środa, 10 lipca 2019

Syndrom(y) ... czyli co?


Syndrom... trudne słowo. Zwyczajne jak najbardziej wytłumaczenie... przypadłość, która dotyka każdego z nas. Różnego rodzaju bywa, ale nie da się uniknąć choćby jednej z nich, bo trzeba nic nie robić i zupełnie obojętnym, bez emocji być, by nie ulec którejś z nich. Przeróżne zdarzają się nam przypadki, zdarzenia wskutek, których cierpi nasza dusza i ciało też. Cierpimy na całą listę dolegliwości... nawet nie zdając sobie sprawy, że to są jakieś zaburzenia naszej świadomości, osobowości i co za tym idzie fizyczne osłabienia.

I nie zamierzam tu się wgłębiać w jakieś ciężkie zaburzenia psychiczne. Życie ma to do siebie, że jest składanką cudownych i zupełnie odwrotnych zdarzeń... czasem po prostu boli.

Dolegliwości psychiczne łącząc się z fizycznymi, wynikłe z tego, co przeżyliśmy, jak się do tego w danym momencie odnieśliśmy... to wszystko zbiera się w naszej głowie, w coś co nazwałabym - uzależnieniem, natręctwem niewysłowionym. Do tego uzależnienia dochodzi powoli, stopniowo... nie da się tego przewidzieć... aż zaczyna nam to bardzo, bardzo utrudniać życie. Zatruwamy się syndromami wszelakiego kalibru. Odciąć się nie potrafimy. Nie mamy siły? Może nawet nie wiemy, że w jakiejś matni tkwimy i z jakiego powodu cierpimy (?)

Nie da się zwyczajnie zamknąć oczu, jak wyłączyć światło, jak zasłonić scenę kurtyną... udawać, że coś się nie zdarzyło.
Odciąć od wszystkiego w zupełności. Musimy sobie zdać sprawę, że równie ważne jest nie tylko  co czynimy jak i to dlaczego? ...tak właśnie? nie inaczej?  Żeby odpowiedzieć na pytanie dlaczego się dręczymy, dlaczego ulegamy syndromom, albo wręcz stajemy się ich ofiarami... musimy dobrze zastanowić się nad sobą... przeanalizować wiele aspektów naszych poczynań... Przy tej pewnej świadomości... łatwiej będzie nam korzystać z teraźniejszości.
Skąd ja to wiem?
Z własnego życia, z obserwacji siebie i innych... Nie jeden syndrom mnie dopadł... nie jeden jeszcze w szponach mnie trzyma. Ale dzielnie walczę i Was przed nimi ostrzegam... w swój alfabetyczny sposób ;-))

A - Akceptacji. Syndrom braku akceptacji dla zmian.  Przecież zmiany to jedyny pewnik w naszym życiu. W każdej chwili może się coś zmienić i to bardzo istotnie może przewrócić nasze życie. Przestałam już opierać się zmianom, które napotykam na swej drodze... daję się nim ponieść i nie zamartwiam się, bo wiem, że nie musi być tak, że zmiana może być czymś gorszym od tego do czego byłam czy jestem przyzwyczajona.

B -  Boga. Syndrom Boga. Jeden z gorszych syndromów... zwłaszcza dla otoczenia tego co ów syndrom ma... czyli na wszystkim się zna, w każdej dziedzinie jest autorytetem... specjalistą, ekspertem i krytykiem w jednym. Nie zdaje sobie sprawy, że też jest swoim jedynym wyznawcą... och ;-) Znam taką jedną i niestety poznaję następne ;-)

C -  Cierpienia. Syndrom cierpienia z przeróżnych,  z ważnych i mniej ważnych powodów... na każdy temat  i z każdego powodu, i ciągła konstatacja, że przyjdzie za to zapłacić. Cierpienie z tego lęku nieustanne przeradzające się w męczeńskie wręcz doznania... och... Znam taką Ewę... swoim cierpieniem chce zwrócić swoją uwagę, nie potrafi już odczuwać radości... dręczy siebie i innych swoimi boleściami. Jednocześnie nie robi absolutnie nic, żeby im zaradzić. Zdaje się na to co przyniesie los. Tak zagmatwała się w tym, iż nie dostrzega wyciągniętej dłoni i cierpi... zamyka się na świat.

