piątek, 31 marca 2017

Spektakularne wybielenie? Nie tym razem ;)

"Uśmiech to pros­ty mechanizm...
jeżeli Two­je ser­ce jest szczęśli­we, gęba sa­ma się ot­wiera i wiet­rzy zęby. "

Nic więc dziwnego, że zęby muszą być wyczyszczone, by pokazać je w uśmiechu 😉



Himalaya Sparkling White to ziołowa pasta do zębów. Nie pierwsza w mojej łazience 😏 Od kilku miesięcy do pielęgnacji zębów stosuję przede wszystkim proszki  (pisałam o nich tutaj), które ładnie odświeżają, oczyszczają i wybielają zęby. Najlepiej jednak sprawdzają się z pastą. To właśnie pastę Himalaya wybrałam na ten swego rodzaju "podkład" dla ich działania. 

Podobno regularne stosowanie tej pasty pomaga zwalczyć większość chorób zębów i przyzębia, zapobiega krwawieniu dziąseł, stanom zapalnym, wybiela i usuwa kamień nazębny. I o ile tych pierwszych rzeczy nie mam zbytnio jak sprawdzić... pasta Himalaya Sparkling White sama w sobie nie daje spektakularnego efektu wybielenia, ale zapewnia uczucie świeżości jamy ustnej. 
Jak głosi producent: nie zawiera chemicznych wybielaczy, parabenów i produktów pochodzenia zwierzęcego.

Lubię produkty Himalaya – sięgam po nie często i chętnie. Z tej pasty także jestem zadowolona, choć w połączeniu z proszkami do zębów... sprawdza się jeszcze lepiej! 

Moja ocena: 4/5

czwartek, 30 marca 2017

Zadbaj o ładny zapach...

"Ko­biety są jak róże: ni­by zu­pełnie do siebie po­dob­ne, a jed­nak za­pach, for­ma i ko­lor każdej z nich jest trochę inny."
Alfred Aleksander Konar 

Chyba każda z nas lubi ładnie pachnieć, prawda? Uwodzić zapachem, a nie odstraszać...  wbrew pozorom istnieją naturalne produkty, mające za zadanie o to dbać 😊

Większość drogeryjnych dezodorantów (szczególnie te w sprayu) zawiera szkodliwe substancje takie jak aluminium, które zawarte w nich w wysokich stężeniach... przyczyniają się do zwiększenia ryzyka zachorowania na chorobę Alzheimera (ponieważ wdychanie ich oparów powoduje wzrost ilości tzw. komórek starczych) oraz nowotwory (w komórkach guza piersi znajduje się konserwanty, które zawarte są także w dezodorantach).

wtorek, 28 marca 2017

Aromatyczna kąpiel

"Odpoczynek to najbardziej wyczekiwany moment życia - w końcu każdy z nas ma zawsze tyle do zrobienia."

Jednak w końcu nadchodzi ta chwila, kiedy możesz wejść na godzinę do łazienki... zapalić świeczki, zgasić światło, nalać wody do wanny, wejść do niej i... no właśnie... czegoś tu brakuje. Brakuje piany – najlepiej takiej w miarę naturalnej bez SLS, które wielu osobom wysusza skórę 😉

sobota, 25 marca 2017

Rozmowa... nie wymiana informacji.


Jej brak powoduje, że w naszym życiu prawda miesza się z fałszem. 

Rozmawiajmy... szczerze, otwarcie, bez zahamowań i skrępowania. O wszystkim. Zmobilizujmy w tym celu cała swoją inteligencję, wiedzę, przekonania, doświadczenie, aby bronić swej postawy. Milcząc dajemy przyzwolenie, na to co później określamy, że... że nie mieści się to nam w głowie.


To gdzie wówczas byłyśmy, co sobie myślałyśmy (a raczej chyba wcale), gdy ktoś wkładał nam do głowy półprawdy umiejętnie zakamuflowane i  usprawiedliwione szybko (w razie wpadki)   misteryjnie przygotowaną historyjką? Co było w naszej głowie, gdy stek kłamstw przyjmowałyśmy z dużym spokojem, nie odzywając się, bo przecież... my nic nie możemy, to nas nie dotyczy, nie nasza to sprawa i nic nas właściwie to (już nieistotna sprawa lecz nasz do niej stosunek) nie obchodzi? Czy nie raz zdarzyło się, że milczałyśmy, dałyśmy się zbić z tropu słuchając plotek, a nie docierając do faktów? Słuchamy głupstw, płaskich żartów, lekceważących nas opinii, chełpliwych opowiastek, niepochlebnych uwag, słów deprecjonujących naszą wartość. To wszystko w sosie negatywnych emocji.

I co my z tym robimy?
Nic!

Jesteśmy konformistkami i dlatego tak jest? Niekoniecznie.

Przed krytycznym, trzeźwym i świadomym używaniem języka najczęściej powstrzymuje nas, nasza własna niewiara w siebie. Ale ta niewiara wynika tylko z naszej wyobraźni, że jesteśmy słabsze, gorsze, za stare, nieładne, głupsze od innych... nie mające prawa wygłaszać swojego stanowiska. Zwracając uwagę tylko na nasze wady, zapominamy o sobie, swojej tożsamości. Źle o sobie myślimy, a inni nie zadają sobie najmniejszego trudu, żeby dociekać jaka jest prawda w tych naszych stwierdzeniach. Jeżeli same o sobie mówimy, że..." jesteśmy za stare by się w (jakiejś tam) kwestii, wypowiadać". Tooo? "Skoro tak mówi, widocznie ma rację, przecież sama tak twierdzi. Pewno tak jest" - powiedzą. A przecież nam nie o to chodzi. Czy w ogóle nam o coś chodzi skoro się nie odzywamy. Nieznane towarzystwo. Jesteśmy onieśmielone, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że te osoby to nie jest jakaś wroga nam zgraja. To nie jest jednolity front przeciwko nam nastawiony. Nie łączy ich przysięga krwi przeciwko zniszczeniu nas. 

Jeżeli przed nami jest nawet setka osób, to każda z nich jest tylko pojedynczą osobą, która też może mieć swoje lęki i obawy. Wybierzmy wzrokiem jedną z tego tłumu. Skupmy się na tej jednej, wybranej z niego i mówmy do niej. Będzie nam o wiele łatwiej. 
Nawet jeśli nasze wypowiedzi wywrą nienajlepsze wrażenie, nie takie jakiego się spodziewałyśmy, to nie można się poddawać, tylko uspokoić swoje emocje i wyłożyć argumenty... te, co do których jesteśmy najbardziej przekonane (nawet najbardziej śmiałe), i do których zaraz przekonamy (tym sposobem) tych najbardziej przeciwnych... mówiąc... na temat... "starości"
Zaczynam. 

Jestem Stara Kobieta, bo tak się nazwałam. Ale Stara nie znaczy... apatyczna (raczej bardziej wyważona😉), brzydka (powiedzmy- specyficznej urody), głupia (coś tam wiem), bez radości (tego nikt mi nie zarzuci). Jestem sobą dzisiaj, tak jak byłam sobą wczoraj i jeszcze przed... i jutro moje ciało będzie moim ciałem, a krew (żaden barszczyk czy ciepła pomidorowa) w moich żyłach będzie pompowana wprost do mojego serca.  A to co czuję w moim sercu wyrażają moje oczy, ruch moich warg w uśmiechu, gesty, słowa, których nie boję się wypowiedzieć i moje poczucie humoru, które może komuś nie odpowiadać (bo go po prostu nie rozumie..., a śmieszy go tylko mówienie wprost o du..e). Nie jestem rubryką w sondażach, liczbą pesel, informacją na temat wieku, wyznania czy światopoglądu. Jestem ciągle ta sama odkąd świadomie spojrzałam w lusterko i wiaderko do piasku nasunęłam na głowę Maciusiowi z tej samej piaskownicy (zabrał bez pytania moje plastikowe babeczki... zresztą czytałam ostatnio o nim w prasie i żałuję, że mocniej nie wcisnęłam mu tego wiaderka... a może przez tą traumę on jest teraz taki (?)... mhm... zagalopowałam się... Mogłam najpierw z nim (wtedy) porozmawiać? 😊

Teraz jest mój czas, biegnie on od dnia kiedy dzięki moim kochanym rodzicom (długo kombinowali) urodziłam się. Każda sekunda życia, ta w której teraz piszę i każda następna aż do momentu śmierci, to jest to mój czas. I mój wiek nie ma znaczenia, nie rozstrzyga niczego, i nie skapituluję przed młodymi. Szanuję wszystkich. Młodzi mają kapitał, który zwie się młodość, ale odsetki od niego... doświadczenia, dokonania, osiągnięcia, przeżycia szalone są jeszcze daleko przed nimi.  Chcę rozmawiać o starości, bo są i będą na świecie szczęśliwcy (biedni Ci, którym nie będzie dane jej poznać), u których ona zagości. Warto wiedzieć jaki to gość, co lubi, czego nie znosi i przede wszystkim jakie ma prawa. Ma te same prawa co wszyscy dorośli (dzieci one nie dotyczą). Te sama prawa, co kiedyś, gdy starość nie była planowanym jeszcze gościem i wydawała się jakimś koszmarem, zjawą, która nigdy nie otrzyma głównej roli. Nikt nie powinien sadzać ją w kącie, odbierać czasu, odizolowywać od ludzi, zdarzeń, zabraniać uczestnictwa w żadnych, najbardziej wyrafinowanych projektach.

Tutaj przedstawię prawdy (?), półprawdy (?), stek kłamstw (?) a'propos starości (wymieszane dokładnie). A Wy wybierzcie, co Wam w duszy gra i przyznajcie gdzie jest prawda, a w czym tkwi fałsz?

  • Atrakcyjny wygląd kobiety nie wytrzyma konkurencji z jej kompleksem wieku.
  • Babcia skoro już nie pracuje zawodowo ma obowiązek zajmowania się wnukami, bo taka jest kolej rzeczy. Inne jej wybory to ekstrawagancja niepotrzebna nikomu. 
  • Czujesz, że będziesz dopiero wtedy szczęśliwa gdy osiągniesz jakiś cel, potem pewien poziom życia, potem jeszcze trochę i... i potem dopiero będziesz już mogła być ze spokojem szczęśliwa? Nie... odkładając szczęście na później... pewnego dnia obudzisz się... właśnie stara i zmęczona.
  • Domagać się wszystkiego ze wszystkich sił, cieszyć z byle czego, być ciągle zajętym... to znaczy nie poddać się starości.
  • Entuzjazm zabija w Tobie, Twoja świadomość wieku. Za nim się chowasz i nim usprawiedliwiasz swoje lenistwo?
  • Fatalne dla odczuwania starości jest unikanie młodych ludzi i spotykanie się wyłącznie z rówieśnikami. A jak już dojdzie do spotkania z młodymi, to podkreślanie w ich towarzystwie, że... za moich czasów itd.
  • Gloryfikacja młodości to oszustwo, chełpienie się nią... to próżność; wszystko razem głupota, która zawsze zostanie ukarana, jeśli taka zostanie uczyniona.
  • Humor, nieustannie zły... odstrasza szczęście, a ono w każdym wieku jest nam potrzebne. 
  • I  kobieta młoda nie musi być piękna, i stara brzydka... to nie jest równoznaczne.
  • Jesteś inspiracją dla innych (także młodych osób) pod warunkiem, że jesteś sobą. 
  • Każdy dzisiejszy komplement skierowany do starszej kobiety, może być skierowany jutro do tych osób, które dzisiaj są młode. Warto więc w porę patrzeć na swoje życie jak na całość.
  • Liczy się własne przekonanie. Jeżeli życzliwi znajomi Ci mówią, że w tym wieku nie wypada ubierać się na kolorowo... odpowiadaj z chłodnym spokojem i uśmiechem: "W tym? To znaczy, że nareszcie nie muszę nikogo pytać o zdanie i robić wszystko, na co naprawdę mam ochotę"
  • Łatwe do zapamiętania: mózg czterdziestolatka funkcjonuje lepiej niż dwudziestolatka (naukowo sprawdzono), ale sześćdziesięciolatek ma często więcej do powiedzenia niż trzydzieści lat młodszy kolega (to też udowodnione) 
  • Młodość to tylko część dorosłości i nie ma prawa podważać wartości większej części życia naszego. 
  • Największym szczytem głupoty jest ciągłe podkreślanie przemijalności rzeczy.
  • Obojętne myślenie o przyszłości, to niebezpieczne... to dzwonek, że starość u Ciebie zagości. 
  • Potrzebujemy wokół siebie ludzi w każdym wieku i w każdym możemy poznać nowych i zawiązać przyjaźnie.
  • Rozwój intelektualny, ambicje zarezerwowane są tylko dla młodych.
  • Seks po 50-tce jest nieprzyzwoity (wręcz obleśny) i do niczego nie służy.
  • Trzeci wiek (tzw.)... to nowy okres w życiu człowieka; proces, na który warto się przygotować znając jego zagrożenia, aby lepiej radzić sobie z różnymi sprawami (w tym dolegliwościami) tzn. mieć taką instrukcję obsługi tej "nowości", ale absolutnie wymazać z niej słowo "rezygnacja" 
  • Unikajmy słów, które nawet w żartach celowo podsycają negatywne wyobrażenia o problemie starości. Tym zmienimy nastawienie do tego problemu.
  • dzisiejszym świecie nie ma miejsca na przesądy i uprzedzenia... atutem może być starszy wiek.
  • Zapominasz o sobie, jesteś ostatnia na liście tych, o których dbać musisz (później chodzisz naburmuszona i tych samych, o których dbasz, też o wszystko obwiniasz). A wszystko to dlatego, że jesteś stara i boisz się, że jeśli będziesz inaczej postępować to zostaniesz sama.
  • Żaden przypadek w życiu nie powinien dać nam się zastraszyć lub przymusić do działań tylko powodu... co ludzie powiedzą. Jeśli kobieta da sobie wmówić, że jest już tylko starą, niepotrzebną nikomu babą... to w końcu zacznie się tak zachowywać, chodzić ze spuszczoną głową i w rezultacie wszyscy uznają, że mieli rację.

