czwartek, 22 czerwca 2017

Olej kokosowy


O oleju kokosowym słyszał już chyba każdy. Większość odbiera go bardzo pozytywnie, jednak są także sceptycy, którzy wychodzą z założenia, że powinno się spożywać jedynie produkty pochodzące z własnej strefy klimatycznej... i oni są zadeklarowanymi przeciwnikami oleju kokosowego. Osobiście wokół oleju kokosowego kręciłam się bardzo długo i teraz... z perspektywy czasu stwierdzam, że zdecydowanie za długo. 😉 W końcu jednak (zdecydowanie za późno) skusiłam się na nierafinowany olej kokosowy extra virgin ze sklepu internetowego Skworcu

W słoiku otrzymujemy aż 900 ml produktu, który nadaje się i do jedzenia... i do wsmarowywania w ciało, włosy, itd... Problemem jest u mnie jedynie fakt, że ten konkretny olej pachnie tak cudownie i smakowicie, a do tego tak bardzo mi smakuje, że najchętniej usiadłabym przy tym słoiku, zjadła jego zawartość jak lody i zamiast lodów za jednym podejściem 😊 Choć nie wiem czy taka jednorazowa dawka wyszłaby mi na dobre(?) 😉

Olej kokosowy jest uzyskiwany poprzez tłoczenie twardej części miąższu świeżego orzechu kokosowego, jednak nie każdy zachowuje swój aromat tak silnie jak ten extra virgin, który jest tłoczony w niskiej temperaturze. 

Olej znajduje szerokie zastosowanie w kuchni:
- jako zamiennik każdego innego tłuszczu (zastąpi każde masło oraz tłuszcz do każdego ciasta) 
- można na nim smażyć warzywa, drób i mięso. 
- delikatny aromat kokosa wzbogaca smak potrwa
- można go używać w bardzo wysokich temperaturach. 
- (po otwarciu około w 4°C) olej może być przechowywany przez długi czas i nie jełczeje.

Olej kokosowy jest jedynym tłuszczem, którego spożywanie nie buduje tkanki tłuszczowej..., a wręcz wpływa na jej zmniejszenie (szczególnie polecany na otyłość brzuszną). Może powodować zmniejszenie łaknienia, kwasy w nim zawarte wpływać pozytywnie na pamięć (także u osób z Alzheimerem).

Dodatkowo olej można oczywiście stosować w kosmetyce:
  • jako krem przeciwsłoneczny
  • środek nawilżający i natłuszczający (np. pod oczy)
  • odżywkę do włosów
  • szczególnie polecany do pielęgnacji piersi w okresie karmienia 
  • w połączeniu z wodą - polecany przy demakijażu
  • podczas depilacji maszynką: jeśli posmaruje się nogi olejem kokosowym i dopiero wtedy użyje maszynki - istnieje duża szansa na uniknięcie czerwonych krostek
  • do zmiękczania skóry stóp
Olej kokosowy u mnie w domu znalazł zastosowanie przede wszystkim w kuchni. Jest tak pyszny i nadaje niepowtarzalnego smaku potrawom, że troszkę szkoda mi go stosować w kosmetyce - tym bardziej, że posiadam dużo dobrych specyfików do włosów i świetnych kremów. Choć przyznam..., że to zastosowanie przy depilacji - kusi mnie! Na razie jednak idę przygotowywać szpinak na oleju kokosowym - pychota! 😋


* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

wtorek, 20 czerwca 2017

Retinolowa kuracja Lirene


Muszę jedno zaznaczyć. Żeby nie było żadnych wątpliwości. Żeby wszystko było jasne. 60 lat skończę dopiero 25 czerwca, ale... i tak, kiedy skusiłam się na serię Lirene Retinol D - Forte wybrałam wersję 60+. Tak naprawdę nie lubię się stosować do tych wszystkich widełek wiekowych, ponieważ w mojej pielęgnacji w większości występują produkty naturalne, które nie mają napisane wielką czcionką 40+,50+,60+... itd. itp...(jest jakiś krem na 100+?... przyjdzie czas to będę się tym martwić;-)), a i tak mam wrażenie, że działają na moją skórę (oczywiście pozytywnie). Ba! Jestem przekonana, że to nie tylko moje wrażenie, ale także fakt 😉 Kosmetykom Lirene z serii Retinol D - Forte brakuje naprawdę wieeeeeeele, żeby nazwać je produktami naturalnymi. Jeśli szukacie naturalności... w tych kosmetykach jej nie znajdziecie. Seria z Lirene i kosmetyki z niej pochodzące to pierwsze od długiego czasu kremy, które stosuję, a które nie są dermokosmetykami ani produktami naturalnymi. Nie odnoszę przy tym wrażenia, że to źle dla mojej skóry, że to wpływa na jej zapchanie, powstawanie wyprysków - nic z tego. Kosmetyki Lirene sprawdzają się u mnie bardzo fajnie.(odnoszę nieodparte wrażenie, że ostatnio najbardziej przeze mnie używanymi słowami są "działanie i sprawdzanie" ;-) Ale to tak na marginesie;-))

Nowa seria Lirene występująca także w wersji 50 oraz 70+ (stworzona została także maseczka do zadań specjalnych) została opracowana w oparciu o trzy składniki aktywne:
  1. Aktywny retinol - stymuluje prawidłowe procesy odnowy, pobudza syntezę frybiliny oraz kolagenu co ma prowadzić do wygładzenia zmarszczek, poprawienia jędrności i napięcia skóry
  2. Witamina D Pro - aktywuje geny, wzmacnia system ochronny skóry, dba o nawilżenie i gładkość skóry
  3. Bio - elastyna - naśladuje białka skóry właściwej, wspiera tkanki skóry, prowadzi do wypełnienia zmarszczek / kwas hialuronowy - wiąże skórę, zapobiega jej utracie (znajduje się zamiast bio-elastyny w preparacie do zadań specjalnych



