środa, 7 czerwca 2017

Kłótnie* – skąd się biorą, kogo dotyczą, po co w nie wchodzimy, jak sobie z nimi radzić?


Kłótnia? Kłótnia to błąd. Choć błądzić jest rzeczą ludzką 😉 Niemal każdy z nas uważa, że ma rację, i wszystko wie najlepiej, i to we wszystkich, wszystkich sprawach... niestety to nasze przekonanie jest wielkim błędem. Owszem fajnie jest mieć rację i wielką przyjemność nam sprawia (słodycz wręcz większą niż ta przy jedzeniu czekolady), gdy racja jest po naszej stronie, nawet wtedy gdy (o zgrozo!) ta racja jest opatrzona błędem, który ma swoją wysoką cenę. Często jesteśmy jak najbardziej świadomi, że popełniamy błąd, i że on bardzo szkodzi naszym relacjom z ludźmi, naszym sprawom, ale brniemy w niego, bo na wstępie określiliśmy się jako ci będący po stronie racji i prawdy. Nie chcemy tego zmieniać. Zamiast wycofać się... nie! brniemy poirytowani, w sobie może lekko zawstydzeni, ale nie!... wolimy się usprawiedliwić (choć również błędnie) niż przyznać słusznie, że nie mamy racji. Wolimy radować się z pomyłki, porażki kogoś innego, niż sami przyznać się do potknięcia - nawet małego. Drażnią nas czyjeś sugestie, rady, prośby, poglądy, upodobania, refleksje... to my czujemy, że wiemy lepiej, jesteśmy bardziej przenikliwi, zdolni do logicznego pojmowania i chętnie cieszymy z błędów innych, nawet wtedy gdy pociągają one za sobą ciężkie konsekwencje moralne, nie wspominając nawet o  tych egzystencjalnych.
Nie potrafiąc mieć dystansu do siebie, do swoich decyzji; nie umiejąc żartować ze swojego pojmowania świata w każdym zakresie, traktowania swojej wizji jako prawdy absolutnej – doprowadzamy do kłótni.

Wskutek konfliktu, zderzenia sprzecznych i kompletnie niezachwianych przekonań stron o własnej prawdzie, i słuszności - powstaje kłótnia. Kłótnia, czyli gwałtowne wypieranie się własnych błędów i mistrzowskie przekładanie ich na stronę przeciwną. I nie mam tu na myśli inspirującej twórczo rozmowy, wymiany konstruktywnych opinii, tylko (najczęściej bezargumentacyjne) gniewne, czasem roszczeniowe, wręcz wypominanie (też podniosłym głosem... z wulgaryzmami). Przekonani do własnych teorii, związani z nimi... uwikłani w sprawy, decyzje w swoim przekonaniu najlepsze, najtrafniejsze – nie pozwalamy na te doświadczenia spojrzeć w innym niż swoim subiektywnym (upartym) świetle i... i z przekonaniem głębokim, że tylko my i nasza prawda jest słuszna  - zaczynamy spór. Od wagi sprawy, istoty jej zależy czy będzie to niewinna sprzeczka, którą łatwo załagodzić i może to być nawet przyjemne 😉 czy wielka, ognista kłótnia. Gdy się mylimy, ujawnia się rozdźwięk między tym co przeżywamy, rozpamiętujemy, jak się czujemy (niedocenieni, upokorzeni, zawstydzeni), a tym co jest naprawdę i to też jest początkiem, „dobrym” zapleczem rozpoczęcia kłótni.

Takie gwałtowne, ostre wymiany zdań wskutek nieumiejętności (może braku chęci) znalezienia kompromisu dotykają jednych rzadziej, innych częściej (wszystko zależy od charakterów danych osób, tudzież temperamentu). Kłótnie zdarzają się w związkach dwojga osób, między bliskimi, między obcymi ludźmi, między przyjaciółmi, dorosłymi i dziećmi. Mają różny wymiar... czasem niszczą związek, a czasem paradoksalnie go umacniają; doprowadzają do rozwiązania sytuacji lub ją zaogniają; oczyszczają stosunki lub je niweczą; otwierają oczy lub zamydlają jeszcze bardziej. Czasem kłótnie wydają się nawet potrzebne, ale z drugiej strony zabierają nam to co najdroższe – czas, który się nie cofnie, nie wróci i może lepiej byłoby go spożytkować na co innego niż swary, zwady, nieporozumienia, które ranić nawet mogą.
Ale jeśli nic nie może doprowadzić do porozumienia,  ustalenia consensusu - tylko gwałtowna kłótnia może być ratunkiem, to co? Ulec?
Pokłócić się ostro?
Jak to jest z tym kłóceniem?

Nie ma recepty, ale od wiążących nas z ludźmi relacji, od stopnia bliskości, zaangażowania, meritum sprawy zależy jak kłótnia zadziała. 
Kłótnia w związku, z dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi, koleżeństwem.
Ja mam na to taki sposób: 
Zamiast tkwić w niedobrej, gęstej atmosferze niedopowiedzeń, zaczepek, aluzji, złośliwości - wyjść z propozycją spotkania w pół drogi, czyli ustalić kompromis. Upuścić z siebie trochę powietrza i tak samo poradzić drugiej stronie. Jeśli ta nie posłucha, czyli nie ma klimatu do spokojnej rozmowy, to poczekać na następny taki moment. Bez tego wspólnego spotkania wpół drogi nie da się nic spokojnie załatwić – będzie kłótnia. A najlepszym na nią sposobem jest jej zapobiegnięcie 😉
Obie strony muszą być spokojne, nienabzdyczone na siebie, zdystansowane, najlepiej po głębokim przemyśleniu sprawy, bo tylko wtedy uda się rozwiązać, wyjaśnić problem. Wtedy będzie łatwiej o pojednanie. To jest jednak tylko takie przemyślane, „pobożne”, rozsądne życzenie, a my jesteśmy tylko ludźmi i dajemy ponieść się emocjom, nie czekamy aż one ochłoną tylko jeszcze sami je nakręcamy i awantura za naszą przyczyną sama się wprasza. Tacy jesteśmy zagalopowani w wykrzykiwaniu naszych racji, krzywd, że zamiast racjonalnie przedstawić swoje zdanie to czepiamy się drobiazgów, potęgujemy je, zacietrzewiamy tak bardzo, iż stajemy się  granatem z odbezpieczoną zawleczką zapalnika. Niepotrzebnie tracimy energię. 
  • Spróbujmy zrozumieć drugą osobę, stańmy na chwilę po jej stronie, przemyślmy na spokojnie.
  • Oddalmy od siebie gniew, złość, schowajmy głęboko żal  i kolejny raz postawmy się w tej drugiej strony sytuacji.  Uważajmy też na słowa. Czasem jedno za dużo wypowiedziane może wyrządzić trwałą, na długo pamiętaną krzywdę. 
  • Nie wypominajmy, nie przypominajmy złych doznań, nie obwiniajmy, nie krytykujmy tylko mówmy o sobie... co Ty czułaś, czujesz gdy tamto zło się wydarzyło i jak Ty (gdy Twoja to ewidentnie wina) pragniesz to naprawić lub czego oczekujesz (gdy wina po drugiej jest stronie). Przedstaw swoje argumenty, ale też wysłuchuj cierpliwie drugich. Trudno musisz trochę odpuścić, dać trochę szansy by zyskać coś dla siebie. Da się tak wszystko ułożyć by zaspokoić obydwie strony. Tylko po obu tych stronach musi działać empatia.
  • Nie wykrzykuj agresywnie swoich roszczeń używając niewybrednych epitetów. Siedź. Nie miotaj się biegając i wymachując rękami.
  • Patrz w oczy swoim dobrym wyrozumiałym spojrzeniem, bez iskierek złości, nienawiści (bo nienawiść to niebezpieczne uczucie, to trucizna, której w Tobie nie powinno być – to okrutnie zaślepiające uczucie)
  • Tak czy owak nie zapomnij o przeproszeniu, o przyznaniu się do błędu, pomyłki. Czasem, może trzeba poprosić o przebaczenie (to wszystko nie przynosi ujmy, tylko ukojenie) 
  • Nie uogólniaj i nie zwalaj wszystkiego niedobrego z całej przeszłości, z całego świata na tę drugą stronę. Trzymaj się konkretów i mów otwarcie bez zawoalowania o swoich oczekiwaniach. Powiedz co Cię boli ze spokojem, cierpliwością - okazując szacunek sobie i drugiej stronie. Ten szacunek to słuchanie, niewchodzenie sobie w słowo i rzeczowe ustosunkowywanie się do przedłożonych racji. Wycisz emocje w tym dialogu (bo to dialog nie monolog ma być), żeby konflikt na nowo nie wybuchał. A jeśli tak się stanie (oboje nie zapanujecie nad sobą) i znowu wszystko stanie na ostrzu noża, to zaproponuj jeszcze jedno, ponowne rozdanie w spornej kwestii z konstatacją, że Wy jesteście najważniejsi, a problemy są po to by je rozwiązywać dla Waszego wspólnego dobra.
Wachlarz przyczyn niesnasek jest niezwykle różnorodny... nie można jednak ciągle ich ignorować, nie możemy też ciągle tłumić emocji dla tak zwanej „świętej zgody”, bo nie ma czegoś takiego – to jest hipokryzja, która nie pozwala nam być sobą, a to już krótka droga do tego by czuć się nieszczęśliwą. 

I dlatego pamiętaj:
  • Dobrotliwy,  wyrozumiały, proszący, serdeczny uśmiech w połączeniu z łagodnymi aczkolwiek stanowczymi słowami wiele więcej zadziała niż bluzganie, obraźliwe porównania.
  • Nie musisz się kłócić szastając nieumiarkowanie słowami, aż drżą ściany. By poznać prawdę, wystarczy szczera rozmowa (tylko musisz jej chcieć). 
  • Po kłótni zmienia się wszystko. Po burzy wychodzi słońce. Ale po burzy kłótni, to spokój po niej następujący zawiera zawsze jakiś smutek, czasem zadrę, bolesność serca – lepiej się spierać z umiarem, klasą, a nie doprowadzać do kłótni.
  • I wreszcie kłótnia doprowadza do obrażania się, bo nie uzyskujesz satysfakcji po odbytej kłótni, nie nagięłaś woli drugiej osoby do swojej. Obrażenie się to Twoja reakcja obronna by nie użyć agresji i wycofać się z poczuciem (błędnym) wyższości. 
Tylko, że druga strona też dysponuje taką bronią... może też się obrazić, ale nie odejść bez słowa tylko dołożyć jeszcze na zakończenie parę nieobliczalnych słów, złośliwych docinków, upokorzyć trafiając nieprzemyślanymi słowami w czułe punkty, żeby dowartościować siebie, a tym samym wyżyć psychicznie nad  drugą osobą, dokuczyć otwierając stare rany z przeszłości i tym „sprytnym” sposobem zadać kolejny cios... I tak koło niepohamowanych emocji się nakręca... żadna ze stron nie może zatrzymać jego pędu nie potrafiąc zapanować nad sobą. Czujecie, że oddalacie się od  siebie... potem przychodzi zobojętnienie, może sztuczne zachowania, udawane uśmiechy... życie toczy się dalej, ale jest niezaprzeczalnie inne.
I wtedy ktoś (może Ty) mądrzejsza, mniej zacietrzewiona... kolejny (aż do znudzenia, cierpliwie) kolejny raz wyciągniesz rękę i wypowiesz magiczne pełne życzliwości słowa: czy możemy jeszcze raz porozmawiać? Co o tym myślisz? Wszyscy popełniamy błędy, porozmawiajmy jeszcze raz. Przepraszam i dziękuję za to, że jesteś. Dajmy sobie szansę.
Sytuacja nie wróci do normalności gdy nie nastąpi zupełne wyjaśnienie spornej kwestii, przebaczenie i wyznaczenie nowych torów. 

Milczenie też niczego nie załatwi... mój tato zamiast kłócić się (no cóż zdarzało się, jak w każdym domu... gdzie jest miłość - są emocje... gdzie emocje tam i kłótnie się zdarzają) po prostu milczał, nie odzywał się (czuło się obojętność) – to było bardzo bolesne. O wiele bardziej raniło niż pohukiwania głośne, wrzaski z płaczem połączone, tłuczenie talerzy - u mojej mamy. Porozumienie do nich wracało, gdy mama po wypłakaniu się, nazłorzeczeniu mocnymi słowami na cały świat, ponarzekaniu w rękaw babci - ochłonęła i zabierała się za robienie ulubionych pierogów taty. Na pierogi tata nie umiał się gniewać, a druga porcja tylko zależała od jego miłego odezwania do mamy... nie miał aż tyle silnej w sobie woli by kontynuować obrażenie przy pachnących smakowicie pierogach 😉) Potem podsłuchiwałam (choć to bardzo nieładnie) pod drzwiami ich sypialni jak sobie wszystko wyjaśniali... tata oczywiście bardziej milcząco, a mama głośno. Ale wszystko po paru zdaniach wracało do normy, czyli było dobrze 😊 i z powrotem wesoło.
Kłótnie w instytucjach (wszelakich), urzędach, placówkach służby zdrowia... tam polecam gorąco – uśmiech, stanowczość, konsekwencję, czasem chłodny spokój i nie wdawanie się w dyskusję. W tych sytuacjach kłótnia nic nie pomoże, niczego nie załatwi, a wprost przeciwnie... podniesie nam ciśnienie, upuści z nas energię, wytrąci tym samym z równowagi, psychicznej harmonii, zabierze drogocenny czas - jednym słowem skróci życia czas.

Kłótnia* (stek niepotrzebnych słów, oskarżeń, kłamstw, zżerających naszą duszę emocji) to najgorsza forma udowadnia sobie swoich racji, ustalania priorytetów. Ale skoro już wybuchnie, to trzeba skutecznie ten pożar ugasić i na tym pogorzelisku złych emocji szybko budować coś dobrego... bez zbędnego wyczekiwania na lepszy czas.
Hmm… żeby tylko wszyscy tak chcieli być dla siebie wzajemnie wyrozumiali... i emocje powściągali, a rozumem kierowali... 
Cóż, życie ludzkie to nie forma idealna, to cały szereg kompromisów. Chcesz w nim uczestniczyć, to musisz umieć się z nimi… zaprzyjaźnić!
A teraz bardzo „opłacalne” zadanie na nadchodzące lato: naucz się, wytwórz w sobie umiejętność koncyliacyjnej postawy!
I tyle 😁


















Cała stylizacja pochodzi ze second handu - łączny koszt: 50 zł

59 komentarzy:

  1. Niezła z Ciebie akrobatka:)
    Nienawidzę kłótni. Uważam, że każdy inteligentny człowiek może i powinien rozstrzygać kwestie sporne oraz wszelkie konflikty, bez niepotrzebnej dawki nienawiści i oskarżeń.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dorotko, ja nie jestem osobą kłótliwą - nie akceptuję rozwiązywania problemów metodą kłótni, zawsze staram się zrozumieć drugą osobę i panować nad swoimi emocjami. Kłótnią nic dobrego nie zdziałamy a tylko niepotrzebnie się ranimy i robimy sobie na wzajem wiele przykrości - to do niczego nie prowadzi. Uważam że ludzie powinni z większym poszanowaniem drugiej osoby rozwiązywać swoje problemy - do tego służy inteligentna rozmowa a nie obrzucanie się przysłowiowym błotem okraszonym niejednokrotnie obelgami czy niestosownymi epitetami. Jestem taką osobą, która zawsze ma własne zdanie na każdy temat ale nie uważam żeby za wszelką cenę było ono najważniejsze i nie narzucam go innym. Każdy ma prawo do własnego osądu i do własnych odczuć.
    Pięknie wyglądasz w niebieskościach i jak zawsze energetycznie i z uśmiechem na twarzy - SUPER!!!
    Dużo słońca i wspaniałej energii na kolejne dni :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno polemizować z tak mądrymi przemyśleniami. Zgadzam się z każdym zdaniem. Mówiąc krótko: Zgoda buduje a niezgoda rujnuje. To stare porzekadło jest ciągle aktualne.
    Zdjęcia niesamowite, jestem pod wrażeniem :)
    No i super jak zawsze stylizacja i piękne akcenty niebieskie.

    Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cholernie nie lubię się kłócić, aczkolwiek bywa niekiedy... cóż, życie... Staram się nie dać wciągnąć bo więcej szkody zrobi ciąg dalszy i złość wtórna niż to wszysto warte.
    Zdjęcia wspaniałe. Buziaki Dorotko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłótnia nie prowadzi do niczego dobrego - krzyki, złość, tylko niepotrzebnie rozniecają zapewne napiętą sytuację. Lepiej nieco ochłonąć i na spokojnie przedstawić swoje argumenty, przedyskutować temat.
    Zdjęcia prześliczne :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Pani posty, takie z życia wzięte :)
    Ja nienawidzę się kłócić, ale czasami zachowanie innych wyprowadza mnie z równowagi.

    OdpowiedzUsuń
  7. czasem jedynym sposobem udowodnienia swojej racji jest wizyta u przełożonego....

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda, że po kłótni nie obejdzie się bez wyjaśnienia spornej kwestii i przeprosin. Bez tego ani rusz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wiesz Dorotko, że mój tata był taki sam? Mama z natury energiczna czasem wybuchała emocjami a on przyjmował to ze stoickim spokojem. Czasem mówił do nas: "jak sobie pokrzyczy to jej ulży". I tak było. Może to jest jakiś sposób. Ja nie jestem kłótliwa, takie spięcia bardzo mnie stresują i nie są dobrym rozwiązaniem. Bywa jednak, że poziom emocji wymusza podniesiony ton. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi.
    Świetna stylizacja!
    Przesyłam serdeczne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  10. kłótnie biorą się z emocji kumulujących się ot co

    OdpowiedzUsuń
  11. Może nie ostra kłótnia bo z tego już troszeczkę wyrosłam, ale ostrzejsza wymiana zdań zdarza sie czasami. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, jak taniec na rurze:-)
    Podobno w kłótniach uwidacznia sie prawdziwy charakter człowieka...nie można chyba obyć się bez kłótni, ale trzeba umieć sie kłócić, są kłótnie i są pyskówki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie lubię się kłócić. Jestem osobą aż nazbyt ugodową i pokorną, ale czasem faktycznie dobrze jest wyrzucić swoje tłumione emocje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Po kłótniach godzenie jest najlepsze.Poza tym bez kłótni chyba każdy człowiek nie może funkcjonować,gdyż każdy ma te swoje,,ego".

    OdpowiedzUsuń
  15. Mądry post i rady, zazwyczaj się nie kłócę, na spokojnie przedstawiamy swój punkt widzenia i argumenty i dochodzimy do wspólnego porozumienia. Ostatnio zdarzyła mi się sytuacja, że pewna kobieta próbowała mnie wciągnąć w kłótnię w sklepie, na szczęście udało mi się wyjść z tego z twarzą i nie dać się sprowokować. Żal mi się jej właściwie zrobiło, bo pomyślałam jak bardzo sfrustrowanym trzeba być, żeby do obcej osoby odnosić się z taką agresją z powodu zwykłego nieporozumienia, czy jakiejś błahostki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mogę się zgodzić, że kompromis jest dobry na wszystko. Zdecydowanie nie! Gdy szukamy kompromisu dwie strony są niezadowolone a nie tylko jedna. Czy nie lepiej przekonać drugą osobę do swoich racji lub dać się przekonać? To nie takie trudne, a kłótnia w niczym nie pomoże. Owszem, trzeba umieć przyznać się do błędu, czasem przeprosić, dać innej osobie kredyt zaufania, lub zaryzykować. U mnie to działa od lat, w naszym domu kłótnie są rzadkością jak snieg w maju ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Dorotko, jak zwykle post na szóstkę z plusem. Co do mnie - nie kłócę się w zasadzie nigdy (choć lubię polemiczne dyskusje i wymianę odmiennych poglądów, ale na poziomie). Jakoś nie mam parcia na to, żeby wszyscy uznawali moją rację za jedynie słuszną. Natomiast jeśli ktoś uparcie "gada głupoty" i trwa przy nich, to ja odpuszczam - nie widzę celu i sensu przekonywania go na siłę, a już zwłaszcza za pomocą kłótni. Zazwyczaj też nie daję się do kłótni sprowokować, zwłaszcza o błahostki. Szkoda czasu i energii. Ogólnie uważam, że warto wysłuchać każdego, chyba, że jest to jednostka toksyczna, ale takich osób po prostu unikam.
    Ech, nie umiem składnie napisać swoich myśli:)
    Buziaczki serdeczne, kochana.
    Ps. Jak zwykle piękna, radosna - po prostu Ty.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z obcymi osobami nigdy się nie kłócę, ale z mężem to już co innego 😆 często dochodzi do ostrej wymiany zdań. Ale wolę tak i za 5 minut o wszystkim zapomnieć, niż trzymać złość czy urazę w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo mądry wpis:) Ja nie lubię kłótni, przyznam że nieraz jednak zdarzają się sprzeczki w domu. Myślę że życie jest zbyt krótkie i nie warto tracić czasu na kłótnie:)

    OdpowiedzUsuń
  20. nie cierpię się kłócić i zawsze próbuję się dogadać. Choć przyznam, że bywa to niesamowicie trudne...
    Twoje zdjęcia jak zawsze radosne i pełne pozytywnej energii :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Podziwiam opanowane osoby. Bo w praktyce, w życiu z opanowaniem to bywa różnie ;)
    Świetna sesja, a najfajniejsza fotka to ta, na której widać oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetne sandały :-) A racja (i prawda) jest jak pupa - każdy ma swoją i swojej broni i stąd biorą się kłótnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Kłótnia jest często naszą porażką, bo daliśmy się sprowokować. Są ludzie - pieniacze,którzy czepiają się wszystkich i wszystkiego, bo dla nich kłótnia jest przyjemnością sama w sobie,czują się ważniejsi,jak mogą komuś dokuczyć, pretekst zawsze się znajdzie. Rzeczowa dyskusja z takim człowiekiem nie ma sensu, można co najwyżej usłyszeć,jak ja "bo pani taka spokojna! ". Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ladnie umiesz pisac. Czyta sie z ciekawoscia. Byl taki czas, gdy klucilam sie z mezem. Teraz juz nie i ciesze sie z Tego. Od kad jestem w domu, stalam sie spokojniejsza. Ciesze sie wiecej natura.
    Twoje zdjecia poprawiaja humor. Pieknie wygladasz. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Odkąd pamiętam, staram się nie dopuszczać do kłótni, jeśli sytuacja "wybuchowa" jest zależna ode mnie. Nie zawsze, niestety, się udaje.
    Pięknie wyglądasz:)

    OdpowiedzUsuń
  26. O to wspaniały poradnik dla polskich polityków!

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie cierpię kłótni, notorycznie komuś ustępuję wmawiając sobie, że jestem mądrzejsza. Dzięki temu u mnie w domu zawsze jest spokojne, nie kłócę się z mężem, ani z synowymi, w pracy też łagodzę konflikty roszczeniowych pań!!!

    OdpowiedzUsuń
  28. No popatrz, aerobik na trawie :-) Fajny strój wybrałaś, butki bardzo mi się podobają. Chyba nikt , kto jest normalny nie lubi się kłócić. Jednakże bywają sytuacje gdy do drugiej osoby nic nie dochodzi po dobroci i ot co-kłótnia gotowa.

    OdpowiedzUsuń
  29. Też nie lubię się kłócić, uważam, że można się zawsze jakoś dogadać. Ale człowiek jest tylko człowiekiem i czasem nie da rady zapanować nad emocjami.
    Słyszałam kiedyś w jakimś programie, że są dobre dla zdrowia psychicznego, byle nie za często i za bardzo. Podobno kłócić się też trzeba umieć.
    Ładnie wyglądasz, jak zwykle jest u Ciebie energia:) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Z reguły jestem spokojną i opanowaną osobą przez co nie zdarzają mi się jakieś poważniejsze kłótnie, ale jak już mi się ktoś narazi to lepiej niech ucieka :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Twoje przemyślenia są zawsze bardzo spostrzegawcze i trafne, przyjemnie się czyta taki post :). Kłótnia to nigdy nie jest dobre rozwiązanie, wszystko warto wyjaśniać sobie na spokojnie. Czasem nawet należy przeczekać napiętą sytuację, by dopiero po jakimś czasie podyskutować bez zbędnych emocji. Choć to nie zawsze jest łatwe - wiem coś o tym ;).
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem spokojna...czasem aż za bardzo.Emocje się gromadzą...już więcej nie da się wcisnąć. Kłótnia może by była oczyszczeniem...ale ja nie znoszę konfliktów.Trzeba było zatem znaleźć inny sposób na zrobienie miejsca w duszy ,a kłótnie zostawić na ostateczną ostateczność:)
    Super wyglądasz!

    OdpowiedzUsuń
  33. Wow, ale wygibasy :)
    Nie lubię się kłócić, ale czasem nie da się inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo mądre, a jednoczesnie wzruszajace slowa. Daja do myslenia. Nie cierpię kłótni :/ A ubior jak zawsze 1 klasa, w zyciu bym nie powiedziala, ze to z SH. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  35. jestem bardzo kłótliwa, ale z każdej kłótni wynosimy nowe doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Masz rację kłótnia to błąd i staram się go unikać:))))ale czasem popełniam:))))Ty jak zawsze piękna i radosna:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  37. Znam takie powiedzenie, może niezbyt kulturalne, ale jakże prawdziwe: "z prawdą jest jak z d..ą, każdy ma swoją". Nawet teściową tym obezwładniłam, kiedy szukała zaczepki w stylu "ja nic złego nie mówię, tylko prawdę mówię".

    OdpowiedzUsuń
  38. Jak ja nienawidzę kłótni, zwłaszcza takich, w których wypowiada się tylko jedna strona nie dając szans na wypowiedzenie się innym osobom. A chyba nie o to w tym chodzi, prawda Dorotko? Nawet kiedy mamy inne zdanie, powinniśmy uszanować też zdanie drugiej osoby nie raniąc jej przy tym. To ważna, tak często zanikająca cecha. Zdjęcia jak zwykle napawają optymizmem. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  39. Nigdy nie umiałam się kłócić.......i nie lubiłam tego. "Bazarowe" kłótnie mnie wręcz przerażały. Nie znaczy to, że nigdy nie dochodziło do kłótni, np. z mężem, czy z dziećmi. Na początek wymiana uwag, zastrzeżeń, pretensji.....ale jak tylko zaczynało być ostrzej, wycofywałam się. Nie chciałam się zapędzać w złości, bo wiedziałam, że mogę powiedzieć parę słów za dużo. Musiałam się trochę poboczyć i wyciszyć. Potem jak już się uspokoiłam, mogłam powiedzieć co o tym wszystkim myślę, z czym się zgadzam a z czym nie. Najczęściej działało. W złości można powiedzieć dużo przykrych rzeczy, nie zawsze potrzebnych i umyka to co się chciało powiedzieć. Nie zawsze jest przyjemnie wysłuchać co ktoś o nas myśli, albo o co ma pretensje, rozmawiając, można sobie wszystko wyjaśnić...bez nerwów i złości. Pięknie wyglądasz Dorotko. Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Cieszę się, że poruszyłaś temat kłótni. Jestem typem człowieka, który albo podczas kłótni swoje chce zostawić na wierzchu albo nie chcąc się kłócić potrafię milczeć. Po Twoim wpisie doszłam do tego, że powinnam troszkę swoje zachowanie w tej kwestii zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie kłócę się, wolę ustąpić i myśleć swoje.
    Piękne te zdjęcia w plenerze! Zawsze, kiedy do Ciebie zaglądam, zastanawiam się dlaczego firmujesz swój blog jako Stara Kobieta?! Kipisz młodością!!!
    Ładna stylizacja i bardzo pouczający artykuł.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja już się tyle wykłóciłam z pierwszym mężem i porzucałam talerzami, że w moim obecnym związku panuje spokój :). A Tyjak zwykle kochana wyglądasz rewelacyjnie :).

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie cierpię kłótni, chociaz czasem są potrzebne☺

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja należę do osób bardzo spokojnych i cierpliwych, nie kłócę się i raczej zawsze ustępuję. Wspaniałe zdjęcia!!! Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie lubię się kłócić. Choć czasem niektórym ludziom przydaje się lekka spina, które wszystko porządkuje i ostatecznie oczyszcza atmosferę.
    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Zgadzam sie ze wszystkim co napisalas, tylko zeby jeszcze przy silnych emocjach ktore nam wszak towarzysza, pamietac o tym.. to jest sztuka! ☺

    OdpowiedzUsuń
  47. Jak zwykle pięknie :) Może sprawdzisz swoich sił w kuchni:)))? Zapraszam do siebie na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  48. A ja bym wolała, żeby czasem ktoś ( i tu mam na myśli bardzo konkretne osoby) pokłócił się ze mną i szczerze wygarnął, co mu leży na wątrobie i co do mnie ma, zamiast fałszywie się uśmiechać i udawać, że jest git, a za plecami obrabiać dupę, że aż furczy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Bardzo ciekawy post ! Wnosi bardzo dużo ! Ja jestem czasami kłotliwa - lubię wyrazić swoje zdanie głośno i dosadnie :D A czasami niektórym to nie podoba się :D i różnie bywa

    OdpowiedzUsuń
  50. mądrze napisane :) choć niestety czasem trafiamy na tak toksyczne osoby w naszym otoczeniu, że one potrafią zrujnować cały nasz spokój... i niestety robią to celowo i z premedytacją :(

    OdpowiedzUsuń
  51. Świetny post! Mądrze i ciekawie napisałaś o kłótni. Twoje zdjęcia są fantastyczne, ślicznie wyglądasz:) Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
  52. Uważam, że baaaardzo wiele osób powinno przeczytać ten post... tak często spotykam się z tym, że dochodzi do konfliktów, bo ktoś nie umie przyznać się do błędów, uparcie obstawia przy swoim, nie chce/nie potrafi postawić się na miejscu drugiej osoby... Zawsze staram się wczuć w drugą osobę, i nigdy nie zakładam, że tylko i wyłącznie ja mam rację :) i przyznaję się do błędów.
    Przedstawiłaś bardzo przydatny, treściwy zestaw rad, bardzo mi się podoba, warto je zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Kłótnie odbierają dobrą energię, niweczą przyjazne stosunki, są niepotrzebne. O ile łatwiej i przyjemniej żyłoby się bez konfliktów i tych małych i tych dużych.

    OdpowiedzUsuń
  54. Oj te kłótnie, czasem niestety się bez nich nie da choć by się chciało ;-)

    OdpowiedzUsuń
  55. Bardzo mądre słowa :) A stylizacja jak zwykle super - zarówno wizualnie, jak i finansowo :D

    OdpowiedzUsuń
  56. Dorotko, wyglądasz kwitnąco :) Na kłótnie szkoda czasu :)

    OdpowiedzUsuń