D - Dziecka. Syndrom dziecka. Nieistotny wiek i płeć (choć ja się spotkałam raczej z mężczyznami dotkniętymi tym kompleksem). A ten nie pozwala dojrzeć, powoduje, że mężczyzna nie chce dorosnąć, nie chce wziąć odpowiedzialności za siebie... za wszystko co złe obarcza innych. Znam paru (niestety) mężczyzn, którzy mają już dobrze po 50-tce, ale wciąż chcą być wiecznymi chłopcami i nie chcą przyjąć, odrzucają myśl, że są starymi dziadami. Taki jeden i drugi ktoś nie potrafi nawiązać partnerskiej relacji z kobietą, ani zbudować czegoś trwałego. Ta kobieta ma mu zastąpić mamę. On pełen temperamentu, chęci zabawy, radości chce koło siebie kobiety dla swojej wygody... O rety! Uciekać od takiego jak najszybciej.

E - Ego. Syndrom ego. Jestem ja, ja i po mnie choćby Potop Szwedzki... nie obchodzi mnie nic. Taki syndrom skutecznie uwalnia nas od przyjaciół. A bez nich? Wiadomo... smutno się żyje i trudno.

F - Fantazjowania. Syndrom nadmiernego marzycielstwa, czyli odsunięcia od rzeczywistości i nadmierne fantazjowanie. Takie działanie izoluje od innych poprzez zaniedbywanie swoich obowiązków, niepielęgnowania relacji z otoczeniem...  na rzecz wyimaginowanego życia. Gdy wolimy swój prywatny świat od świata zewnętrznego mogą zacząć się problemy... pełni niepokoju o nasze wizje, które stworzymy możemy mieć problemy ze snem... tak na początku... potem zmęczenie, wyczerpanie... to napędza kolejną chęć ucieczki od rzeczywistości i zatacza się krąg naszej niemożności poradzenia sobie z jak najbardziej realną teraźniejszością. Marzenia dobra rzecz, ale we wszystkim dobry jest też umiar.

G - GSA - Syndrom Genetic Sexual Attraction, czyli genetyczny seksualny pociąg do ludzi ze sobą blisko spokrewnionych.. Czytałam o takich przypadkach, gdy rodzeństwo rozdzielone w dzieciństwie spotyka się po latach, nie wiedząc o tym, że są tak blisko spokrewni... są ze sobą, pragną siebie jak nikogo dotąd. I tak rozpoczyna się dramat ich życia. … Bardzo smutne... wcześnie trzeba zapanować nad nim by nie dopuścić do sytuacji, które są nieakceptowalne z punktu widzenia prawa, społecznego zapatrywania i kulturowego odbierania.

H - Hamowania. Syndrom hamowania młodości, gdy za wszelką siłę chcemy zatrzymać młodość wszelkimi dostępnymi środkami z wykorzystaniem wszystkich możliwych środków (nie mylić z dbałością o siebie dla siebie i po to by specjalnie nie straszyć innych ;-)) Niezadowolenie wywołane nie takimi jak chcemy efektami z naszych starań może doprowadzić do depresji, albo jeszcze gorzej.

I - Idealnej sylwetki. Syndrom idealnej sylwetki... kosztem... zdrowia, a nawet życia. By ciągle być w rozmiarze S spędzać czas z listkiem sałaty w zębach popijanej niegazowaną wodą, na godzinnych  zmaganiach na siłowni, a w snach miażdżyć z lubością pełnokrwisty stek. Tak się marnuje czas ;-) i radość z bycia na świecie.

J - Jedynaka. Syndrom jedynaka, to zjawisko, które przedstawia się jako postawę wyjątkowo roszczeniową... osobę niepotrafiącą przystosować się społecznie i bardzo samotną przez wychowanie w przekonaniu, że jest kimś jedynym i wyjątkowym. To powoduje, że wśród jedynaków spotyka się wielu snobów, narcyzów skupionych jedynie na własnych potrzebach i zachciankach. Te osoby nie umieją się dzielić, ani nie wiedzą na czym polega pomoc innym. Ale ja niekoniecznie zgadzam się z tą tezą. Sama jestem jedynaczką i moje życie wcale nie było sielanką, a skupienie wyłącznej uwagi rodziców tylko na mnie powodowało, że odczuwałam presję udźwignięcia wszystkiego i to jeszcze w jak najlepszej postaci, by zarobić na uznanie i nie zawieść go absolutnie. Przez bycie jedynaczką miałam podwyższoną poprzeczkę we wszystkich dziedzinach życia. To z jednej strony było siłą napędową do odnoszenia sukcesów, z drugiej strony łączyło z negatywnymi emocjami takimi jak lęk przed niepowodzeniem. Tak więc nie wszystko jest takim jakim ogólnie się wydaje.

