wtorek, 28 maja 2019

Punktualność*


Bycie punktualnym to podstawa nie tylko dobrych manier, wyznacznik klasy danej osoby, ale to także jedna z najważniejszych cech określających naszą kulturę osobistą.
I oczywiście zdarza się, że okoliczności takie są, że spóźnienie jest nieuniknione... tzw. splot nieoczekiwanych zdarzeń, które właśnie wystąpiły na naszej drodze. Jednakże zakładając, że jesteśmy ludźmi myślącymi, mających się też za dalekowzrocznych... da się przewidzieć korki, radio zawiadomi o utrudnieniach na drodze, a spotkanej niespodziewanie osobie umiejętnie wytłumaczymy, że się właśnie śpieszymy i poplotkujemy przy innej okazji.

Należałoby też wcześniej wyruszyć z danego miejsca z tzw. zapasem czasowym, bo lepiej pięć minut zaczekać niż pięć minut być spóźnionym.
Bardzo, bardzo na punktualność w relacjach tak z bliskimi jak i w sytuacjach z obcymi jestem wyczulona.
Od maleńkości miałam wpajane, że czas to pieniądz i należy go szanować.
Szacunek okazujemy drugiej osobie przez poszanowanie jego czasu i to bez względu czy wiemy o nim tyle, że to bardzo zapracowany zawodowo człowiek czy emeryt bez większych zobowiązań. Czas jest tylko jeden i dla każdego jednakowo ważny.
Nie mamy prawa lekceważyć nikogo przez naszą beztroskę odnoszącą się do czasu.

Pewna moja znajoma podkreślająca na każdym kroku, że jest osobą mocno zapracowaną i nie ma czasu... z wyższością  chętnie podkreśla, że ten czas jest jakby dla niej mniejszy, krótszy, a i tak bardziej zaawansowany... w sensie zapracowany ;-)… niż dla mnie, bo według niej mam go więcej, bo skoro nie wychodzę na określoną godzinę do pracy i do tego jestem emerytką... to? To mój czas jest inny... większy, i na pewno nie tak cenny jak jej. (Mniej przydatny czy co? ;) )
Jestem wyrozumiała i tolerancyjna. Znając ją parę lat przyzwyczaiłam się do jej specyficznego pojmowania świata, w którym ona jest najważniejsza i nie widzi swoich wad... za to zalety wymienia gorliwie... choć nie za bardzo subtelnie. Ale cóż nie ma ideałów, każdy coś za uszami ma.
Ale ostatnio... woda z dzbana się przelała i ucho urwało.

Umówione byłyśmy w jej (nazwijmy ją Marzenka) miejscu pracy o 13.45. Marzenki nie było w umówionym  miejscu. Telefon też milczał, ponoć nie zabrała go ze sobą, żeby go nie zgubić ;-) Po pół godzinie jak gdyby nigdy nic pojawiła się i ani słowem nie przeprosiła, ani wytłumaczyła.
- Na obiedzie była - zawiadomiła jedynie.
Parę dni później już rano byłyśmy umówione, że o 14-ej przyjdę.
Tego dnia bardzo źle się czułam, moje bóle kręgosłupa były nasilone.
Ale cóż, nie chciałam zawieść... leków się naćpałam... no i w drogę.
Punktualnie o 14-ej się stawiłam.
Oczywiście... Marzenki nie było.
Pomyślałam, że może znowu jest na obiedzie (choć wydawało mi się to niemożliwe)  A jednak... oczywiście tak było. Smacznie w towarzystwie kolegi obiad zajadała.
- Znacie się? Może coś zjesz? Kawy się napijesz? - zapytała kęs kurczaka przełykając.
Koleś spojrzał ledwo bokiem i frytki zagarniał z talerza, nie odzywając się ani słowem.
- Nie, dziękuję... już jadłam. To ja pójdę i zaczekam. Tam u ciebie. - odpowiedziałam lekko zmieszana. Czułam się dziwnie skrępowana tak stając nad nimi w talerze zaglądając.
- Oki, zaraz skończymy... jemy... w końcu jest pora obiadowa - mrugnęła zalotnie Marzenka.
Odeszłam szybko, sytuacją nieco zniesmaczona. Była ze mną umówiona, a wybrała obiad z kolegą zupełnie nie przejmując się tym jak ja będę się czuła w tej sytuacji i jakie to nieuprzejme z jej strony. Ale Marzenka w tym nic nie widziała zdrożnego. Każdy ma inną wrażliwość. Ja nie czekałam. Było mi przykro i głupio, że kolejny raz w ten sposób zostałam doświadczona. Napisałam smsa: Przepraszam, ale muszę wrócić do domu.
- Ok. Nic się nie stało. - obojętną odpowiedź przeczytałam.
Obraziła się? Nie zrozumiała?
Śpieszę wytłumaczyć: nieistotne jest jak długo żyjemy tylko jak wykorzystujemy dany nam czas. Osobistą sprawą każdego jest jak go przeżywamy. Niegrzeczne (co najmniej;)) jest lekceważenie kogoś przez nie szanowanie jego czasu lub bagatelizowanie znaczenia... jakoby było znacznie mniejsze.
Punktualność to staranność okazywana ludziom, to skrupulatność i rzetelność w wykonywaniu obowiązków, to precyzja w działaniu... to łatwiejsze życie, to szacunek dla jego daru.
I tak na co dzień spotykamy się w urzędach, ośrodkach, które mają pomóc nam w ratowaniu naszego zdrowia (umyślnie nie piszę o ośrodkach zdrowia, bo to śmieszna jest nazwa dla mnie) z nie poszanowaniem czasu, wręcz wzgardliwym podejściem do niego... dlatego w prywatnych relacjach nie pozwolę sobie na niefrasobliwym odbieraniu mi go. Za stara jestem na to ;-))

