poniedziałek, 7 października 2019

Wklepuj bez względu na wiek!


Hm… już dawno nie opowiadałam Wam o pielęgnacji swojej twarzy (bo na ciało już chyba za późno ;) )... i czas to zmienić. Przez ostatnie tygodnie stosowałam sekretny... ukryty rytuał pielęgnacyjny... którym mimo, że jest sekretem, tajemnicą, pieczołowicie ukrywanym szeregiem czynności... dla wielu prawdziwą enigmą... i zagadką nie do rozwiązania... dzisiaj postanowiłam się podzielić ;) 

Będzie porządna dawka oczyszczenia, nawilżenia i... odmłodzenia rzecz jasna ;), mimo, że opowiem Wam o produktach, które z powodzeniem mogą stosować babeczki w różnym wieku.




Zacznijmy więc od oczyszczania...

Tu z pomocą przychodzi nam enzymatyczny ananasowy peeling w żelu, który idealnie złuszcza naskórek. To francuski, profesjonalny produkt, który jest głównie stosowany w gabinetach kosmetycznych i dermatologicznych - próżno więc szukać go na drogeryjnych półkach. Co więcej... naprawdę zawiera w sobie ekstrakt z ananasa -  to już na piątym miejscu (wliczając wodę ;)), więc tragedii nie ma :) 

Nie ukrywajmy... to nie jest najtańszy produkt. Płacimy tu po części za to, że dostajemy skoncentrowany kosmetyk, który głęboko oczyszcza i nie katuje skóry. Posiadam wrażliwą i naczynkową, a przez to skłonną do podrażnień skórę, więc peelingi, które stosuję muszą być dla niej delikatne. Unikam więc zdzieraków, a szukam cały czas swojego ideału wśród tych enzymatycznych.



Peelingi enzymatyczne były polecane mi przez znajome jako produkty, które przez efektywne pozbywanie się starego naskórka pobudzają produkcję kolagenu i elastyny, a co za tym idzie jego odbudowę. A tym samym wspomagają odmładzanie naskórka, pomagają pozbyć się przebarwień i wyrównać koloryt skóry. 

Odrobinę żelu wmasowujemy opuszkami w zwilżoną skórę twarzy... i tak w sumie masujemy przez 1 do 2 minut, aż pod opuszkami palców poczujemy drobiny złuszczonego naskórka. Obmywamy twarz letnią wodą… i możemy już się cieszyć świetnie oczyszczonym, a zarazem ukojonym i nawilżonym licem. :) Jest naprawdę super i nie mam żadnych zastrzeżeń do tego produktu - tym bardziej, że jego ogromną zaletą jest wydajność! To 150 ml zdecydowanie wystarcza na co najmniej kilkadziesiąt zabiegów oczyszczających.


O dwóch następnych produktach pisałam już wcześniej, jednak uważam, że nadszedł czas żeby o nim przypomnieć... choć... tymi samymi słowy ;) A co! Kiedy ma się x lat o czas trzeba dbać :) Więc procedura "kopiuj - wklej" sprawdzi się tu idealnie :) Tym bardziej, że oba te kosmetyki są raczej stałymi bywalcami mojej codziennej pielęgnacji :)



Kwas hialuronowy występuje w naszym organizmie jako hialuronian sodu. Znajduje się w skórze właściwej i przestrzeni międzykomórkowej. Odpowiada za właściwe nawilżenie i młody wygląd skóry, ponieważ wiąże w niej cząsteczki wody i łączy włókna kolagenowe. Warto więc sięgać kremy przeciwstarzeniowe i odmładzające, które w swoim składzie zawierają jego dużą ilość. 