Według producenta wyraźnie odmładza rysy twarzy, daje efekt liftingu oraz nawilżonej i wygładzonej skóry. Faktycznie: efekt nawilżenia utrzymuje się przez cały dzień (tu muszę zaznaczyć, że nie mam problemu z nadmiernym przesuszaniem się skóry), krem delikatnie napina skórę. Nie ma jednak w moim odczuciu mowy o spektakularnym efekcie liftingu 😉 Nie mniej: kremik ślicznie pachnie, świetnie się wchłania, nie roluje się pod podkładem i stanowi bardzo udaną bazę pod makijaż, delikatnie wyrównując strukturę twarzy. Ponadto jest bardzo wydajny (zresztą w moim odczuciu  jak wszystkie kremy Lirene). 




Według założeń producenta krem na noc ma za zadanie poprawić jędrność, elastyczność i napięcie skóry, wygładzić zmarszczki, a także zadbać o wypoczęty wygląd, odżywić, zmiękczyć, i nawilżyć skórę. Sprawdza się w tej roli naprawdę dobrze! Mam wrażenie, że jest treściwszy od kremu na dzień, a mimo to świetnie się wchłania, tak samo pięknie pachnie. Skóra jest mięciutka, odżywiona i rewelacyjnie nawilżona. Nie ma mowy o żadnych nawet najmniejszych suchych złuszczeniach na twarzy.  Czyli cel został osiągnięty :-))




Odmładzający PREPARAT do zadań specjalnych GŁĘBOKA ODNOWA SKÓRY na noc

Producent poleca stosować odmładzający preparat do zadań specjalnych (jak to brzmi... 😉) zamiast lub pod krem na noc. Ma bardzo podobne działanie jak poprzedni produkt, z tym, że jest treściwszy i mocniejszy. Przy tym jednak także mniej wydajny - tym bardziej, że w tubce znajduje się zaledwie 30 ml produktu (w kremach po 50 ml). Super nawilża i odżywia dojrzałą skórę!

Wiadomo, że jeśli głębokie zmarszczki już się na naszej twarzy pojawią - kremy nie spowodują, że one znikną, ale kremy mogą zapobiec powstawaniu (tak szybkim) nowych zmarszczek i zmniejszyć trochę te już powstałe. Trzeba coś stosować by wygładzić, wypełnić, czy choćby zadbać o to, żeby skóra wyglądała młodziej... I seria od Lirene właśnie na tej zasadzie działa. Dba o naszą skórę, znacząco poprawia jej nawilżenie, wpływa na jędrność, a przy regularnym stosowaniu powoduje delikatne spłycenie zmarszczek. Nie da się jednak ukryć, że działa gorzej od większości dermokosmetyków, ale jest też znacząco od nich tańsza. Mimo, że cena detaliczna wynosi prawie 30 zł... zawsze można je kupić w jakiejś drogerii taniej. Jak na tę cenę, za tę dostępność produkty Lirene działają super i ich działanie usatysfakcjonuje niejedną mamę i babcię. Ja jestem zadowolona, bo choć efekty uzyskane w wyniku pielęgnacji nimi nie są powalające (no i mogłyby się je nakładać ze szklanych słoiczków 😉... czepiam się;-))... to produkty Lirene są fajnymi kosmetykami, które niewiele kosztują, a bardzo fajnie działają. Dodatkowo muszę Wam się przyznać, że choć kremiki mogłyby być oferowane klientom w szklanych słoiczkach (powtarzam się i czepiam;-), to jednak bardzo doceniam fakt, że krem na dzień ma jasną nakrętkę, a krem na noc ciemną, dzięki czemu nawet bez okularów wiem, który krem wklepać, żeby moja skóra była zadowolona 😉

* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

niedziela, 18 czerwca 2017

Tanie i najlepsze, czyli pomadki Smart Girls Get More


Pomadki Smart Girls Get More towarzyszą mi od jakiś trzech lat i jak na razie(dla mnie) są najlepsze. Są dostępne w Drogeriach Natura (w promocji po 5,99 zł, poza promocją ich cena to 9,99 zł). Mój ulubiony kolor to oczywiście czerwony (07), choć od czasu do czasu skuszę się także na inne 😊.  To mój numer jeden, jeśli chodzi o pomadki. Mają świetną cenę i nie sieją spustoszenia na moich ustach, ponadto: 
  • nie rozmazują się
  • nie wysuszają ust
  • odżywiają
  • są kremowe
  • mają głęboki kolor 
  • posiadają półmatowe wykończenie, a jednak nadają ustom delikatny połysk
  • bardzo dobrze pokrywają usta kolorem
  • wargi stają się piękne i wygładzone
  • bez picia i jedzenia utrzymują się 3-4 godziny
  • ścierają się równomiernie
  • ich aplikacja jest łatwa
  • występują w ośmiu kolorach

Uff... ale się postarałam, żeby wszystko wymienić;-)

Pomadki Smart Girls Get More Long Lasting Love, choć nie utrzymują się na ustach przez cały dzień... to jednak są to produkty po które sięgam najczęściej. Mimo znajomości pomadek Sensique, Astor, Rimmel, Bourjois itp. marek... nieustannie wracam do Smart Girls Get More. Mają piękne kolorki i co dla mnie najważniejsze: nie wysuszają ust. Wargi po całym dniu "noszenia" pomadek Smart Girls Get More nie obkurczają się, nie stają się suche, spierzchnięte. Dodatkowo... mam wrażenie, że pomadki Smart Girls Get moje usta wręcz pielęgnują 😊 Naprawdę świetne. Plastikowe, proste opakowania nie przyciągają wzroku, ale przecież o zawartość chodzi, a ona zasługuje na uwagę!








07 Big Passion (możecie go zobaczyć na większości moich zdjęć) 

Głęboka, czysta czerwień, która nie wpada w wiśnię. 




Delikatny kolor, który podkreśla naturalne piękno ust. 



Kolorek koralowy (można poćwiczyć mowę;-)) 


* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

czwartek, 15 czerwca 2017

Zmywacz & olejek & odżywka wapniowa Maga


Ostatnio szaleję na punkcie produktów do pielęgnacji paznokci oraz lakierów firmy Maga. Kolory, trwałość, odbudowa paznokci. Produkty Maga przyczyniły się do poprawy stanu moich paznokci i zachwycają mnie swoimi kolorkami (ale o lakierach będzie kiedy indziej...😃). Dzisiaj słów kilka o bezacetonowym zmywaczu, ślicznie pachnącym olejku i wapniowej odżywce.


Zmywacz bezacetonowy

Zmywacz bezacetonowy, 150 ml ma dosyć delikatny zapach (pozbawiony takich typowych chemicznych nut). Nie czuć go po zmywaniu paznokci w całej łazience. Przyciąga spojrzenie kolorkiem. Dodatkowo zawiera d - panthenol i ekstrakt z porcelanowego kwiatu w celu ochrony skóry. Zmywacz Maga nie wysusza paznokci, nie wpływa na zwiększenie ich łamliwości. Mam wrażenie, że jest pod tym względem dla nich obojętny... i to bardzo mnie cieszy, ponieważ miałam już niejeden zmywacz, który powodował pogorszenie ich stanu. Co do ceny... myślę, że 6 zł za 150 ml zmywacza to kwota do zniesienia 😊 Zapomniałabym o najważniejszym i kluczowym zadaniu tego produktu... 😉 bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru.


Olejek do paznokci

Po zmyciu lakieru (jeśli pamiętam;- bo systematyczności w tym zakresie nie mam wyrobionej:-)) nakładam na skórki olejek do paznokci I love Paris, posiadający wg producenta najczęściej wybierany na świecie zapach. Przyznam, że z początku tak kręciłam się wokół tego olejku i zastanawiałam dlaczego w sumie jego najczęściej podkreślaną zaletą jest piękny zapach, który szybko ulatuje? Po co mi perfum do paznokci? Kto niby ma je wąchać? Ale Stara Kobieta jestem - mam  prawo nie rozumieć;-) Czytałam, czytałam i czytałam na ten temat... i w końcu doczytałam, że olejek do paznokci Maga to tak skomponowane oleje oraz dodatek kompleksu witamin, żeby spowodować zdrowy wygląd paznokci i skórek. Olejek ładnie je pielęgnuje, zapewniając ich nawilżenie. Stan zwłaszcza skórek przy regularnym stosowaniu poprawia się, choć rewelacji nie ma. Fajny produkt - po prostu 😊 Taki luksusik!


Odżywka do paznokci

Odżywka Instant Protect to na ten moment(bo były j inne i też całkiem niezłe) najlepsza odżywka do paznokci, jaką stosowałam. Nie "uzależnia" paznokci i jej odstawienie nie sprawia, że paznokcie są w takim samym lub jeszcze gorszym stanie jak przed jej stosowaniem. Zawarty w odżywce kompleks wzmacniający, złożony z białka mleka, wapnia oraz olei bogatych w kwasy Omega 3 sprawia, że paznokcie stają się twardsze, silniejsze, odżywione i mniej łamliwe. Powierzchnia paznokcia zostaje wygładzona. W dodatku odżywkę wystarczy nakładać tylko dwa razy w tygodniu. Wygładza płytkę paznokcia i po nałożeniu wygląda trochę jak mlecznobiały lakier, czyli ślicznie 😉 Sprawdza się także rewelacyjnie pod lakiery z serii Diamond Line, jako baza. Nałożenie ich na gładką powierzchnię, którą otrzymujemy dzięki odżywce przedłuża ich trwałość 😊 Naprawdę świetny produkt. Nie działa idealnie, ale ogromnie wpływa na poprawę stanu paznokci. Myślę, że gdybym trochę bardziej oszczędzała swoje dłonie i paznokcie.. i nie skrobała nimi patelni, o odżywce Instant Protect mogłabym rzec, że w 100% spełnia założenia producenta.  Zresztą... wierzę w to, że po zużyciu całej buteleczki - moje paznokcie będą już bardzo, bardzo bliskie ideału 😊

* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

środa, 14 czerwca 2017

Nabytki BeautyBigBang - niestety nie jest różowo...

Dostałam jakieś dwa miesiące temu miłą propozycję, żeby w zamian za wzmiankę na blogu wybrać dla siebie trzy produkty ze sklepu BeautyBigbang. Dodatkowo Pani udostępniła specjalny kod rabatowy na 10% dla czytelniczek Starej Kobiety. Pomyślałam "Super!" i zabrałam się za wybieranie produktów. Padło na ZESTAW maseczek do ust, elektryczną szczotkę do mycia twarzy i zestaw do manicure. Wszystko wyglądało pięknie, solidnie..., choć wiadomo, że w mojej głowie pojawiły się lekkie obawy co do jakości produktów. No, ale nic... raz się żyje 😉 W ogóle... nim przejdę do opisywania produktów muszę zaznaczyć, że strona niesamowicie manipuluje cenami. Kiedy ja zamawiałam te produkty... ich łączna cena nie przekraczała 12$... obecnie tyle kosztuje sam zestaw do paznokci (wtedy z tego co pamiętam 3$), szczotka do twarzy obecnie 10$, zestaw pięciu maseczek 2,59$.