Punktualność*  dzięki niej możemy zaoszczędzić czas na przeżywanie cudownych chwil, które nas ominą gdy stracimy czas na bierne oczekiwanie, a potem spędzanie czasu z ludźmi, którzy nas nie doceniają i nie traktują jako cel sam w sobie tylko jako narzędzie do osiągnięcia jakiegoś celu.
W ten sposób naruszają naszą godność, dobro osobiste.
A przecie nikt inny jak my sami jesteśmy beneficjentami, dysponentami, kreatorami naszego czasu, ale tak by nie szkodzić, nie ranić nikogo. Bo inaczej podważamy zaufanie do siebie. A ono jest podstawą każdego dobrego, zdrowego związku.
Chyba się nie mylę :-))






Stylizacja:
szalik - 1 zł (sh) 
koszula - 3 zł (sh) 
spodnie - 5 zł (sh) 
torebka i buty - prezent

środa, 22 maja 2019

Odwaga


Odwaga to czasem milczenie, a czasem krzyk... nigdy obojętność. Żeby zrozumieć na czym polega trzeba najpierw zrozumieć czym jest strach.

A strach jest wszechobecny.  Od pierwszego dnia życia czegoś się boimy. Bezustannie czegoś  się boimy, wzajemnie siebie straszymy. Ten strach przybiera różne postacie.
Od lęku przed upadkiem fizycznym poczynając, poprzez reakcję obronną, a na przeróżnych fobiach kończąc. Tak więc strach jest nieodłącznym towarzyszem naszego życia. Tak integralną naszą częścią, że nawet nie zauważamy, że się lękamy. Tkwiąc w szponach zatrwożenia... wspominając przeszłość będącą niekoniecznie dobrym wspomnieniem... boimy się jutra i w ten sposób nie żyjemy, bo teraźniejszość nam umyka przez to ciągłe zamartwianie.

W ten sposób blokujemy nasz rozwój i hamujemy postępy w realizowaniu zamierzeń (że o marzeniach nie wspomnę).
Boimy się upaść, krytyki, porażki, zawstydzenia, wyznania prawdy, wykluczenia, odrzucenia, asertywności wobec innych, otwartości... I  tak pojawia się w nas nerwowość... szybsze bicie serca, niestrawność, podwyższone ciśnienie, bezsenność, nadmierna potliwość.  Wprowadzamy się  w stres, który osłabia nasze zdrowie.

I komfort życia "dostaje w łeb".

Stan napięcia, nerwowości, niepokoju to wszystko ze strachu jest. Ze strachu, że choroba nas
dotknęła, że ból nas rozpiera, że starość dla nas to już nie odległa jest sprawa... że przytyjemy, że się nie spodobamy, że nie podołamy od prostej sprawy do wyzwania wielkiego. Strach o dzieci, o rodziców, o relacje międzyludzkie... boimy się jutra... myśli swoich... samotności... ciemności, wysokości.
Strach gnieździ się w naszym mózgu i całym ciele.
Niewątpliwie komplikuje nam życie... doprowadza do zmęczenia i zniechęcenia.
Są oczywiście strachy i lęki bardzo użyteczne, które powodują, że głupio nie ryzykujemy... wchodząc do klatki z lwem, czy kładąc dłonie do wrzątku, czy krytykując obiad teściowej ;-)

Ale  obawy, z którymi możemy sobie poradzić, pokonać?
Jak najbardziej trzeba dokonać próby zniszczenia tych strachów i nauczyć się odwagi. Tylko odwaga uniezależni nas od namolnej, wścibskiej teściowej, doda pewności siebie i nie zezwoli na mobbing w pracy.

Odwaga w wypowiadaniu swoich przemyśleń bardziej niż hipokryzja wynikła ze strachu pozwoli nam patrzeć spokojnie innym w oczy, a sobie w lustro. W ten sposób nasza godność własna jest niezagrożona... czujemy wtedy, że nie musimy nigdzie uciekać, ukrywać przed sobą... udawać kogoś kim nie jesteśmy.
Odwaga zdejmuje z nas obciążenie jakim jest poczucie niedocenienia, niedowartościowania przez możliwość wykazania się, bo nie paraliżuje nas strach.

Czy ja jestem odważna? Tak! Jestem!
Dzięki rodzicom i babci, którzy pokazywali mi różne aspekty lęku, i tłumaczyli jaka jest różnica między ryzykiem świadomym, a głupotą... jak po upadku wstawać i jak wnioski wyciągać, i co z nimi robić.
Wytłumaczyli, że strach jest czasem tłem, a czasem wręcz źródłem złych emocji... takich jak gniew, złość... i rodzi smutek, a odważne myślenie i działanie prowadzi do sukcesu i uśmiechu.
Lęki czasem są bardzo poważne, czasem zupełnie błahe... uzasadnione i zupełnie nieuprawnione.
Rzeczowo należy je podzielić, zastanowić nad nimi i znaleźć odpowiedni sposób by z jednymi zawalczyć skutecznie, a drugich pozbyć - ignorując, wyśmiewając... na niszczenie życia bzdurkami nie zezwalając.

Takie rozróżnienie, co istotne, a co mniej, to proces długi. Żeby umieć rozpoznać czy taki na przykład ból jest symptomem choroby i należy udać się do lekarza, czy ten ból ma nas pozbawić świadomego wyboru i jest ucieczką przed wyjściem na spotkanie, które nas stresuje, bo mamy wygłosić na nim odczyt czy spotkać kogoś kogo nie lubimy.
Ale dopóki nie znajdziemy źródła własnego strachu, nie zadamy sobie trudnych w swojej szczerości pytań (wywołujących samych w sobie w nas strach), dopóty będziemy cierpieć i tracić czas zamiast pogodnie żyć.
Jak już nazwiemy to czego się boimy i przestaniemy siebie okłamywać, to zmniejszymy nasz stres. To będzie pierwszy ważny, niezwykle odważny krok.
Tylko głupcy nie boją się niczego,. Ale nawet bać się trzeba rozsądnie, a odwaga pomaga by iść do przodu, a nie cofać i rozpamiętywać... nakręcać się tym co jest już historią.

Dzięki odwadze można doświadczyć wielu cudownych przygód, skoncentrować na tym co ważne, działać mimo braku gwarancji, że na końcu będzie sukces i uznanie...

W moim odczuciu odwaga to nie brak absolutny strachu, lecz panowanie nad nim. Wiem, że strachy i lęki, które przeżywałam w życiu, to te, których bliscy mi nie zdążyli bądź nie potrafili przekazać, a reszta to w dużej mierze moja wybujała wyobraźnia. Musiałam ją okiełznać. Nie było to łatwe.

Odwaga pozwala mi żyć tak jak chcę, z determinacją, pasją bez zamartwiania się o to co pomyślą inni (to jest niczym wobec tego co ja myślę o sobie;-))
Wszystko da się w życiu udawać... odwagi nie!

Dzięki odwadze czuję się wolna!








czwartek, 16 maja 2019

Stara Baba*


Do napisania o starej babie, inaczej babsztylu skłonił mnie pewien telefon do mnie... a nawet dwa ;-)  Wcześniej już myślałam o tym tekście, żeby wyjaśnić różnicę jaka istnieje między określeniem "stara kobieta" a "stara baba". Ten telefon przesądził.  To jest ten moment by wyjaśnić, że stare wino to nie to samo co stary kompot. Różnica jest zasadnicza. 

Podstawowa nie jest taka, że stara baba ma tyłek jak Afryka i powyżej pięćdziesięciu lat. Może być dużo młodsza i starsza też bardziej, i figurę jak dla hecy… z przodu plecy, z tyłu plecy ;-)
Wszakże to nie o to chodzi. Ani wygląd, ani wiek nie ma tu znaczenia. Stara baba to charakter, sposób postrzegania świata, traktowania siebie i ludzi, sposób bycia.

Tym się różni od starej kobiety, że uważa się za coś lepszego od wszystkiego zewnętrznego. Tylko ona ma rację, tylko ona wszystko wie, jej się też wszystko należy... wszystko co ją dotyka złe to innych wina jest oczywista.
Że jest samotna, że chora, że inni ładniejsi (a nie powinni), to powód do frustracji. Że komuś się układa i jest radosny, to wyjątkowy powód do zazdrości... chociaż starannie to ukrywa, i wszem, i wobec głosi, że się za wszystkich modli. Oczywiście wszystkim dobrze życzy, ale brakuje jej informacji, więc się ich kategorycznie domaga. Używa wszelkich środków by zobaczyć, dowiedzieć się jak najwięcej. Choć żadna wiedza jej nie satysfakcjonuje.

Potem ocenia, krytykuje... jak jest dobrze to nie dowierza... jak źle to jej ból się uśmierza.
Ból spowodowany tym, że nie jest na pierwszym planie, że ktoś jest w jej wieku, lecz lepiej wygląda, albo młodszy i do tego wygląda... Uuuu … to już niedobrze.

Ale spoko :) zawsze znajdzie słowo by przypiąć łatkę: 
- nie jesteś do siebie podobna... to chyba nie ty? taka gruba?... przecież nie byłaś... widocznie czerwone pogrubia ;-)
- Jakoś ci się udaje... chociaż zdrowie nie takie... ale cóż w tym wieku oczekiwać (?)
- Powinnaś... nie powinnaś... wypada... nie wypada... Tak uważam, tak oczekuję...  O wszystkich myślę... zamartwiam się. Nikomu nie życzę źle, tylko... inaczej powinno być.

To są słowa starej baby, która wtrącić się musi, czyjś spokój zakłócić.
Swoje teorie wygłasza, bo są najmądrzejsze. Nie widzi, że jest wścibska, niegrzeczna, że jest obcą kobietą, której ktoś może nie chcieć w swoim życiu na zasadzie telefonicznej spowiedzi.
Bo nie wszystko jest na sprzedaż. Ważne jest dzisiaj i ci, którzy są z nami w tym dzisiejszym i zmaganiu, i radości doświadczaniu.

Ja stara Stara Kobieta... mam już swoje lata, których absolutnie się nie wypieram. Dbam o siebie (nie widzę w tym nic złego) teraz jak dbałam kiedyś... może ciut więcej ;-) w końcu mam już swój wiek(więcej czasu mi to zabiera ;-)) Lubię otaczać się tym co piękne i takimi też ludźmi, których nie oceniam... najwyżej ich zachowania... nikt nie jest bezbłędny.

Narzekanie, wchodzenie z butami w innych życie absolutnie mnie nie interesuje. Lubię siebie... i mam prawo żyć jak chcę... śmiać się, łazić po drzewach, bawić modą, malować lico, albo być potarganą.

Czasem w szpilkach, czasem w sportowym obuwiu... czasem wolno, a czasem biegiem... na ile chęci, siły, inspiracji mam w dany dzień. Nic nie jest zarezerwowane tylko na czas do dwudziestu lat. A serce jako mięsień może być bardzo sterane, ale liczy się dusza młoda.
I tej nie zabierze mi zgorzkniała stara baba (patrząca na mnie okiem złym), która w autobusie na siedzeniu wozi swoje siatki (gdy inni obok stoją), a ona przez telefon obgaduje swoje sąsiadki... i wszyscy pasażerowie wiedzą, że ostatnio wozi się z innym facetem (sąsiadka...) a wcale nie jest taka ładna;-)) Ani też żadna inna zazdrosna, zawistna stara baba nie mająca swojego życia, bardzo pragnąca zmącić moje.

Stara baba nie może spokoju zdzierżyć... węszy podstęp, widzi niecny układ... I … zależy od baby (zazwyczaj jest roszczeniowa i ogólnie niezadowolona)… o byle co  wszczyna awanturę, albo jedynie ;-) patrzy z wyższością czy złowrogo mruczy... stęka, marudzi, poucza, albo pokazowo modli się.

Proszę, nie za mnie. Mam swoją modlitwę. Nikomu do tego do kogo i jak ona brzmi.

Stara baba* -  nie mam zamiaru wyszydzać, penalizować, deprecjonować i drwić ze starości... 
Stara baba to osoba prezentująca pewne zachowania, których nie polecam nikomu - jako męczące siebie i dręczące innych.








Stylizacja: 
szalik - 2 zł (sh) 
ramoneska - 10 zł (sh) 
spodnie - 5 zł (sh) 
torebka - prezent
buty - 20 zł CCC