K - Kury. Syndrom kury. Dziobnąć tego, owego i ową. Walczyć z każdym człowiekiem i jego działaniem... ze wszystkim i wszystkim... zajadle, konsekwentnie rozgrzebywać.... bynajmniej nie po to by coś zbudować lecz z kurzą konsekwencją, ślepotą i móżdżkiem... niszczyć. Budować małostkowość, rozwijać tępe myślenie i zacietrzewienie. …. by pognębić każdego i wszystko co jest inne niż nasza filozofia, i nasze wybujałe zaspokojenie ambicji. Kurza zapalczywość i determinacja by wygrzebać głęboko zakopane ziarno niechęci, niepamiętanej podłości czy złości. Dla tych co dziobią to może być całkiem miłe zajęcie, ale niech uważają... prędzej czy później  znajdą się w rosole. Zostaną zjedzeni. A wszystko przez swoją nikczemność malutką :-), która nie umie przewidywać, że jest też jutro ;-)

L - Lenia. Syndrom lenia... ogarnia nas od czasu do czasu (mniemam, że nie często ;-), gdy nie chce nam się nic i długo nam zabiera zabranie się do pracy... za to odkładanie jej i robienie czegoś w zamian, byleby do tej właściwej nie zabrać się... ooo! to już o niebo lepiej nam idzie (padamy ofiarą prokrastynacji... według niektórych choroby geniuszy). Jeszcze powzięcie decyzji jakoś (czyli w sumie beznadziejnie ;-)) wychodzi nam, ale realizacja i zakończenie to już zmęczenie i osłabienie bierze nas... ogólne zniechęcenie i odwlekanie wszystkiego w czasie. I można sobie obiecywać, że następnym razem będzie już inaczej, ale schemat powtarza się. Zajmujemy się wszystkim na raz i zastępczo czym innym. Z tego wynikają następne kłopoty... tracimy pewność siebie, stajemy się chaotyczni. Czekając na lepszy moment zaczynamy żyć w strachu przed porażką, ośmieszeniem itd. Mogę stwierdzić bardzo osobiście, że: nigdy nie przychodzi lepszy moment... to tylko wrażenie, że może następny będzie odpowiedniejszy... nasza ucieczka i oczekiwanie to właśnie syndrom lenia. Przerobiłam go ;-)

M - Mesjasza. Syndrom Mesjasza... Walczyć z niesprawiedliwością wszystkimi siłami nawet w pojedynkę... nie dbać o siebie i swoich bliskich tylko w imię idei iść w stronę najprawdziwszej prawdy... Uznaję, szanuję wszystkich, którzy bronią dobra itd.... o ile nie idzie to w stronę jakiś sekciarskich zapędów... ale ja... ja nie nadaję się do zbawiania świata. Mam jedno życie i nie czułam, ani nie czuję w sobie powołania do zbawiania świata.

N - Niezadowolenia. Syndrom wiecznego ze wszystkiego niezadowolenia i marudzenia, które buduje marazm otoczenia. Wszystko na nie! Nie bo nie, dlatego, że nie... nie, nie, nie. I do tego ciągłe zarzuty, że inni mają lepiej, a to oczywiście niesprawiedliwe jest... uff.. Mam też swoje "nie": Nie zgadzam się na takich ludzi koło mnie. Zabierają mi energię i jeszcze nuda od nich wieje z tym ich - nie, nie, nie.

O - Opuszczenia. A zwłaszcza syndrom opuszczonego gniazda na myśli tu mam. Dotknął mnie osobiście i pewnie dotknął już, lub ma to przed sobą nie jeden rodzic. Gdy ostatnia, najmłodsza moja latorośl wyfrunęła, by uwić sobie swoje własne gniazdko... zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Poczułam się stara, samotna, niepotrzebna, niezrozumiana, bardziej schorowana. I co najgorsze poirytowana. Niby cieszyłam się, że nowe się zaczyna, ale tym samym zaczęłam rozumieć, że ja się kończę... że więcej mam za sobą niż przed sobą i najgorsze, że nie mam się już o kogo troszczyć. Długo... za długo to trwało, żebym w ogóle chciała, nie mówiąc o zrozumieniu... zrozumieć, że tak naprawdę to jeszcze wszystko przede mną tylko w inny sposób muszę zapełnić pozorną pustkę wokół siebie (bo do tego głównie to się sprowadzało). Zyskałam kolejnego syna :-) Dokonałam odpowiednich rozliczeń... po stronie "ma" było więcej niż "miała" i dzięki temu pogodzeniu - nie jestem dzisiaj zgorzkniała. Można czerpać swoje szczęście ze szczęścia innych... wbrew pozorom to nie takie trudne... Mam zamiar być fajną teściową ;-)

P - Pieniądza. A raczej Pieniądza brak. Ten syndrom braku pieniędzy też prawie wszyscy odczuwamy, z jego powodu przeżywamy stres. Pieniądze są nam potrzebne do życia każdy to wie... jeśli nie zrobimy z nich celu naszego życia... możemy całkiem wygodnie i swobodnie sobie żyć.

R - Rozłąki. Syndrom rozłąki (choroby sierocej). Najpierw protest w formie płaczu, żalu, że nastąpiło rozdzielenie (z różnych powodów, ale nie o nich w tej chwili)… potem krzyk, agresja nawet przeciwko sobie. Żal, rozpacz... traci poczucie bezpieczeństwa. Gdy dziecko zdaje sobie sprawę, że niczego już nie zmieni wpada w zobojętnienie, apatię. Pozornie czuje się pogodzone, dostosowane do sytuacji. Ale to tylko pozory spowodowane przez alienację i zobojętnienie. Jego aktywność życiowa, rozwój emocjonalny i umysłowy spada. Trauma pozostaje na całe dorosłe życie. Przyjdzie się z nią mierzyć by nie wpaść w kompleksy, nie odczuwać bezradności.

S i T - Syndrom Samotności i Starzenia się. Och jak to łączy się... życie wspomnieniami, powoływanie się na lepsze minione czasy i tęsknota za nimi tak wielka, że zapominamy, że życie jest tu i teraz i tamto się nie wrati… Każdy ma taki kryzys, bo ludzie odchodzą i  w lustrze widzimy jakąś inną, zmienioną twarz. Lecz właśnie w czasie tej tęsknoty, smutku... upływa nam kolejna minuta... jutro, pojutrze będziemy żałować, że jej nie doceniliśmy... na próżne tęsknoty sprzeniewierzyliśmy. Wierzcie mi! Nie wiem wszystkiego najlepiej... ale tego jestem pewna... nie można ulec tęsknocie i poddać samotności. Szkoda tak głupio się starzeć :-)

U - Uzależnienia. Syndrom uzależnienia od drugiej osoby np. matki. Taki syndrom dotyczył mojego znajomego, który aż do śmierci matki nie miał przeciętej z nią pępowiny i poszło to w złą stronę. Facet nie potrafił wykonać samodzielnego kroku bez niej, a gdy raz wybił się na tę samodzielność, to matka gnębiła go wywołując poczucie winy tylko za to, że ośmiela się być szczęśliwy. On zatracił swoją tożsamość i autonomię i w kilku związkach nie potrafił się przez to odnaleźć i tak ma do dziś... Ona umarła zgorzkniała.

W - Wypalenia. Syndrom wypalenia to znak naszych czasów. W pewnym momencie wielu z nas czuje, że już więcej z siebie nic nie może dać ani sobie, ani innym... a wyścig szczurów nie zatrzymuje się ani, ani na chwilę. Wypluci, wypłukani z uczuć, osłabieni... zaczynamy skupiać się na swoich porażkach... I co czujemy? Rozczarowanie! Malutki kroczek do depresji już jest...

Z - Zranionej miłości. Jeszcze nie dążyła zaufać, a już pełna lęku Malwina... moja znajoma... tak się bała, że zostanie zawiedziona, iż odrzuciła miłość, która prawdopodobnie była jej jak najbardziej pisana. W ten sposób wpadła w sieć syndromu odrzucenia. Gdy poniewczasie chciała powrócić do ukochanego, zraniona kiedyś nie otworzyła się w porę na nowe wyzwanie, nie zorientowała, że jest szczerze kochana. Teraz cierpi ona i on. Trudno będzie to skleić.

