poniedziałek, 27 lutego 2017

W marcu jak w garncu, a Ty pozbądź się starej skóry, czyli mini przewodnik po peelingach.

"Wyrzuć, czego za dużo, i nieś tylko tyle, ile możesz udźwignąć."

W marcu pozbądź się więc nadmiaru skóry. Odważnie i natychmiastowo. 
Peelingowanie powinno być nieodłącznym elementem pielęgnacji skóry ciała u każdej kobiety. Pozbywanie się starego naskórka prowadzi do oczyszczenia skóry, spłycenia defektów (i zapobiega powstawaniu nowych) oraz wygładzenia skóry, a dobrze dobrany peeling może pomóc w jej uelastycznieniu i nawilżeniu.  Złuszczenie martwego naskórka wspomaga bowiem produkcję nowego. W drogeriach pełno jest peelingów – do twarzy jak i do ciała, jednak w ich wyborze należy się kierować przede wszystkim zdrowym rozsądkiem, ponieważ nie każdy peeling sprawdzi się w wypadku skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień. 

Pamiętaj! Peelingi średnio i gruboziarniste powinny być stosowane wyłącznie do pielęgnacji ciała, szczególnie miejsc narażonych na nadmierna zgrubienia czyli pięty, ramiona, uda itp...  I może na tym poprzestaniemy, ponieważ dzisiaj chcę się skupić na peelingach do ciała, a twarz pomijamy. Peelingach przystępnych cenowo, ciekawych i przede wszystkim dobrych (no może z małym wyjątkiem... 😉 )

Kilka zasad stosowania peelingu dla przypomnienia: 
  1. Przed zastosowaniem peelingu usuń ze skóry wszelkie zanieczyszczenia i ew. pozostałości preparatów pielęgnujących (krótko mówiąc: kąpiel)
  2. Osusz skórę. 
  3. Nałóż peeling, szczególnie na partie skłonne do powstawania zgrubień jak np. Stopy czy łokcie. Masuj przez kilka minut, a następnie spłucz.
  4. Nawilż skórę, ponieważ skóra po speelingowaniu jest przygotowana do maksymalnego wchłaniania substancji. 
NIE STOSUJ PEELINGÓW
  • dobę po depilacji, aby uniknąć podrażnienia. (Zaleca się jednak peelingowanie przed depilacją, aby ułatwić usuwanie włosków.)
  • po opalaniu
  • gdy twoja skóra jest podrażniona, nosi znamiona wysypki i skaleczeń. W przeciwnym wypadku Twoje dolegliwości ulegną zaostrzeniu.

Tyle wymądrzania się, a teraz konkrety wypróbowane na Starej Kobiecie. 




Formuła pasty do ciała z drobinkami peelingującymi o odświeżającym, jakby mentolowym zapachu. Połączenie oliwy z oliwek, naturalnej glinki i soli, bez SLS, parabenów i silikonów. W połączeniu z wodą podczas masażu ciała tworzy delikatną, otulającą skórę pianę, która świetnie oczyszcza, nie podrażnia ciała, nie drapie, a jednak radzi sobie z martwym naskórkiem. Podczas masażu naskórek delikatnie złuszcza się i wyraźnie schodzi podczas spłukiwania. Skóra jest mięciutka, uelastyczniona i nawilżona do tego stopnia, że czasami już sama nie wiem czy balsam wsmarowałam czy nie... jak dla mnie: rewelacja! Tym bardziej, że jest to produkt bardzo wydajny i przystępny cenowo 😊 (ok. 8 zł – np. Tutaj).


Drugie miejsce w moim złuszczającym zaopatrzeniu zajmuje peelingujące mydełko melisa, dynia z mydlarni Cztery Szpaki. Silny zapach melisy, mięty i cytryny utrzymuje się na mojej skórze jeszcze kilka godzin po peelingowaniu. Oprócz melisy i dyni mydło zawiera masło shea oraz masło kakaowe, dzięki czemu w połączeniu z wodą tworzy gęstą pianę. Bardzo fajnie myje, delikatnie peelinguje za sprawą drobinek, a dodatkowo z racji tego, że posiada formę kostki przyczynia się podczas mycia do masażu ciała. Ma działanie antybakteryjne, delikatnie nawilżające. Bardzo przyjemny produkt, skóra jest mięciutka i naprężona, a nie "tępa". Dodatkowo mydełko jest produkowane ręcznie i nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego. Bardzo udany i ciekawy produkt!


I znowu produkt niezawierający SLS, parabenów i silikonów. Złuszcza naskórek silniej niż pasta, ponieważ ma formę scrubu na bazie oleju z kawy i naturalnego cukru. Pachnie niesamowicie! Oczywiście dla osób, które lubię zapach kawy 😉 Jest bardzo wydajny, znakomicie oczyszcza, nawilża i uelastycznia skórę, a tym samym powoduje, że staje się mięciutka i przyjemna w dotyku. I jeszcze pozostawia po sobie subtelny zapach... dla wszystkich osób lubiących zapach kawy – marzenie! W reakcji z wodą tworzy delikatną pianę, tym samym oferując nam rozkosz dla zmysłów. (To ulubieniec mojej osiemnastoletniej córki 😉) 



Miał zwiększyć sprężystość skóry, delikatnie ją nawilżyć, oczyścić, uelastycznić, a niestety jedyną jego zaletą w moim wypadku okazał się zapach, który przypomina zapach surowego ciasta na murzynka. Ale wracając do meritum... maseczki babuszki Agafii mnie zachwyciły, ale niestety ten produkt to zupełny niewypał. W paście jak i w mydełku, które Wam przed chwilą przedstawiłam drobinki peelingujące są mniejsze, ale i tak znajdują się blisko siebie, a więc dają uczucie speelingowania i oczyszczenia. Scrub babuszki Agafii okazuje się niestety jedynie żelem, który słabo się pieni (na szczęście nie zawiera SLS), a drobinki peelingujące posiada w ilości... żenująco małej. Jedno jest pewne: Ten gryczany produkt nie jest scrubem. Nie nawilżył mojej skóry, nie ujędrnił, cenowo w stosunku do tych pozostałych produktów przedstawionych przeze mnie także wychodzi niekorzystnie. Nie polecam. 😔

Tak więc mamy trzy świetne peelingi i jeden peeling, który okazał się wcale peelingiem nie być... jednak wybór należy do Was! 😊

niedziela, 26 lutego 2017

Kosmetyczne niezbędniki za mniej niż 8 zł

"Kobieta jest jak róża.
Kiedy ją pielęgnujesz - kwitnie.
A kiedy zaniedbujesz - więdnie."

Przez moją łazienkę przewija się wiele kosmetyków, droższych i tańszych. Cena jednak nie zawsze idzie w parze z jakością, bo np. ujędrniające mleczko AA za ok. 20 zł okazuje się zwyczajnym bublem, a krem na powieki Babuszki Agafii za ok. 10 zł wprawia mnie w zachwyt. A jednak obserwując / słuchając / czytając opinie na temat kosmetyków dochodzę do wniosku, że duża część kobiet chętniej sięga po te droższe produkty, często wychodząc z błędnego założenia, że droższe oznacza lepsze. I idąc tym samym trochę pod prąd zamierzam Wam dzisiaj przedstawić dwa produkty, które kosztują mniej niż 8 zł, a sprawdzają się rewelacyjnie w pielęgnacji cery młodszej jak i tej starszej 😊 Bo w końcu w każdym wieku... można i warto kwitnąć. 




190 ml w szklanej butelce (u mnie akurat od razu zawartość została przelana do szklanej, ozdobnej butelki jeszcze po mojej mamie) za jedyne 6,50 zł. Woda różana to produkt w 100% naturalny (w jej skład wchodzi jedynie woda źródlana i esencja z róży), który powstaje jako produkt uboczny przy produkcji olejku różanego (swoją drogą też uwielbiam). Posiada właściwości odmładzające, uelastyczniające, wygładzające i  choć jej zastosowanie jako tonik jest najpopularniejsze,  można także stosować ją jako: 
  • składnik płukanek do włosów
  • płyn do nasączania wacików służących do okładów oczu
  • składnik naturalnych kosmetyków (w tym także maseczek)

Wodę różaną stosuję od lat, choć często zmienia się firma jej pochodzenia, zawsze mnie zachwyca. Przemywam nią twarz rano i wieczorem, ponieważ wspomaga wchłanianie się kosmetyków (szczególnie wszystkich produktów olejowych) i świetnie oczyszcza twarz. 

Dodatkowo: 
  •  nadaje uczucie świeżości skórze, 
  •  nawilża,
  •  wygładza, 
  • zmniejsza pory,
  • łagodzi podrażnienia, 
  • wzmacnia naczynka krwionośne
  • zmniejsza zaczerwienia, choć paradoksalnie po przemyciu tą wodą twarz jest zaróżowiona, ale to szybko mija.

Woda różana posiada podobno także działanie
  •  normalizujące, regulujące prace gruczołów łojowych,
  •  przeciwzapalne,. 

Tego jednak nie potrafię stwierdzić, ponieważ nie mam problemu ze stanami zapalnymi skóry oraz nadmierną pracą gruczołów łojowych (mimo, że w tej mierze woda różana mogła mi się przydać, kiedy byłam nastolatką).  

Reasumując: świetny produkt, w niskiej cenie, luksus dla twarzy i piękny zapach, którym jestem nieustannie oczarowana. Uczucie świeżości i oczyszczania. Wyjątkowa prostota demakijażu. Łatwe w użytkowaniu i przyjazne dla portfela. 




Serum z kwasem hialuronowym towarzyszy mi niezmiennie. Pisałam już kiedyś o serum trzyprocentowym, które było świetne, ale kosztowało ok. 16 zł. Postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po serum jednoprocentowe, ale za to w cenie 7,99 zł za tą samą ilość. Przyznaję, że kręciłam nosem... sprawdza się oczywiście gorzej niż to trzyprocentowe, ale i tak jestem z niego bardzo zadowolona. Daje bardzo dobre efekty, ale przy dłuższym stosowaniu niż to trzyprocentowe. Nadaje się idealnie do młodszej cery, więc może jego łagodność jest także jego zaletą w tym przypadku. Wbrew pozorom... kwas hialuronowy powinny stosować już osoby po 20 roku życia. 

Kwas hialuronowy można stosować bezpośrednio na wybrane miejsca w celu nawilżenia, napięcia, wygładzenia skóry, ale także dodając go do kremów czy też balsamów, ponieważ wyraźnie wzmacnia ich działanie. Sprzyja zatrzymywaniu wody w skórze, a więc prowadzi do poprawy jej jędrności i uelastycznienia, a także spłyca widoczne zmarszczki. Po zastosowania moja skóra jest napięta i nawilżona.

Jednak to nie wszystko, ponieważ kwas hialuronowy sprawdza się również w pielęgnacji włosów. Zastosowany jako składnik masek / odżywek wyraźnie poprawia kondycję włosów, odbudowuje je, odżywia i zapobiega rozdwajaniu się końcówek. Sprawdzone i udowodnione! 😉

piątek, 24 lutego 2017

Przebaczenie. Każda minuta gniewu odbiera Ci 60 sekund szczęścia

Płaszczyk - 10 zł (sh) / buty - 5 zł (sh) / spodnie - 6 zł (sh) / bluzka - 1 zł (sh) / torebka - 30 zł
Wybaczyć? Jak najszybciej, jak najmocniej, jak najbardziej szczerze... zdecydowanie tak.

Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć. To znaczy ustąpić i pozwolić toczyć się sprawom bez Twojego wyrzekania, nienawiści, złorzeczenia, złości, rozżalenia. To nie rozdmuchiwać płomienia krzywdy, którą w sercu nosisz. To uczucia, które niszczą wyłącznie pokrzywdzonego, a krzywdzącego Twoja rana często w ogóle nic nie obchodzi. Może  jeszcze upaja się bardziej Twoją bezradnością i niemocą. Bo tylko do takich uczuć prowadzi nienawiść. Ona niszczy tego, który nienawidzi.

Nienawiść ubezwłasnowolnia Twoje rozumienie, zaburza prawidłowe odbieranie innych, istotnych spraw. Trzeba odpuścić dla siebie, żeby gniew nie zabierał czasu, w którym możemy robić coś ważnego, przyjemnego. Przez noszenie w sobie złości zmieniają się Twoje rysy twarzy i przyjemne, gładkie czoło zaczynają przecinać pionowe, ostre zmarszczki. Linię uśmiechu zastępuje grymas zaciętości. A życie przemija w tym samym czasie, gdy obmyślasz plan zemsty.

To zakłóca harmonię w Twoim najbliższym gronie, dla którego stajesz się problemem, bo jesteś inną osobą. Stajesz się toksyczna dla siebie i innych. Rujnujesz swoje życie, obarczając tą winą osobę, która skrzywdziła Cię na początku. I już nie ważne w jakim Twojego życia kontekście to zrobiła... niewierny mąż, niesprawiedliwy szef, przyjaciółka zazdrosna, mama niewyrozumiała... oni wszyscy, albo jeszcze jacyś inni... tak Ci dokopali w tyłek, że straciłaś wiarę w siebie, może majątek, może jeszcze gorzej... nie masz gdzie się podziać ze sobą i swoją świadomością ogromnej krzywdy... Ale życie toczy się dalej i to zupełnie niezależnie od Twojej krzywdy świeci słońce, wieje wietrzyk, pada deszcz, rodzą się nowi ludzie w zamian za tych, którzy niespodziewanie odchodzą (bo śmierć zawsze jest niespodziewana), jedni piją szampana, inni wylewają łzy... tego się nie da zatrzymać. A Ty tkwisz w swoim cierpieniu i dajesz mu coraz większy wymiar i to zasłania Ci wszystkie radości, bo już nie oczekujesz niczego dobrego. Nie oczekujesz, bo nie widzisz ani obecnej chwili, ani tym bardziej przyszłości. Obawiasz się, że ta krzywda wniesie w Twoje życie takie zmiany, którym nie jesteś w stanie podołać, a poza tym to pragnienie zemsty, żeby im, tym którzy w pewien sposób zabili Twoją tożsamość, godność, zamienili życie w jakiś nie do wytrzymania czas... również stało się coś równie złego.

Rozumiem to... to musi boleć, gdy Ty otwarta życzliwa osoba dostajesz nagły, niespodziewany, niczym nieuprawniony cios. Za co to? Dlaczego? Przecież byłaś w porządku, działałaś według reguł, dobrych zasad, starałaś się by nikt przez Ciebie nie płakał. A teraz co?
No właśnie... starałaś się tak żyć by sprawiać radość, byłaś opiekuńcza, troskliwa i pracowita, i nikt przez Ciebie nie płakał.

To teraz gratuluję Ci... płaczą przez Ciebie Twoi bliscy, bo Ty jesteś nie ta, tylko przez brak przebaczenia zupełnie inna osoba.
Nie potrafisz przebaczyć i odpuścić niewartej Twojej uwagi osobie (bo jakby miała być warta, skoro Cię nie doceniła, zlekceważyła, zrobiła jakieś wyjątkowe... jak to się mówi świństwo) tym samym krzywdzisz Tych, co nic złego Ci nie zrobili i są z Tobą, i przy Tobie.

Przebaczenie daje ogromną siłę, dodaje odwagi i daje przewagę nad krzywdzicielem. 
To wspaniałe odczucie czuć w sobie siłę, wyprostować te zgarbione przedtem żalem plecy, spojrzeć w oczy tej osoby z triumfem i spokojem, i powiedzieć: przebaczam Ci  i cieszę się, że to nie ja tylko ty musisz z tym co zrobiłeś żyć. 
Twój ból wtedy przejdzie. 
Zresztą nie musisz tego tak spektakularnie czynić. Możesz po prostu bez słów odpuścić i przestać o tym myśleć, a zająć głowę tym co jest pozytywnie rozwijające. Swój entuzjazm w szukaniu zemsty zamień na entuzjazm w wymyśleniu czegoś dla Ciebie wartościowego. Zaakceptuj wreszcie siebie. Polub się, bo z sobą jesteś najdłużej. Nie pozwól, żeby nierozwijające uczucia gniewu i złości zamordowały Twoje życie, na Twoje własne życzenie. Krzywda się Tobie już stała, to się nie cofnie, nie zmieni, nie obróci na dobre... nie krzywdź Siebie po raz drugi, przez niewybaczenie. Jak sobie wtedy spojrzysz w lustro i co powiesz obcej w nim kobiecie, która nie umie się uśmiechać, a jej twarz jest jak pole poorana zmarszczkami mściwości, agresji, gniewu. Przebaczysz jej, że nierozsądna była, bo straciła czas na obmyślanie zemsty zamiast obmyślać radosne przyjęcie lub wycieczkę do lasu czy w góry? 
Za późno Kochana. Za późno stanowczo.
Stanowczo fajniej wyglądają zmarszczki spowodowane śmiechem i iskierki w oczach radości niż pioruny złości.
Przebacz jak najszybciej, jak najmocniej, jak najbardziej szczerze... zrób to dla Siebie.










czwartek, 23 lutego 2017

Odmładzające serum do twarzy, czyli moc retinolu, witaminy C i olejków


"Przepis na początek dobrego dnia? 1 pełne nadziei Serce, 3 szklanki pozytywnego nastawienia, paczka proszku o nazwie zwolnij, spora szczypta uśmiechu i kilka kropel otwartości na drugiego człowieka... "

Przepis na urodę #1:

1. Zmieszaj ze sobą dziewięć dobroczynnych olejków (które wygładzają, nawilżają, tonują koloryt skóry i rozjaśniają przebarwienia):

  • olej ze słodkich migdałów
  • sezamowy
  • kokosowy
  • z orzechów makadamia
  • z pestek wingron
  • z marakui
  • morelowy
  • arganowy
  • słonecznikowy.

2. Dodaj do tego retinol, odrobinę masła kakaowego, reswetarol, witaminę C i E, aby zredukować powstawanie zmarszczek, rozjaśnić przebarwienia, aby rano skóra była rozświetlona, promienista i wypoczęta.
3. NIE DODAWAJ parabenów, ftalanów, barwników oraz substancji komegodennych.
4. Otrzymane serum odmładzające wlej do eleganckiej buteleczki z brązowego szkła, z wygodną pipetą.
5. Nakładaj serum każdego dnia wieczorem, aby uzyskać jak najlepsze efekty.
6. Ciesz się ujędrnioną, odświeżoną, nawilżoną skórą, obkurczeniem naczynek na twarzy i jednolitym kolorem skóry, bez zaczerwień.

Przepis na urodę #2:

1. Zaufaj Starej Kobiecie i zaopatrz się w serum odmładzające do twarzy Palmers Beauty, które:
  • ma działanie wygładzające, kojące, nawilżające
  • za sprawą witaminy C obkurcza naczynka
  • poprawia koloryt skóry
  • daje upragnioną chwilę luksusu
  • posiada elegancką buteleczkę z wygodną pipetą
  • bardzo dobrze i szybko się wchłania
  • nie pozostawia tłustej warstwy
  • wspomaga uelastycznienie i ujędrnienie skóry
  • sprawia, że już pierwszym zastosowaniu skóra staje się promienna, mięciutka i wygładzona
  • dzięki zawartości retinolu działa przeciwzmarszczkowo stopniowo złuszczając naskórek i dbając o jego lepszą spoistość

UWAGA! Przepis #2 zawiera w sobie treść przepisu #1. Zalecenia jak i obostrzenia. Niezależnie od tego, który sposób postępowania wybierzesz... Twoja skóra Ci za to podziękuje!

środa, 22 lutego 2017

Natura w cenie i pudełku..., czyli NATURBOX.

"Natura jest zawsze mądrzejsza od ludzkich pomysłów" Antoni Kępiński

Dawno, dawno temu, za drzwiami centrów handlowych... wchodziłam do pierwszej lepszej drogerii – brałam produkt, który przyciągał moje spojrzenie ładnym opakowaniem czy też krzykliwymi hasłami reklamowymi oferującymi natychmiastowe odmłodzenie, ujędrnienie... i w ogóle, że nie poznam swojego odbicia w lustrze. (Kurcze... nadal patrząc w lustro – poznaję się 😉 ) Przyznaję się bez bicia, że nie zwracałam uwagi na skład produktów. Parabeny, SLS, silikony, oleje mineralne, pochodne ropy naftowej... to wszystko nie miało dla mnie znaczenia, ponieważ nawet nie zwracałam uwagi na NCI. 

I to był błąd. Teraz już to wiem. Zastanawiało mnie co prawda dlaczego moja skóra po myciu żelem nawilżającym... jest wysuszona, ale na to szybciutko nakładałam balsam... i było ok! Dopiero później dowiedziałam się, że winne temu jest SLS. Stałam się bardziej świadomym konsumentem, chętniej sięgającym po produkty naturalne, unikającym (w relacjach z innymi, jak i w łazience) sztuczności. Mile widziane (a nawet pożądane!) zaczęły być także wszelkie braki alergenów i nietestowanie produktów na zwierzętach. 

Jednym z moich najnowszych naturalnych odkryć jest Naturbox. Pudełko wypakowane naturalnymi produktami. Na skróty (ups... czyżby właśnie się wydało, że jestem trochę leniwa...? 😉😈):
  • cztery pełnowymiarowe produkty
  • cena pudełka niższa niż suma cen detalicznych poszczególnych produktów
  • brak parabenów, barwników, substancji konserwujących i zapachowych
  • większość kosmetyków jest także wegańska i ekologiczna (posiada certyfikat)
  • w pudełku oprócz produktów pełnowymiarowych znajdują się próbki i kody rabatowe

Naturbox to pudełko stworzone przez polską, rodzinną, skromną firmę. Nie mylcie jednak skromności z biedą 😊 Jak na razie miejsce miały dwie edycje Naturbox – obie z bardzo ciekawymi produktami. Najnowsza edycja pojawi się już w marcu. 

W pudełku jak zawsze znajdą się cztery produkty, w tym trzy są już znane, a więc zakup nie wiąże się z kupowaniem kota w worku. (Choć kot też dobra sprawa i w związku z tym jeden produkt pozostaje tajemnicą...). 

W pudełku znajdzie się na pewno: 

LillaMai - nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym – działa podobno przeciwzmarszczkowo, odprężająco, łagodząco, nawilżająco. Nie zatyka porów, nadaje się pod makijaż, ma lekką konsystencję, jest odpowiedni do każdego rodzaju cery... i choć to wszystko nie u każdego może się sprawdzić... jedno jest pewne: nie był testowany na zwierzętach.. 



LAVERA Baza pod cienie do powiek, czyli naturalny, wegański produkt w postaci fluidu, który ma pomóc w utrwaleniu makijażu oka, zapobiegać osypywaniu się cieni.


Yope mydło kosmetyczne (łazienkowe) o pojemności 500 ml. Ma podobno doskonałe właściwości pielęgnacyjne. I co znów najważniejsze nie posiada sztucznych barwników, parabenów, silnych konserwantów, drażniących substancji zapachowych, SLS, SLES, parafiny i substancji pochodnych ropy naftowej. 



Czwarty produkt pozostaje nadal tajemnicą... A z tych trzech: który najbardziej Was zainteresował? Przyznam, że mnie osobiście najbardziej ciekawi krem arganowo – lawendowy, jak to Starą Kobietę 😏

Jeśli jesteście zainteresowani większą dawką informacji na temat naturalnego box'a zapraszam na ich stronę: http://naturbox.pl/.

poniedziałek, 20 lutego 2017

''Cokolwiek dostajesz, przyjmuj to z radością'' Kriszna

Kapelusz - 8 zł (sh) / płaszcz - 15 zł (sh) / okulary Reserved - 10 zł/ sukienka - stare czasy
Kiedy rozpadł się mój drugi związek (nie wchodząc w szczegóły), który po śmierci mojego pierwszego męża wydawał mi się (nie wydawał się, byłam przekonana na 100%) tym najpiękniejszym darem od losu, to miałam ochotę... och, to nie były zbyt miłe (delikatnie sprawę ujmując) uczucia. Gniew, złość, żal, gorycz, rozpacz. Strach patrzeć w lustro, bo w nim obraz nie niebieskookiej blondynki z ujmującym uśmiechem i wariackimi w oczach chochlikami... tylko jędza z morderczym, od płaczu krwistym (przez popękane żyłki) spojrzeniu. Do tego to uczucie straconego czasu i żądza, żeby go... i tu litania długa z jak najbardziej wymyślnymi karami, torturami... brr... strach pomyśleć jaką mam horrorystyczną wyobraźnię.
To nie wynikało z prostej nienawiści, to bardziej skomplikowane. Nienawiść jest mi obca, to raczej rozczarowanie, którego nijak cofnąć się da. I ta bezsilność... to uczucie zupełnie nierozwijające. Ale... choć trochę czasu minęło... pomyślałam... jestem tu i teraz. Jeszcze raz spojrzałam w lustro. Teraz ja z kolei nie mogę zawieść... przede wszystkim siebie, a co za tym idzie, tych którym na mnie zależy. Nie byłabym sobą gdybym nie pomyślała w sposób następujący:
było przestępstwo (tak postrzegam, to co od tego małżeństwa otrzymałam), musi być i kara. Co może być największą karą dla byłego partnera?... informacja dla niego – jestem szczęśliwa bez Ciebie, i z każdym dniem jeszcze szczęśliwsza jestem.
I do tego list wdzięcznościowy.
  • Dziękuję losowi, że Cię poznałam. Choć nasze małżeństwo rozpadło się, wiele nauczyło mnie, np., że złożone do modlitwy ręce mogą być niekoniecznie w dobrej sprawie.
  • Jestem Ci wdzięczna za wszystkie próby naprawienia tego związku choć podyktowane były tylko Twoim interesem, ściśle materialnym.
  • Dziękuję Ci za to, że byłeś pracowity choć tylko w celu zaspokojenia swoich wydatków.
  • Dziękuję Ci za to, że nie mamy wspólnych dzieci, bo nie muszą one cierpieć z powodu braku ojca.
  • Jestem Ci wdzięczna, że gdy spuchła mi twarz od bólu zęba, to zawiozłeś mnie na pogotowie, byłeś przy mnie i pocieszałeś.
  • Dziękuję Ci za wspólne, cudowne chwile, bo i takie przecież były.
  • Dziękuję z wdzięcznością ogromną, że choć nie umiesz odróżnić pożądania od miłości, dałeś mi kilka momentów, kiedy czułam się jak doskonałość.
  • Jestem Ci wdzięczna, że jesteś absolutnym egoistą i nie walczysz o mnie tylko o swoje materialne dobro, bo to wyzwoliło we mnie spokój i czuję się wolna. Tak wolna jak nigdy przedtem nie byłam.
  • To dzięki Tobie zrozumiałam, że seks jest jak jedzenie dobrego obiadu... musi być nastrój, przystawki, zupa, drugie danie, wino, a między wszystkim rozmowa, czułe spojrzenia... i to jest elegancki obiad. U Ciebie to było pałaszowanie wszystkiego naraz jak w najkrótszym czasie... to nie symbolizuje dobrego kochanka. Cieszę się, że nie jesteś już ze mną i kąpię się dla kogoś, kto odróżnia zapachy i potrafi delektować smakiem wina, a nie wypijać jednym haustem.
  • Wdzięczna Ci jestem, bo dzięki Tobie doceniłam wszystko, co straciłam kochając Ciebie i to dzięki Tobie rozwinęło się we mnie uczucie bezmiernej wdzięczności do wszystkiego co mnie otacza.
  • A na koniec dziękuję Tobie, że Ciebie koło mnie już nie ma i nie muszę zastanawiać nad Twoją małostkowością i udawać kogoś, kim nie jestem, dla osiągnięcia jakiś chwilowych sukcesów.
  • Jestem szczęśliwa i spokojna, nie ma we mnie żadnych negatywnych emocji.
  • Przykro i żal mi się zrobiło gdy przypadkowo zobaczyłam Cię w mieście. A Ty taki wysoki, postawny mężczyzna pochylony, z ramionami skulonymi dobijałeś się do jakiś drzwi. Czuło się od Ciebie smutek, rezygnację, niezadowolenie, a w tym waleniu w drzwi była dzika agresja... to żałosny widok. Nie odczułam satysfakcji. Nawet chciałam podejść... i spytać co u Ciebie... może zaproponować kawę... w końcu ja o niczym złym już nie pamiętam... .
    Ale to by Cię tylko wkurzyło. Przypomniałam sobie jak to miałeś za złe ludziom, którzy mieli lepszy samochód od Ciebie, albo w jakimś interesie im się nie zwykle powiodło... nie lubiłeś u innych szczęścia. A sam nie doceniałeś tej wielości, którą miałeś, a przede wszystkim szansy, którą ponownie dał Ci los, po wszystkich porażkach jakich doświadczyłeś. Dlatego przeszłam obok i nie zatrzymałam się. Jestem wdzięczna sobie, że tak uczyniłam.
  • Jestem Ci wdzięczna, że byłeś w moim życiu, bo ono dzięki temu zrobiło ze mnie, ze zjadaczki chleba... konesera życia. Paradoksalnie... dzięki Tobie stałam się lepszą osobą i dlatego dziękuję Ci za wszystkie okoliczności, których doświadczyłam będąc z Tobą.
  • Gdybyś Ty potrafił być wdzięczny życiu za zwykłe sprawy: słoneczny poranek, a nawet deszczowy, bo ziemi i to, i to potrzebne jest, gdybyś umiał okazać wdzięczność za jedzenie, i radość, że masz rodzinę, i uśmiech Cię wita... gdybyś z wdzięcznością przyjmował rady itd... to w innym punkcie życia byłbyś. Ty nie widziałeś w niczym powodu do radości, ale to już Twoja wyłączna wina. Ona leży tylko po Twojej stronie.
Wdzięczna jestem, że dotrwałyście do końca mojego wywodu, którego zamiarem było przekonanie Was, że jak powiedział Mahomet "... tylko wdzięczność za otrzymaną obfitość, jest najpewniejszą gwarancją dalszej jej obfitości".
Laozi, że świat będzie należał do nas, jeśli będziemy cieszyć się tym co mamy.
Nawet genialny Einstein ciągle dziękował tym, którzy żyli przed nim i odsłonili wiele tajemnic świata.
Dodam jeszcze, że pozbycie się negatywnych uczuć, a odnalezienie w sprawie lub w człowieku jakiejś najmniejszej, najcieńszej złota nitki może dać wiele przyjemności i uwalnia nasz rozum, i serce od wyniszczających wspomnień pod tymże wszakże warunkiem. Nikt nie jest do końca zły, ani dobry też nie jest wyłącznie.
Ja sama o sobie mogę powiedzieć, że aniołem to ja nie byłam i nie jestem z pewnością stuprocentowym, ale jestem wdzięczna mojej mamie i tacie, że długo i konsekwentnie próbowali, żebym znalazła się na świecie. Jestem wdzięczna ogromnie mojemu pierwszemu mężowi za to, że wiele mnie nauczył i pokazał (dłużej z nim byłam niż sama ze sobą... jak on podrywał dziewczyny, to ja jeszcze pod sercem mamy, bezpiecznie się gnieździłam) i mojej babci, że przekazała mi tyle i takiej jakości mądrości, że one do dzisiaj wzorcowe są. Dziękuję i jestem wdzięczna tylu osobom... nawet jednemu Krzyśkowi, który paskudnie oszukał mnie w interesach, ale to ja teraz swobodnie cieszę się życiem, a on musi z tym przekrętem spać. Jeździ sobie na nartach w Szwajcarskich Alpach, ja na szmacie po panelach w domu, ale ja jestem szczęśliwa, a on samotny... konkubina (okropne słowo, lepiej brzmi partnerka) go rzuciła, bo nie mogła znieść jego lewoskrętów.
Dziękuję, dziękuję, wdzięczna jestem tym wszystkim, którzy mnie czytają, oglądają i dopingują do tego. I tak mogłabym jeszcze dłużej, bo ta lista nie ma końca, ale kończy się już dzień, a tu jeszcze... i lista równie długa... . Jutro będzie nowy dzień i znowu będzie za co być wdzięcznym:-)

P.S. Jestem wdzięczna jeszcze za to, że nie runęłam z tej góry podczas fotografowania... moja fotografka runęła, cała była w błocie. Było mnóstwo śmiechu. Radość, bo plamy z błota ze spodni nie zeszły i to doskonały powód do pozbycia się już wcześniej nielubianych spodni (zresztą już stare były i podniszczone) 😊













niedziela, 19 lutego 2017

SZOKOWY PRZECIWZMARSZCZKOWY ZABIEG KOLAGENOWY Z 24K ZŁOTEM I KWASEM HIALURONOWYM



"Złoto najlepszy robotnik" przysłowie polskie

Skondensowana dawka 24 karatowego złota i kwasu hialuronowego, kompleks peptydowy o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym, olejek różany (mój ulubionych) i z pestek winogron, elastyna, witaminy A, E i C. Maseczka została stworzona na bazie kolagenu morskiego. Ma wykazywać działanie przeciwzmarszczkowe, liftingujące, wzmacniające grubość i gęstość skóry, poprzez pobudzanie jej do produkcji kolagenu i elastyny w komórkach. I wiecie co? To naprawdę działa! 😊 Najbardziej zadziałało na przyjaciółkę, która zzieleniała... 😉 

Maseczkę BEAUTYFACE SZOKOWY PRZECIWZMARSZCZKOWY ZABIEG KOLAGENOWY Z 24K ZŁOTEM I KWASEM HIALURONOWYM wygrałam w konkursie i już kilka godzin po odebraniu jej z rąk kuriera zabrałam się za jej rozpakowywanie. Hydrożelowa maska w kształcie twarzy została zanurzona w aktywnym serum i raz dwa wylądowała na mojej twarzy. Nie ukrywam, że przez te kilkanaście minut czułam się jakbym wybierała się na bal maskowy... twarz w złocie, położenie się na płasko i czysty relaks. Natychmiastowe uczucie wypełnienia, ujędrniania twarzy, nawilżenia, zregenerowani i odmłodzenia skóry. Zmarszczki zostały wypełnione i spłycone, a owal twarzy wymodelowany i zliftingowany. Skóra została napięta, koloryt wyrównany, wszelkie przebarwienia i opuchlizny usunięte, a twarz delikatnie rozświetlona. Efekt naprawdę SPEKTAKULARNY i zaskakująco dobry, bo nie zawsze co napisane... się sprawdza. 

Ten szokowy przeciwzmarszczkowy zabieg kolagenowy to idealny produkt do pielęgnacji twarzy przed wyjściem na jakieś ważne spotkanie (biznesowe, miłosne, rodzinne... czy też na wizytę w banku z uśmiechem od ucha do ucha). Dba o skórę, wyraźnie ją pielęgnuje i poprawia jej kondycję. Najsilniejszy efekt utrzymuje się jednak przez jakąś dobę. W każdym razie znajoma, która zobaczyła mnie po tym zabiegu, nie wiedząc, że go zrobiłam... pytała czy byłam na jakimś liftingu 😉 "Byłam tylko na balu maskowym, jednoosobowym - odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą." Szkoda, że ten efekt nie zostaje na stałe, ale... i taki rezultat da się otrzymać. Jednak wtedy trzeba już troszkę szerzej otworzyć portfel i dla trwałych efektów odmłodzenia wykonać najlepiej pięć takich zabiegów w odstępie czasowym 3-5 dni. 

Kto wie? Może kiedyś się na to skuszę? Tym bardziej, że teraz w drogeriach Vica maski te są dostępne w promocyjnych cenach.


czwartek, 16 lutego 2017

Rozmowa... dwóch pań... o niczym.

Kapelusz - 10 zł (Carrefour)/ Okulary - 10 zł (Reserved)/ szaliczki - 4 zł (sh)/ płaszczyk H&M (sprzed lat) / spodnie New Look - 5 zł (sh)/ buty Venezia - 12 zł (sh) / bluzka George - 2 zł (sh) / skórzana torebka z dawnych lat :) 
  • Wiesz, że my dwie razem mamy 120 lat ?
  • I co z tego?
  • ... zamawiamy 2 lampki wina ...
  • ... dalej nie rozumiem... jeszcze się nie napiłaś, a już gadasz od rzeczy...
  • Gdyby założyć, że wiek przy stoliku, żeby go obsłużyć przez kelnerkę nie może być w sumie niższy niż 120 lat, i w założeniu, że każdy musi być dorosły, to musiałoby tu siedzieć 6 osób po 20 lat, albo... hmm... musiałybyśmy na jeden raz zamówić 6 lampek wina.
  • Wyjątkowo nudzisz... masz jakąś obsesję wieku, o coś z tym winem chodzi?
  • Właśnie, nie o wiek mi chodzi... po prostu dla sześciu osób wyszłoby więcej wina na jedną kolejkę, a przez to drożej.
  • Ale weselej by może było?
  • ...nie sądzę... więcej osób, to więcej możliwości pokłócenia, kto w rezultacie płaci za rachunek... Tak sobie myślę, że lepiej jest jak jest.
  • ... masz rację, dzisiaj ty płacisz... to już ustalone.
  • Kto to ustalił, przecież to ty mnie zaprosiłaś, to płacisz.
  • Zaprosiłam cię na kawę, nie wino.
  • O czym my tu właściwie gadamy?
  • ... o tym jak porażkę przekuć w sukces... 😊
  • ... że niby ten nasz wiek to porażka jest? A sukces gdzie widzisz?
  • ... że mniejszy rachunek zapłacimy, albo w najgorszym razie taki sam, ale przy większej ilości wypitego wina...
  • Wiesz, ty już lepiej nie pij więcej, bo niby wesoło, a gorzko jakoś brzmisz i jakieś pokręcone wygłaszasz teorie.
  • Tak się zastanawiam, bo piszę tego bloga i już nie wiem o czym, tyle bym chciała, a w głowie pustka...
  • Napisz jak żyć, przeżyłaś tyle.
  • A co, ja jestem premier, by odpowiadać na takie pytania?
  • No, ale gdyby ktoś ci zadał pytanie... Stara Kobieto jak żyć? To co byś odpowiedziała? Przecież nie zignorowałabyś pytającego, obojętnie ktokolwiek byłby to.
  • Powiedziałabym..., że....że...
  • No dalej... świetnie ci idzie...
  • Rozkręcam się, tamten premier nie wiedział, dzisiaj pani premier też nie daje odpowiedzi, a ja mam tak strzelać bez zastanowienia...
  • Zastanów się... poproszę jeszcze dwie lampki wina – Ewa zwróciła się do kelnerki mrugając do mnie porozumiewawczo... podzielimy się rachunkiem.
  • ... w jakiej proporcji ? - szybko wpadłam jej w słowo, uśmiechając się chytrze.
  • ... nie uciekaj od odpowiedzi (zbaczając z tematu), nie czekaj na natchnienie, zacznij to ono samo znajdzie ciebie.
  • Okey... nie ma recepty na życie, nie ma metody, przepisu, który by można zastosować, żeby dojść do zrozumienia jak w tym świecie pełnym chaosu, nieładu, którzy stworzyli właśnie ludzie, żyć. Ci ludzie, którzy żyli niedawno i bardzo dawno jeszcze przed tymi i my teraz właśnie. Nie można się nauczyć właściwego postępowania, bo dla każdego czymś innym są odpowiednie zachowania. Świat ten, który nas otacza jest zbiorem kawałków, fragmentów, cząstek i wszystko to jeszcze podzielone na religie, grupy społeczne, ekonomiczne, odrębne wrażliwości, to wszystko w środowisku przemocy, wojen, terroryzmu, rywalizacji,brutalności, nienawiści, chciwości, zakłamania, zawiści, braku empatii, hipokryzji i można wymieniać by długo. I co jak mi idzie?
  • Piętrzysz problemy. Za chwilę zaczniesz zastanawiać się jak je rozwiązać, a przecież nie o to chodzi... skup się na tym, co ty możesz, co zrobiłaś, że przeżyłaś i jak dalej sobie radzisz?
  • Na przykład... oddzielam problemy od niedogodności, staram się jak najszybciej naprawiać błędy, kiedy je popełniam(?)
  • Już lepiej, ale to takie drobiazgi wymieniasz... coś konkretnego mi daj.
  • Życie to strumień zdarzeń, a w zdarzeniach wielość rożnorodna kropelek, to są te drobiazgi, które tworzą cały strumień. Moc jest w tym całym zbiorze. Nie umyjesz się w jednej kropelce, nie wykąpiesz w dwóch. Nie uda ci się przeżyć życia nie należąc do świata, odgradzając się od ludzi. Jesteś częścią tego ludzkiego nieładu i tu masz rację nie można traktować życia jak problemu.
  • Ciągle jednak mówisz o życiu jak o zamęcie, jakimś brzydactwu i nieogarnionym złu... i to nie jest problem?
  • Nie słuchasz mnie. Lepiej nie pij wina już i skup się. Mówię o tym jak wygląda świat rzeczywisty, który znamy z mediów, bo przecież każdy z siedmiu miliardów ludzi na świeci odbiera go inaczej i inaczej ten świat doświadcza jego. Każdy musi się w tym odnaleźć, mieć swój własny stosunek do tego co dzieje się. Jeśli każde indywidualne odbieranie dotyczących nas spraw będzie zgodne, harmonijne wprost z tym co myślimy, czujemy i jak oddziałujemy taką postawą na innych, to życie będzie przyjemnością. Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że życie w 10 procentach składa się z tego, co nam się przydarza, a 90 z naszych reakcji, na to co się zdarzyło.
  • Skomplikowane to jakoś... podaj jakiś przykład
  • Są na ten przykład rzeczy, które należy zrobić, takie które trzeba zrobić lepiej, albo takie, których nie trzeba robić wcale. Jak będziesz wiedziała, które są które... nie tylko zaoszczędzisz czas (czas to pieniądz), ale i weselej ci będzie.
  • A'propos pieniędzy... już chyba wypiłyśmy po lampce, za każdą z tych sześciu osób, gdyby tu w sumie były, gdybyśmy były młodsze, pamiętasz początek rozmowy?
  • Jeszcze tak...to jeszcze po kolejce. Zawsze trzymam w portfelu zaskórniaka w razie nagłego wydatku na lekarstwo, zepsute coś tam...
  • ... i wino ze mną?
  • Właśnie to miałam powiedzieć.
  • Zawsze tak mówisz wprost. To dobrze, należy rzeczy i sprawy nazywać właściwie i nie mylić wędkarza z rybakiem, i pistoletu z rewolwerem.
  • Wow...widzisz, dołożyłaś następną kropelkę.
  • Raczej zrobiłam duży łyk.
  • Mówiłam o kropelce składającej się na strumień życia...
  • A ja zastąpiłabym kropelki łykami, będzie szybciej... zamawiamy jeszcze?
  • Żyje się raz, ale trzymając zasad i niekoniecznie szybko... od dwudziestu lat przestało mi się śpieszyć, i to jest przyjemne.
  • Mam zasadę aby nie przerywać sobie przyjemności...
  • Dlatego lubisz długo spać?
  • Wszystko wydaje się lepsze, gdy człowiek się wyśpi... Widzisz te młode dziewczyny przy stoliku w rogu, patrzą na nas ironicznie i z góry.
  • Nie przejmuj się, one patrzą ze swojej młodej perspektywy zapominając, że kiedyś zajmą nasz stolik i dzisiejszy dzień się na nich wtedy odbije. To pewne jest. Nigdy nie ignorowałam starszych ludzi i do każdego odnosiłam się z szacunkiem. I to dziś do mnie wraca.
  • Mhmm...właśnie widzę. Podejdź do nich i powiedz im to......
  • Co, że brak im dojrzałości, a ty się wściekasz, bo to na nie patrzą ci kolesie vis-a-vis, a ty im zasłaniasz obraz i...
    Przestań, lepiej podziel się ze mną tym co wiesz, a ja o tym napiszę post.
  • Co z tego dzielenia będę miała?
  • To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności. No dodaj jeszcze jakąś swoją cząstkę do odpowiedzi na pytanie... jak żyć?
  • Nie wydaję wszystkich pieniędzy co do grosza, nie wierzę we wszystko co inni mówią, płacę na czas rachunki, a jak nie mam to wysyłam wyjaśniającego maila.
  • Zdarzyło ci się tak?
  • Nie, ale tak bym zrobiła gdyby to mnie dotyczyło. Wydaje mi się to uprzejme i słuszne.
  • Nie sądzę, żeby na przykład takiej elektrowni zależało na twojej uprzejmości... raczej kasa się dla nich tylko liczy...
  • Tam też pracują ludzie.
  • Tam rządzi system (on nie ma serca), ludzie go tylko obsługują i na niego powołują, jeszcze dokładają procedury.
  • Nie szkodzi, bycie sobą i wyznaczanie swoich reguł to jest też sposób na życie. Dawanie ludziom więcej niż się spodziewają, zauważanie ich, to dawanie im poczucia wartości.
  • Tak, a to radosne uczucie jest kiedy dajesz komuś odczuć, że ważny jest dla ciebie. Wtedy on tym samym odwdzięczy się i łatwiej jest. Od kiedy poczęstowałam listonosza zupą, bo żal mi się go zrobiło... na dworze ziąb (on z czerwonym smarkającym nosem) i poznałam jego historię, to nie muszę już po każdą przesyłkę biegać na pocztę... nawet tą gabarytową przynosi mi do drzwi. I znowu łatwiej żyć.
  • Normalnie skorumpowałaś listonosza... 😉
  • Ty nie pij już więcej... zaprzyjaźniłam się, to wspaniale.
  • A latem będziesz częstować go lodami, bo gorąco będzie?... 😉
  • hahaha... to miły facet... teraz pracuje w innym rejonie, ale wciąż mamy ze sobą kontakt... nawet mi półki zamontował na ścianie...
  • Zmienił rejon, to znowu biegasz po przesyłki na pocztę... 😆
  • Nie, powiedział o mnie swojemu następcy i tak dobra relacja się przedłuża... życzliwość jest zaraźliwa. Życzliwość daje spokój i wewnętrzną siłę. Naprawdę się opłaca. To też fragmencik scalający moje życie.
  • Masz rację, to też kawałek życia. Twojego. Tak je ułożyłaś, żeby każdy był twoją siostrą lub bratem.
  • Przyjmuję do wiadomości, że niezależnie od tego ile razy miałam rację, kiedyś nie będę jej miała.
  • Właśnie nie miałaś.
  • Co?
  • Od początku byłaś przekonana, że nie wiesz o czym pisać post i nie znasz odpowiedzi na pytanie - jak żyć... a przecież trochę o nim porozmawiałyśmy... i masz już post.
  • ...tak myślisz? To może jeszcze bym dodała, że trzeba (i warto) w życiu podejmować ryzyko dla miłości i sukcesu.
  • Daj spokój już. Zaraz zaczniesz rozprawiać drobiazgowo na temat sukcesu, a tu trzeba kończyć już spotkanie. To w jakim nominale masz tego zaskórniaka w portfelu?
  • Wiesz co, olśniło mnie... wiem jak żyć, a raczej jak dotrzeć do prawdy co czynić by łatwiej żyć!
  • Trzeba już płacić i iść, ale jestem w dobrym humorze, więc jeszcze po jednym winku i mów.
  • To proste... trzeba obserwować... jak płynie rzeka i jakie musi pokonać przeszkody by do morza ujść; jak kręci się koło i raz jego część jest w górze, raz w dole; jak wieje wiatr i zbiera burzę; jak kwitnie pomidor i z zielonego w czerwoność przechodzi, i spada na ziemię; jak jedziemy samochodem i wydaje nam się, że samochód nie da rady pokonać wzniesień, a im bliżej podjeżdżamy tym droga się wyrównuje, i pokonujemy ją bez trudu..
  • To proste, trzeba uczyć się, wyciągać wnioski........... i portfel. Przyjemności kosztują... 😉