Spadek poziomu włókien kolagenowych sprawia, że skóra staje się wysuszona, zwiotczała, a zmarszczki się uwydatniają. Niestety ten proces zaczyna się już po 25 roku życia... dlatego warto zadbać o aplikację kwasu wcześniej niż w 60 roku życia, choć... na uważam, że na czynienie dobra to nigdy nie jest za późno ;) A im wcześniej - tym lepiej :)

Kwas hialuronowy stosuję na oczyszczoną skórę twarzy - moja buzia chłonie jak gąbka - szczególnie kwas hialuronowy i zauważam, że produkty zaaplikowane na wcześniej przygotowaną twarz za sprawą kwasu hialuronowego... wchłaniają się lepiej. Jestem w tym kwasie kompletnie zakochana i od niego stuprocentowo uzależniona. Nic nie nawilża mojej skóry tak jak kwas hialuronowy w stężeniu 3 % :) Nawilżenie, ujędrnienie, odświeżenie skóry, odmłodzenie, dobre wchłanianie, łatwe rozprowadzanie produktu... z tym wszystkim się zgadzam :) Świetnie wpływa także na włosy zabezpieczając i nawilżając końcówki. Ten kwas nigdy nie sprawiał mi żadnego kłopotu jest w miarę wydajny... i czuję jak wspaniale wpływa na moją skórę - to dla niej cudowny zastrzyk energii i nawilżenia :) 

Stara Kobieta DZIŚ, dodaje jeszcze od siebie: 

Z kwasem hialuronowym w stężeniu 3% po prostu się nie rozstaję :) Choć można go stosować także do maseczek... u mnie np. super sprawdza się z produktem, o którym po raz kolejny opowiem Wam za chwilkę :) 

Uważam, że dla skóry odwodnionej, suchej, tracącej elastyczność i jędrność, na której pojawiają się zmarszczki - jest produktem niezbędnym, a przy tym bardzo łagodnym, choć dającym ŚWIETNE efekty :) Co bardzo fajne - kwas można stosować także wokół oczu. :)




Superskoncentrowane serum olejowe o działaniu przeciwzmarszczkowym - wygładza, odżywia, napina, rozjaśnia, nawilża, uelastycznia skórę, a to wszystko dzięki bogatej zawartości olejów:
· olej z nasion opuncji figowej - najdroższy na świecie i podobno najskuteczniejszy olejek tosowany w profilaktyce przeciwstarzeniowej (osobiście - faktycznie jeszcze nie spotkałam skuteczniejszego :))
· olej arganowy - bogate źródło najcenniejszych związków - antykancerogennych, kwasów linolowych i tłuszczowych, kwasów Omega 6 i naturalnie związanych izoflawonów
· olej z pestek winogron - zwany "wymiataczem wolnych rodników"
· olej jojoba - zwany "inteligentnym olejem" i polecany do każdego typu skóry, ze względu na regulację wydzielania sebum, a zarazem nieprzesuszanie skóry
·  olej z nasion ogórecznika - dobrze oczyszcza skórę i usuwa zanieczyszczenia z porów
·  olej z wiesiołka - reguluje poziom wilgotności skóry
· olej z owoców róży rdzawej - zawiera bardzo dużo witaminy A w postaci karotenów i trans - retinolu, a dzięki temu jest polecany w kuracjach przeciwzmarszczkowych
A także miodu, mleczka pszczelego i ekstraktu z kwiatów geranium.

Plusem serum jest z pewnością to, że nie posiada w swoim składzie olejków eterycznych, ekspresowo się wchłania, jest bardzo wydajny, nie pozostawia po sobie tłustej warstwy (której bardzo nie lubię!). To wszystko sprawia, że serum równie chętnie stosuję rano jak i wieczorem :) Osobiście (ze względu na swój dość zaawansowany wiek ;)) na serum nakładam jeszcze krem, jednak myślę, że u młodszych osób spokojnie wystarczy samo serum ze względu na swoje świetne, skoncentrowane działanie :) 

Wiecie, że nie jestem z wykształcenia kosmetyczką, więc moje opinie o kosmetykach... są bardzo subiektywne i mało specjalistyczne - jednak nawet ja potrafię dostrzec na pierwszych miejscach w składzie tego produktu właśnie oleje :) ("INCI: Opuntia ficus-indica seed oil , Argania spinosa Kernel oil, royal jelly extract, honey, vitis vinifera seed oil, simmondsia chinensis seed oil , borago officinalis seed oil, oenothera biennis oil, rosa moschata seed oil, pelargonium graveolens flower oil (geranium essentiel oil ).")

Ostatnim produktem, o którym chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć... jest krem.