Nie potrafimy odsunąć od siebie tych natręctw, przypadłości, dolegliwości? Musimy! Jeśli szanujemy swoje życie.
Trzeba sobie wytłumaczyć, przepowiedzieć: nie będę, nie chcę być ofiarą w swoim życiu i do tego oprawcą! Dlatego! Dlatego ja wciąż zastanawiam się nad sobą i ile się da zmieniam w tym kierunku, żeby mnie i ludziom koło mnie żyło się (?) jeśli nie lepiej to przynajmniej weselej!







14 komentarzy:

  1. Wygląda Pani olśniewająco! Zdrowie psychiczne najważniejsze! Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, syndromów jest ogrom, każdego coś dotyka. Piękne zestawienie kolorystyczne :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestes rewelacyjna, uwielbiam twoje posty, ktore zawsze daja mi do myslenia. Przy okazji zawsze milo popatrzec na Ciebie, zawsze pieknie ubrana:) Pozdrawiam upalnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W niektórych kwestiach mam zupełnie odmienne zdanie to utarty slogan jeśli chodzi o jedynaków . Kiedyś mój kolega powiedział mi ,że w rodzinie wielodzietnej wcale nie jest tak jak by się wydawało " wiesz jak to jest walczyć o wszystko nawet o to by matka znalazła czas by cie przytulić , myślisz,że to cementuje rodzinę?" . Nie jestem jedynaczką . Co do uzależnienia od matki to owszem znam takich ludzi to ofiary matek, które bały się przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również pracuję nad sobą, staram się z całych sił. Takie podejście, jakie posiadasz, udowadnia mi, że i ja sobie poradzę, wierzę w to! Bardzo ważny tekst, taki do przemyślenia, ale też przynajmniej mi dający jednak siłę, pozytywne nastawienie. Przecież wszyscy się z czymś zmagamy, tego czegoś bywa aż nadto, ale damy radę. :) Jak zawsze wyglądasz prześlicznie, pozdrawiam Cię. :)

    No, a co do tych facetów, o których pisałaś... zgadzam się, od takich uciekać szybko. hehe

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze pięknie piszesz i wyglądasz uroczo:))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny wpis i jak zawsze cudnie wyglądasz! Bije od Ciebie niesamowite wewnętrzne światło. Pozdrawiam serdecznie, Renata :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, każdy z nasz cierpi na jakieś syndromy i czasem trudno się od nich wyzwolić. Ale zawsze trzeba próbować. Zdać sobie sprawę z ich istnienia w naszym życiu to już połowa sukcesu.
    A Ty jak zawsze zachwycasz, Dorotko.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze...mnie chyba dopadł syndrom Sztokholmski, ale nie daje się, walczę. Powoli do przodu :))) Dorotko wyglądasz fantastycznie. Nie wiem, czy to ta świeża opalenizna dodaje ci blasku, czy radość życia ? Pozdrawiam Iwona P.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Twojego bloga :) Genialny jest :0

    OdpowiedzUsuń
  11. Pieknie napisalaś! Pozdrawiam serdecznie 😊

    OdpowiedzUsuń
  12. Syndromy... Znam ich smak. Ale codziennie podejmuję z nimi "walkę" dla Syna, Rodziny, Bliskich, Przyjaciół...
    Reszta niech pozostanie milczeniem...
    Cudnie Ci w tej sukience i czerwonych dodatkach.:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam syndrom Stendhala. Jestem uzależniona od piękna w sztuce, ale nie tylko. Gdybym dalej prowadziła strony na FB o tematyce malarstwa, mody itp., to chyba już rodzinka wysłałaby mnie na "odpoczynek" do pewnego szpitala:) Objawia się rodzajem artystycznego szoku na widok np. : pięknych obrazów w krótkim czasie. Właśnie Stendhal, po odbyciu podróży do Florencji, gdzie zwiedził m.in. Bazylikę Św. Krzyża , opisał swoje uczucia, jakie nim wówczas targały (niebiańskie i namiętne a towarzyszyły im kołatanie serca i wrażenie, że tak jest wyczerpany, iż obawiał się że za chwilę upadnie. Ze mną ąż tak źle jeszcze nie ma, ale jestem bardzo blisko podobnego stanu.
    Pięknie się prezentujesz w tych stylizacjach. Muszę uważać, bo przecież mam ten syndrom :)))
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń