracałam głowę.

Nie to nie jestem ja! Ja taka nie jestem! Jestem inna! Chcę wrócić do siebie!

Do tego potrzebna jest moja siła i determinacja by zachodzące zmiany przyjąć, bo nie da się z nimi walczyć.

Jak to zrobić ? Ułożyć sobie plan i wiernie się go trzymać, bo życie za krótkie jest i niemoralne byłoby oddawać je walkowerem. Łatwo założyć. Ale trzeba się do tego odpowiednio przyłożyć.
Stąd pomysł na tę dziwną wycieczkę i uporządkowanie w sobie. A po powrocie? Konstatacje... takie to:

A - Akceptacja siebie takiej jaką się widzi w lustrze, słyszy w głosie. Nie będę już nikim innym, więc szkoda marnotrawić czas na nierealne zmiany, Ulepszę, naprawię co się da i dam z siebie ile się da. Zmienię fryzurę, wymienię ciuchy, zastanowię nad relacjami z innymi.

B - Bycie sobą. W każdej sytuacji zabieranie swojego głosu, wyrażanie swojej opinii. Nie poddawanie się indoktrynacji nawet gdyby to miało ułatwić życie. W rezultacie prowadzi ona do poddańczości i uległości, co zniechęca człowieka do otwartości i buduje w nim lęk. Wielu rzeczy być może nie mam, ale odwagę? Tę jeszcze z siebie wyduszę!

C - Cofanie się. Czasem trzeba cofnąć się do przeszłości, podwalin naszej tożsamości. Cofnąć by wyjąć z niej niezrealizowane marzenia i teraz przystąpić do ich realizacji, bo to może być ostatni czas. To może być dopełnienie, spełnienie, które doda mi pewności siebie. Dlatego nie oglądając się na nikogo będę robić to na co mam ochotę, co potrafię najlepiej.

D - Dom. Dom to nie ściany i sprzęty. To ludzie. Mój opustoszał ostatnio. Ale takie jest życie... nikt nikogo nie ma na własność i każdy ma prawo do swojego życia. Ja kiedyś też zostawiłam swój dom i nowy założyłam. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że coś złego uczyniłam. Dlatego muszę mieć wyrozumiałość dla tego co mnie spotyka. I ten dystans, który mam do siebie, o którym tyle mówię i piszę...  jeszcze głębiej wprowadzać w życie.

E - Egzystencja. Nie polega na podobaniu się komuś z lica czy z serca. Polega na tym co ja chcę dla siebie, co ja mogę ofiarować komuś i czy dla każdej ze stron będzie to dobre i przyjemne.

F - Frustracja. Na razie nie grozi mi. Potrafię nazwać swoje emocje i wiem o co mi chodzi. Nie obwiniam nikogo i nie oskarżam... wiem na co mnie stać i jakie pragnienie mam. Zupełnie niewielkie... jedno... maleńkie. I zrobię wszystko by spełnić je!

G - Gniew. Tak! Czuję gniew i złość, że marnuję czas, gdy nie działam tak jak chcę. Najbardziej, że odbija się to na bliskich mi ludziach. Ale usprawiedliwiam się i mam nadzieję, że z tego gniewu dostanę siły by walczyć z ograniczeniami, które zesłał mi los.

Ch - Choroba. To ona uzmysławia  mi fakt, że mój kontrakt z życiem może ulec korektom, a nawet zakończyć się. Zabiera mi czas, uśmiech smutnieje, wiara więdnieje, nadzieja się skrywa... szczęście znika. Korona na głowie ledwie się trzyma. Mam wobec siebie obowiązek by zrobić wszystko co w mojej mocy by się nie poddać chorobie, by z nią walczyć wszelkimi dostępnymi sposobami i jeszcze w tym czasie być szczęśliwą jak najbardziej. Bo każda chwila jest ważna. Ale ja się nie mogę podać, bo ja nie ten typ, który kłaniałby się chorobom, więc czytam, pytam, chodzę by się dowiedzieć, dopytać jak tu sobie ulżyć by realizować swoje pasje, a nie leżeć i patrzeć, i widzieć się w trumnie.

H - Huśtawka. Huśtawka jest dobra dla dzieci. Raz w górę, raz w dół to przyjemne uczucie. Ale huśtawka nastrojów od radości porannej do rozpaczy wieczornej to się musi skończyć źle.

I - Irytacja. Analizując własną irytację łatwo dojść do tego kim jesteśmy naprawdę. Czy powodem irytacji jest fakt, że wszyscy wokół wiedzą co dla nas jest najlepsze i najpotrzebniejsze, i wiedzą co czujemy lepiej od nas samych? Czy powodem irytacji jest to, że w spodnie się nie mieścimy, choć dopiero co zakupione i w sklepie jeszcze były dobre? Czy irytuje nas piękna zadbana sąsiadka z wesołym uśmiechem na twarzy? A może zabłocona przez gości nasza idealnie wyczyszczona podłoga? Czy kłamstwo płynące z telewizora irytuje nas więcej? Rodzaj irytacji określa nas jak najbardziej. W tej kwestii muszę nad sobą popracować, bo irytuje mnie brak kompetencji, wyrozumiałości i wtedy zbyt szybko uruchamiam swój język cięty... kpiną nadęty. Chociaż "J"?

J - Język. Język jakim się posługuję też mnie określa... tym językiem nie opowiadam rzeczywistości jaka ona jest lecz ją subiektywnie kreuję, interpretuję... I może powinnam to zmienić... nie ubarwiać, nie dokładać emocji, odpowiadać tylko na pytania... nie bawić się słowami, nie używać puent... ostrych ripost i tajemniczych wieloznacznych słów. Ale  wtedy to nie będę ja. Nie będę niczego w tym zakresie zmieniać.

K - Komfort. W każdym momencie życia czym innym jestem i dla każdego ma inny wymiar. Teraz komfortem jest dla mnie chwila bez piekącego bólu i bardzo doceniam ją.

L - Lustro. Codziennie w nie patrzę i widzę siebie...  jedyną osobę, od której zależę. Od mojej dojrzałości, od wewnętrznego postrzegania siebie zależy innych na mnie patrzenie. Muszę się chronić przed zwątpieniem w siebie. Stąd poniższe "Ł"

Ł - Łaskawość. Więcej łaskawości w oglądaniu siebie i docenieniu tego co jest, bo gorzej... zawsze! bez specjalnej troski... zawsze może być gorzej. Tak jak "lepiej być może"... dzięki naszej staranności. I więcej cierpliwej troski... unikanie słów "nigdy nie" w kontekście "będzie dobrze" A wtedy "może być dobrze".

M - Milczenie. Moje milczenie jest różne... czasem milczę, bo to najlepszy sposób by wykrzyczeć to, co chcę powiedzieć, a czasem milczę, bo nie chcę gadać z idiotami. I niech tak zostanie.

N - NIE! Nie! muszę się nikomu tłumaczyć z faktu, że lubię siebie i dlatego chcę o siebie walczyć. Nie! Mam prawo do niezgadzania się. Jak każdy zresztą. Szanuję słowo "nie".

O - Oszczędzanie! Kończę z zostawianiem perfum na lepszą okazję, na wyjmowaniu serwisu na specjalną kolację... na odmawianiu sobie przyjemności, bo starość jest długa... na kremowaniu cieniutką warstwą, bo szkoda na nowy słoik. Życie jest tu i teraz, i niczego fajnego nie zamierzam odkładać na później... Kiedyś, następnym razem - wcale może nie nastąpić. I  wszystkiego, czego wcześniej nie doznałam - zamierzam próbować. W tej mierze też nie zamierzam się oszczędzać.
I słów dobitnych, gdy przyjdzie mi ochota... też w mózgu nie chomikować i przez nagromadzenie przykrych emocji  siebie denerwować.

P - Pamięć. Pamięć mam doskonałą. Dzięki niej pewność siebie. Świetnie pamiętam swoje najpiękniejsze dni i dzięki temu mogę z  pamięci, jak ze skarbnicy wyjmować je, i wracać do nich... zwłaszcza wtedy, gdy świat wali mi się na głowę. I tego nie zabierze mi nikt. To moja siła.

R - Relacje. Relacje z ludźmi są bardzo ważne. Bardzo lubię ludzi. Jestem otwarta na nich. Ciekawią mnie... choć drażni mnie małostkowość, grubiaństwo, a nade wszystko "wszystkowiedzącość" na każdy temat. Ale mam prawo wyboru i nie muszę się zmuszać do relacji, na które nie mam siły i szkoda mi czasu. Czasu, którego nie kupi się na żadne pieniądze.

S - Strach. Po licznych stratach, rozstaniach, porażkach... Strach przed bliskością i odrzuceniem, pozostawieniem jest we mnie niezwykle silny. Mam świadomość, że może on doprowadzić do zaborczości wobec innych... kochanych przeze mnie osób. Stąd droga prosta do uczucia zazdrości. A to już dno emocjonalne prowadzące do chronicznego poczucia pustki. Więc co z tym zrobić? Zaufać jednej najbliższej osobie, wybranej i ufnie jej wysłuchać.

T - Tęsknota. Tak, tęsknię i jest to uczucie, które działa na mnie destrukcyjnie... czuję to. Muszę przekuć ją w marzenie i znaleźć możliwości by je zrealizować.

U - Ucieczki. Od przyjaźni, od miłości, od przyjmowania pomocy... nic nie dają. Tylko od siebie samej oddalają i smutek pogłębiają. Dam się złapać. Nie będę się bronić.

W - Wątpliwości. Muszę zastąpić je Wiarą w to, że ciągle jestem Wojowniczką... choć Starą ;-)  i tą podążać drogą.

Z - Zołza. Być zołzą to nie trudne jest. A nawet bardzo przyjemne. Chyba ograniczę ten procent zołzy, która jest we mnie. Znajdę sobie inne przyjemności (choć? choć niezupełnie ;-))

Ż - Żal. Nie, nie żałuję... żadnych rozdrapywań ran nie stosuję. Jeśli kogoś skrzywdziłam, jeśli tego nie naprawiłam, jeśli nie tak postąpiłam, czegoś dobrze nie zrobiłam... to już ta chwila była i się skończyła. Teraz muszę zadbać by żadna zła się nie przydarzyła. Żebym resztę lat z zadowoleniem dla siebie i innych przeżyła.

Koniec podróży. Wróciłam!
Otwieram okno. Pięknie świeci słońce. Świat dalej istnieje, choć mnie w nim nie było. Najważniejsze, że wiem, co jest ważne, co naprawdę liczy się, i że... ciągle jestem w grze!










20 komentarzy:

  1. Świetny tekst, widać, że Pani ma młodą duszę :)
    Ja czasami odbywam taką podróż jak jestem sama i mam chwilę dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... jeśli chodzi o młodość, to tylko dusza mi została. Ale ponoć to najważniejsze:-))Pozdrawiam serdecznie:-))

      Usuń
  2. Bardzo mądre podejście. O sobie też trzeba pamiętać, życie jest za krótkie żeby sobie wszystkiego odmawiać. Czasem a nawet często lubię pomilczeć, to koi moje nerwy. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślenie o sobie w mądry sposób to nie egoizm, to wartość. Pozdrawiam gorąco:-)

      Usuń
  3. Bardzo mądre przemyślenia dotyczące stanu ducha.Czytam to co Pani pisze z ciekawoscia😊pozdrawiam Halina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję wdzięcznie za czytanie i zrozumienie:-)) Całuski:-)

      Usuń
  4. Punkt odnośnie oszczędzania także i ja powinnam wprowadzić w swoim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie wyglądasz, jesteś mądra, bogata w doświadczenia...życzę Ci wielu dobrych, pięknych chwil...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! W doświadczenia to jestem multimilionerką;-)) Chociaż czegoś mam ponad stan;-) Dzięki za dobre słowa i pozdrawiam serdecznie:-))

      Usuń
  6. I bardzo dobrze, że ciągle jesteś w grze. Życzę Ci , aby ten stan jak najdłużej trwał.Bądź zołzą,jeśli taką masz ochotę, mów , to myślisz, milcz, kiedy chcesz. Bądx sobą, bo z tym Ci do twarzy. Pozdrowienia i uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego nie mam zamiaru zmieniać... chyba tylko jeszcze więcej się uśmiechać, a płakać tylko ze śmiechu. Tobie też tego życzę i ściskam mocno:-))

      Usuń
  7. Przepiękne zdjęcie, to w którym masz zamknięte oczy i jesteś w czerwonym sweterku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniałe przemyślenia - podróż w głąb siebie jest czasem potrzebna. Najważniejsze że wiesz, co jest ważne. I dalej bądź taka kolorowa zewnętrznie, bo to energetyczne kolory i do twarzy Ci w nich :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo wdzięcznie dziękuję i postaram się nie zmieniać:-))ciskam serdecznie:-))

      Usuń
  9. Witaj, blog ma już prawie przedszkolny wiek, a ja dopiero dzisiaj na niego natrafiłam.Mam zwyczaj, gdy coś mnie zaintryguje szukać jego początku i od tamtąd czytać. Sporo mi zostało, ale kiedyś będę na bieżąco. Żyć, aby nie żałować. Tak, to właściwe motto i jeszcze tak, jakby każdy dzień miał być ostatni. Chociaż 65 to jeszcze za mało na starość :) , ale jestem świadoma, że każdy dzień itd. Przecież to może się zdarzyć i w 25. Niczego nie żałuję i byłam , jestem szczęśliwa. Ja akurat mojemu dziecku, pomimo obowiązków samodzielnej matki, tak samodzielnej, bo samotną się po rozwodzie nie czułam, i odpowiedzialnej pracy, w końcu sama musiałam zapewnić nam byt, aby nie był na minimum, robiłam wszystko, aby z dzieckiem być. Masz w tym temacie całkowitą rację. Teraz mąż, a no zjawił się taki drugi po latach pełnoletniej samodzielności, mówi spowolnij, czas na odpoczynek. A ja pytam, co to znaczy odpoczynek. Dla mnie jest to robienie tego co lubię. Więc przede wszystkim ogród, podróże, nie zapominam o córce i wnusi, która jest oczkiem. I co, na starość nie czekam, tak jak piszesz. Ona przyjdzie więc po co jej wyglądać. Czytając dalej, a jestem w 2016 roku, może jeszcze coś napiszę. Pozdrawiam i zapraszam na rekonesans do mnie https://namojejmapie.blogspot.com. A tak w temacie Twojego bloga, piszę bo jest super. Pozdrawiam,Elżbieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję wdzięcznie za każde słowo. Nie starzeje się ten co nie ma czasu... a Ty go nie masz... tyle masz obowiązków i pasji:-)) Niech Ci się wiedzie jak najlepiej:-))

      Usuń
  10. Witam.
    Powinnaś zdublować literę E i dodać: egoizm racjonalny:) Z całą resztą w 95% się zgadzam. Dla mnie takim restartem jest kilkugodzinna męcząca wędrówka w terenie. Nie ma dla mnie lepszej okazji, aby przemyśleć to i owo i wrócić jak nowo narodzona, silniejsza i pewniejsza swego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z samym sobą. Twój wydaje mi się wspaniały, bo dodatkowo ładuje na nowo akumulatory. Kiedyś, gdy dojdę do lepszej kondycji zdrowotnej - wykorzystam go. Ściskam serdecznie:-))

    OdpowiedzUsuń