niedziela, 13 maja 2018

Ludzie to dziwni są...


Jestem Funia... moja Pani mówi, że najpiękniejsza kotka jaką widział świat. Muszę stwierdzić, że zgadzam się z nią. Moje białe puszyste futerko, piękne wyraziste oczy i mruczenie daleko cudniejsze niż ta muzyka z grającego pudła – niejednego już urzekła, co odwiedził Panią. Dlatego nie rozumiem, dlaczego na zwiedzanie tego świata, a przede wszystkim na pokazanie mnie temu światu - moja Pani zostawiła mnie w domu. A właściwie u sąsiadki, którą nazywa przyjaciółką jak piją razem to coś czarnego i wlewają w to białe, czyli śmietankę. Bardzo ją lubię (śmietankę;-)), ale Pani mówi, że to dla mnie niezdrowo i daje mi taką inną specjalną dla kotów... (tfu!)

Wracając do tej przyjaciółki, to jak Pani nie pije z nią tego pachnącego czarnego (kawą to nazywają) tylko robi to ze swoim Panem, co z nią sypia na tym wielkim łóżku (na który wstęp mam wzbroniony... chyba, że Pana nie ma:-))... to wtedy o niej mówi „ta głupia flądra”.
Trochę nie rozumiem dlaczego, bo kiedyś dostałam do zjedzenia taki płaski kawałek, lekko śmierdzący, choć całkiem dobry… i wtedy Pani też mówiła, że to flądra.

Ludzie to dziwni są ...

A w ogóle to Pan niby Pani przytakuje, Aneczko-koteczko do niej mówi. Ale jak Pani nie ma w domu to przychodzi do Pana taka mała i czarna na głowie. I z Panem robi dokładnie to co sroczki na drzewie w ogrodzie… tarmoszą się i z dzióbków spijają sobie coś (śmietankę? miodek? Nie wnikam w to!). A jak Pani nagle przychodzi, bo wcześniej wróciła z tego, co nazywa konferencją… to czarna bierze te akta, co je wcześniej przyniosła i mówi, że po nie przyszła właśnie. Wtedy Pan lekko się czerwieni i mówi, że ta sroka - bałaganiara, to niedługo głowy zapomni i uśmiecha do Pani. A  przedtem ową bałaganiarę nazywał swoim misiaczkiem i szczęściem, a o Pani mówił „ta stara małpa i zołza”.
Pani go uspokajała i … dobrze już, dobrze rybko, nie denerwuj się  -  do Pana się zwracała.
Zupełnie nie rozumiem... ślepa jak kret ta moja Pani

Ludzie to dziwni są …

Tak więc  Pani zostawiła mnie u tej przyjaciółki, flądry głupiej (wcale nie śmierdzącej, a już na pewno nie płaskiej)... przeniosła do niej moją toaletę i zabawek parę, choć zapomniała o gumowej myszy... a niech tam. Dała papierek, który przykazała wymienić dla mnie na jedzenie, głasnęła mnie po brzusiu (tylko nie po brzusiu... dopiero jadłam... a w ogóle nie w takiej sytuacji... dostanę wzdęcia... zresztą i tak wolę za uszkiem - to bardziej eleganckie) i tyle ją widziałam. 

Dom był malutki, zawalony książkami, szpargałami i kwiatami, ale innymi niż u mojej Pani. U mojej Pani rosną kwiaty za drzwiami, w ogródku, a nie na półkach  i szafach.
Ciekawe czy można je będzie podgryzać? 
Bo kocimiętki, ani owsa, tymianku, które rosną na moim ogródku tu nie uświadczysz...

Coo? - moja toaleta na tym gorącym cementowym balkonie?
Z drugiej strony tyle okien, a w oknach ludzie... będą mnie podglądać?
Zero intymności...
Na razie się dowiedziałam, że nie wolno: wskakiwać na stół, na szafy, huśtać na tej białej szmacie, co zasłania okno, a przy okazji słońce, wchodzić na sofę i drapać fotela... Wolno: jeść z miseczki w tym małym pokoiku, gdzie woda kapie z kranu i śliska jest podłoga… a leżeć na kocyku, w który wkręcają się pazury... a kocyk w korytarzu między butami, na których błoto i za przeproszeniem psie g...o, do nich przyklejone.

Ludzie to dziwni są…

Dlaczego sami się tam nie położą i kto widział jeść w miejscu, gdzie inni k...ę robią i jeszcze moczą się cali. Ja nie znoszę moczenia futerka… owszem czesanie lubię, ale tylko miękką szczoteczką … miauu... lubię pomarzyć.
Ludzie to dziwni są...
Tymczasem muszę się tu jakoś zainstalować.
Ale nic, spróbuję dobrocią i migdaleniem się … nic tak nie działa na ludzi jak słodzenie im.
Wskoczyłam na „przyjaciółkę flądrę” jak siedziała w fotelu
- O matko! - krzyknęła
Jaka ja tam matka... Funia jestem ... coś jej się poplątało.

Ludzie to dziwni są…

Ale nic, spokojnie rozłożyłam się na jej kolanach, wtuliłam w ten szorstki materiał i zaczęłam mruczeć przyjaźnie... czułam jak rozgrzewają się jej kolana i czułam już, że jest cała moja. Odłożyła  te zakurzone papiery i palcami  zakończonymi kolorowymi pazurami zaczęła mi głaskać futerko...
Tylko nie pod włos, nie pod włos... miaaałłłł!!!
Uff... nareszcie … zrozumiała... ciekawe czy jakbym pazurami jej grzywkę z przodu do tyłu zagarnęła to byłoby jej miło (?)

Ludzie to dziwni są...

Już zrobiło się na nowo całkiem sympatycznie, ciepełko mi przeszło przez ciałko, aż … aż zza drzwi doszedł  niski głos...
- Zosiu! Gołąbeczko! Jestem!
Ten głos mnie przestraszył, musiałam wyciągnąć pazurki i lepiej schwycić się kolan Pani przyjaciółki, która chyba jest Zosią i gołąbeczką , a nie flądrą... 
- Auu – syknęła Zosia. Chyba za mocno do niej przywarłam (?)
Niski głos należał do wysokiego, jeszcze wyższego od Pana „starej małpy - zołzy”… sorry … mojej Pani ...wszystko mi się ze strachu miesza.
- Co ten sierściuch tu robi?
- (Chyba „sierściucha”, bo ja jestem ona) – przemknęło mi przez główkę.
- Ania wyjechała (to o mojej Pani) i nie miała gdzie jej zostawić? - tłumaczyła się flądra Zosia i przycisnęła mnie mocniej. (Chyba chciała mi dodać otuchy(?))
Wtedy poczułam wyraźnie te same perfumy, którymi skrapia się moja Pani... pięknie pachną.W końcu produkują je „Coty” ;-))
W tym momencie Zosia zyskała moją przyjaźń, bo przywołała moje wspomnienia.
Taka rozkojarzona straciłam czujność i ni stąd ni zowąd poczułam jak moje futerko na grzbiecie odchodzi od skóry... poczułam się jak w zatrzasku. Nieoczekiwanie z przyjaznych mi kolan zostałam uniesiona na wysokość zwisającej z sufitu lampy... i naraz zaryłam przednimi łapkami w twardą posadzkę. Pupa przez chwilę jeszcze  czuła powietrze... plask... leżałam przy białej szafce.
- Cchiałł – zawyło mi się z przykrości.
Spojrzałam do góry. Wielki z czarnym pod nosem wąsem i bródką (jak u kozy Frani, co mieszka za płotem mojego ogródka) nachylał się nade mną i syczał (jak wkurzony stary kot... choć wyglądał jak wyleniały wilk, bo trzy włosy miał na głowie;-))... tu jest twoje miejsce!
- Pawle tak nie można, ona jest grzeczna i czysta... wytrzymasz parę dni – to Zosia zabeczała jak oblekana ze skóry owca.
- Parę dni, czy ci rozum odjęło, małpiego dostałaś, żeby tu kłaki mi się po domu turlały i śmierdziały??? Jak cię namówiła ta krowa na łyżwach (to chyba o mojej Pani), że tego kołtuńca wzięłaś do naszego domu... na pewno ma robaki - koto-wilk był wściekły jak pies (tutaj przepraszam przemiłego pitbula, który jest Panem sąsiada mojej Pani i mieszka z drugiej strony ogródka... czasem mnie trąca swoim zimnym nosem, a mnie w tym momencie gorąco się robi, że taka przyjaźń nas łączy)
Zaczęła się niezła jatka … Paweł koto-wilko-pies wył, a Zosia gołąbeczka i owca w jednym, gruchała, meczała i kuliła jak zastraszony zajączek... jednako chwilami prostowała i wydawała z siebie dźwięki jak malutki lecz głośny ptaszek - derkacz.
- Jaką trzeba być świnią by tak się zachowywać? – Zosia pytała i rzucała iskrami z oczu pełnymi jadu jak u żmii.
Uch...
Absolutnie już nic z tego Zoo nie rozumiałam... uciekłam do swojego ogródka i tam żywiąc się czym się dało, przesypiałam noce w piwniczce (było otwarte okno) jakoś do powrotu Pani doczekałam (przynajmniej spokój miałam; nie lubię tłoku :-))

Ludzie to dziwni są ... chełpią się tym, że rozumni są i wartości mają… i od zwierząt lepsi i ważniejsi są. A ciągle do nich nawiązują, czasami przypominają.
Ludzie to dziwni są… nie rozumieją, że stosunek do innych ludzi, do zwierząt, do moralności, do natury, empatia, uśmiech mogą jedynie nadać im wymiar ludzkości. 



28 komentarzy:

  1. Ech...ludzie to dziwni są;) Świetny tekst!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam z wielką przyjemnością...
    Rzeczywiście... ludzie to często nie ludzie, dlatego dziwni <3
    Buziak Dorota za ten tekst a stylówka, no cóż... powtarzam się już... super

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj dziwni i to bardzo...
    Świetna opowieść! I stylówka!
    Buty ze "starych czasów" zabieram:D
    Pozdrawiam cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie trafne określenie. Świetnie to ujęłaś jak zwykle. A Twoja stylizacja zachwyca. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny post, fantastyczny narracyjny trik, pokochałam Funię, a zdecydowanie wolę psy. Wyglądasz przepięknie w każdej stylizacji. Cieplutko pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dorotko, z wielką przyjemnością przeczytałam ten tekst. Jest wspaniały jak i każde Twoje, które piszesz. Obserwacje świetne, tak, ludzie potrafią być dziwni, dwulicowi...a zwierzęta zawsze są szczere. A ciekawe co by o mnie i mojej rodzinie napisała moja kotka ? Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana!
    Pekinie napisane, nic dodać, nic ująć!
    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny tekst! A Ty w tej stylówce wyglądasz cudownie :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały tekst!!! Ludzie rzeczywiście dziwni są i to bardzo...Wyglądasz przepięknie!!!
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Piszesz doskonale, z poczuciem humoru o trudnych sprawach. Proszę, wydaj książkę z felietonami:-) A stylizacje masz świetne i dobry sklep w zasięgu bo u nas sh beznadziejne!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dorotko, przeczytałam z podwójną przyjemnością - jako miłośniczka kotów i jako miłośniczka Twojej twórczości. Bardzo proszę o więcej.
    Serdeczne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ludzie i dziwni i bardziej dziwni;) takie życie.
    Stylizacja bardzo udana.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ludzie dziwni są i chyba nie są tego świadomi, bo przecież nie można takimi być wiedząc, co to człowieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dorotko wyglądasz kwitnąco :) Łap słonko i witamine D no i nie przestawaj się uśmiechać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętaj, jak Ci się już znudzi ten płaszczyk z zeszłego roku, to ja w kolejce stoję :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie napisane, jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cóż ludzi są dziwni... każdy inny, każdy na swój sposób dziwny. Dziwaki :) Bardzo fajnie wyglądasz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, chyba zawsze tak było i będzie... Na każdym kroku zdarzają się sytuacje, w których łatwiej być egoistą, krzyczeć, złościć się niżeli wykazać zrozumienie i szacunek. Jak łatwo można zapomnieć o tym, że druga osoba też ma uczucia, łatwo przychodzi obmawianie, karcenie w myślach lub wymyślanie plotek, ale na szczerość już mało kogo stać. Łatwo przychodzi zdrada, kpiny, wyśmiewanie. Ale gdzie pomoc i zrozumienie? To wszystko bierze się z egoizmu, bo gdyby w takiej sytuacji pomyśleć o drugim człowieku, o jego potrzebach, nie o naszych i żeby dać coś od siebie - czy życie nie byłoby piękniejsze? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ślicznie wyglądasz Dorotko, piękna narzutka...co do ludzi to dziwni są /co niektórzy/...pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  20. podwójne standardy....
    A co do flądry to smaczna rybka

    OdpowiedzUsuń
  21. Sama o sobie mogę napisać, że dziwna jestem. 10 lat temu nie znosiłam kotów, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez mojego sierściucha :) .

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak zwykle lekkie pióro i interesująca narracja, z niespodziewanej perspektywy. Narzutka pierwsza klasa, torebka zacna :-) Uściski :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Już czytając tytuł dopowiedziałam sobie resztę: i to bardzo dziwni..
    Pewnie, ja też jestem, dla kogoś.. A zestaw bardzo fajny, ładna narzutka :))

    OdpowiedzUsuń
  24. W dzisiejszych czasach coraz trudniej znaleźć tych "mniej dziwnych" ludzi, dla których ważne są prawdziwe wartości.
    PS masz świetne buty <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Z tekstu uśmiałam się, choć przerażona ,w poczekalni stomatologicznej.Morał niestety prawdziwy.
    Nasze zwierzęta nie mają pań i panów, tylko ciocie i wujków. I są traktowane na zasadzie rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  26. Aż zaczęłam się zastanawiać co mój kot myśli sobie o mnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Beautiful image the building You chose well for the theme.
    Your blog is very nice,Thanks for sharing good blog.
    ออนไลน์

    OdpowiedzUsuń