Rozmawiajmy otwarcie o wszystkim; o tym co boli, wkurza, rozśmiesza, porusza, o lękach, uzależnieniach,  uczuciach, zachowaniach... Tylko rozmowa może zmienić nasz i innych... tok myślenia. Nie czyńmy tabu z żadnego tematu, bo ta droga prowadzi tylko do życia w zakłamaniu, fałszu... .  Życie w takim stanie powoduje jego zatruwanie i zabija nasze poczucie wartości. Stajemy się toksyczni sami dla siebie. A tego nie chcemy!
Przynajmniej ja nie chcę 😉












PŁASZCZ ST. MICHEL (NOWY, 100% WEŁNY) - 20 ZŁ (SH) 
TOREBKA (SKÓRZANA) - 6 ZŁ (SH) 
KOZAKI NEW LOOK (NOWE) - 6 ZŁ (SH)
OKULARY - RESERVED (10 ZŁ)

czwartek, 23 marca 2017

Prezenty z pudła... bez "pudła"

Prezenty mogą być: 
  • banalne i niebanalne
  • niepożyteczne i pożyteczne
  • kurzące się na półce i zapadające w pamięć

Lepiej jednak zawsze wybierać te po "i"... najpiękniejszą grupą prezentów są te dawane od serca, a jeszcze lepiej... tworzone samodzielnie z sercem. Nie oszukujmy się jednak – nie każdy posiada takie umiejętności, żeby samemu stworzyć piękny, niebanalny prezent. A tu wypadnie ślub, a tu jubileusz, urodziny... i co wtedy? Wtedy z pomocą przychodzą nam takie sklepy jak MyGiftDna. 

wtorek, 21 marca 2017

Na zadbanie o skórę NIGDY nie jest za późno!

"Gdyby można odmłodzić człowieka, jak drzewo. Ściąć z niego złe wspomnienia, zeskrobać cały ból, wszelkie rozczarowania, jak martwą tkankę; poobcinać błędy, głupie decyzje, pomyłki, prześwietlić myśli." 

Olga Tokarczuk

Dzisiaj o odmładzaniu twarzy... 

niedziela, 19 marca 2017

Samotność


"Samotność jest jak ogród, w którym dusza usycha, a kwiaty przestają pachnieć"
Karol Irzykowski 

''Omijaj ten ogród"
Stara Kobieta


Jesteś samotna? Bo zmarł Ci mąż? Rozstałaś się z partnerem? Jako singielka nie czujesz się dobrze w towarzystwie par, więc zostajesz w domu z książką lub przed telewizorem. Dzieci... nagle dorosłe, wyprowadziły się na swoje. Twoja przyjaciółka nie ma dla Ciebie czasu, bo zajmuje się wnukami. A jak znajduje już czas, to potrafi gadać tylko o nich. Chociaż jest doktorem historii potrafi skupić się jedynie na historyjkach z życia dwulatka lub co najwyżej, o łupaniu w swoim kolanie przy wnoszeniu tego wyżej wymienionego, na trzecie piętro, bo mieszkanie jest bez windy. Czujesz się osamotniona w swojej klasie, na uczelni, bo nie lubisz chodzić do klubu, interesują Cię zupełnie inne sprawy? Czujesz się wyobcowana w firmie, bo choć jesteś zaangażowana w pracę i osiągasz dobre wyniki, ale nie potrafisz nawiązać bliższych relacji z innymi, bo wydają Ci się infantylni... nie lubisz rubasznych dowcipów i jeszcze patrzą na Ciebie z góry (więcej zarabiają). Do tego wszystkiego jesteś nieśmiałą introwertyczką. Jesteś samotna, choć obok w łóżku śpi Twój partner, ale on Cię nie rozumie, a Ty nie masz odwagi (nie chcesz go denerwować), żeby o tym z nim porozmawiać. Nie masz przyjaciół, bo nie masz czasu na spotkania z nimi... ogranicza Cię praca, dzieci, dom (jesteś bardzo obowiązkowa i nie potrafisz sobie odpuścić), a później... to już chcesz być naprawdę sama (i tylko sama... najlepiej na leżąco). Tak to się wszystko zapętla w koło i jest tylko gorzej... samotność zaczyna boleć. Jesteś samotna, bo boisz się wyjść do ludzi ze swoją widoczną nadwagą. Jesteś samotna, bo powymierali wszyscy znajomi,  albo zmieniły im się horyzonty tak, że Ty już ich nie rozumiesz. Nowych ludzi nie chcesz poznać, bo nie masz zaufania, a Twoje kompleksy zamykają Cię na nich. 

Tak naprawdę człowiek cokolwiek czyni... czy rozmyślając, czy pracując... zawsze jest sam. W tłumie największym jesteś Sama. Przebywając  wśród ludzi możesz czuć się bardziej samotna niż pozostając w domu. Samotność (towarzyszy Ci w gruncie rzeczy wszędzie) okazuje się bardziej towarzyska niż największe przyjaciół grono, które (nawet najlepsze) Cię zmęczy i będziesz unikać go po pewnym czasie jak ognia. Po jakimś czasie (nawet przyjdzie Ci do głowy), że owe spotkanie, to nie tylko strata czasu, ale wręcz męczarnia była.
Z drugiej jednak strony, jak tu cieszyć się Samej i z czego, jeśli koło Ciebie nie ma tej drugiej osoby. Radość, której nie da się z kim dzielić... zamiera.

Wszystko się mieści w Twojej głowie. Samotność również. Nie pozwól zawładnąć temu destrukcyjnemu uczuciu Twoją osobą. Otrząśnij się. Zacznij od tego, że... zaakceptujesz Siebie. To nie znaczy, żebyś ignorowała swoje wady i mankamenty, i lekceważyła zdarzenia. To znaczy, żebyś uwierzyła, że jesteś ciekawym, wartym uznania człowiekiem, pomimo wszystkich wad (w większości tylko Ty masz ich świadomość), a przede wszystkim dlatego, że masz coś do zaoferowania temu światu. Nie masz prawa wymagać szczęścia, jeśli sama go nie tworzysz. A trudno czynić coś wspaniałego z cierpiętniczą miną (a taką mają ludzie odczuwający samotność).

Im dłużej żyję tym mam większe przekonanie, że jedyną rzeczą na świecie, dla której warto żyć, to jest uśmiech innych ludzi. Ale wiem też, że na to, by inni byli przy mnie, i żebym miała do kogo śmiać się, na to muszę sobie sama zapracować. 

Możesz mieć trzydzieści lat... mnóstwo znajomych, telefon się urywa, a jednak czujesz się znudzona i samotna. I odwrotnie, możesz mieć dwa razy tyle, i więcej lat... Twój telefon milczy, wcale nie dzwoni za często, a mimo wszystko nie odczuwasz osamotnienia, bo (?)... bo masz w sobie iskrę, płonącą, dobrą energię i ogromną radość, świadomość wyjątkowości tego, że jesteś na tym pięknym świecie, i nie jesteś głupia, żeby nie docenić tego faktu.

Samotność jest  nieodłącznym elementem naszego życia, nawet jak będziemy wypierać ją, ona tak naprawdę trwa. Tylko czasem mniej, a czasem bardziej jej doświadczamy i w różnym aspekcie życia. Trzeba robić wszystko by ją zminimalizować i dlatego... jeszcze raz powtórzę... trzeba siebie i wszystko, co nam się przydarza, absolutnie zaakceptować i nie wierzyć ludziom, których słowa wywołują u nas cierpienie.

