poniedziałek, 3 września 2018

Dreszcze...


Tymczasem lato sobie mija, a mnie ciągle jeszcze przechodzą dreszcze.
To burzliwe lato było.... z jednej strony gorąco, a z drugiej zimne nieprzyjemne dreszcze. Albo gorąco takie jak dotknięcie rozżarzonym do czerwoności żelazem, albo zimno jak ze strumyka górskiego rwące.
Z różnego powodu te ciarki na plecach. Nie mówiąc o tych, które z braku ciepłego okrycia dręczą człowieka.

Tu mowa o mrowieniu na skutek emocji przeróżnych... miłych lub tych zupełnie niechcianych, a jednak przez życie dostarczanych... gdy wtedy skóra wręcz cierpnie na karku i plecach.
To też taka gęsia skórka, która się na rękach pojawia gdy słucha się muzyki sobie dedykowanej i czuje przyjemnie odczuwalne dreszcze... Tak, ona jest! jest dla Ciebie przeznaczona.
I dotyk miękki dłoni, głaszczący naszą skórę, gdy odczuwamy ciepło, spokój... ten dotyk nas koi i chcemy więcej... ale niczego innego poza nim.

Oni razem: muzyka muskająca ucho i dotyk delikatny powodujący zimno i ciepło jednocześnie, to jak zaproszenie w magiczny odlot... wszystko jest piękne, nie ma zła i tylko uśmiech trwa.
Wszystko ma swój czas... gdy pojawi się ta para, to wyjątkowa chwila... chcemy oby jak najdłużej przy nas była... i zapierała dech.
Są też takie spotkania z innymi, gdy czujemy się się lekceważeni, poniżani i wtedy trudno nam wyprostować ramiona, bo pomiędzy łopatkami czujemy prąd, który nam skórę pogrubia, a po niej spływa zimny pot.
Albo zgoła inne, gdy nasza nieoczekiwana u kogoś wizyta jawi się jako ta najbardziej wymarzona i wyśniona, i wtedy czujemy się jak obdarowani najdroższym darem świata... ta życzliwość dreszczem szczęścia nas oplata tak mocno, że chcemy wirować by schłodzić ciało gorącem buchające.

To wszystko - to emocje... jedne napędzające do życia, drugie spędzające sen z powiek... dreszcze...
I takie rozmaite, bogate, wielopostaciowe ciarki przeszywały mnie tego lata.

A zaczęło się spokojnie, słonko coraz wyżej iskrzyło, nadzieja kolejnego cudownego lata wokół głowy się kręciła ... choć ja stara już.
Przyzwyczaiłam się do siebie, takiej innej niż w młodości ... już mnie pogniecione ciało nie złości.
Gdy gaszę lampkę na stoliku nocnym, głaszczę się z lubością po udzie i upajam skóry gładkością.
Jest aksamitna w dotyku. Chyba dobry krem stosuję ;-) - uśmiecham się do siebie. Dobre to udo dla niedowidzących ;-) tylko palcami - nie wzrokiem się posługujących :-) 

Zasypiając drżałam lekko, odrzucałam na bok kołdrę przypominając sobie męski głos:
- Jesteś wyjątkowa, śnię o Tobie, tęsknię, chciałbym by "już" już było i przy mnie Ty ... i nie wypuszczę Cię wtedy.
- Czy to możliwe, że jestem jeszcze dla kogoś ważna?  -  rozkosznie jak mała dziewczynka przeciąga m się, wyciągam ramiona ... cudowne uczucie, nie pamiętać co było przed ... tylko teraz jest ważne.

Zapomnieć o bzdetach zakłócających dobrą energię ... spotkaniu w kawiarni z zawistną koleżanką, która chciała mi udowodnić, że o niczym nie mam pojęcia. A sama z pouczającą gadką, nie potrafiła poprawnie wymienić nazwiska francuskiego filozofa, którego znajomością chciała przede mną zabłysnąć. Spokojnie przetrwałam, choć z tyłu głowy poczucie miała, że straciłam czas ... że poniekąd wiedziała czego mogła się spodziewać. Byłam dobrze, gustownie ubrana, w długie przezroczyste, powłóczyste spodnie, które dawały złudzenie spódnicy. Na wysokich koturnach czułam się pewna siebie. Maskowane uśmiechem poczucie niechęci z drugiej strony wytworzyło u mnie naturalny zimny dreszcz. On to schłodził moje emocje na tyle by nie dać ciętej, raniącej riposty.

Wybrałam obojętny, zdawkowy uśmiech.
To już ostatni raz ... cięcie! Więcej takich dreszczy z nieżyczliwości w moim życiu nie będzie! To już postanowione!
Bo to było byle jakie, szkoda słów i drżenie niepotrzebne.

Zygmunt umarł – zadzwoniła Róża. Spodziewałam się tego telefonu ... cierpiał od długiego czasu. A jednak to był szok ... przez chwilę nic nie czułam ... za chwilę poczułam... odprężający dreszcz, że Zygusia już nic nie boli, a  Róża? Ona i cała rodzina razem byli w tej chorobie, ich życie było spięte jej klamrą ... jeszcze pogrzeb i po godzinie ... "był"  ... odpowiednie słowo dla Zygusia.

Mimo 30 stopniowego skwaru, było mi zimno w długim rękawie ...
Na chwilę usiadłam, zapaliłam lampkę ... może być gorzej? ... boleśnie uderzyłam dłonią w stolik ... auł ... przestałam... uff ... może! ... otrząsnęłam się. Zgasiłam lampkę.
Przymknęłam oczy ... inne myśli przywołałam ....

Są! Jeszcze raz... krok po kroku ... jestem w Pile nad Brdą ... w Borach Tucholskich... pierwszy raz po 45 latach... pukam do drzwi i widzę wysokiego uśmiechniętego mężczyznę... po chwili uniesiona ponad ziemię ... w jego ramionach ... ach jeszcze raz, wzdycham! Czuję się jak mała dziewczynka, lekka jak motylek ... ! Czas zamknąć oczy i pobyć na tych wakacjach, w tych lasach, nad tą rzeką, jeziorem, pod namiotem, z rodzicami, na rybach i grzybach ... czas stanął w miejscu.
Dorota – tyle lat – szukaliśmy Cię... pamiętasz to i to? ... Krysia tu już nie mieszka i Danka się wyprowadziła, babka też w grobie i rodziców przy nas nie ma ... A Twój tato to był fajny gość i mama trochę strachliwa, ale przemiła i bardzo o wszystkich troskliwa ... I widzisz tu nie cztery chaty, tu cała jest wielka wieś :-)

I telefon zaraz: Jola, nie uwierzysz, Dorota przyjechała :-)

Dorota? Naprawdę? A to czort! Dawaj ją tu zaraz!
Ze wzruszenia łzy napełniły mi oczy, a śmiech jeszcze szerszy niż zwykle rozpromienił twarz.
Czułam się tak jakby wczoraj tu była, nigdy nie wyjeżdżała stąd ... pamiętali mnie wszyscy i chcieli by była z nimi. Najmniejsze włoski na moim ciele stanęły na baczność, a pomiędzy nimi leciutkie, cieniutkie prądy się przesuwały. Dla takich chwil warto, warto jest żyć!

Okryta już kołdrą, przewróciłam się na drugi bok. Odkąd zauważyłam, że śpiąc na jednej stronie, z tej jednej jestem jakby mocniej wyciągnięta, bardzo pilnuję się, żeby stan przygniecenia dla obu stron był mniej więcej równy ;-)
Głos karetki pogotowia nie pozwolił jednak oddać się spokojnym, przyjemnym myślom.
Zdrętwiałam. Na moment. Zupełnie tak jak tego ranka, kiedy ból między łopatkami nie pozwolił mi myśleć... lewa ręka była jak proteza ... zupełnie nie moja ... strach i wzmagający się ból... jestem sama ... nie ma koło mnie nikogo bliskiego... czuję, że pęcznieję w środku ... na opalonym świeżo ciele oprócz sieci zręcznie zakamuflowanych kremami zmarszczek zaczynają płynąć strumyczki wody... jestem cała mokra... strach... zimny, energiczny dreszcz i z drugiej strony gorący tnący pod lewym żebrem jak ostrym nożem... dreszcz ...
Telefon, tłumaczenie ... a kto, a skąd, a po co, a co się dzieje? 
Karetka, obcy szpital, daleko od domu, badania...  długo nie wiadomo... potem wszystko dobrze ... to dlaczego jak jest tak dobrze, to jest tak źle i boli, boli ... 
A jednak ulga... żyję ... w końcu czuję ból ;-)

To niedobry wspomnieniowy dreszcz... 
Kładę się na wznak, patrzę w sufit i ciepło przyjemne mnie ogarnia ... rozmawiałam dzisiaj chyba dwie godziny z Gośką i Marzena u niej była, Jola dzwoniła, Marta przysłała fajnego SMS – a... pożartowałam z Tomkiem, z Andrzejem ucięła super pogawędkę, ogrodnik zachwycił się jej kreacją, Pani z poczty życzyła miłego dnia, fajną muzę dostałam na fejsie, odezwała się też do mnie poznana w podróży Ela – przesympatyczna graficzka z Kilonii ... \

Błogostan -  ten dreszcz niech nie mija. 
Uśmiecham się zasypiając ... jutro będzie będzie dobry dzień. Wracam do gry!






20 komentarzy:

  1. Optymistyczna kobieta, ilekroć wejdę do Ciebie na bloga biją od Ciebie pozytywne wibracje :)
    Bluzka bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  2. Dreszcze- byle te pozytywne-niech trwają :) śliczne lakierki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę ... ty wracasz do rodzinnych stron w Bory ... a ja do rodzinnych wracam do Poznania z okolic Borów - bo ja teraz na Krajnie :)
    Pięknie wyglądasz i nie daj się już z gry odsunąć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisałaś... Jutro będzie dobry dzień... Z pozdrowieniami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorotko, oby w Twoim życiu były tylko te przyjemne, rozkoszne dreszcze, te które sprawiają, że czeka się z niecierpliwością na każdy kolejny dzień.
    Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się Dorota... raz, dwa, trzy, w grze jesteś Ty...
    Powroty są dobre tylko te, które dają radość... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny dreszczowiec, wiele odsłon tego samego zjawiska.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze optymistka!!! Oby każdy dzień był dobry!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczny śliwkowy zestaw :-)
    Mnie upały dobiły tego roku, nie lubię wysokich temperatur :-)
    Ale pozytywne nastawienie do życia zawsze pomaga :-) Zdrowia i radości życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzę zatem jak najmniej dreszczy... ech. A może one są wpisane w naszą codzienność?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Życzę Ci samych dobrych dreszczy :)
    I tak, jutro będzie dobry dzień ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Powroty zawsze są najlepsze. Niech optymizm Ciebie nie opuszcza Dorotko . Świetnie wyglądasz , tak trzymaj . Buziaki zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zatem życzę Ci samych dobrych / lepszych dni i przyjemnych dreszczy Dorotko. :) I mam prośbę - zarażaj nas wszystkich swoim optymizmem dalej i więcej i mocniej. :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne bluzeczka i kolorystyka fioletowa, bardzo pasuje do włosów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny zestaw i pięknie w nim wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ładna stylizacja :) Oby dobrych dreszczy było więcej, a złe się nie pojawiały ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podziwiam Twój sposób pisania! Pozwól, że powtórzę - jutro będzie dobry dzień!
    Świetnie wyglądasz w tym stroju.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jesteś mądrą i piękną kobietą.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękna i mądra z Ciebie kobieta:). Życzę jak najwięcej dobrych dreszczy. Super stylizacja. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń