środa, 26 lipca 2017

Maść końska



Maść końska to znany i ceniony od lat, produkt w walce z bólem. Przez moją apteczkę przez lata przewijały się różne maści końskie - zarówno te chłodzące jak i rozgrzewające. Niedawno w moje ręce trafiła maść końska z dodatkiem oleju z nasion konopi. Działająca! Tym samym poprawiająca komfort życia! Nic więc dziwnego, że maść końska Cannabis z kasztanowcem (300 ml) jest najczęściej sprzedawanym produktem w sklepie ecostory.pl

Maść Cannabis ma formułę balsamu do masażu ciała o świeżym, intensywnym zapachu ziół. W jej składzie znajdziemy między innymi: 
  • kasztanowiec zwyczajny - działa przeciwzapalnie i ściągająco; usprawnia przepływ krwi w naczyniach żylnych (poprawia się ukrwienie wszystkich narządów, w tym skóry), zapobiega powstawaniu obrzęków i żylaków, przyspiesza wchłanianie krwiaków i siniaków.
  • żywokost - działa miejscowo zmiękczająco, zmniejsza podrażnienia i stany zapalne; zawiera ok. 0,7% alantoiny, która stymuluje regenerację tkanek i zwiększa poliferację komórek; polecany do skóry suchej, wrażliwej i delikatnej.
  • mentol - chłodzi, działa przeciwobrzękowo, przeciwświądowo, znieczulająco, dezynfekuje i odświeża.
  • siarka organiczna (MSM) - makroskładnik naturalnie występujący w przyrodzie i jeden z podstawowych pierwiastków w ciele człowieka - wspomaga liczne procesy biochemiczne organizmu; działa przeciwzapalnie, wspomaga regenerację chrząstki stawowej i pozytywnie wpływa na sprawność układu ruchowego, pomocniczo jest stosowana w leczeniu chorób o podłożu reumatycznym i zwyrodnieniowym, a także po zwichnięciach stawów i po operacjach narządów ruchu.
  • eukaliptus - łagodzi bóle reumatyczne, działa rozgrzewająco i pobudzająco, przyspiesza regenerację uszkodzeń skóry, działa bakteriobójczo i przeciwwirusowo.
  • kamfora - pobudza krążenie krwi, lekko chłodzi i znieczula, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybiczo, dezynfekująco i ściągająco
  • olej z konopi siewnej - cenne źródło kwasów omega-3 i -6, które chronią skórę przed utratą wilgoci, poprzez wzmacnianie jej naturalnej bariery ochronnej, intensywnie ją odżywia i regeneruje, łagodzi stany zapalne i podrażnienia
  • ekstrakt z konopi siewnej - dzięki wysokiej zawartości aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczonych świetnie sprawdza się w pielęgnacji skóry podrażnionej, suchej i z natury wrażliwej, którą odżywia i chroni przed negatywnym oddziaływaniem czynników środowiskowych, a dodatkowo działa przeciwzapalnie i hamuje wzmożone rogowacenie naskórka
  • ekstrakt z rozmarynu - silny antyoksydant, działa ochronnie, regenerująco i przeciwzmarszczkowo; posiada właściwości przeciwobrzękowe i stymulujące krążenie
  • kadzidłowiec - roślina wykorzystywana, od setek lat w tradycyjnej hinduskiej medycynie Ajurweda, ze względu na swoje właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne; wyciąg z kory kadzidłowca stosuje się mdz. innymi w leczeniu reumatyzmu
  • hialuronian sodu - jest to pochodna dobrze znanego kwasu hialuronowego; popularny składnik kosmetyczny o działaniu intensywnie nawilżającym, wygładzającym i zmiękczającym, na skórze tworzy film ochronny, który zapobiega odparowywaniu wody z jej powierzchni
  • masło shea - działa jak tarcza ochronna zabezpieczająca skórę przed szkodliwym wpływem czynników klimatycznych, wzmacnia spoistość naskórka, wygładza
  • witamina E - biologiczny antyutleniacz, unieczynnia wolne rodniki, przyspiesza tworzenie kolagenu i elastyny, działa promienioochronnie
  • gliceryna - substancja nawilżająca, łagodząca i wygładzająca, opóźnia wyparowywanie wody z powierzchni naskórka i zapobiega jego wysychaniu
  • D-panthenol - przyspiesza metabolizm komórek skóry, pobudza ich podziały i wzrost tkanek, łagodzi podrażnienia i objawy alergii
  • allantoina - łagodzi, działa przeciwzapalnie i regenerująco, przyspiesza odnowę uszkodzonych komórek naskórka, dobrze tolerowana przez skórę.
Taki skład robi wrażenie! Maść nanoszę na bolące miejsce (najczęściej kręgosłup, staw skokowy) i wykonuję masaż przez 10 - 15 min. Dla wzmocnienia efektu - owijam się stretchem (nie ukrywam jednak, że zazwyczaj nie mam już na to siły 😉). Maść rozgrzewa bolące miejsce... i tym samym rozluźnia wszelkie napięcia prowadząc do zmniejszenia dyskomfortu i bólu. Wiadomo - najlepsze efekty daje regularnie stosowana. Jej intensywny, ziołowy zapach - nie przeszkadzał mi podczas jej używania. Ba! Był nawet atutem. Lubię takie mentolowe nuty... Produkt Cannabis (według zapewnień producenta) nie zawiera parabenów ani silikonów, nie jest tłusty, więc nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Szybko się wchłania i co ważne ogromnie, jest bardzo wydajny. Niewielka ilość wystarcza do pokrycia dużego obszaru (co jest plusem szczególnie przy dużych ciałach 😉). Maści z dodatkiem kasztanowca stosuję od dawna (np. na żyły) i zawsze się bardzo dobrze u mnie sprawdzają. Tak też było w wypadku tej maści końskiej z kasztanowcem - przynosi ulgę i zmniejsza ból, a do tego jest bardzo przystępna cenowo, ponieważ kosztuje 15 zł za 300 ml. Krótko mówiąc: polecam, jeśli tylko zmagacie się z jakimiś stłuczeniami, zwyrodnieniami, bólami kości, stawów i mięśni. ... ale najlepiej by było, żeby nic Was nie bolało  i niepotrzebne było jej kupowanie:-)) 


piątek, 21 lipca 2017

Jak żyć, gdy ... ? (kropki ... 3 – uzupełnij!)* czytaj powoli i uważnie ;-)


Jak żyć, gdy...
...apatyczna ressellerka z placówki zdrowia (do, którego masz ogólny / choć nie uniwersalny / dostęp, konstytucją gwarantowany – 68 paragraf) – traktując wyniośle i z góry (choć wyczyn to się wydaje / jest o głowę niższa / do tego zasłonięta wysokim kontuarem, który Tobie sięga do brody – informuje Cię o terminie wizyty - za t rz y mie...sią...ce o godz. 14,15!.... cedzi i zaczepnie pyta, czy możesz przyjść w tym wyżej wymienionym (inni czekają jeszcze dłużej 😉 - zaznacza szybko)?
14, 15 ??? - lekko Cię zatyka – za trzy miesiące, to kiedy to będzie?
Cóż, ... kiwasz głową i zgadzasz się gdy słyszysz jeszcze:
"... niech poda swój numer telefonu, żeby zawiadomić jak lekarz nie będzie mógł przyjąć... w końcu to odległy termin, wszystko zdarzyć się może..."
Cóż, już Ci... brakuje, ale tłumisz ten brak w sobie, uśmiechasz się wymownie i ponownie... wyrażasz zgodę, albo (?) ... szukasz innej drogi (do innej placówki - by ratować swoje zdrowie)

...biadoląca na wszystko i wszystkich dookoła - sąsiadka po raz kolejny zaczepia Cię i oczywiście na wszystko i wszystkich 😉 narzekaaaa, naarzekaa...
Cóż, musisz wykazać ... - (wysłuchać), bo może ona Ciebie tylko ma do tego narzekania... a pomyśl (oby nie!), że kiedyś sama być możesz w tej sytuacji (bez osoby do wysłuchania, choćby narzekania 😉)

...ciastko kusi Cię na wystawie... z wierzchu kolorowe (z malinami), pod spodem puszysta pianka biała... na spodzie biszkopcik. A Ty masz podwyższony cholesterolik i rano spodni nie mogłaś dopiąć? Cóż, musisz ... odczekać, gdy wszystko w Twoim ciele się unormuje i wtedy zrobisz sobie frajdę dla podniebienia. Tymczasem zjedz sobie malin bez ciasta i zejdź do literki "g" i przeczytaj co zdarzyć się może, gdy ulegniesz słodkiej pokusie.

...choroba – Ciebie dopada też? Nie miało tak być... to nie Twój plan na życie... Zaczynasz od razu myśleć o śmierci, o tym czy te książki, gdy Ciebie już nie będzie – to czy one będą jeszcze miały zapach Twój...(?) Przyjmij to tak – choroba to nie kara, to fakt...
Cóż, musisz ... wysłuchać lekarzy i przejść przez kolejne choroby fazy. Do jej usunięcia. Ale uwaga! W tym czasie nie rób sobie urlopu od życia. Tylko normalnie funkcjonuj, dalej ... walcz. A jak do końca nie da się tej choroby poskromić, to ... od początku, naucz się z chorobą żyć (choć to nie wymarzone towarzystwo 😉). Nie szukaj sposobu na umieranie, tylko ... sposobu na życie.

...dzieci - ......
dzieci małe, potem całkiem dorosłe... gdy najpierw nie dają spać, a potem (?) wcale nie ułatwiają życia?
Cóż, tylko ... dawanie przykładu (nawet tym po czterdziestce 😉) pozwoli im wskazać odpowiednią drogę do życia i przygotować na nie (nigdy nie jest za późno) / choć słów "nigdy" i "zawsze" należy używać z pokorą/. ... , a nie sadzanie hura na przeciw siebie, na krześle za stołem, tylko ... pokazywanie (bez emocji, krzyku i pogróżek). To przez Twoją ... wcześniej, uda się, że później (może? 😉) Twoje dzieci wykażą też ... do Ciebie.

...egzamin – co krok jakiś nas dotyka, testuje nasze możliwości, ocenia.
Cóż, tylko ... człowiek osiągnie swój cel – długo by o tym gadać.

...fachowiec – jest czasem potrzebny, bo nie sposób we wszystkim dać sobie rady (np. od prądu osobiście trzymam się z daleka....czuję, że stworzyłabym z nim spięcie nie do ogarnięcia / bez tego odczuwam w sobie wysokie napięcie 😉)
Cóż, do fachowca to dopiero ... jest wysoce wskazana, zwłaszcza jak zatrudniasz takiego, który sam stwierdza, że do takiej samej pracy u siebie w domu... zatrudniłby /raczej/ innego niż on fachowca 😉

...gabaryty Ci się zwiększyły (może przez "c", które jest wyżej) – już nie jesteś S, już XL, albo więcej 😉 Na ten moment nie rozpaczaj i nie chowaj za wielkimi płachtami materiału. Zastanów się, jak zamierzasz (nie wymieniając całej garderoby na koce w różnych kolorach) to zmienić (dieta?, sport?... bez przesady)/ Zmień sposób myślenia 😊
Cóż, na początek proponuję ... od rana pić szklankę wody z cytryną i wielkiemu śniadaniu nie odmawiać. Niejedzenie rannego posiłku to błąd, bo nie uruchamia się metabolizm (marzenie o zmniejszeniu w talii obwodu licho weźmie 😉, potem ... coraz mniejsze w miarę upływu dnia, porcje zajadać.

...humor Ci psuje - brak poczucia humoru u innych, a Ty urodziłaś się po to by wygłupiać się i żartować sobie nawet z pozoru (z pozoru? 😉) poważnych spraw.
Cóż, nie psuj sobie humoru "brakami" innych, tylko ... rób swoje i po swojemu dotykaj spraw - czyli ... i z humorem. Nawet ze śmierci można żartować. W końcu ona nie jest zupełnie poważna (trzeba głupim być by kończyć czyjeś piękne życie). Śmierć to jest proces, nie jakiś wybitny moment – należy jej to pokazać z humorem, żeby nas wcześniej nie zabiła z tej "powagi" 😉

...inni nadużywają Twojej ... ?
Cóż, ... może być różą i kolcem. Od tego samego kwiatu, zależy kto i jak na nią patrzy 😉 Ty ... bądź asertywna na takie działanie i nie pozwól sobie wejść na głowę (dosyć na niej masz i nową fryzurę, 5 dyszek na nią poszło 😉)

...jesteś zmęczona tym życiem przez poczucie niedocenienia, niekochania, osamotnienia, wyizolowania z różnych względów – jak masz żyć w takim poczuciu?
Cóż, masz prawo do Swoich odczuć, ale dopóki masz jeszcze umowę z życiem (Pacta sunt servanda), nie Tobie ją przerywać i kontynuuj ją ... tylko wprowadź do niej drobne zmiany (może uśmiech? /zacznij od uśmiechu do siebie) później to niczym kula śniegowa się potoczy 😊 mogę to ... do skutku tłumaczyć.

...koleżanka z pracy ciągle kłóci się z Tobą, wkurza Cię 😉 spiera się, choć ogólnie wiadomo, że nie ma racji (są na to niezbite dowody)?
Cóż, nie zmienisz pracy (pracować musisz), ani koleżanki nie zmienisz, ale ... musisz ją znosić i ... próbować do niej dotrzeć (nigdy nie okazuj jej pogardy/nikomu tego rób/)

...lubisz żyć inaczej niż wszyscy....? Żyjesz wśród innych, chciałabyś z innymi żyć, ale na swoich warunkach, tak jak lubisz Ty.
Cóż, nie oglądając się na nikogo ... rób swoje i ... do Siebie przekonuj innych z uśmiechem pięknym, i poszanowaniem dla odrębności, z którą Ci przyjdzie się zmierzyć.

...łamią ludzie zasady, nie wywiązują się z umów?
Cóż, Ty masz zasady! Nie możesz przejść do porządku dziennego w sytuacji, gdy są ewidentnie łamane. Uspokój wzburzenie i ... punkt po punkcie, krok po kroku ... dochodź swoich praw , ale najpierw zapoznaj się ..., jeszcze raz z regułami byś wiedziała jak skutecznie, przyzwoicie działać (mając na uwadze, że zasady należy nie tylko mieć, ale też przestrzegać ich i to obowiązuje wszystkich).

...małżeństwo Twoje nie jest wymarzone? Myślałaś, że on dla Ciebie się zmieni... ale mija czas i ciągle jest nie tak.
Cóż, jeśli go kochasz i masz nadzieję, że będzie inaczej i jest dla Was jeszcze szansa, to musisz mieć ... , żeby o to małżeństwo zawalczyć. To się nie zdarzy za pstryknięciem palca.

...nie możesz pogodzić się z zaistniałymi w Twoim życiu zmianami? Tęsknisz do tego co było.
Cóż, przyjmij, że to się nie wróci i ... żyj teraźniejszą chwilą i ciesz się nią.

...okłamała Cię, oszukała najbliższa Tobie osoba? Jesteś zła i smutna, wszystko leci Ci z rąk. Najstraszniejsze jest nie to, że zostałaś okłamana... tylko to, że Ty nie będziesz mogła zaufać tej osobie.
Cóż, kłamczuch - nie Ty - będzie zmuszony długo, ... raz jeszcze, siebie – do Ciebie przekonać. A Ty może będziesz na tyle ..., żeby dać mu jeszcze jedną szansę.

...porażki bez przerwy Cię jakieś (w pracy, uczuciach, relacjach z ludźmi) dotykają i już nie dajesz rady ich ogarnąć. Wydaje Ci się, że wszystko chrzanisz "Ty" i dlatego tracisz już nerwy, spać nie możesz.
Cóż, musisz ... , kolejno rozwiązywać problemy (więcej wiary w siebie, a nie nakręcać źle), bo nikt za Ciebie tego nie załatwi 😊 W ten sposób ... doczekasz swojej śmierci (nie ma co śpieszyć się), a tej na pewno nie uda się schrzanić 😉

...rozwód – zdarza się? Skoro nie zapobiegłaś mu (zawczasu) nie poślubiając "go", a dalej nie chcesz żyć w tej hipokryzji i małżeńskich gierkach...
Cóż, musisz ... przejść przez tą sztuczną granicę związku i ... czekać na nowy czas w swoim życiu.

...samotność doskwiera?
Cóż, samotność nie jest naszym przeznaczeniem. Zacznij ... przeglądać się w oczach innych i może w ten sposób do nich dotrzesz, i oni zrozumieją jak ważna dla nich jesteś.

...śmierć bliskiego człowieka rozsypuje Twoje życie, wszystko stało się inne, nieistotne i straciło kolor? Cóż, Ty żyć ... musisz dalej (kiedyś się spotkacie, albo i nie... to zależy od Twoich przekonań) wiedz jednak, że Ta Osoba jeśli Cię kochała, to by tego chciała. Dla niej to zrób.

...trudności – w znalezieniu pracy, w zarobieniu pieniędzy na zwykłe, codzienne potrzeby (bez szału jakiegoś); w szkole, na uczelni...itd. bezustannie Cię doganiają? Jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu siebie i nadawaniu większego stopnia trudności sprawom niż one są nimi w istocie (bo jesteśmy, leniwi, niezdecydowani, sfrustrowani, zastrachani,...)
Cóż, sprawia to brak ... . Musisz uzbroić się w nią, usiąść przed lustrem i szczerze ze sobą o tych trudnościach pogadać... niech lustro odpowie Ci jak jest naprawdę, pomoże ułożyć plan, a potem ... , krok po kroku przystąp do realizacji.

...urodziny kolejne nadchodzą? Ten dzień w kalendarzu od kilku dekad już nie cieszy Cię i spędza sen z powiek, że masz ileś tam lat (po skończeniu 25, o wiele za dużo) już pół wieku, a może więcej... Martwisz się, że teraz to już z górki (w sumie nie rozumiem skąd to zmartwienie 😉..z górki łatwiej się jedzie 😉). Inni wykazują, że pod górkę, zdecydowanie trudniej jest wchodzić niż z górki jechać /z balastem większym krzyżyków na plecach??? nic już nie kapuję.....to jak jest źle? z górki i pod górkę też źle..... to jak jest dobrze? 😉)
No, właśnie – ciągle jest nam źle i tak, i tak..... Powinniśmy sobie pogratulować, że droga nasza nie jest prosta (czyli nudna), że udało nam się dobiec do jakiegoś momentu (a nie wszyscy tak mieli. Mój mąż w moim wieku nigdy nie był, a plany miał sięgające 80-tki /co najmniej). Powinniśmy ... "znosić" te w kalendarzu zarezerwowane dla nas dni, bo wybrańcami jesteśmy 😊 i tak do tego powinniśmy podejść 😊

...wierzysz, modlisz się codziennie (determinacji Ci nie brakuje), a i tak nie otrzymujesz tego czego byś chciała? Prosisz o cud, oczekujesz efektu (nie możesz go wymusić - tak nie jest u Boga – zawołanie i zaraz cud 😉)
Cóż, musisz uzbroić się w ... i skoro wierzysz, to nagroda wkrótce będzie, tylko pamiętaj wiara nie zwalnia od myślenia.

...za mało masz pieniędzy? Ile by ich nie było, ciągle jest za mało.
Cóż, pieniądze łatwiej się traci niż zbędne kilogramy, więc trzeba ... się zastanowić jak zmienić ich styl wydawania, lub inne dodatkowo zarobić i nie popadać z powodu ich braku w przygnębienie, które nie podwyższy zawartości portfela.

...żal ciągle Cię rozpiera (lista długa)?... od drobnych, nawet niepoważnych żali do irytujących ciężkich rozżaleń z powodu goniącego Cię nie... czasu.
Cóż, nie bierz przykładu z czasu i bądź ... , tylko w ten sposób możesz dojdziesz do upragnionego celu. Nie trać czas na użalanie na sobą i rozwijanie zazdrości w sobie (to niszczące uczucie). Gdy będziesz już rozwiązywać swój kontrakt z życiem, to zupełnie czego innego będzie Ci żal (na pewno nie rzeczy, których nie masz i o to też wylewasz łzy). Jeśli Twoje życie ma jeszcze do Ciebie ... , to nie trać czasu, bo masz go o wiele mniej niż Ci się wydaje i wykorzystaj go już dziś (może zmień coś? Na pewno swoje nastawienie 😊

Jak żyć, gdy... od a do zet (mnożą się literki), a przy każdy literce jeszcze wiele jest więcej? Głowa za mała jest na te wszystkie pytania. A odpowiedź jest prosta: Żyć z cierpliwością 😊

*CIERPLIWOŚĆ – cierpliwość jest ostatnim (gdy wszystko zawodzi) kluczem do życia. Cierpliwość wzmacnia siły, ułatwia akceptację siebie, pozwala lżej znosić przeciwności losu, uwalnia od frustracji. To ona ukoi tęsknotę, wzmocni wolę do oczekiwania.
  • Bycie cierpliwym to umiejętność dająca bezpieczeństwo naszej duszy, trzymająca na wodzy nasze pożądania; umacniająca naszą wytrwałość.
  • Cierpliwość daje nadzieję, uczy szacunku dla ludzi, natury i zwierząt.
  • To wydatek energii, który się bardzo opłaca, bo tylko dzięki niemu możemy dojść do wytyczonego celu, osiągnąć sukces.
  • Tylko cierpliwość: do dzieci, męża, partnera, przyjaciela, koleżeństwa, znajomych i nieznajomych, rodziców, do siebie... wnosi w Twój dom, przestrzeń wokół Ciebie - spokój i szczęście... (gdy dla szatańskich pomysłów swoich dzieci masz anielską cierpliwość 😉), a ... wyrozumiałość dla innych 😊
  • Cierpliwość kształtuje charakter przez naukę konsekwentności w działaniach, dodaje opanowania w oglądaniu perspektywy swojego życia.
  • Nie ma lepszego sposobu - na wyzwolenie dobroci u ludzi - niż cierpliwe im wskazywanie, tłumaczenie, okazywanie cierpliwości dla ich działań (niekoniecznie odpowiednich).
Wykazałyście cierpliwość i przeczytałyście do końca? 😉 Żywię nadzieję, że cierpliwie Was przekonałam iż cierpliwość to jest siła, która w każdej dziedzinie życia przydać się może i od niej wiele zależy (nasza figura, zdrowie, poczynania wobec innych, nawet namiętności, rabatki z kwiatkami i radości ze zwierzętami 😊) Cierpliwość to talent! Pielęgnujmy ją! 😃






niedziela, 16 lipca 2017

Herbaciany zawrót głowy


Uwielbiam herbaty, ale to już wiecie. Opowiadałam Wam już o czerwonej herbacie z firmy Baltica. Teraz przyszła pora na dwie kolejne herbaty. Herbatę owocową, która zdobyła moje uznanie oraz czarną herbatę Earl Grey Blue


Herbatka owocowa: wanilia z poziomką to przepyszna mieszanka owoców, rodzynek, jabłek, poziomek z płatkami hibiskusa o poziomkowo - waniliowym smaku (i zapachu). To taka domowa, bardzo aromatyczna i smaczna herbata (w której piciu uwielbiam m.dz. innymi możliwość wyjadania kawałeczków jabłek) Dodatkowo zawiera mnóstwo witamin...  np. A, C, E i K oraz witaminy z grupy B.


Skład tej herbatki nie jest przypadkowy: rodzynki z jabłkami i poziomkami regulują pracę jelit, a tym samym wspomagają przemianę materii. Dodatkowo susz zawiera wapń, magnez, fosfor (te wzmacniają zęby, kości i stawy). Latem po herbaty sięgam najczęściej wtedy, kiedy jestem chora. Ostatnio przeziębiona popijałam ten owocowy susz... i może to także on po części pomógł mi się wykaraskać z tej dolegliwości? W końcu ma w założeniu pomagać w likwidacji przeziębienia. Dzieciom też zasmakuje. Herbatka jest wydajna i to 100 g, które oferuje producent wystarcza na wiele pysznych herbat.


Nie lubię czarnych herbat, więc czarną herbatę Earl Grey Blue u mnie w domu pije tylko córa, albo goście, którzy sobie jej zażyczą. Herbata z Baltica została skomponowana z liści pochodzących z Buddy i Shivy. Cejlońskie liście herbaty, indyjska odmiana pomarańczy typu bergamot, europejski chaber... i mamy iście angielską mieszankę. Wg córki to bardzo klasyczna, intensywna i smaczna herbata, którą wielbiciele czarnej herbaty bez dwóch zdań pokochają. Bardzo aromatyczna, głęboko smakowa, a jej zapach roznosi się odważnie po pomieszczeniu... zachęcając do jej jak najszybszego skosztowania. Wystarczy jedynie dopasować odpowiednią ilość liści dla siebie, zasiąść przy herbacie... i rozkoszować jej aromatem (jeśli ktoś lubi czarne herbaty) 😉

piątek, 14 lipca 2017

Lato nadeszło!


Lato nadeszło. Co prawda pogoda za oknem nie zawsze to potwierdza..., ale zaczął się sezon wakacyjny. Na ulicach lada chwila pojawią się tłumy opalonych ludzi, a ja przychodzę dzisiaj do Was z recenzją dwóch produktów, które w tym wakacyjnym okresie mogą się przydać. 



Marzycie o opaleniźnie bez ekspozycji na słońcu? Bez solarium? Chcecie mieć ciało lekko muśnięte opalenizną?

Z pomocą może Wam przyjść Brązująca mgiełka olejkowa duo - formuła z bursztynem. Najlepiej sprawdzi się u osób, które już troszkę muśnięte słońcem zostały - wyrówna, podkreśli i pogłębi opaleniznę, jednak nawet osoby bardzo blade nie mają co narzekać. Brązującą mgiełkę Lirene powinno się stosować 1 - 2 razy w tygodniu (pierwsze efekty widoczne są po kilku godzinach) w zależności od tego jak intensywną opaleniznę zamierzamy uzyskać. Mgiełka bardzo dobrze się rozprowadza, nie pozostawia smug ani przebarwień.... szybciutko wchłania i nie brudzi ubrań. Ufff! 😊

Olej z karotki, ekstrakt z bursztynu i AquaCell delikatnie nawilżają i nadają skórze blask. Mgiełkę stosowałam wiosną, aby nadać skórze delikatny koloryt - i byłam bardzo zadowolona. Efekty były bardzo szybko widoczne, a kolor opalenizny (w przeciwieństwie do większości samoopalaczy) nie był żółty. Nawet jeśli gdzieś się nie posmarowałam... skóra nie wyglądała jakby została potraktowana samoopalaczem. Mgiełka nie wysuszała mojej skóry, nie podrażniała, nie zostawiała smug..., a oprócz efektu opalenizny delikatnie ją pielęgnowała. Jedyne zastrzeżenie mam co do wydajności... bardzo szybko jej ubyło! Poza tym: bardzo fajny produkt.



Opalenizna opalenizną, ciało muśnięte słońcem ciałem muśniętym słońcem, ale ochrona przeciwsłoneczna szczególnie latem (choć także przez cały rok) jest wyjątkowo ważna. Z pomocą w ochronie twarzy przyjdzie nam REWELACYJNY hydrolipidowy ochronny krem do twarzy SPF 50 IR Lirene. System fotostabilnych filtrów mineralnych i organicznych chroni przed szkodliwym działaniem promienowania UVA i UVB. Składnik IR COMPLEX wzmacnia barierę lipidową, działa łagodząco oraz ochrania DNA komórek, wspomaga niwelowanie negatywnych skutków promieniowania podczerwonego. Witamina E oraz wyciąg ze złotej algi aktywuje proces odnowy i regeneracji komórek... i wreszcie alantoina - regeneruje naskórek, łagodzi podrażnienia.

Niektórzy kosmetolodzy uważają, że ochronę 50 powinno się stosować przez cały rok, aby nie dopuścić do niszczenia komórek, a tym samym spowolnić proces starzenia. Ja niestety przez wiele lat ignorowałam te uwagi, ale... w końcu zmądrzałam(choć długo to trwało) i od kilku lat( ściemniam - od roku!) intensywnie dbam o ochronę (szczególnie skóry twarzy) przed promieniowaniem. Krem ochronny Lirene stosowałam pod makijaż (działa!), a także jako jedyny krem podczas pobytu nad morzem  w czasie  ekspozycji słonecznej. W obu tych przypadkach sprawdził się świetnie. 

Krem powinno się nakładać co dwie godziny... z tym, że choć kremik ma wiele plusów - nie wchłania się samoistnie (więc nie radzę stosować go jako "produkt pozostawić do wchłonięcia") i trzeba go dobrze wsmarować w skórę, ale to żaden problem. Jeśli nałożymy go za dużo na twarz i nie wsmarujemy... licząc na to, że się wchłonie (np. podczas naszego pobytu na plaży) przeżyjemy zawód, ponieważ krem tworzy w takim wypadku na naszej twarzy maskę / skorupę. Zasycha i tyle (o dziwo wtedy też chroni 😉) Tylko ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, a ja nie zdawałam sobie sprawy, że wyglądam jak klaun w tej masce z kremu(działo się;) Produkt Lirene stosowałam regularnie... i nad morzem buzi nie opaliłam. Twarz została świetnie ochroniona, a kremik spowodował, że uniknęłam zaczerwienienia i poparzenia. (Gorzej, że pierwszego dnia... jeszcze podczas podróży o nim zapomniałam i wtedy lekkie zaczerwienienie  było. Na szczęście zadziałał na nie łagodząco).

Posiadam ciemniejszą karnację skóry, więc ktoś może powiedzieć, że na oparzenia podatna nie jestem... to prawda. Skóra z ciała mi nie schodzi(raczej kuli od wieku;-), nie ma mowy o żadnym zaczerwienieniu po opalaniu, a choć twarz mam bledszą i delikatniejszą niż skórę reszty ciała... to mogło pomóc i mi, i Lirene w odpowiednim działaniu. Kremik przetestowałam także na przyjaciółce córki.

Asia, bo tak ma na imię - jest zupełnym bledziochem, a nawet przypadkowe ze słońcem spotkanie (np. podczas spaceru) kończy się dla niej zaczerwienieniem skóry i bólem. Momentami poparzeniami tak silnymi, że znajdują się na granicy poparzenia I i II stopnia. Nad morze przyjechała jednak z uśmiechem na twarzy, kremem ochronnym dla dzieci (a więc dla skóry jeszcze wrażliwszej) z filtrem 50, marki Nivea. Smarowała się co godzinę, po każdym wejściu do wody... Na buzię zastosowała wspomniany wyżej filtr Lirene. No i na czym się skończyło? Na tym, że dziewczyny musiały następnego dnia iść 6 km do najbliższej drogerii po jakiś żel łagodzący oparzenia, ponieważ Asia była poparzona, zaczerwieniona, a ból utrudniał jej poruszanie się, spanie, najprostsze czynności. Ramiona, dekolt, plecy, nogi... wszystko poparzone. Oczywiście oprócz twarzy. Twarz była tak blada jak wcześniej i taka już się ostała, czyli krem Lirene NAPRAWDĘ dobrze chroni. Dodatkowo mimo, że Asia ma cerę mieszaną ze skłonnością do wyprysków... nie spowodował u niej zapchania ani wysypu niedoskonałości. Ponadto jest bardzo wydajny, a i cenę ma przyjazną (na poziomie dwudziestu złotych). Rewelacyjny produkt i naprawdę wysoka ochrona.  😊🌞🌝

niedziela, 9 lipca 2017

Muzyka – subiektywnym uchem Starej Kobiety*


„Gdzie słyszysz śpiew, tam idź – tam dobre serca mają. Źli ludzie, wierzaj mi – ci nigdy nie śpiewają” do dziewczyńskiego pamiętnika wpisała mi słowa Johana Gottfrieda Seume (a nie jak wszyscy sądzą... Goethego) ciocia Janka.

Niestety, jak to stwierdził mój tato... mnie, jego córce, słoń bardzo skutecznie nadepnął na ucho (na szczęście na jedno, stąd jedno bardziej przyległe, a drugie odstające mimo przyklejanych przez mamę plastrów na noc... tylko, że ja je odklejałam, a rano tak dla picu, na nowo przyklejałam, więc chyba nie miały dostatecznego czasu na pokazanie swej mocy … ups! to nie na temat 😉) i przez to właśnie talentu muzycznego po nim nie odziedziczyłam (znaczy przez tego słonia tąpnięcie, a nie oszukiwanie mamy 😉). Dzięki niepaleniu papierosów wciąż mam młody głos, potrafię też naśladować głosy dziecięce, ale na tym kończy się mój talent w kwestii odtwarzania dźwięków, bo o muzyce trudno tu mówić 😉 Bo ze mną i z muzyką jest tak jak, ze mną i z religią: słyszę, szanuję, nawet rozumiem, działają na mnie, są dla mnie istotne, ale... ale ani jednej, ani drugiej nie praktykuję w sposób oddany. Jeśli chodzi o religię to ją wyznaję tylko w aspekcie (najważniejszym) bycia ludzkim(dobrym) człowiekiem, bo to jest dla mnie najwyższy przejaw wiary... jeśli chodzi o muzykę, to dla niej jest lepiej, że jej nie odtwarzam (śpiewam tylko wtedy gdy nikt mnie nie słyszy i nie gram na żadnym instrumencie), ale słucham namiętnie i tańczę do niej, gdy mnie porywa. 

W szkole podstawowej Pani Lidia Popiel załamała ręce gdy usłyszała moje „Idzie niebo ciemną nocą...” dobrze, że śpiewałam to w dzień, bo wieczorem to gwiazdy z tego nieba by pogasły słysząc jak o ich koszyczku śpiewam (?) śpiewam - duże słowo 😉 Ale nie można mieć wszystkiego, ja miałam za to talent malarski (i zmysł praktyczny) i na lekcjach muzyki na szybach w klasie (wysoko nad ścianą, dzielącej klasę od korytarza) stojąc na drabinie malowałam instrumenty muzyczne różnego rodzaju. Stąd nauczyłam się o nich trochę (dźwięk w instrumencie muzycznym wytwarzany jest przez wibrator, a dwa pozostałe to incytator i rezonator), a budowę z konieczności odwzorowywania, też poznałam bardzo dobrze. Stąd z muzyki miałam piątkę, bo co prawda w inny sposób, ale również w kwestii muzycznej (no, instrumentalnej) się wykazałam 😉

Recytowanie wierszyków, udawanie innych postaci to owszem, ale śpiewanie czy przebieranie palcami na klawiszach pianina... w żadnym wypadku. Choć na cymbałach udało mi się  kiedyś całkiem dobrze postukać.

Tato grał przepięknie na mandolinie i na harmonijce ustnej, a śpiewał ujmująco. Słuchałam, patrzyłam na niego i duma mnie rozpierała, choć wyrzuty sumienia bombardowały, że w muzykowaniu go zawiodłam.

U cioci Reni, bratowej mojej babci (zamożnej żony dentysty z prywatną praktyką) w domu stało piękne lśniące pianino, takie na wysoki połysk, w którym można było się przejrzeć. Bardzo lubiłam na nim brzdąkać, ale wszystkie cztery córki wujostwa (starsze ode mnie), profesjonalnie umiały na nim grać (panny z dobrego domu powinny umieć grać na jakimś instrumencie... takie było przesłanie tamtego okresu ) i denerwowały je, te moje rąbanki... w końcu dowiedziałam się, że w ten sposób psuję instrument (e, tam... chodziło o ich uszy 😉) i dostałam surowy zakaz nawet podchodzenia do pianina. A tak lubiłam je dotykać, to taki był dla mnie luksus. Ale nikt tego nie rozumiał...jaka to była trauma, nie móc nawet dotknąć tego pięknego mebla.
- Żeby nie być tylko elementem łańcucha pokarmowego, człowiek powinien słuchać, nauczyć się odbierać muzykę i literaturę. -
I taki przekaz dostałam od taty słuchając jego czytania (od maleńkości) o przygodach przyjaciół z „Lata leśnych ludzi” (przy okazji miałam wpajaną miłość do natury) i usypiając przy kołysankach (przy drugiej butli mleka, bo ja strasznie łakoma byłam … to zostało mi do dziś 😉) granych na harmonijce plus piosenki harcerskie... „Płonie ognisko w lesie” na ten przykład 😉
I chcąc nie chcąc muzyka, piosenka stały się moim nieodłącznym elementem życia i nie ma  w nim wspomnień bez melodii, piosenki... I tak do dziś ,od pierwszego mojego porannego otwarcia oka ona mi towarzyszy wpływając na moją podświadomość w taki sposób, że w pewnym sensie wyznacza mój dzień... nastraja mnie.

A przecie mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin..” cudownie nostalgiczna piosenka Edmunda Fettinga (doskonałego polskiego aktora...podobno kobiety za nim szalały) a ja jestem zakochana w jego męskim, tajemniczym głosie i też mi żal, że ten wspaniały poeta Puszkin, który zginął broniąc honoru swej żony (kiedyś to byli mężczyźni... ech...) – nie napisze nic już więcej. 


Bem Ewa, której "serce jest jak muzyk"  w innej piosence nakłania do kolorowego życia (z czym się w pełni zgadzam)... z wesołą miną, marzenia najbarwniejsze miej... by życie miało wdzięk...😊) Taki swingowy, pobudzający rytm jakby się (nie daj Boże!) spać w czasie przeznaczonym na życie - chciało.


Cisza – otworzyłam rano okno... o szóstej rano – cisza jak melodia. Wyszłam na balkon: szum liści na drzewie przed oknem, świergot ptaków, odgłosy budzącego się miasta... wsłuchiwałam się  w siebie... brakowało mi tylko krystalicznego szumu strumyka, śpiewu słowika -  pamiętnych odgłosów wakacji dzieciństwa ''Wstawaj, szkoda dnia” przypomniały mi się słowa piosenki... zanuciłam cicho (ostatnio idzie mi śpiewanie 😉)



"Carelless Whisper" w wykonaniu Georga Michaela...  przecudna melodia i słowa, na które mam swoją odpowiedź: ... odeszłam, bo to co zrobiłeś było złe... nie zatańczysz ze mną więcej... nie zdradza się przyjaciela... takie złe, że musiałam zostawić cię. 


Dziwny jest ten świat” śpiewał Czesław Niemen w 1967 roku (ja go uwielbiałam, tato twierdził, że ryczał... sorry za tatkę)... to przykład jak piosenka, muzyka pokazuje różnicę w pokoleniach. Na mnie ciągle robi wrażenie organowy wstęp, bardzo charakterystyczny, który można usłyszeć na płycie długogrającej „Dziwny jest ten świat” A'propos – świat dalej mnie zadziwia, ale pociąga jeszcze bardziej 😉


Emocje – dobre, albo złe... wyciszenie albo poruszenie, entuzjazm, albo rozmarzenie, to wszystko może wyrazić tylko kilka brzmień. Może Cię zatruć, podnieś na duchu, przenieść w inny świat, być jak narkotyk,  który sprawia, że zachowujesz się inaczej i nie wiesz dlaczego tak jest. „Love story” w wykonaniu Andy Williamsa... z filmu o tym tytule, z roku 1970 sprawia, że zawsze przy tej melodii (słowa niekoniecznie) wzruszam się i rozmarzam.

Funny Games – austriacki thiller psychologiczny z 1997 roku, to w nim usłyszałam muzykę Mozarta i wtedy się nią zainteresowałam. Do dzisiaj słucham, bo wprowadza mnie w niepowtarzalny klimat. ”Czarodziejski flet” - opera (nie przepadam za tym gatunkiem), a jednak ta mnie oczarowała. Widziałam to przedstawienie w bardzo przyjaznym towarzystwie i może też dlatego wracam do jej dźwięków oraz przypominam sobie romantyczną historię Tamina i Papiny.

Gałczyński – napisał piękny utwór … o muzyce wymykającej się spod smyka i gwiazdach lecących... pisał go w momencie, gdy za ścianą rodziła mu się córka (fascynujące). Do tej poezji muzykę napisał Adam Drąg. Powstał piękny utwór „Ech, muzyka”

Houston Whitney - I Will Always Love You w amerykańskim melodramacie z 1992 roku „Bodyguard” z przystojnym Kevinem Costnerem (chyba wszystkie jego filmy oglądałam i wciąż mam za mało...wspominałam, że łakomczuch jestem?) Jeszcze inna piosenka I Have Nothing, How Will I Know itd.. Nie ma piosenki tej artystki, której bym nie lubiła.



Iglesias Julio – Amore, Amore... Nathalie, Chochlo. La Cumparsita, Baila Moreno, Bamboleo i oczywiście "Besame mucho" (Całuj mnie mocno-cover – pierwsze wykonanie Emilo Tuero) I tu sytuacja się powtarza... nie ma takiego utworu, którego z lubością bym nie słuchała w wykonaniu tego piosenkarza.



Justify my love… ta kipiąca namiętnością Madonna towarzyszyła mi pewnego romantycznego wieczoru w 2005 roku... chciałam go poznać jak w słowach piosenki.... "Nie chcę być Twoją siostrą. Chcę być tylko Twoją kochanką. Chcę być Twoim skarbem. Całuj mnie, właśnie tak, całuj mnie” I całował. Byłam wtedy w siódmym niebie (to chyba wysoko? 😉)



Je t'aime... moi non plus - upojna, zmysłowa piosenka w wykonaniu Serg'a Gainsbourg'a i Jane Birkin. Pierwszy raz usłyszałam ją w 1976 roku (10 lat po jej powstaniu). Był wieczór, wtedy bliżej (szczegóły zostawię dla siebie) poznałam mojego pierwszego męża. Do dzisiaj przechodzą mnie ciarki gdy ją słyszę.    


Kocham Cię życie... kocham Cię nad życie, kiedy sen, sen kończy się o świcie... spotkać człowieka.... który tak życie kocha i tak jak ja nadzieję ma – Edyty Geppert powstała w latach 80-tych, to mój hymn poranny. Kocham Cię życie i wdzięczna Ci jestem, że ciągle przy mnie trwasz – ukłon Starej Kobiety (to może nadzieja się spełni 😊)
Lubię wracać tam, gdzie byłem już... na uliczki te znajome tak... w strony, które znam, by się przejrzeć w nich... do znajomych drzwi pukać myśląc...” słucham tej piosenki i przypominam sobie czasy gdy wszystko robiłam po raz pierwszy  - kochałam też. Teraz słuchanie jej przypomina mi jak kruche jest życie, bo wciąż wspominam Zbigniewa Wodeckiego (gra już w innej orkiestrze), którego kompozycje są cząstką mojego życia.



Łzy – To nic, kiedy płyną łzy. To nic, że tak trudno być. Każdy dzień przynosi nowe nadzieje... dobrze wiesz, że warto jeszcze próbować raz jeszcze” śpiewa Sasha Strunin. Kocham tę piosenkę drogowskaz.


(My Way)” Moja droga” cover właśnie w wykonaniu Michała Bajora (bo jest ich kilka... Stachursky, Wodecki i inne... tekst Paul Anka, pierwsze wykonanie Frank Sinatra) oddaje moje koleje życia. W mojej głowie, jej dźwięki są codziennie. Jej melodia podnosi mnie do nieba 😊 Ten artysta porusza najczulsze strony mojej duszy. Miałam okazję (w latach 90-tych na pewnym spotkaniu) poznać go, podać mu rękę.... ale on na pewno mnie nie pamięta.


''Mam ochotę na malutki, czarujący epizodzik... co świtem znika i nie rani serc" 😊 - naprawdę mam i Hanna Banaszak mi ciągle przypomina, że ta chęć mi nie mija 😉... to taka moja dedykacja dla pewnego (hmm - lepiej nie będę dalej rozwijać myśli 😉) bo co jak się domyśli i do drzwi zapuka, a ja mieszkam na drugim piętrze 😉


Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja. Bliżej gwiazd, dna. Jestem wciąż taki sam, taki sam” od kiedy po raz pierwszy (1992 rok) zaśpiewał ją  Andrzej Rybkowski, to też moje motto życiowe.


''O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam… niewdzięczniku, o mnie zapomnij...” Katarzyny Sobczyk zaśpiewałam na cały głos, z dziką rozkoszą drąc ostatnie (znalezione w szufladzie) zdjęcie z moim drugim mężem. Zrobiło mi się błogo. 


Ocalić od zapomnienia” - tekst jednej z pieśni K. I. Gałczyńskiego. Przemijanie czasu liczone w drobnych codziennych czynnościach wykonywanych wspólnie z ukochaną osobą – krojenie chleba, pokonywanie schodów, pocałunki... Wykonanie Marka Grechuty przekonało mnie do sięgnięcia do całej spuścizny Gałczyńskiego. I to był dobry ruch. Zakochałam się w Gałczyńskim (nie za kochliwa jestem? 😉 … Jestem!)

Prince (Roger Nelson) i zaraz na myśl mi przychodzi film muzyczny  z 1984 roku będący quasi – autobiografią Prince'a - Purple Rain „Purpurowy deszcz” z jego, Johna L. Nelsona i Colombiera muzyką. Film, który trzeba usłyszeć (i zobaczyć) 😊😃 On od niej niczego nie oczekuje, pragnie tylko ją widzieć w purpurowym deszczu, nie chce jej zasmucać, nie chce sprawiać bólu, tylko jej uśmiech w tym deszczu  -  Jego - Prince'a tak śpiewającego już nie ma. W ogóle, za chwilę zacznie brakować nam chłopów (takich prawdziwych... no wiecie 😉)

Rockowa ballada „We Are the Champions” Freddiego Mercury'ego (z 1977 roku) jednoczy ludzi, dodaje im siły. Mnie pokrzepia, słuchając jej czuję się jak zwycięzca... jestem zwycięzcą!

Serce – to jego dotyka muzyka najbardziej bez względu jak bardzo oporny na nią jest człowiek i sprawia, że serce może ogarnąć  tęsknota  jaką wyraża  ballada „Anna Maria” Czerwonych Gitar z 1968 roku.

Stevie Wonder – "I Just Called To Say I Love You...” "Zadzwoniłem jedynie po to, żeby powiedzieć, że Cię kocham i wyrażam to z głębi  mojego serca. Mojego serca. Mojego serca” Piosenka dedykacja – mogę jej słuchać godzinami, ona wprawia moje biodra w ruch, przymruża moje oczy, a ramiona wychylają się namiętnie do przodu.

The Beatles – Yesterday – jak cudownie było kiedyś gdy byłeś, teraz czuję się fatalnie i nie mogę sobie miejsca znaleźć. Tą płytę włączyłam sobie gdy pożegnałam ostatnią z osób, która uczestniczyła w ostatniej drodze mojego męża, a ja zostałam sama.

Ukulele – czterostrunowy instrument muzyczny, zapomniany w latach sześćdziesiątych, ale obecnie znowu wrócił do łask, gra na nim Eddie Vedder i przepięknie śpiewa „Society” o szalonym społeczeństwie. Warto zagłębić się w jej słowa.

Woźniak Tadeusz piosenką „Zegarmistrz światła purpurowy”- o świecie, czyli zegarze i Bogu zegarmistrzu, Stwórcy Wszechrzeczy, który zatrzyma mój czas – każdego czas. A ja (słowami piosenki) wtedy "będę jasna i gotowa” - warto posłuchać tej refleksyjnej piosenki o odchodzeniu, po to aby nabyć spokoju i przygotować na tą kolejną "zmianę...” tymczasem jestem i walczę wściekle! 😊


Walc z filmu „Noce i dnie” Waldemara Kazaneckiego nie tylko przypomina mi adaptację Marii Dąbrowskiej sprzed 42 lat (oglądałam z pięć razy)... ten walc unosi mnie, rozchyla ramiona, przechyla głowę do tyłu i... i płynę (Karol Strassburger jako Józef Toliboski w białym garniturze wchodzi do stawu i zbiera białe nenufary dla Barbary Niechcic)... już nie płynę – ja płonę!


Vivaldiego – Cztery Pory Roku – najbardziej podoba mi się (zbiegiem okoliczności 😉) „Lato” choć „Jesień” zaczyna się bardziej przebojowo (coś w tym jest 😉)






„Zamiast” piosenka Edyty Geppert, często jej słucham … i zastanawiam się nad jej słowami „... Ja się nie skarżę na swój los, potulna jestem jak baranek... A skoro lepiej wiesz (Ty Panie),bo patrzysz na nas z lotu ptaka. To czemu tak mi jest. Że czasem tylko siąść i płakać...” i zaraz konstatacja, też z piosenki „Przecież nie jestem tu za karę” i dlatego „Ja się nie skarżę na swój los...” tylko cieszę, że jestem na tym świecie 😊 ale czasem ma się jakiś dołek – zwyczajna rzecz.

''Żegnaj kotku, za pięć trafień w Totolotku trudno uznać Cię... nie ma żadnych większych szczęść niż rozstanie z Tobą''. Co za radość słuchać tej piosenki Hanny Banaszak i przypomnieć sobie, że nie ma przy mnie pewnego już misia, świnki, pysia... Uśmiech zwycięzcy radosnego wywołuje u mnie ta piosenka 😃


Trudno w paru słowach wymienić wszystkie fascynacje muzyczne, opowiedzieć o związanych z nią przeżyciach... musiałam przystanąć przy tych, które właśnie jako dźwięk ukazały mi się w mojej głowie... Jedno jest pewne bez muzyki, sztuki jak świat starej – nudne, smutne, trudne byłoby nasze życie. To w muzyce wszyscy możemy odnaleźć ukojenie, odzyskać straconą  radość, wyrazić nadzieję, dodać sobie otuchy, pocieszyć, rozluźnić emocje, nadać ogień uczuciu, wzniecić żar miłości. Leczy, chroni, pobudza, dodaje odwagi, pokazuje emocje, uzewnętrznia pragnienia, pokazuje kim jesteśmy – to coś więcej niż melodia, to uczucie. Każdy człowiek jest inną muzyką i dlatego tak trudno o harmonię między ludźmi. I na tym skończę pisać i ze spokojem zacznę słuchać: Dziewczyny, które kochaliśmy – duet B. Mec i  Z. Wodecki (od paru dni mam na nią ochotę...naszły mnie wspomnienia o mężczyznach 😉) tych prawdziwych, niewymyślonych, którzy byli w życiu moim).


Dziwne to zakończenie, jakieś gender 😉...? słuchać o dziewczynach, myśleć o mężczyznach?

*Ucho Starej Kobiety słyszy też Albano & Rominę Power, Celine Dijon, Tinę Turner,  Nohavicę, Maleńczuka, Bacha, Demi Lovato, Ewę Farnę, Budkę Suflera, Martynę Jakubowicz, Perfect, Carlosa Santanę, Tracy Chapman, Sylwię Grzeszczak........i.....i..... i .... wszystkich wymienić mi się nie uda; ani twórców, ani odtwórców, ani utworów (choćby nie wiem jak bardzo chciała 😢)
Jedno wiem... muzyka to najlepszy język do poruszania ludzkich serc, bez niej niczym byłby świat... "Imagine" J. Lennona dedykuję wszystkim Wam 😊










Strój: 
Sukienka Redherring (nowa)- 5 zł (sh) 
Kapelusz - 1 zł (sh)
Buty Atmosphere (nowe) - 3 zł (sh) 
Torebka - 10 zł (sh) 
Okulary Reserved - 10 zł 

piątek, 7 lipca 2017

Tanie perfumy, które pachną jak te najdroższe?


Oryginalne perfumy trochę kosztują. Ludzie o tym doskonale wiedzą, więc wszędzie roi się od podróbek, zapachów zainspirowanych tymi oryginalnymi lub po prostu odpowiedników. Najczęściej najlepszym wyjściem stają się właśnie odpowiedniki, które nie gryzą podrobioną buteleczką, literówką w nazwie (aby nikt nie mógł się doczepić)... w estetycznych, miłych dla oka buteleczkach zawierają zapach podobny, prawie wręcz identyczny jak te najbardziej znane, kochane... i drogie 😉 Jedną z firm oferującą odpowiedniki perfum jest Apar. 

Apar w swojej ofercie poleca całą gamę odpowiedników perfum damskich i męskich w buteleczkach różnych pojemności - perfumy, perfumetki i próbki. Tak naprawdę - wszystko się przyda! Perfum (50 ml) będzie dumnie stał na toaletce / półce w łazience, perfumetka (20 ml) świetnie sprawdzi się w codziennym biegu, zajmując swoje miejsce w torebce, a zabranie ze sobą próbki perfum (2,4 ml) to bardzo dobry sposób na zadbanie o swój zapach podczas uroczystości, gdzie dysponujemy malutką pojemnością torebki. Taka jedna próbka wystarczy nawet na trzy - cztery wyjścia...


W moim odczuciu opakowanie perfum w przeciwieństwie do np. opakowania kremu ma znaczenie. Flakoniki Apar są bardzo proste, estetyczne, zgrabne... miłe dla oka, choć niezapewniające wielkich doznać estetycznych. Jednak bez dwóch zdań: to zapachy i ich trwałość są najważniejsze. Zapachy Apar jako odpowiedniki perfum naprawdę pięknych zapachowo... zapachem kuszą! Długo utrzymują się na skórze, są trwałe, ich zapach wyczuwalny jest nawet 6 godzin po delikatnym skropieniu nimi ciała. Cena także nie odstrasza, ponieważ jak na tę jakość produkt jest świetna: za 50 ml zapłacimy 29,90, za 20 ml - 14,90, a za próbki (2,4 ml) - 4,90 zł. 

I mini przegląd zapachów, które do mnie trafiły:

Perfum (50 ml) F121,  jest inspirowany kwiatowym zapachem HB Orange z nutami świeżego jabłka, białych kwiatów, kwiatu pomarańczy, sandałowca, drzewa oliwnego, wanilii. To świeży, bardzo dynamiczny zapach... idealny na lato.

Perfumetka (20 ml) F219 to odpowiednik orientalno - waniliowych perfum YSL Black Opium - zapach cięższy, ale też intensywniejszy od poprzedniego, czyli dokładnie taki jakie lubię najbardziej. Nuty lodu, yuzu, owocu granatu, lotosu, magnolii, piwonii, piżma, drzewa i ambry... tworzą naprawdę niezapomnianą mieszankę. Niesamowity zapach!

Próbki perfum (2,4 ml)
  • F012 - inspirowany Burberry Weekend, kwiatowy, słodki, intensywny, tradycyjny zapach stworzony z nut mandarynki, rezedy, fiołka alpejskiego, niebieskiego hiacynta, dzikiej róży, kwiatu brzoskwini, drzewa cedrowego, drzewa sandałowego, mchu. 
  • F086 - inspirowany Estee Lauder Bronze Goddess to taki kwiatowy, wiosenni, letni zapach - ambra, kremowe mleczko kokosowe, drewno sandałowe, wanilia, wetiwer, mirra, gardenia tahitańska, jaśmin, pączki kwiatu pomarańczy lawenda.
  • F151 - inspirowany Lancome Tresor Midinght Rose to kwiatowy, elegancki, zmysłowy zapach, którego podstawą jest esencja róży. W jej towarzystwie można wyczuć: malinę, piwonię, jaśmin, czarną porzeczkę, pieprz, wanilię, piżmo, cedr. 
  • F152 - inspirowany Lancome Poeme to kolejny piękny, kwiatowy zapach - himalajski mak niebieski, kwiat liczi, kwiat pomarańczy, mimoza, jaśmin, wanilia, bielun dziędzierzawa.
Piękne zapachy, estetyczne flakoniki, perfumy przystępne cenowo, które zachowują zapach najpiękniejszych zapachów świata..., a do tego bardzo trwałe. Czegóż chcieć więcej? 😉
Tylko u siebie je mieć i korzystać, ile się da!

czwartek, 6 lipca 2017

Uelastyczniające preparaty do twarzy


Niedawno opowiadałam Wam o ujędrniającym balsamie do ciała Synchroline z linii Terproline. W moje łapki wraz z nim wpadły dwa inne produkty z linii Terproline: Uelastyczniający krem do twarzy oraz uelastyczniający krem wokół oczu i ust.  Produkty, które z jednej strony chciałabym stosować jak najczęściej..., a z drugiej jak najrzadziej, ponieważ chętnie widziałabym je nieustannie w swojej szafce, w łazience. Jestem jednak w miarę inteligentną kobietą, więc wiem, że nie wystarczy, że mam dany krem, żeby miał zbawienny wpływ na moją twarz - muszę go jeszcze wklepywać. 😉No więc wklepuję produkty z linii Terproline i z niepokojem zbliżam się do momentu, w którym się skończą. Z niepokojem, ponieważ są świetne.




Uelastyczniający krem do twarzy (50 ml) to silny preparat uelastyczniający, pomagający w walce ze zmarszczkami, uwydatniający kontur twarzy i wpływający na jej sprężystość. Jest polecany przez dermatologów po (jak i przed) zabiegach laserowych, kwasami, liftingu.

Krem stosuję do twarzy i szyi dwa razy dziennie - po jego zastosowaniu czuję się jakbym naciągnęła na twarz maskę (w pozytywnym znaczeniu). Skóra jest naciągnięta, ujędrniona i przede wszystkim świetnie nawilżona. Czuję, że krem bardzo pozytywnie wpływa na moją twarz - zapobiega powstawaniu nowych niedoskonałości i delikatnie redukuje te starsze. Dba o owal i kontur twarzy, zapobiega powstawaniu zmarszczek na szyi, redukuje drugi podbródek i trzyma w ryzach skórę, aby uniknąć tzw. "chomików". To silny (składniki aktywne: heterozydy kwasu azjatykowego i madekasowego, acetyloglukozamina, linolan proliny, glikopeptydy fibronektyny, kwas hialuronowy, izomerat sacharydowy, proteiny soi, ceramidy, cholesterol - pobudzają produkcję kolagenu, kwasu hialuronowego, stanowią spoiwo dla skóry, są prekursorem kwasu hialuronowego, regenerują włókna kolagenowe), konkretny i dobrze działający produkt.



Uelastyczniający preparat do skóry wokół oczu i ust... (15 ml) krótko mówiąc: działa zgodnie z opisem. Uelastycznia, napina i wygładza skórę wokół  oczu. Unosi powiekę, napina i naciąga, a przy okazji redukuje kurze łapki.  Daje efekt liftingu górnej powieki. Jedyne czego nie mogę sprawdzić to to czy niweluje cienie pod oczami, ponieważ nie mam z nimi problemu(ja nie mam jakiegoś problemu, aż mi się wierzyć nie chce;-)). Równie ważne jest dla mnie jego działanie wokół ust. Wygładza ten obszar, zapobiega powstawaniu nieestetycznych pionowych zmarszczek i spłyca te delikatne już istniejące.  Skład: heterozydy kwasu azjatykowego i madekasowego, linolan proliny, glikopeptydy fibronektyny, kwas hialuronowy, izomerat sacharydowy, proteiny soi, MSM, ceramidy, cholesterol... to wszystko razem sprawia, że otrzymuje się naprawdę świetnej jakości dermokosmetyki.

Dermokosmetyki, które niestety nie kosztują tyle, co pierwszy lepszy krem w drogerii, ale także dermokosmetyki, które dają o wiele lepsze efekty, a cenowo nie wybijają się wzwyż na aptecznych półkach. Krótko mówiąc: producent spełnia swoje obietnice, a choć nie obiecuje efektu jak z gabinetu dermatologicznego - coś bardzo podobnego oferuje. Teraz tylko pozostaje wypatrywać ich w jak najkorzystniejszych cenach 😊 Są zdecydowanie warte swojej ceny, choć oczywiście (ze względu na siebie, ale też i Was :-)) wolałabym żeby były tańsze 😉 Bo jak nie, to dalszych cudów nie będzie 😉

niedziela, 2 lipca 2017

Dopóki jestem... cz. 2.(30) zbioru 60 drobiazgów* na 60 urodziny


Dopóki jestem, dopóki trwam moja góra kamyczków istnieje na ziemi. Gdy nieuchronnie przyjdzie po mnie Jedna niemiła Pani, to i góra się rozsypie, choć mam nadzieję, że niektóre jej odłamki zostaną w pamięci innych, i w ten sposób będą też tworzyć ich górę.

Mogłabym swoje życie ułożyć inaczej, postawić na inne cele, wolniej biec, gdy serce krwawi usiąść w kącie i płakać, nie walczyć z bezsennością... pokazać bezwzględność w odpowiedzi na wyrządzoną krzywdę, ale przyznaję: jestem ogromnie zdeterminowana do tego by być... być jak najdłużej, bo dopóki jestem wszystko ma przyszłość, a teraźniejszość choć czasem wściekle mnie gryzie, to przecież ja jeszcze ciągle mam zęby i wiem, że nie mam już czasu na warczenie... ja muszę gryźć! Gryźć, by utrzymać to moje życie, życie smakowite, ale tylko wtedy szczęśliwe jeśli w odpowiedniej harmonii i ładzie będzie przeżywane.

Jestem świadoma siebie, swoich niedoskonałości, pełna pokory wobec świata, wdzięczności ale też świadoma swojej wartości i pełna jeszcze pragnień, wymagań wobec tej chwili, dopóki w niej jestem. 

1. "Balladyna"  Słowackiego na motocyklach – 1976 rok.  Reżyseria Adam Hanuszkiewicz – Teatr Narodowy w Warszawie, moja klasa Liceum pojechała i zobaczyła Bożenę Dykiel w roli Goplany zasuwającej na scenie, na motorze. Do dzisiaj pamiętam swoje ówczesne zafascynowanie. Tak się zaczęła moja sympatia do teatru.
2. Gest Kozakiewicza (Letnie Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku) – taki pełny upust temperamentu, pokazanie zwycięstwa, osiągnięcia sukcesu mimo wszystko – kilka razy w życiu i ja powtórzyłam ten gest w stosunku do ludzi, którzy małą wiarę we mnie mieli. Czułam rozkosz iż nie używając słów mogłam wyrazić swój triumf... słów może by i tak nie zrozumieli 😉
3. Kochałam i byłam kochana (nie raz). O nic (tych mężczyzn) nie pytałam (bo kochałam), a potem jak ten Zabłocki (taki ziemianin XIX wieczny, który miał zarobić na wielkich inwestycjach, a stracił wszystko na produkcji mydła )popłynęłam jak to mydło Zabłockiego, co się w wodzie rozpuściło 😉Ale nie żałuję! W tych związkach było też wiele szaleństwa, fascynacji, emocji, ekscytacji, romantyzmu – wiele się nauczyłam. Takie żarliwe, gorące, czasem mroczne emocje, ale suma summarum dające więcej dobra niż zła, kamyczki miłości, zauroczenia, namiętności. Bez nich smutna bym dziś była. Doznane emocje, przeżycia ważniejsze są niż rzeczy, gadżety, bo nikt nam nie może ich odebrać. Hurra!!!
4. Porażka? – mój drugi mąż, facet z wygórowanym mniemaniem o sobie. Z rzeczy materialnych wniósł do mojego życia – odkurzacz, o który upomniał się gdy spakowałam jego stare ciuchy do worków od śmieci... zapytał wtedy buńczucznie: dlaczego nie spakowałam go do walizek... bo ty nie masz walizek, walizki są moje – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. A odkurzacz zrzuciłam mu z okna 3-go piętra... nie chciało mi się go znosić na dół, ani też żeby "mężuś" się męczył, w końcu to był blok bez windy 😉 Spojrzałam w dół (po tej akcji), zobaczyłam "mężusia" minę i poczułam się jak "bogata pani". Z rzeczy niematerialnych to dobry był z nim seks, ale związek "mężusia" z mamusią, jej siostrą i przywiązanie do pieniędzy (nie swoich) sprawiły, że łóżko to nie było już radość obopólna tylko z jednej strony odrabianie pańszczyzny, z drugiej zaspokojenie chuci. Jeszcze inne sprawy i Stara Kobieta powiedziała: finito, adieu!
5. Mitsubishi Galant, czerwone – 1998 rok – ja jego właścicielka. Do tego przystojny kierowca wpatrzony we mnie jak w obrazek modelki z jakiejś męskiej gazety (chyba, że tak patrzył, żeby dostać premię 😉... byłam jego szefową) 
6. Pocałunek – aleja kasztanowa, długa i szeroka – po obu stronach ławki, na których siadały spacerowiczki i spacerowicze obu płci, i niezależnie od wieku. Jest jesień 1971 roku. Na drzewach mało już charakterystycznych dla kasztanów liści. Do domu odprowadzał mnie najprzystojniejszy z chłopaków w klasie, ale też i w szkole – wysoki, wysportowany Janusz. Ciemnowłosy, z rzucającym się już ciemnym zarostem na twarzy, Janusz od najmłodszych lat prowadził ze mną konferansjerkę akademii szkolnych, recytował wspólnie wiersze: kiedy mówisz Lenin – mówił Janusz – w domyśle partia - dopowiadałam – o, rany! Ale bzdury! W każdym razie – Majakowski i Brzechwa bardzo nas do siebie zbliżyli 😉Nie miałam żadnego chłopaka. Chłopcy w owym czasie mnie unikali i traktowali wyłącznie jak źródło dodatkowej (albo nieuzyskanej z lekcji) wiedzy (miałam same, ze wszystkiego piątki choć kujonem nie byłam – zastrzegam 😊) Janusz bardzo mi się podobał, ale on chodził z Irką, najładniejszą dziewczyną z klasy. To wszelako nieważne... tego dnia to mnie Janusz przyciągnął do siebie i pocałował swoimi wielkimi, mięsistymi czerwonymi wargami prosto w usta moje... uff... zrobiło mi się gorąco! Spojrzałam na jego wargi, dolna było lekko przecięta (nie wiedzieć czemu) i sączyła się z niej krew... teraz ta odrobina krwi była na moich ustach. ........ Wpadłam do domu jak bomba. Mama z przerażeniem zapytała: co się stało i swą mizerną postacią 1,55 metra zagrodziła mi wejście do pokoju, bym nie wymigała się od odpowiedzi. - O Jezu co ty masz na ustach, co się stało?  Ja nie Jezus mamuś, nic się nie stało... chyba się zakochałam – odpowiedziałam. - O Boże, co ty wygadujesz? Już nie odpowiadałam, że Bogiem nie jestem, tylko zamknęłam się w łazience i przeżywałam ten moment pocałunku jeszcze z trzydzieści razy (to tak w skrócie 😉) To kamień czerwony, słodki w smaku, i okrągły – wykulał się w stronę innej koleżanki 😉 ale w swojej miniaturce ciągle we mnie tkwi 😊) 
7. Trwała ondulacja – lato 1982 roku. A jak? I na mojej głowie spalona, pokręcona zielona trwała wyrosła po pewnej wizycie u fryzjerki (dokładnie ją pamiętam... nie wiem czy to dla niej dobrze 😉) Całe lato przechodziłam w kolorowych turbanach na głowie, o jesień też zahaczyłam, potem była zima (na szczęście)... koło Świąt Bożego narodzenia chodziłam już w nieco krótkiej fryzurce, ale nie zielonej, prostej i z dostępem do świeżego powietrza. Od tego czasu żaden fryzjer już mnie nie dotknął.
8. "Szczęki" film S. Spielberga – 1976 rok – kino Wilda (dzisiaj market Biedronka) siedziałam z moim pierwszym (ale wtedy jeszcze nie) mężem w ostatnim rzędzie i w sytuacjach, które były w filmie dramatyczne (ataki rekina ludojada), on brał moją twarz w swoje dłonie i całował 😊 Za mało było tych momentów 😊
9. Kobieta, bohaterka powieści Deana Koontza "Poszukiwana" – nie chce uwierzyć w to, że pozostaje jej rok życia i się nie poddaje – thiller, horror, fantastyka, obyczajowa powieść, która przekracza granice prawdopodobieństwa, ale udowadnia, że w życiu wszystko jest możliwe. I ja tak czuję.
10. "Niebieski guziczek Pani Rajnowskiej" (polonistki, klasa 7 szk.podstawowej) tytuł rozprawki napisanej przeze mnie w odpowiedzi na problematykę ''Syzyfowych prac" Stefana Żeromskiego, których nie przeczytałam, bo mnie nudziły... dostałam 5 z plusem za rozprawkę i pomysł, żeby nie oddawać pustej kartki, a za karę życiorys Żeromskiego musiałam wykuć na blachę i oczywiście przeczytać "Syzyfowe Prace" oraz napisać ich streszczenie (a wtedy wujka Google'a nie było na świecie). Na spotkaniu klasowym w 2008 roku wszyscy o tym incydencie wspominali 😊
11. Chłopak mojej starszej córki – bardzo mi się podobał, ale córce nie bardzo (miałam wtedy 39 lat) Kiedyś zadzwonił. Odebrałam telefon – myślał, że rozmawia z Kasią (do dzisiaj mamy bardzo podobne głosy). Oczywiście (ten mój chochlik wewnętrzny to spowodował) nie wyprowadziłam go z błędu. Wyznał mi (znaczy Kasi) miłość i ja się na wszystko zgodziłam, i byłam w tym bardzo przekonująca 😉 Za niecałą godzinkę chłopak z pękiem róż zapukał do drzwi – na wszelki wypadek ukryłam się na strychu 😊 I miałam rację... bo co się wtedy działo (?????) ha, ha, ha...
12. Noga –  20 lipca 1996 roku. - 20 rocznica ślubu. Stoję u szczytu schodów w swoim domu, przyodziana w białą sukienkę w czerwone groszki, na nogach sandałki na wysokiej szpilce (zagraniczne, załatwione przez znajomą za pół ceny). Na dole z bukietem czerwonych dwudziestu róż stał rozpromieniony mój małżonek. A ja wzruszona  tym widokiem częściowo zbiegłam, a częściowo sturlałam się z tych kilkunastu stopni i ... i złamałam staw skokowy lewej nogi, która tak się skręciła, że palce od stopy były po stronie pleców, czyli odwrotnej od naturalnej. A ja dzielna kobieta próbowałam sobie ją odpowiednio nastawić i zrobiłam to w przeciwną stronę, i szczerze mówiąc zrobiłam sobie krzywdę jeszcze większą. Zamiast zajadać jubileuszowy obiad  w restauracji, znalazlam się w szpitalu, gdzie nogę zapakowano mi aż po pachwinę w ciężki gips i kazano czekać. Po paru godzinach noga tak spuchła, że gips zaczął sam pękać. Przyszedł pan doktor, niezwykle ważny i obojętnie stwierdził, że dla mojego życia ratowania trzeba nogę uciąć i już.
Przerażenie, strach ogarnęło mnie, bo jak ja będę kupować buty... po jednym, i jak w szpilkach będę chodzić (w dwóch jest trudno, a w jednej może być jeszcze gorzej 😉)
Namówiłam męża i jeszcze tej nocy wspólnie rozwaliliśmy gips i uciekliśmy ze szpitala.
Parę telefonów (znajomości) i zgłosiłam się do innego szpitala ortopedycznego (dziś już nie istniejącego, przy ul. Gąsiorowskich). Tam pan doktor też nie miał entuzjazmu – wykonamy operację, ile się da poskładamy, ale z chodzeniem nie wiem jak będzie – stwierdził niezwykle smutnym głosem.
Pocieszałam go jak mogłam jadąc z nim windą, opierając o kulę, bo na wózku pielęgniarze wieźli mojego męża (przez pomyłkę, był tak spocony i przestraszony, że myśleli iż to on jest pacjentem 😉) Operacja trwała blisko pięć godzin, chociaż co do jej rezultatu lekarze byli bardzo sceptycznie nastawieni (w przeciwieństwie do mnie). Wiedziałam, że muszę dać radę, bo jestem młoda, mam dzieci, w szafie kilkanaście par butów, starsza córka nosi większy rozmiar, a młodszej jeszcze nie było w planach. W mojej głowie mieściło się tylko to, że mam dać  radę, bo nie noga będzie mną rządziła i choć ból był piekielny (8 tygodni w gipsie plus wyjmowanie śruby, która nie chciała się ze mną zżyć i trzeba ją było wyjmować), Czasem  nawet Tramal (najsilniejszy z środków nie pomagał) to się uparłam i opłaciło się 😊). Oczywiście cały czas pracowałam.
13. "Cisza" piękny utwór Louisa Amstronga albo włoskiego kompozytora o nazwisku Rossi - II Silence (głowy nie dam) grany na trąbce pożegnał mojego tatę, mamę i męża. Gdy słyszę ten utwór przechodzą mnie dreszcze.
14. Lata dziewięćdziesiąte – koniec szarości PRL – kariera zawodowa – olbrzymi głaz zadowolenia, kreatywności, ciekawej pracy – bieg, szalony bieg bez trzymanki na wysokich koturnach i w sukienkach w kwiatki; przeświadczenie, że wszystko jest przede mną nieskończenie długie i nieskończenie dobre, aż do momentu kiedy znienacka zakochałam się niechcąco (a byłam mężatką). Kamień tej miłości był kolorowy i parzący od namiętności, ale tak ciężki, że ciągnął mnie w dół. Wszyscy o tym wiedzieli, wszyscy to odczuwali, wszyscy ostrzegali, a ja brnęłam... zaczęłam się topić w małych kieliszkach z alkoholem............................................................................................................................ .
Straciłam czas, energię... pogubiłam się. Po jakimś czasie odnalazłam (choć trochę to trwało). Ten kamień też mnie ukształtował, pozwolił zrozumieć, że smutki potrafią pływać, i że nie można nikogo zmusić do miłości – jedynie poczucia obowiązku, ale nie do szczerego uczucia... i że nie można mylić miłości z zauroczeniem, i trzeba dokładnie rozważyć ich wartość... a przede wszystkim, że nie można zbudować szczęścia na nieszczęściu innych. 
15. Koło marzeń – z upływającym czasem kręci się coraz wolniej – bardziej cieszy nas święty spokój niż wszystkie gadżety. Tylko u mnie jest inaczej - kamień marzeń błyskotliwy, entuzjastyczny o ostrych krawędziach (nie zmętniał po czasie) ciągle mnie popycha do snucia nowych marzeń i nie koncentrowania się na problemach tylko do rozwijania odwagi by sięgać dopóki jestem, jeszcze wyżej. 
16. Noc 1978 roku, w lipcu – była czarna, niewiele było na niebie gwiazd, księżyc był cieniutki jak nie wypieczony rogalik. Szumiące morze, jeszcze mokry piasek, bo w dzień padał deszcz... ja oszołomiona tą przestrzenią, wolnością i wsparta na ciepłym ramieniu swojego mężczyzny (młoda mężatka), obok w kilku kocykach zawinięte spało smacznie moje pierwsze dziecko (synek niespełna dwuletni). Chłonęłam tę szczęśliwą chwilę, gdy ja – taki mały kamyczek czułam się bezpiecznie koło męża twardego, granitowego kamienia i iskierki malutkiej jeszcze – mojego synka. Potem ja zmieniałam się w granit,  mąż nabierał miękkości, synek był coraz większy i innych nabierał kolorów mój kontakt z nim.
17. Największe zdumienie ogarnęło mnie wtedy, kiedy zrozumiałam, że jestem silniejsza od tych osób, które dotąd wydawały mi się najsilniejsze na świecie –  pierwszy raz było to wtedy, kiedy tata, który zawsze brał mnie na kolanach i był bardzo zasadniczy – dostał udaru. Nic nie mówił tylko łzy płynęły mu z oczu niebywale równym, prostym, zdawałoby się lodowatym strumieniem. To ja musiałam z pomocą drugiej osoby wziąć go na ręce, położyć na łóżku i uśmiechać się pocieszająco (choć  w głębi byłam ostro przerażona).
18. Kompozycja kwiatowa – od mamy dowiedziałam się, że kwiaty w wazonie powinny być tak poukładane, że największe są w środku, a drobne i jeszcze mniejsze po bokach. Jeśli chodzi o kolory, to najlepiej, żeby w środku były te najciemniejszej barwy, do coraz jaśniejszej, wtedy bukiet wydaje się większy.
19. Dedykacja, słowa, które wysłałam SMS—em: "Kto nie umie przebaczać, nie umie kochać. Kto nie umie kochać, nigdy nie będzie szczęśliwy... pomyśl o tym nim skończysz 40,50, 60 lat i więcej Uważaj, żeby zdążyć." Dotąd nie mam odpowiedzi... ale już nie czekam na nią!
20. Kołdra – moja kołdra była jeszcze z dzieciństwa, a ja byłam już bardzo wysoką dziewczynką (miałam koło 12 - tu lat). Gdy ją podciągałam do góry, to marzły mi stopy, gdy zsuwałam na dół to ramiona mi lodowaciały. Poskarżyłam się babci i poprosiłam, żeby uszyła mi nową. - Uszyję Ci jak przestaniesz rosnąć, teraz się nie opłaci, tymczasem podkurcz nogi, zwijaj się w kłębek i będziesz zadowolona – odpowiedziała z przekornym uśmieszkiem babcia... to się nazywa mieć poczucie humoru 😉
21. Zdziwienie, które nie opuszcza mnie do chwili obecnej: jak ocena w szkole może być wyznacznikiem mądrości ucznia... wystarczy umiejętnie ściągnąć zadanie. Jak to jest, że symbol mądrości – nauczyciel nie zdaje sobie z tego sprawy i tak wiele osób robi go w bambuko... np. ja – jeśli chodzi o geografię – miałam farta w ściąganiu (choć wcale nie jestem z tego dumna). Taki kamyk, którego się wstydzę. Dzisiaj już nadrobiłam te zaległości i odróżniam Ameryki, i oceany umiem umiejscowić (i kamyczek się zmniejszył 😊)
22. Pytanie. Ostatnio zadano mi pytanie czy myślę o życiu po życiu i czy wierzę, że istnieje takowe?
- Myślę o życiu przed śmiercią... nie o życiu po niej. Ja chcę żyć, a nie rozmawiać tylko, deliberować, dyskutować nad sensem życia, chaosie i wszystkim innym co się automatycznie nasuwa. Osoba się obraziła, moją wypowiedź skwitowała: jest pani pusta. Mnie zrobiło przykro, że zostałam niezrozumiana. Taki kamyk niepewności.
23. Starość – duży to kamień. Od paru dni jestem kobietą uprawnioną do używania tytułu seniorka, co śmieszy mnie niebywale, bo ja w środku mam mentalność dziecka wbrew wiekowi i mam tak od dziecka 😉 Ten kamień na razie nie jest zbyt dotkliwy, choć wiedza o nim lekko mnie przeraża, bo nie chciałabym aby on przeniósł się na kogoś, kto musiałby się mną opiekować, bo stanę się niesprawna. A jeszcze gdyby ktoś dodatkowo miał  być może wymuszać na mnie co mam jeść, jak się ruszać, ubierać, co robić  itd. To lepiej, żeby od razu mnie zatłukł (pod warunkiem, że się dam 😉)
24. Strach - jest u mnie funkcją odpowiedzialności i tylko w tym wymiarze. Boję się o moją najmłodszą córkę. Co by się stało gdyby mnie zabrakło (ale to nie jest lęk o jej materialne potrzeby, tylko lęk o jej ból, zmartwienie jak poradzi sobie ze składaniem tych porozbijanych kamyczków z tego jednego, który ja dla niej teraz stanowię).
25. Złota rybka  - taka pływała w akwarium, które sam wykonał mój tato. Pływały w niej też zwykłe gubiki, różowe welony... Ale ta złota, ta jedna wyróżniająca się narażona była nie na trzy, ale na o wiele więcej życzeń, które u niej składałam karmiąc dafniami: najczęstsze było to, żebym siedząc na krześle mogła wreszcie stopami dotknąć podłogi. Teraz siedząc na stołku barowym w moim domu – nie dotykam podłogi i czuję się jak tamta dziewczynka, która ciągle jest we mnie... tylko tamtej rybki już nie ma.
26. Przyjaciele – kamienie przeróżne... było ich pełno (dopóki zamożna byłam i ode mnie zależał czyjś byt) później znacznie ich ubyło. Aż przyszedł czas, że wyparowali jak woda w studni w upale... Jednym słowem to były podróby i falsyfikaty. Trudno o diamenty i brylanty w przyjaźni. Ale lepszy jeden prawdziwy diamencik niż kupa gruzu. I ja tak mam, w mojej górze nie ma niepotrzebnego gruzu, ale parę diamencików jest, a brylant jeden sama oszlifowałam 😉
27. "Ładna miska jeść nie daje, dobrze, że ją bierzesz sobie za żonę, choć długa i chuda – może mieć charakter dobry" – powiedziała moja pierwsza teściowa wychowana na wsi do swojego wykształconego syna, z którego była bardzo dumna. Miałam osiemnaście lat i myśli mordercze po usłyszeniu przypadkowym, tego zdania. - Ale ma piękne zęby – pocieszał mój niedoszły mąż. - A co? Ona to koń, że ją po zębach oceniasz. Jak ci nie wstyd.
Moje mordercze myśli szybko przekierunkowały się na przyszłego, a do teściowej poczułam sympatię. Bardzo się lubiłyśmy. A mężowi, magistrowi towaroznawstwa, przez długie lata docinałam: tak naprawdę jedyny towar, na którym się poznałeś mój drogi, to byłam i jestem ja 😁
28. Sen – od 9 lat nie śpię, bez środków nasennych nie zasypiam... potrafię nie spać trzy doby. A potem jeśli zasnę... jest to koszmar... ale wyszłam sama z depresji, gdzie świat był czarny i mi obojętny. To był pierwszy stopień który udało mi się pokonać. Teraz zacznę wreszcie zasypiać bez pomocy tabletek – to niedługo już nastąpi... ciągle wzrasta we mnie harmonia sumy wszystkich moich emocji, uczynków i myśli – jestem na dobrej drodze i nie jestem na niej sama 😊
29. Wina – mam parę ich na swoim sumieniu, ale teraz już nie pogrążam się w ich poczuciu, ale cieszę się, że je zrozumiałam i dowiedziałam się, jak je naprawić. To jest super! Dojść do takiej świadomości, bo wtedy te drążące, kanciaste kamyczki już nie ranią tylko okrągleją, jaśnieją i siły dodają.
30. Spowiedź Święta – Pierwsza – miałam 9 lat i to była udręka. Ksiądz miał oczy jak szparki, dziurki  jak złotówki w wielkim nosie, wydawało się, że umieszczonym w krągłej twarzy od ucha do ucha. Cały w swej postaci był jakiś krótki, malutki, ale brzuch go wielki prowadził, za nim szła cała reszta. Bałam się go i nie rozumiałam dlaczego mam mu mówić, że rozerwałam mamine korale, przegrałam w pstrykaniu nimi w dołki i one są już u Mariolki. Albo, że nie lubię Marzenki i życzę jej, żeby jeszcze bardziej spiegowaciała. Nie rozumiałam, co to za grzech nie iść do kościoła, gdzie jest duszno, właśnie miałam od kataru zapchany nos... nie mówiąc już o podjadaniu parówki (tato mówił, że w nich jest papier toaletowy, nie mięso) w piątkowy wieczór, jak rodzice się mną nie zajmowali, bo oglądali telewizor... i co złego jest w oglądaniu w tymże telewizorze jak ludzie się obejmują..............  pokuta to było pięć Zdrowaś Maria, ileś tam Ojcze nasz i Wierzę w Boga Ojca oraz naprawienie krzywd... Jak naprawę miałam tą naprawę uczynić? – Zapomnieć o roznegliżowanej Kalinie Jędrusik z telewizji, odebrać koraliki Mariolce i piegi Marzence posmarować wybielaczem... uff... byłam w rozterce i bardzo się spłakałam po tej spowiedzi. Jakbyś nie grzeszyła to nie musiałabyś teraz pokutować – wychylił się ksiądz z konfensjonału i podsunął stułę pod nos, do pocałowania.Tego wstydu nigdy nie zapomnę. Ten kamyk bardzo mnie uwiera.

Kamienie mogą być twardym narzędziem, albo miękkim materiałem z czego te twarde wyrzeźbić potrafią wszystko, co artyście przyjdzie na myśl. Moje kamienie tak mnie ukształtowały, że kocham to co widzę, kocham ludzi, świat, a najbardziej to, że jestem i żyję, i mogę się tym wszystkim podzielić.
Dopóki jestem, dopóki jestem chcę - jak najwięcej z siebie dać, jak najwięcej uśmiechu wywołać, życzliwością szczerą, nienadętą jak największą liczbę ludzi obdarzyć, ale ... ale też jak najwięcej wszystkiego wypróbować... dopóki jestem.

*60 drobiazgów, nie 1060 jak prawdziwie być powinno... z szacunku do Was, Waszej cierpliwości – ograniczyłam się 😉

Teraz gdy pandy nie są już zagrożonym gatunkiem - chrońmy Stare Kobiety 😉