Już na wstępie zdradzę Wam, że wypróbowałam... jestem zadowolona, ale jednak nadal moim najlepszym, ulubionym, takim "naj" kremem pozostaje odmładzający krem z opuncją figową na dzień i to właśnie ten krem będę polecała Wam w pierwszej kolejności, choć i o tym immortale opowiem Wam co nieco :) 

Krem podobno zawiera właściwości podobno do zabiegów z osoczem bogatopłytkowym. Jednocześnie zawiera olej ryżowy, shea, tsubaki i masło jaśminowe. Jednak najważniejszymi składnikami aktywnymi w nim zawartymi są:

- EGF (Epidermal Growth Factor) – jednołańcuchowy rekombinant ludzkiego peptydu, który bardzo intensywnie wspomagają komórkową odnowę.
- Peptydy pochodzące z Ludzkich Adipocytowych Komórek Macierzystych – pozyskiwane dzięki biotechnologi z hodowli komórkowej. Mają niesamowitą zdolność do generowania nieograniczonej liczby podziałów, a co za tym idzie odgrywają dużą rolę w odmłodzeniu skóry.
- Adenozynę - budulcowy składnik ludzkiego DNA. Jeden z najbardziej skutecznych związków o przeciwzmarszczkowym działaniu, ponieważ potrafią ograniczać skurcze włókien mięśniowych, a co za tym idzie są ukierunkowane na redukcję zmarszczek.
- Matrixyl 3000 – składnik, który zawiera matrykiny i są to niskocząsteczkowe peptydy. Pobudzają skórę do produkcji składników macierzy międzykomórkowej (kolagenu i elastyny), które odpowiedzialne są za jędrność oraz za sprężystość skóry. Wspomagają także kwas hialuronowy. 

Ten kremik dobrze się wchłania i choć nie czuję po nim efektu "wow", to jednak wierzę, że coś tam zdziałać może... nie mniej - ten z opuncją figową polecam o wiele mocniej :) Jest mega! I daje suuuper efekty :)




Kochane... możecie powiedzieć, że to takie zaklinanie rzeczywistości..., że w "tym" (brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr…. nie znoszę tego określenia) wieku już nic nie pomoże, jednak... ja się z tym nie zgadzam i zamierzam się dalej intensywnie wklepywać.  A jak Wy postąpicie? To już Wasz wybór :) Pamiętajcie tylko, że im wcześniej zaczniecie dbać - tym lepiej.... no i cały czas polecam Wam mojego największego ulubieńca, czyli olej z opuncji figowej - większego hitu kosmetycznego nie ma... szkoda tylko, że to nie tylko najlepszy, ale też najdroższy hit kosmetyczny..... jednak... dobrze, że już niedługo święta :)

Mikołaju! Słyszysz?! Byłam grzeczna! To może jednak ten olej pod choinką znajdę? Tylko pamiętaj - nie rzepakowy, nie słonecznikowy, nie z winogron, tylko z O-P-U-N-C-J-I.

PS. Mam nadzieję, że Mikołaj jest kumaty… 

9 komentarzy:

  1. Zabawna z ciebie kobieta pięknie wyglądasz o tych kosmetykach nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to opisałaś :) Dbać o skórę trzeba zawsze, niezależnie od wieku. Lubię niestety też olejki eteryczne w kosmetykach, miły zapach musi być. Produktów nie znam, ale może kiedyś przy okazji. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie odkryłam tego bloga i jestem nim oczarowana... Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ananasowy peeling brzmi bardzo ciekawie :)
    Pozdrawiam, Niebieska Niezapominajka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta torebeczka bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wklepywanie to dobry sposób na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam ten peeling enzymatyczny i bardzo się ze sobą polubiliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  8. wyglądasz i prezentujesz się zjawiskowo:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorotko wierzę, że Toje marzenie ziści się. Ja wklepuje od lat, choćbym nawet nie chciała, bo mam twardą wodę. Brrr..nie lubię uczucia ściągającej się skóry. Obecnie w pielęgnacji wspomaga mnie synowa (gabinet kosmetyczny)fundując czasami mamusi jakiś zabieg :))) Pozdrawiam Cię cieplutko Iwona P. PS. Właśnie wróciłam z wakacji i powiem ci, że lekka opalenizna też zrobiła swoje. Wyglądam świeżo.

    OdpowiedzUsuń