Umiera nam najbliższa osoba... wydaje się, że to już koniec jest... nie... to początek innego życia. Twój bliski, jeśli Cię kochał i szanował chciałby, żebyś otwarta była na świat, czerpała z niego i dawała Siebie. Ciągle jesteś w tym świecie, i jesteś winna mu entuzjastyczne zaangażowanie (Twoim nadrzędnym obowiązkiem jest bycie szczęśliwą... nie możesz być umarłą za życia) Przy okazji wspomnij, że to dzięki owej zmarłej osobie, jej wspomnieniu, masz w sobie ochotę do udzielania się w dalszym życia biegu. Jeśli to zły dla Ciebie, toksyczny człowiek był, to bądź wdzięczna losowi, że dał Ci drugą szansę, a on niech spoczywa w spokoju. Odgradzanie się od ludzi, zamykanie w sobie nikomu nie pomoże. Tobie na pewno nie... Ty będziesz pogrążona w rozpaczy, gdy partner, z którym się rozstałaś (powód nieistotny), być może nawet przez moment o Tobie już nie pomyśli. Nowy początek, może lepiej, że tak się stało... teraz czujesz się samotna, bo do tej pory wszystkie myśli, radości z nim dzieliłaś, a teraz zostałaś z tym sama i po prostu boisz się. Jak sobie dasz radę... dzieci, praca, kredyt, obowiązki, bezsenne noce na zbyt szerokim łóżku... . Nie chcesz budzić się sama. Wszyscy mają kogoś, a Ty co? Z kim pójdziesz do kina? Kto będzie chwalił Twój wygląd i drapał po pleckach, kłócił i godził namiętnie? Nie chcesz być zahukaną kurą domową, osamotnioną w swoich troskach, decyzjach i nie mającą wspólnika do radości. Ten lęk przed samotnością... odrzuceniem przez znajomych jest zrozumiały, choć zupełnie niepotrzebny.

Jeśli już zaakceptowałaś Siebie... swoje nadkilogramy, zmarszczki wokół oczu,  zmianę pracy, nie jesteś sama ze sobą skonfliktowana (za wszystko winisz Siebie), utratę partnera, zdradę przyjaciółki... to masz otwartą drogę do do dokonania zmiany. Dokonując tych zmian... dieta, może jakiś fitness, zaczęcie stosowania kremu na zmarszczki, odpoczynek, zaangażowanie w pracę, pogodzenie się z tym, że rozstania są koleją losu u każdego człowieka (i na to nie masz wpływu), zaproponowanie spotkania przy kawie innej koleżance, na którą wcześniej nie znalazłaś czasu (poświęcałaś go owej zdradzieckiej przyjaciółce)... dokonując tych zmian, nie będziesz miała czasu by pogłębiać się w samotności. Nie będziesz jej odczuwać, bo cele, które Sobie wyznaczyłaś... zajmą Cię zupełnie.

Wieczorem kładąc się do łóżka będziesz szczęśliwa, że jesteś sama i nic nie musisz, a możesz... nałożyć sobie maseczkę, nalać kieliszek wina, zwinąć w fotelu i wedle uznania poczytać książkę, czy obejrzeć film... a może po prostu zasnąć myśląc, że jutro będzie następny, dobry dzień i z pewnością uda Ci się poznać kogoś interesującego. Jeśli masz dzieci, to nie jesteś sama, a dodatkowo masz cel, dla którego musisz żyć, i dlatego nie możesz zamykać się w sobie, bo to zły przykład dla latorośli jest. 

Wiem jak tęsknota potrafi drapać, jak roześmiane towarzystwo, gdzie Ty stoisz z boku, może ranić, a Ty czujesz się taka niepotrzebna, wyizolowana... a w pamięci masz jeszcze wspólne zakupy... tu właśnie idzie roześmiana para, trzyma się za ręce, choć to trudne, bo w tych rękach trzymają jeszcze pakunki, torby. Stoisz, patrzysz na nich jak zahipnotyzowana... koło Ciebie przechodzą następni ludzie... patrzysz w ich twarze i zastanawiasz się, czy ci co idą pojedynczo są tylko wyjątkowo tu sami czy samotni w ogóle (?).

Nie musisz być samotna. Masz wybór. Tylko musisz być gotowa na zmiany i mieć przekonanie, czego naprawdę potrzebujesz. To Ty nadajesz Sama znaczenie temu, co jest dla Ciebie ważne. Czy chcesz być z byle kim, by nie być z pozoru samotną, by okłamywać Siebie, że takie ważne jest poczucie zasypiania przy kimś i wspólne picie porannej kawy... To są tylko czynności, które być może dają poczucie bezpieczeństwa, ale nie uwalniają od samotności, gdy człowiek, z którym jesteś... nie rozumie Cię, nie patrzy w tym samym kierunku... jesteś mu obojętna... ale dzieci, ale co ludzie powiedzą, albo po prostu, tak na siłę chcesz mieć przy sobie parę spodni.

Mimo głęboko w nas zakorzenionego uczucia wykluczenia - nie możemy się w nim zamykać, ale i tak nie ma jednej, wyjątkowej recepty na pozbycie się samotności. Każdy ma swoje mocne strony i te musi wykorzystać w celu jej nieodczuwania.







Płaszczyk (nowy) - 20 zł (sh)
Spodnie (nowe) - 5 zł (sh)
Buty - 6 zł (sh)
Biała koszula - 2 zł (sh)
Torebka (nowa) - 15 zł (sh)
Miś (nowy) - 5 zł (sh)

piątek, 17 marca 2017

Peeling chemiczny, czyli serum z kwasami AHA za mniej niż 22 zł

"Żal drąży duszę grun­towniej niż kwas solny."
Erich Maria Remarque

Tym razem nie o kwasie wypływającym z duszy, a o kwasie na skórę... 

Kwasy AHA, czyli alfa – hydroksykwasy są polecane do pielęgnacji skóry dojrzałej oraz trądzikowej. Złuszczają naskórek, wyrównują koloryt, zmniejszają pory. Jednak ze względu na swoje dosyć silne działanie (wszystko zależy także od stężenia kwasu) podczas ich stosowania powinny uważać szczególnie osoby posiadające bardzo wrażliwą oraz naczynkową skórę. Sama zmagam się miejscami z problemem naczynek, a więc na te miejsce nie stosuję produktów z kwasami AHA. W pozostałych obrębach jednak... produkty z kwasami AHA bardzo często towarzyszą mojej nocnej pielęgnacji twarzy. 

czwartek, 16 marca 2017

Stara Kobieta czyta i poleca, czyli dla każdego coś dobrego #1

"Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela,
który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości."

Jestem matką książkoholiczki. Sama bardzo lubię czytać już od najmłodszych lat, a mój dom zawsze wypełniony był książkami. Obecnie na 49 m2 miejsce musi dla siebie znaleźć miejsce (obok córki i mnie) sześć tysięcy książek, ale w końcu od czego są krzesła, fotel i podłoga? 😉 Klasyka, romanse, kryminały, thrillery, książki przygodowe, literatura faktu, książki naukowe, powieści obyczajowe, dzieła filozoficzne itd. itd...  I w sumie jedyne czego brakuje to literatura stricte erotyczna, dlatego tej w moich zestawieniach nie znajdziecie (w sumie stricte romansów także nie...) 😉 Nie mniej - będzie różnorodnie!


środa, 15 marca 2017

niedziela, 12 marca 2017

Odpuść sobie... olej (jak mówi młodzież) sprawy, ludzi, rzeczy...


Uwolnij się od wszystkiego na co nie masz bezpośredniego wpływu. Zdobądź umiejętność olewania, bo ona uwolni Cię od koszmaru tracenia czasu (którego nie masz) na niepotrzebne sprawy (które potrafią działać niszcząco).

Uwolnij się od ludzi, których nie lubisz, toksycznie na Ciebie działających, i którzy wprowadzają w Twoje życie chaos, a jesteś z nimi tylko dlatego, że łączy Cię z nimi kod DNA, z przyczyn zawodowych, albo, bo tak wypada. Bierz przykład z dzieci, które nie przejmują się drażniącą je ciotunią. Ona sepleni (by się dzieciaczkom przypodobać) "nasie, nasie kochaniusie dziecie... zobać, zobać cio ciotunia niesie", a one oblewają ją z entuzjazmem wysokoplamiącym soczkiem. A niech ktoś zwróci na to uwagę z dorosłych na to karygodne zachowanie, to czkawki irytującej dostaną. I co im kto zrobi? Dzieci niczym się nie przejmują, bo nie mają żadnych doświadczeń. Mogą paluszkami grzebać w torcie, oblizywać je z lubością i jeszcze zyskać powszechny aplauz... dorosłemu się to nie uda.

My jednak nie jesteśmy dziećmi i tak zupełnie nie możemy popuścić wodze fantazji bez ponoszenia odpowiedzialności. Ale są ludzie, sprawy, zdarzenia, rzeczy, które niepotrzebnie nas ograniczają, bo nie umiemy zdobyć się na dystans do nich i odpuścić sobie... będąc przy tym jak najzupełniej odpowiedzialną osobą.
  • Odpuścić to nie znaczy stać się dupkiem, który nie stawia się punktualnie na spotkanie; wyprowadza swojego wielkiego (skądinąd sympatycznego) czworonoga, prosto pod twoje okno i ma głęboko gdzieś, że Ty nie możesz przez te z trawnika dochodzące "zapachy" otworzyć okna. Tylko palant ze spokojem pali przy windzie papierosa blokując na trzy godzinę windę, bo on właśnie się przeprowadza i luzik, on ma czas.
  • Olać, to nie znaczy wykazać się brakiem szacunku i zaprosić na kawę przyjaciółkę, a potem kazać jej czekać, bo właśnie leci Twój serial. Odpuścić, to nie znaczy zachować zimną obojętność, gdy za drzwiami sąsiada jakiemuś dziecku ewidentnie dzieje się krzywda.
  • Olać, to nie krzywdzić z rozmysłem i być niesympatycznym skrzyżowaniem małpy z nosorożcem, czyli wygłupiać się i mieć grubą skórę, gdy sytuacja wymaga by zatroszczyć się o osobę lub sprawę mimo, że to nie Twoja do końca sprawa i Ciebie bezpośrednio nie dotyczy.
  • Olewanie to nie lekceważenie innych, bycie aspołeczną zołzą, wystawiającą przed drzwi (na kilka godzin) śmierdzących śmieci (w tym piasku z kuwety kota)
  • Olewanie, odpuszczanie sobie ma być inspirujące do tworzenia Twojego nowego życia, a nie do niszczenia życia innym. To trudna sztuka, żeby olewać niektóre sprawy w ten sposób by nie przestać być szczerym i uprzejmym.
  • Olewanie to nie ma być posługiwanie się chamstwem i usprawiedliwianie lenistwa, to ma być zysk dla ciała i duszy; dopływ energii.

Asertywność to umiejętność odmawiania. Olewanie to sztuka rezygnacji i czerpania z niej przyjemności. 
Uczę się asertywności i odpuszczania sobie (olewania), z trzech powodów..., by być sobą, żeby mieć więcej czasu na robienie czegoś dobrego, dla dawania i jeszcze czerpania z tego przyjemności. Trudne to jest dla osoby (bardzo wrażliwej) przejmującej się wszystkim dookoła, stresującej śmiercią nieznanego człowieka, o którym tylko wie, że napisał książkę, zagrał jakąś rolę w teatrze lub filmie; dla osoby, która chciałaby, żeby dobrze wszyscy mieli, a tu co kawałek drogi jakaś zazdrość, konflikt czai się. Ciężko nauczyć się odpuszczania, jeśli stawia się sobie wysoko poprzeczkę i wymaga bardzo dużo. Takiej osobie (w tym przypadku też Starej Kobiecie) potrzeba przestrzeni, by realizowała swoje idealistyczne cele. Przestrzeń to wolność. Tą wolność uzyskałam, gdy dotarło do mnie, że nie mam wpływu na większość (totalną) zdarzeń w świecie, ani na ocenę innych ludzi i dlatego nie powinnam przejmować się wszystkim, w tym opiniami ludzi, jeśli działam zgodnie ze swoimi zasadami. A te zasady są takie, że pozwalają mi z promiennym uśmiechem przeglądać się w lustrze. Te zasady są właściwe wtedy, gdy nie muszę przechodzić na drugą stronę chodnika, bo wstydzę się swojego postępku. Przechodzę na drugą stronę, bo nie chcę tracić czasu na spotkanie, które będzie wrednym plotkowaniem na temat innej osoby. To jest dobre, olanie osoby, o której wiem, że zakłóciłaby mój spokój.

Nie zaprzątam sobie głowy sprzątaniem i wybłyszczaniem mieszkania, bo ma mnie odwiedzić znajoma. Wiem, że jeśli zechce, to tak i tak, bez względu na grubość na komodzie kurzu lub jego brak, może obgadać mnie (taka czasem bywa natura kobieca). Skupiam się w tym czasie na tym, żeby (skoro już ją zaprosiłam) przygotować coś smacznego do zjedzenia, elegancko podać, i wprowadzić miły nastrój... kwiaty, muzyka, miękki pled do okrycia (w razie zimna). Ważne by czuła się u mnie, jak u siebie w domu i odczuwała moją życzliwość. Ostatnio doszłam już do tego, że jednak odpuszczam sobie umawianie się z osobami, które są wobec mnie nieszczere. Jak odmówić takiej osobie, nie raniąc jej, nie okazując zniecierpliwienia, bezduszności i lekceważenia? To proste... zawsze z uśmiechem, nie wymuszoną uprzejmością i szczerze, bez owijania w bawełnę..."Przepraszam bardzo, ale nie interesuje mnie oglądanie z Tobą telewizji, sama pozbyłam się tego pudła, żeby mnie nie ograniczało. Poza tym nie lubię obyczajowych seriali. Myślę, że nie najlepszym jestem w tej kwestii kompanem. Szanuję twoje zainteresowania, ale wybacz, czas jest tylko jeden, i muszę go przeznaczyć obecnie na coś istotniejszego w tej chwili dla mnie"
Sądzę, że mądra osoba zrozumie i doceni te słowa, głupia obrazi się. Jeśli tak postąpi, to tylko upewni mnie w przekonaniu, że miałam rację w tym, żeby nie tracić na nią czasu. 

Odpuszczam też sobie sprzątanie, gdy nie mam do tego autentycznego zapału. Zrozumiałam, że to zawsze zdążę zrobić (jeśli nie, to żadna strata). Wolę w tym czasie robić coś, na co naprawdę mam ochotę (nie zrobienie tego może przyczynić się do żalu, niespełnienia, a to o wiele gorsze niż nieprzejrzyste lustro). Lepiej wieczorem zasypiać jak się jest zadowoloną z dnia, a nie zmęczoną i zirytowaną, że nie mając odpowiedniego zapału guzdrało się przy tym sprzątaniu, nie skończyłam go i jestem tylko zmęczona. Po co mi to? Dorosłam do tego, że jeśli mam wybór, wybieram zawsze coś optymistycznego, a olewam bałagan. Ważny jest porządek, ale przede wszystkim w mojej głowie. Nauczyłam się, że zależy on od umiejętności hierarchizacji spraw i działania według swoich zasad.

Takie działanie powoduje, że w razie niepowodzeń... mam tylko do siebie żal i nie obarczam nim nikogo, poza sobą. To postępowanie sprawia, że nie wzbudzam sobą niechęci u innych. To nie znaczy, że wszyscy mnie lubią, ale to uwalnia mnie od przejmowania się ich doznaniami.
Nie mam wpływu na myślenie innych o mnie i dlatego odpuszczam sobie przejmowanie się nimi.
Wszystko przyjmuję... pozytywne opinie i krytyczne również. Pierwsze mnie dopingują, drugie zastanawiają i zmuszają do refleksji większej, ale już nie wywierają na mnie destrukcyjnego wpływu, bo odpuszczam je sobie na rzecz zajmowania i skupiania na tych budujących mnie. Tak to sobie wypracowałam i łatwiej zaczęło mi się żyć. Żaden sceptycyzm nie ma prawa zabijać entuzjazmu mojego. 

Niektórych usta to wylewające się szambo, potok złych słów na przykład pani rejestratorki z przychodni, która jest zła, bo za dużo pacjentów dzisiaj u doktora zebrało się a tu jeszcze dodatkowo ja, a nie byłam umówiona.
Nie wchodzę z taką panią w utarczki... odpuszczam jej. Spokojnie z uprzejmym uśmiecham wyrażam zrozumienie dla jej trudnej sytuacji i utwierdzam w przekonaniu, że tylko ona skutecznie potrafi jej zaradzić dla obopólnego dobra. A moja dolegliwość (no cóż) nie może czekać na lepszy czas, bo takiego dla niej nie będzie i ona (ta dolegliwość) odpuścić nie chce, chociaż ja bym bardzo chciała. Niestety nie mam takiej mocy sprawczej i tu tylko doktor może dopomóc (niestety). - mówię do pani stanowczo, aczkolwiek z uśmiechem (takim ujmująco - proszącym).
Mój spokój i jasne, prosto w oczy spojrzenie powodują, że zwierają się jej uróżowione usta. Pani przełyka ślinę i nadal patrzy złowrogo na mnie, ale nie bluzga już, tylko przez zaciśnięte usta sycząco nieco wydaje z siebie słowa, że zaraz zobaczy co się da zrobić. Nim skończy syczeć wchodzę w jej słowo, dziękując bardzo za załatwienie sprawy (pomijam fakt, że ona od tego jest, aby mi pomóc... odpuszczam jej) i tu coś na kształt uśmiechu pojawia się na jej ustach, a z oczu znikają złowrogie iskierki. Po wyjściu od doktora jeszcze raz do niej podeszłam i przyjaźnie skinęłam głową. Wróciła do rejestratorki nadętej kobieca delikatność a nie użyłam zaczarowanej różdżki).
Wracając do domu myślałam sobie, że moje olanie jej nieprzyjaznego zachowania było dla niej i dla mnie bardzo dobrym zagraniem.

Nie udaję zainteresowania sprawami, którymi nie jestem szczerze zainteresowana i olewam sobie to, że to nie przystoi, nie jest w dobrym tonie i głupio o czymś nie wiedzieć. Głupio jest udawać, że się coś wie i skakać do wody nie umiejąc pływać. Nie mam zamiaru dostosowywać się do świata i dlatego odpuszczam sobie być trendy w każdym aspekcie życia. Sama jestem swoją kreatorką i moje reguły dopuszczają tylko otwarty, szczery entuzjazm. Nie lekceważę nikogo, ale olewam pokazówki... jeśli prawdziwie nie mogę przyznać racji... nie mówię nic.

I na koniec jeszcze... nie przywiązuję się do rzeczy. Odkąd musiałam wyprzedać się ze wszystkiego, częściowo rozdać, by kolejny raz mojemu życiu nadać tytuł "Początek". Odpuściłam swojemu żalowi i głośno wypowiedziałam: to tylko rzeczy, wszystko do nabycia... liczę się ja, teraz, i ci, których kocham, a nie rzeczy. To nie znaczy, że nie lubię ładnych rzeczy... i je ignoruję. Ale jestem świadoma, że wszelkie przywileje są jak zielone liście na drzewie... byle podmuch wiatru może je zerwać  z drzewa i wylądują na ziemi, a może jakiejś psiej ku... , albo zwyczajnie zmieni się pora (czas też ich nie oszczędzi) jak to w życiu bywa (liście żółkną, mebel się ściera, samochód psuje). Chętnie korzystam z przyjemności, ale nie jestem ich niewolnicą.

Czasem odpuścić się nie da. Nie można olać zdrowia, odpowiedzialności za dzieci, pomocy schorowanym rodzicom, obowiązku dotrzymania słowa... Tak należy postępować by przy odpuszczaniu sobie, nie przestać być sobą, żyć w zgodzie z sobą, spełniać swoje pragnienia, ale przy tym nie krzywdzić nikogo. 











BUTY ATMOSPHERE (NOWE, 6 ZŁ - SH) 
TOREBKA FIORELLI (NOWA, 25 ZŁ - SH)
PŁASZCZ PAPAYA (10 ZŁ - SH)
SPODNIE CURVALICIOUS (5 ZŁ - SH) 
OKULARY RESERVED (10 ZŁ)
APASZKA (3 ZŁ - SH)


PS. Jak widać Słońce mnie olało... 😉 A deszcz mi odpuścił i nie zaczął padać... jeszcze. 

sobota, 11 marca 2017

Nie daj się skórze wokół oczu!

"Achil­les miał tyl­ko piętę Achil­le­sa. Ja mam całe ciało Achil­le­sa." Woody Allen 
(ale dzisiaj zajmę się tylko malutkim jego skrawkiem 😉, tzn. delikatną skóreczką wokół oczu).

Jednymi z produktów, w które najczęściej się zaopatruję są kremy pod oczy. Różnarakie – naturalne, z zielarni, drogeryjne. W moje łapki jakiś czas temu wpadł kolejny naturalny kremik do pielęgnacji oczu – w eleganckim kartoniku i tubeczce. (Pomińmy historię o tym, że przez przypadek na początku wklepałam go w całą twarz.. 😉 ). NATURA ESTONICA BIO - LIFTINGUJĄCY KREM POD OCZY ŻEŃSZEŃ I ACAI to kremik polecany do pielęgnacji cery wrażliwej, suchej i dojrzałej. Moje oczy są bardzo wrażliwe, więc zawsze sięgając po taki produkt – boję się, że je podrażni. Na szczęście krem z Natura Estonica Bio mnie nie podrażnił ani nie uczulił. 



Ekstrakty z żeńszenia, jagód acai i zielonej kawy mają za zadanie spowolnić proces starzenia się skóry. Produkt wyraźnie wypełnia (tym samym niwelując widoczność niewielkich zmarszczek), napina skórę (także skórę powiek), a przy tym nie podrażnia delikatnie ją nawilżając. Szybko się wchłania – nawet w wypadku nałożenia grubej warstwy (może to odpowiedź na potrzeby mojej skóry?). Stosuję go rano (pod makijaż) jak i wieczorem. 

czwartek, 9 marca 2017

Kosmetyczny paracetamol, czyli produkty dobre na wszystko (tym razem bez zachwytów)

"Pas­je są w naszych rękach tym, czym tru­ciz­ny w ap­te­ce; pojętny che­mik przek­ształci je w dobroczyn­ne lekarstwo"

Produkty tanie, naturalne, dobre na (prawie) wszystko, a jednak często niedoceniane. Swego rodzaju paracetamol, który można stosować na wszelkie dolegliwości - w tym wypadku skórne.

poniedziałek, 6 marca 2017

Matki, żony i kochanki... po prostu Kobiety.


Ludzie dzielą się na dorosłych i na dzieci...
To bardzo jednak ogólny podział. Najważniejszy podział, to ten na: kobiety i mężczyzn.
Niedługo, kolejny 8 marca, 107 raz (oficjalnie na świecie), obchodzone będzie Święto Kobiet. I stąd jako osoba będąca też kobietą, postanowiłam coś napisać o kobietach (czyli również o sobie). Już Eurypides stwierdził, że "Kobieta jest naturalnym sprzymierzeńcem kobiety" czuję więc, że się nadaję do tego pisania. Jak zwykle bardzo subiektywnie, więc lukrowania specjalnego nie będzie (to zostawiam cukiernikom, wazeliniarzom, obłudnikom, hipokrytom i mężczyznom od święta).

niedziela, 5 marca 2017

Prawdziwe kosmetyczne cacko, czyli płyny do twarzy Fitomed

"Są takie dni, że nawet słońcu nie chce się wstać."

Poranek: zapuchnięte oczy, szara cera, bladość, cienie pod oczami po nieprzespanej nocy... ogólna nieświeżość i nawet po umyciu niemijająca ziemistość. 
Popołudnie: trudy dnia powodują, że makijaż zaczyna spływać, bladość i nieświeżość powraca, brak energii w myślach i na twarzy
Wieczór: marzenie o łóżku, a tu przecież jeszcze trzeba kwitnąco wyglądać, bo spotkanie służbowe, bo uroczysta kolacja, impreza... 

piątek, 3 marca 2017

Zadbaj o paznokcie - wzmocnij płytkę!

"Jeszcze tyl­ko pra­nie, go­towa­nie, sprząta­nie, za­kupy i znajdę chwilkę dla siebie."
i swoich paznokci... 

Mycie naczyń, odkurzanie mieszkanie, skrobanie ziemniaków, marchwi, pietruszki i innych warzyw, obieranie pomarańczy, mandarynek, zdrapywanie tłuszczu z patelni, wieszanie prania, przesuwanie mebli... to wszystko naraża paznokcie na wszelkie złamania, uszkodzenia, a lakier na odpryskiwanie. Sytuacja staje się szczególnie poważna, gdy paznokcie są osłabione i rozwarstwiają się. A to niestety było moją zmorą przez długi czas... [Tym bardziej, że choć córka łazi za mną i wrzeszczy: "W łazience, na szafce jest cała paczka rękawiczek! Załóż je do zmywania!", ja jestem uparta jak osioł i odkrzykuję "Tak, tak!" i zmywam dalej (oczywiście bez rękawiczek)].

środa, 1 marca 2017

Problemy. Skąd się biorą i po co są?

Płaszcz Precis Petite - 20 zł (sh) / okulary Reserved - 10 zł / nowa torebka - 30 zł (sh) / kozaczki - 10 zł (sh)

Są w naszym życiu i są nieuniknione. Niektóre nas zaskakują i nie jesteśmy na nie zupełnie przygotowani, ale są i takie, które już od dawna przewidujemy, że nastąpią. Jedne i drugie powodują, że wali się w mniejszy lub większy sposób nasz ułożony świat. Pytamy: dlaczego to nas spotkało, dlaczego akurat teraz to się zdarzyło i nam dokuczyło, albo zraniło... Jakie to wszystko straszne, okropne... Żyć się nie chce... Wszyscy się na mnie uwzięli... Nie ma sprawiedliwości na świecie... Ludzie są bezlitośni i fałszywi... Instytucje urzędami beztroski... Bóg mnie nie widzi, w ogóle czy on istnieje, gdzie jest... Wszystko poddajemy zwątpieniu i na wszystko zrzucamy swoje niepowodzenie, troski, i wiążące się z tym problemy. Nie wiemy co począć. Narzekania, wyrzekania na wszystko co nas otacza i gniew to często nasza reakcja na wydarzającą się sprawę, która niesie z sobą problem. A czymże jest problem? Raczej problemy, bo nigdy w życiu nie jest tak, że pojawia się taki jeden pojedynczy problem. Bywa, że pojawiają się grupowo i do tego regularnie.

Jeśli przyrównać życie do rzeki, to w niej jest mnóstwo kamyków (problemików) i większych kamieni (poważnych problemów) i nim rzeka znajdzie swe ujście w morzu, to ona musi pokonać te mniejsze, i większe przeszkody by dalej płynąć. Rzeka musi płynąć, kamienie są tak jej częścią, jak problemy w naszym życiu. Musimy to zaakceptować i zamiast czuć się pokrzywdzonym, i załamywać się.... przez to poświęcając zupełnie niepotrzebnie czas na użalanie się, które nic nie wnoszą dobrego, ani tym bardziej nie załatwiają sprawy... podnieśmy się z tego kąta, w którym się zaszyliśmy (nie da się schować przed smutkami... znajdą nas), zacznijmy odbierać telefon, któremu wyciszyliśmy głos zupełnie. Udawanie, że nas nie ma, nie zlikwiduje problemu raczej sprawi, że mocniejszy dopadnie nas w konsekwencji ból. Odstawmy ten kieliszek z wysokoprocentowym trunkiem (troski umieją doskonale pływać i takie działanie utopi nas... nie problemy). Wyjdź z ukrycia i zamiast odczuwać poczucie krzywdy, i zawiadamiać o tym cały świat przez okazywanie swojej bezradności, i udręczenie, zamiast skarżyć się na swoje nieudane, okropne życie przez obnoszenie się ze swoją niedolą, zamiast opowiadać utyskująco o swoich problemach (przez te działania zaczynasz je tylko piętrzyć), to spójrz w lustro kolejny raz, i uwierz w siebie. Problemy po to są, żeby je rozwiązywać, a nie po to by wykorzystywać je do udowodnienia innym jaka jesteś do niczego i jak bardzo potrzebujesz pomocy. Po nocy zawsze przychodzi dzień, po deszczu słońce, a Ty masz tak kierować sprawami, żeby prostowały się, a nie wikłały bardziej, nie zbierały jeszcze większej burzy. Po schodach trzeba kroczyć, górę przejść... nie da się przeskoczyć, obejść... . Niepotrzebne Ci są gwałtowne doznania. One zabierają niezbędną Ci do życia energię i dlatego... zaufaj sobie i czas przeznaczony na użalanie przeznacz na pierwszy krok ku rozwiązaniu problemu.
Taki pierwszy krok to uświadomienie sobie z czego wynikł, ile czasu potrzebujemy na jego rozwikłanie, czy potrzebna będzie nam do tego czyjaś pomoc i w jakim zakresie, czy wprost przeciwnie same sobie damy radę, i tak będzie lepiej. W tej drodze możemy popełnić błędy, ale to lepsze niż wszystko pozostawić samo sobie (choć czasem gdy chodzi, o sprawy tzw. Wyższej Boskiej Rangi... nie wtrącałabym się w nie zbytnio).

W trakcie rozwiązywania problemów dalej żyjemy, nie hamujemy... możemy wiele się nauczyć, komuś pomóc, tym samym sobie udowodnić, że jesteśmy silni i damy radę dokonać kolejnego wysiłku, bo warto, żeby wszystko wróciło do naszej, wyznaczonej przez nas normy (zakładam, że każdy ma taką swoją, wyznaczoną przez siebie normę, cel wiodący w życiu).

Rozwiązanie problemu nie zawsze łączy się z wygraną. To tak nie działa. Lecz dzięki rozwiązaniu problemu zaczynamy na powrót rozumieć(choć dotknęło nas przez chwilę zwątpienie), że wszystko polega na tym, żeby wiedzieć czego się trzymać i czego unikać...jest to kolejna nauka, która przyda nam się w dalszym życiu.
Problem, a raczej jego rozwiązanie może być dobrym owocem naszych starań (okupionych być może łzami, trudnymi decyzjami) i zaczynamy wtedy iść w dobrym kierunku. Może on nam się właśnie po to pojawił w naszym życiu by nas ostrzec, uchronić przed czymś, może uwolnić, zwrócić uwagę, zmienić nasze priorytety lub wręcz wreszcie nadać jakieś, bo wcześniej nasze życie było jałowe i nudne.
Problemy nie stygmatyzują nikogo, nie piętnują ... one są częścią naszego życia. Tą częścią, do której może trzeba się bardziej przyłożyć, więcej od siebie dać niż zwykle.
To jest w płynącej rzece wspaniałe, że czasem spokojny jej nurt, a czasem wznosić się musi, szumieć i burzyć, i nie jest przez to w jej falach nudno.

Przez całe moje życie uzbierało się mnóstwo problemów... niezły stos. Wychodziłam z nich z różnym skutkiem i w zaskakujących mnie bardzo sytuacjach nie jeden raz miałam na ustach przekleństwo (nie do powtórzenia), i chęć by rzucić czymś ciężkim (zdarzyło się, że faktycznie walnęłam), i nie widziałam drogi do rozwiązania sprawy. Próbowałam otumanić się alkoholem, snem, by stracić pamięć, i obudzić się w innej rzeczywistości. Ale to tylko emocje, które nie pomagały absolutnie nic, tylko wprowadzały mnie w jeszcze większy dół (kanion... rzekłabym wręcz) i potęgowały ciężar spraw (gatunkowo różnych, ale jednak znacznie utrudniających funkcjonowanie jako szczęśliwa osoba... a o to w życiu przecież chodzi... o szczęśliwe przeżywanie go). Problemy zostawały, spokojnie dojrzewały, wzmacniały straty mentalne, egzystencjalne (w tym samym czasie życie przepływało mi jak woda, na początku kropelkami, a później im więcej czasu upływało, tym większym strumieniem, między palcami) i ..., i pewnego razu przyszło zastanowienie, które zmieniło moje do problemów nastawienie. Czy nie za późno? Nie. Nigdy nie jest za późno na wprowadzanie dobrych zmian.
Wszystko co mnie spotkało w życiu, w tym także problemy, to ukształtowało mnie i uczyniło ze mnie taką, jaką dzisiaj jestem osobą.

- Kwiatek śpi sobie w cebulce, chce się z niej uwolnić i ta cebulka to niedogodność jest. Do tego ziemia przykrywa ją i tutaj trudność by przebić się. Kłopot zamienia się w problem, bo w tym miejscu jakiś niechlujny ogrodnik położył kamień.
- Starej Kobiecie "ucieka" autobus, bo ona małą niedogodność ma... wiek (co się z tym wiąże każdy wie lub domyśla się) i nie udaje jej się przyśpieszyć, by zdążyć do autobusu wsiąść. Niedogodnością jest też to, że nie wygląda na tyle młodo i powabnie, by kierowcy widzącemu ją w bocznym lusterku chciałoby się na minutę zatrzymać kierownicy bieg, by Stara Kobieta zdążyła, a on popatrzeniem na nią z bliska, otrzymał bonus za swoją empatyczną reakcję 😉
Teraz rodzi się trudność, bo następny autobus za pół godziny, a Stara Kobieta ma wyznaczoną godzinę spotkania w urzędzie. Jeśli się spóźni, to nie dość, że sama się będzie z tym źle czuła (ceni czas i nie znosi niepunktualności... w obydwie strony patrząc), to nie załatwi sprawy, a następny wyznaczony termin wprowadzi takiego wielkiego kalibru trudność, że jej sprawa nie zostanie załatwiona zgodnie z umową. Dla jej realizacji istotne jest właśnie dotrzymanie go. I tak się właśnie rodzi problem. Ten problem mógł zaważyć na jej dalszym życiu...
- Wszędzie dookoła nas, gdziekolwiek nie spojrzymy, wszystko w naturze swej rodzi problemy. Nawet słońce nie raz ma problem by przez grube chmury przedrzeć się, bo one nieprzerwanie zsuwają się na nie.
I wzajemnie, te chmury też mają co robić by to słońce przysłonić.
Problemy (mało co da się określić tak) działają wzajemnie i przez to skutecznie wszystko wprowadzają w problematyczny krąg, z którego nie da się wyjść raz i na zawsze (i w sumie bardzo dobrze), ale który trzeba przerywać by czerpać radość z życia. I to dotyczy wszystkiego w otaczającym świecie, nie tylko ludzi.

  1.  Problemy same nas dopadające... to te na, które nie mamy wpływu, bo wiążą się na przykład z chorobą, śmiercią (lub w inny sposób utratą) bliskiej osoby, wypadkiem drogowym... nie zależą od nas... tak się po prostu dzieje.
  2. Druga grupa to te rodzące się powoli przez niesprzyjające okoliczności (tudzież ich zbieg) lub przez nasze niedopatrzenie, niezauważenie, zlekceważenie...

Z niektórymi trzeba się pogodzić, przyjąć je i wtedy przy nas zostaje (tylko, albo aż) problem poradzenia sobie ze świadomością doświadczenia ich.