Paczka doszła po niecałym miesiącu. Była niecierpliwie wyczekiwana, więc tym większa była moja radość, gdy w końcu mogłam ją otworzyć... niestety wtedy uśmiech z moich ust zniknął. 







Zaczęłam od zestawu do paznokci , od którego( jak możecie zobaczyć na zdjęciach) już po wyjęciu z paczki odchodziła guma i materiał, a przyrządy... były włożone luzem, wszystkie się wysypały, w tym jedne ciążki były rozłożone na części pierwsze (na fotce już naprawione). No i uśmiech znikł, radość prysła..., bo tu już sobie pomyślałam, że ja Wam tej strony polecać nie zamierzam 😉 Tym bardziej, że obecnie cena tego zestawu wynosi około 45 zł 😨 Wiadomo, że za przesyłkę już nie płacimy, ale wolę pójść do pierwszej lepszej drogerii i zapłacić tyle samo za zestaw, który będę mogła zobaczyć na żywo 😉 Odnośnie jakości urządzeń - niektóre są ostre, niektóre tępe. Nie ma reguły. Żałuję, że pudełko przyszło zniszczone, na stronie internetowej wszystko wyglądało tak pięknie i porządnie, a rzeczywistość okazała się... nieróżowa 😉 Szkoda:-((

Potem było jeszcze gorzej... pamiętając o tym jak świetne są kolagenowe maski skusiłam się na zestaw pięciu kolagenowych masek do ust. Z tym, że choć na stronie jest wyraźnie napisane, że paczka zawiera 5 (słownie: PIĘĆ) maseczek... do mnie dotarła tylko jedna. Hmm... pomyłka? Tak sobie pomyślałam, że równie dobrze mogłam zamówić zestaw tych maseczek za 10 zł... i byłoby mi bardzo przykro, że doszła tylko jedna... (zresztą i tak jest mi przykro 😪😢😭) . No, ale nic... maseczkę nałożyłam i po 20 minutach efekt rewelacyjny! Usta wypełnione, nawilżone, wygładzone, powiększone... aby uzyskać pożądany wygląd ust milczałam(znaczy poświęciłam się;-)) przez 20 minut, a efekt utrzymał się... 15 minut? 😂 Zdecydowanie wolę zainwestować 16 zł w wypełniacz ust z Eveline (prawdziwe cudo, serio!), którego zastosowania efekt jest długotrwały, a już na pewno wytrzymuje cały dzień.


Ale... w końcu do trzech razy sztuka, prawda?  Trzecim produktem, który wybrałam jest elektryczna szczotka do twarzy, której zadaniem jest oczyszczanie i masowanie skóry. Obecnie kosztuje prawie 40 zł, ale do tego należy doliczyć koszt bateryjek 😉Gładka twarz, połysk, elastyczność, oczyszczenia porów, wygładzenie skóry, redukcja zmarszczek, a do tego jeszcze mięciutkie stopy dzięki pumeksowi? A to wszystko niby tylko za sprawą pięciu wymiennych końcówek..., które prezentują się następująco:
  1. szczotka do oczyszczania twarzy, aby skóra (w tym pory) były oczyszczone powinno się jej używać 2 - 3 razy w tygodniu
  2. gąbka do masażu - oczyszcza skórę wykonując jednocześnie masaż. Dla lepszego oczyszczenia poleca się zastosowanie olejku do twarzy.
  3. lateksowa gąbka do masażu - polecana do demakijażu oczu 
  4. końcówka z czterema "głowicami" - przeznaczona do masażu twarzy (warto wcześniej posmarować twarz kremem lub olejkiem), poprawia cyrkulację krwi
  5. pumeks - stosowany na dłonie (wg producenta, ponieważ osobiście nie używam pumeksu do rąk 😉) i nóg ma sprawić, że nasza skóra znowu będzie gładka i delikatna
Wszystko to brzmi pięknie, a ile w tym prawdy? Czy wymienione zalety spełniły moje oczekiwania? Tym razem tak 😊 Szczotka jest rewelacyjna! Silniczek chodzi jak szalony (jednak to można regulować ;)), włosie szczotki do oczyszczania nie rani skóry ani nie podrażnia (wszystko zależy także w dużej mierze od "nacisku" z naszej strony). Końcówki dobrze się trzymają. Tych do oczyszczania twarzy nie niszczą takie produkty jak żele, a do ich umycia (w tym zmycia np. pozostałości podkładu czy też tuszu) wystarczy woda. Używanie szczoteczki rzeczywiście poprawia jędrność skóry, elastyczność, a przede wszystkim przyczynia się do o wiele lepszego oczyszczenia niż przy myciu twarzy jedynie przy pomocy dłoni. Skóra jest oczyszczona, wymasowana i krótko mówiąc zadowolona. Podczas stosowania radzę uważać na włosy, ponieważ szczotka wykonuje naprawdę szybkie obroty, które mogą nam "zawinąć" kilka kosmyków 😉 Pumeks jest zdecydowanie inną końcówką, ale tak samo dobrą jak pozostałe - radzi sobie ze wszelkimi zgrubieniami naprawdę rewelacyjnie! Ściera zrogowacenia i czyni skórę miękką. Na koniec jeszcze tylko kremik i pięty idealne 😊

Jak widzicie... miałam troszkę pod górkę z tymi produktami. Szkoda, że dotarła tylko jedna maseczka do ust... ubolewam nad faktem, że w tak tragicznym stanie jest zestaw do paznokci, ale bardzo cieszę się ze szczoteczki do twarzy. Mam nadzieję, że będzie mi długo i udanie służyła 😊(pod warunkiem, że nie będę zbyt leniwa by z jej dobrodziejstw korzystać)




Jeśli chcecie się bliżej przyjrzeć tym produktom: 

Szczoteczka do twarzy



* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Przegląd kolorówki - tusz & podkład & puder do brwi & cień do powiek


Puder do brwi

Makijaż jest u mnie nieodłącznym elementem wyjść codziennych, wielkich, ważnych spotkań... (nieistotny cel) istotne jest to, żebym ja się dobrze czuła w swojej skórze... makijaż temu sprzyja. A na niego składa się zarówno makijaż ust, jak i  zadbany,  ładny wygląd brwi. Zazwyczaj stosuję hennę, jednak nie zawsze wystarcza mi czasu, żeby się do tego przyłożyć... wtedy zazwyczaj sięgałam po kredki lub woski. Jednak tak było jedynie do momentu, kiedy w moje ręce wpadł puder do brwi Rimmel. G-E-N-I-A-L-N-Y, bardzo trwały i łatwy w aplikacji produkt, który umożliwia osiągnięcie efektu WOW. Brow Shake Filling Powder to super lekki puder, który pomaga w wypełnieniu brwi, podkreśleniu ich kształtu, przy zachowaniu naturalnego wyglądu. I to tylko od nas zależy jak mocny będzie nasz makijaż brwi... to produkt zarówno dla osób, które preferują ostre, mocne makijaże jak i dla fanek naturalności. Co więcej... Brow Shake (ponieważ aby zachować świeżość poleca się wstrząsnąć nim przed aplikacją) Filling Powder można używać także jako eyelinera. Posiadam kolor Medium Brown i jak dla mnie jest idealny 😊 Puder się absolutnie nie ściera, nie rozmazuje i w dodatku jest wodoodporny. Makijażowe cudo, które już nigdy nie opuści mojej kosmetyczki - zdecydowanie mój numer jeden w makijażu brwi 😊 Dostępny także w kolorach Soft Black oraz Dark Brown... i przyjazny cenowo. 

Drogeria Estrella : 17,99 zł
Największa sieć drogerii w Polsce: 28,49 zł



Tusz do rzęs

Drugim makijażowym hitem, który super się u mnie sprawdza jest tusz do rzęs Rimmel. Mój kolejny, absolutny... numer dwa w makijażu rzęs (o numerze jeden opowiem Wam już niebawem 😉)! Tuszu do rzęs używam od dobrych czterdziestu lat, ale na tak dobre trafiam bardzo rzadko... Rimmel Volume Shake maskara 9ml Black to mascara stworzona wg nowej technologii, która sprawia, że tusz po wstrząśnięciu jest tak świeży jak po pierwszym otwarciu... i to rzeczywiście się sprawdza! Przy pierwszym kontakcie zaskakuje za sprawą dosyć ciężkiego opakowania.

Od pierwszego użycia ten tusz przeszedł jak najbardziej pozytywną weryfikację, spowodował, że nie mam już takiej awersji do malowania oczu. Jest świetny. Nie rozmazuje się, nie muszę jego szczoteczką  tysiąc razy machać (wystarczą dwa machnięcia na górne rzęsy i dwa na dolne), żeby pokryć wszystkie włoski i uzyskać pożądany efekt. Ta szczoteczka 3D z elastycznymi włóknami, które delikatnie wydłużają, pogrubiają, rozdzielają rzęsy i nie powodują ich sklejania. Obędzie się też bez grudek! W moim przypadku maskara Rimmel nie osypuje się ani nie odbija na powiekach. I już malowanie nie jest takie straszne... 😉 Uwielbiam ją!

Drogeria Estrella: 20,99 zł
Największa sieć drogerii w Polsce: 39,99 zł



Cień do powiek

Produkt, który stosuję bardzo rzadko..., ale kiedy to już ma miejsce doceniam dobrą pigmentację koloru 340, jego delikatny połysk... fakt, że w połączeniu z wodą staje się intensywniejszy i jest przede wszystkim trwały. Kolejny produkt Astor, który mnie nie zawiódł.

Drogeria Estrella: 11,99 zł
Największa sieć drogerii w Polsce: 24,69 zł



Podkład

Lekki, aksamitny podkład idealny na lato, który dobrze współgra ze skórą. Rimmel podkład Fresher Skin Foundation to kosmetyk, który stosuje moja córka ze względu na jego bardzo jasny kolor (u nas wersja 100). To idealny kolor dla naturalnych cer 😉 Opakowanie pozostawia wiele do życzenia... słoiczek to opcja dosyć niewygodna, ale zawartość prezentuje się lepiej. Podkład łatwo się rozprowadza, ma leciutką konsystencję, nie zapycha porów i nie powoduje u córki wysypu niedoskonałości. Wygląda świeżo i naturalnie, choć u Alicji strefami za bardzo się błyszczy... (tu w ruch idzie puder matujący).

Ma swoje plusy i minusy. Szybko zasycha - i to pewien plus. Drugim plusem jest fakt, że posiada lekki..., ale jednak filtr SPF15. Niestety słabo kryje i jedna warstwa to zdecydowanie za mało, żeby ukryć niedoskonałości i zamaskować w pełni zaczerwienienia. Mimo zawartości sproszkowanych minerałów i wyciągu z alg koniecznie jest nałożenie jeszcze przynajmniej jednej warstwy, a tu już powoli zaczyna tracić efekt naturalności, dlatego u córy najlepiej sprawdza się używanie podkładu Rimmel jako bazy a "końcowe" ukrywanie niedoskonałości dokonuje za sprawą pudru. W końcu nie chcemy osiągnąć wrażenia maski. Podkładowi Rimmel sporo brakuje do ideału, ale jest  fajnym, szczególnie na lato produktem dzięki swojej lekkiej formule, która wypada na twarzy naturalnie i świeżo.Podkład nie obciąża twarzy, nie klei się, równomiernie rozprowadza, a dzięki rzadkiej konsystencji jest bardzo wydajny 😊 Suma summarum: udany produkt, choć nie zachwycający!

Drogeria Estrella: 17,99 zł
Największa sieć drogerii w Polsce: 36,49 zł


* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

niedziela, 11 czerwca 2017

Słów kilka o właściwościach czerwonej herbaty Batica1920


Czerwona herbata
to produkt, który piję od pięciu lat. Uwielbiam ją, doceniam jej zdrowotne właściwości... i zawsze chętnie po nią sięgam. Dzisiaj jednak nie o sklepowej mieszance, a o liściastej czerwonej herbacie z Baltica1920... kilkanaście faktów i spostrzeżeń o niej i na jej temat 😊 Czerwona herbata od Baltica1920 jest aromatyczniejsza, a tym samym atrakcyjniejsza smakowo od czerwonych herbat dostępnych w supermarketach. Posiada jako czerwona herbata specyficzny smak, który przenosi nas prosto do Chin.  Baltica1920 to polska palarnia kawy, która odpowiada za dystrybucję nie tylko pysznej kawy, ale także niesamowitych smakowo herbat. Red Tea Baltica1920 to herbata z najlepszej kategorii jakościowej herbat czerwonych, czyli Pu-Erh. Co ciekawe... historia czerwonej herbaty sięga do 618 r. n.e., gdzie była ona przeznaczona tylko dla cesarza dynastii Tang.... zwykłego mieszkańca Chin, za jej spożycie... groziła kara. Na szczęście te czasy już minęły, a czerwona herbata jest ogólnodostępna 😊 I dobrze, bo właściwości ma wspaniałe!
  • Czerwona herbata to nie tylko herbata polecana dla osób odchudzających, dzięki dużej zawartości polifenoli, które regulują pracę żołądka oraz wydzielanie żółci z trzustki
  • Obniża poziom cholesterolu we krwi
  • Oczyszcza organizm z toksyn, a tym samym wpływa pozytywnie na wygląd włosów i paznokci
  • Wspomaga pracę wątroby.
  • Przyczynia się do przyśpieszania spalania tłuszczy (francuskie badania wykazały, że 88% grupy, która piła czerwoną herbatę przez miesiąc zmniejszyła swoją masę ciała, choć nie zmieniła nawyków żywieniowych ani trybu życia)
  • Walczy z wolnymi rodnikami i chroni DNA przed uszkodzeniami
  • Zapobiega niekontrolowanemu wzrostowi i spowalnia rozwój nowotworów
  • Niszczy komórki rakowe, zostawiając w nienaruszonym stanie otaczające je zdrowe komórki 
  • Ze względu na zawartość białka, fluoru i wapnia pomaga budować zdrowe kości i zęby
  • Wzmacnia naczynia krwionośne (dzięki temu jest polecana dla osób ze zmianami miażdżycowymi)
  • Dzięki zawartości cynku pomaga zachować zdrową skórę, łagodzi świąd i trądzik

    Ale... 
    Uwaga! Czerwona herbata może zmniejszać wchłanianie żelaza, więc nie jest polecana kobietom w ciąży, osobom chorującym na anemię oraz podczas menstruacji. Poza tym - wiadomo, że we wszystkim trzeba zachować umiar 😊 
Staram się pić czerwoną herbatę codziennie, choć oczywiście nie zawsze mi to wychodzi. Ale kiedy już to się uda... chwila spędzona z herbatą Baltica1920 jest dla mnie czystą przyjemnością. Zachwyca mnie jej smak i zauważam wyraźną różnicę między doznaniami picia herbatki z Baltica 1920, a   pierwszej lepszej herbaty z supermarketu. Herbata Baltica1920 to bardzo fajna opcja na prezent - tym bardziej, że dostrzegłam w ostatnim czasie trend, że w całym provegańskim społeczeństwie już nie daje się czekoladek w podziękowaniach lub jako mały upominek, ale... ale właśnie herbatę. Poza tym... nie ukrywajmy: to o wiele zdrowsze, a może być równie smakowite. Opakowanie herbat Baltica1920 zdecydowanie przekonuje mnie do siebie - proste i gustowne! A co najważniejsze... herbaty te są naprawdę pyszne!



* Uwaga!!! Do 23 czerwca tego roku 😉Chińskiego Roku Koguta (a' propos w takim to, też zakończonym na 7, ale w innym dziesięcioleciu ubiegłego wieku 😉 Roku Koguta urodziła się Stara Kobieta) nie będzie postów "wyznaniowych". Automatycznie będą się publikować posty kosmetyczno - żywieniowe.

Po 23 latach niewystawiania nogi poza granicę swojego miasta w celach wypoczynkowych, Stara Kobieta wyjeżdża na wakacje. W zeszłym roku, gdzieś o tej porze tak sobie zamarzyła, postanowiła, obwieściła wszem i wobec, że dotrzyma w tym zakresie słowa, żeby nie wiadomo co się działo (a się dzieje;-)) ... teraz następuje realizacja 😊
Szczęście, które jest we mnie jedzie ze mną. Zamykam na klucz wszystko co muszę, co trzeba, co należy, co powinnam... kurze na komodzie, w szafie poprzewracane... rozmyślania, refleksje niepoukładane ... niewygodne ubrania ... krzywe spojrzenie malkontenta sąsiada...i wyjeżdżam 😄Wrócę ze świeżym spojrzeniem, nową energią, dodatkowymi siłami...i jeszcze większym w duszy szczęściu by móc dalej dzielić się nim z Wami 😄 Wdzięcznie całuję!!! 😘😘

środa, 7 czerwca 2017

Kłótnie* – skąd się biorą, kogo dotyczą, po co w nie wchodzimy, jak sobie z nimi radzić?


Kłótnia? Kłótnia to błąd. Choć błądzić jest rzeczą ludzką 😉 Niemal każdy z nas uważa, że ma rację, i wszystko wie najlepiej, i to we wszystkich, wszystkich sprawach... niestety to nasze przekonanie jest wielkim błędem. Owszem fajnie jest mieć rację i wielką przyjemność nam sprawia (słodycz wręcz większą niż ta przy jedzeniu czekolady), gdy racja jest po naszej stronie, nawet wtedy gdy (o zgrozo!) ta racja jest opatrzona błędem, który ma swoją wysoką cenę. Często jesteśmy jak najbardziej świadomi, że popełniamy błąd, i że on bardzo szkodzi naszym relacjom z ludźmi, naszym sprawom, ale brniemy w niego, bo na wstępie określiliśmy się jako ci będący po stronie racji i prawdy. Nie chcemy tego zmieniać. Zamiast wycofać się... nie! brniemy poirytowani, w sobie może lekko zawstydzeni, ale nie!... wolimy się usprawiedliwić (choć również błędnie) niż przyznać słusznie, że nie mamy racji. Wolimy radować się z pomyłki, porażki kogoś innego, niż sami przyznać się do potknięcia - nawet małego. Drażnią nas czyjeś sugestie, rady, prośby, poglądy, upodobania, refleksje... to my czujemy, że wiemy lepiej, jesteśmy bardziej przenikliwi, zdolni do logicznego pojmowania i chętnie cieszymy z błędów innych, nawet wtedy gdy pociągają one za sobą ciężkie konsekwencje moralne, nie wspominając nawet o  tych egzystencjalnych.
Nie potrafiąc mieć dystansu do siebie, do swoich decyzji; nie umiejąc żartować ze swojego pojmowania świata w każdym zakresie, traktowania swojej wizji jako prawdy absolutnej – doprowadzamy do kłótni.

Wskutek konfliktu, zderzenia sprzecznych i kompletnie niezachwianych przekonań stron o własnej prawdzie, i słuszności - powstaje kłótnia. Kłótnia, czyli gwałtowne wypieranie się własnych błędów i mistrzowskie przekładanie ich na stronę przeciwną. I nie mam tu na myśli inspirującej twórczo rozmowy, wymiany konstruktywnych opinii, tylko (najczęściej bezargumentacyjne) gniewne, czasem roszczeniowe, wręcz wypominanie (też podniosłym głosem... z wulgaryzmami). Przekonani do własnych teorii, związani z nimi... uwikłani w sprawy, decyzje w swoim przekonaniu najlepsze, najtrafniejsze – nie pozwalamy na te doświadczenia spojrzeć w innym niż swoim subiektywnym (upartym) świetle i... i z przekonaniem głębokim, że tylko my i nasza prawda jest słuszna  - zaczynamy spór. Od wagi sprawy, istoty jej zależy czy będzie to niewinna sprzeczka, którą łatwo załagodzić i może to być nawet przyjemne 😉 czy wielka, ognista kłótnia. Gdy się mylimy, ujawnia się rozdźwięk między tym co przeżywamy, rozpamiętujemy, jak się czujemy (niedocenieni, upokorzeni, zawstydzeni), a tym co jest naprawdę i to też jest początkiem, „dobrym” zapleczem rozpoczęcia kłótni.

Takie gwałtowne, ostre wymiany zdań wskutek nieumiejętności (może braku chęci) znalezienia kompromisu dotykają jednych rzadziej, innych częściej (wszystko zależy od charakterów danych osób, tudzież temperamentu). Kłótnie zdarzają się w związkach dwojga osób, między bliskimi, między obcymi ludźmi, między przyjaciółmi, dorosłymi i dziećmi. Mają różny wymiar... czasem niszczą związek, a czasem paradoksalnie go umacniają; doprowadzają do rozwiązania sytuacji lub ją zaogniają; oczyszczają stosunki lub je niweczą; otwierają oczy lub zamydlają jeszcze bardziej. Czasem kłótnie wydają się nawet potrzebne, ale z drugiej strony zabierają nam to co najdroższe – czas, który się nie cofnie, nie wróci i może lepiej byłoby go spożytkować na co innego niż swary, zwady, nieporozumienia, które ranić nawet mogą.
Ale jeśli nic nie może doprowadzić do porozumienia,  ustalenia consensusu - tylko gwałtowna kłótnia może być ratunkiem, to co? Ulec?
Pokłócić się ostro?
Jak to jest z tym kłóceniem?

Nie ma recepty, ale od wiążących nas z ludźmi relacji, od stopnia bliskości, zaangażowania, meritum sprawy zależy jak kłótnia zadziała. 
Kłótnia w związku, z dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi, koleżeństwem.
Ja mam na to taki sposób: 
Zamiast tkwić w niedobrej, gęstej atmosferze niedopowiedzeń, zaczepek, aluzji, złośliwości - wyjść z propozycją spotkania w pół drogi, czyli ustalić kompromis. Upuścić z siebie trochę powietrza i tak samo poradzić drugiej stronie. Jeśli ta nie posłucha, czyli nie ma klimatu do spokojnej rozmowy, to poczekać na następny taki moment. Bez tego wspólnego spotkania wpół drogi nie da się nic spokojnie załatwić – będzie kłótnia. A najlepszym na nią sposobem jest jej zapobiegnięcie 😉
Obie strony muszą być spokojne, nienabzdyczone na siebie, zdystansowane, najlepiej po głębokim przemyśleniu sprawy, bo tylko wtedy uda się rozwiązać, wyjaśnić problem. Wtedy będzie łatwiej o pojednanie. To jest jednak tylko takie przemyślane, „pobożne”, rozsądne życzenie, a my jesteśmy tylko ludźmi i dajemy ponieść się emocjom, nie czekamy aż one ochłoną tylko jeszcze sami je nakręcamy i awantura za naszą przyczyną sama się wprasza. Tacy jesteśmy zagalopowani w wykrzykiwaniu naszych racji, krzywd, że zamiast racjonalnie przedstawić swoje zdanie to czepiamy się drobiazgów, potęgujemy je, zacietrzewiamy tak bardzo, iż stajemy się  granatem z odbezpieczoną zawleczką zapalnika. Niepotrzebnie tracimy energię. 
  • Spróbujmy zrozumieć drugą osobę, stańmy na chwilę po jej stronie, przemyślmy na spokojnie.
  • Oddalmy od siebie gniew, złość, schowajmy głęboko żal  i kolejny raz postawmy się w tej drugiej strony sytuacji.  Uważajmy też na słowa. Czasem jedno za dużo wypowiedziane może wyrządzić trwałą, na długo pamiętaną krzywdę. 
  • Nie wypominajmy, nie przypominajmy złych doznań, nie obwiniajmy, nie krytykujmy tylko mówmy o sobie... co Ty czułaś, czujesz gdy tamto zło się wydarzyło i jak Ty (gdy Twoja to ewidentnie wina) pragniesz to naprawić lub czego oczekujesz (gdy wina po drugiej jest stronie). Przedstaw swoje argumenty, ale też wysłuchuj cierpliwie drugich. Trudno musisz trochę odpuścić, dać trochę szansy by zyskać coś dla siebie. Da się tak wszystko ułożyć by zaspokoić obydwie strony. Tylko po obu tych stronach musi działać empatia.
  • Nie wykrzykuj agresywnie swoich roszczeń używając niewybrednych epitetów. Siedź. Nie miotaj się biegając i wymachując rękami.
  • Patrz w oczy swoim dobrym wyrozumiałym spojrzeniem, bez iskierek złości, nienawiści (bo nienawiść to niebezpieczne uczucie, to trucizna, której w Tobie nie powinno być – to okrutnie zaślepiające uczucie)
  • Tak czy owak nie zapomnij o przeproszeniu, o przyznaniu się do błędu, pomyłki. Czasem, może trzeba poprosić o przebaczenie (to wszystko nie przynosi ujmy, tylko ukojenie) 
  • Nie uogólniaj i nie zwalaj wszystkiego niedobrego z całej przeszłości, z całego świata na tę drugą stronę. Trzymaj się konkretów i mów otwarcie bez zawoalowania o swoich oczekiwaniach. Powiedz co Cię boli ze spokojem, cierpliwością - okazując szacunek sobie i drugiej stronie. Ten szacunek to słuchanie, niewchodzenie sobie w słowo i rzeczowe ustosunkowywanie się do przedłożonych racji. Wycisz emocje w tym dialogu (bo to dialog nie monolog ma być), żeby konflikt na nowo nie wybuchał. A jeśli tak się stanie (oboje nie zapanujecie nad sobą) i znowu wszystko stanie na ostrzu noża, to zaproponuj jeszcze jedno, ponowne rozdanie w spornej kwestii z konstatacją, że Wy jesteście najważniejsi, a problemy są po to by je rozwiązywać dla Waszego wspólnego dobra.
Wachlarz przyczyn niesnasek jest niezwykle różnorodny... nie można jednak ciągle ich ignorować, nie możemy też ciągle tłumić emocji dla tak zwanej „świętej zgody”, bo nie ma czegoś takiego – to jest hipokryzja, która nie pozwala nam być sobą, a to już krótka droga do tego by czuć się nieszczęśliwą. 

I dlatego pamiętaj:
  • Dobrotliwy,  wyrozumiały, proszący, serdeczny uśmiech w połączeniu z łagodnymi aczkolwiek stanowczymi słowami wiele więcej zadziała niż bluzganie, obraźliwe porównania.
  • Nie musisz się kłócić szastając nieumiarkowanie słowami, aż drżą ściany. By poznać prawdę, wystarczy szczera rozmowa (tylko musisz jej chcieć). 
  • Po kłótni zmienia się wszystko. Po burzy wychodzi słońce. Ale po burzy kłótni, to spokój po niej następujący zawiera zawsze jakiś smutek, czasem zadrę, bolesność serca – lepiej się spierać z umiarem, klasą, a nie doprowadzać do kłótni.
  • I wreszcie kłótnia doprowadza do obrażania się, bo nie uzyskujesz satysfakcji po odbytej kłótni, nie nagięłaś woli drugiej osoby do swojej. Obrażenie się to Twoja reakcja obronna by nie użyć agresji i wycofać się z poczuciem (błędnym) wyższości. 
Tylko, że druga strona też dysponuje taką bronią... może też się obrazić, ale nie odejść bez słowa tylko dołożyć jeszcze na zakończenie parę nieobliczalnych słów, złośliwych docinków, upokorzyć trafiając nieprzemyślanymi słowami w czułe punkty, żeby dowartościować siebie, a tym samym wyżyć psychicznie nad  drugą osobą, dokuczyć otwierając stare rany z przeszłości i tym „sprytnym” sposobem zadać kolejny cios... I tak koło niepohamowanych emocji się nakręca... żadna ze stron nie może zatrzymać jego pędu nie potrafiąc zapanować nad sobą. Czujecie, że oddalacie się od  siebie... potem przychodzi zobojętnienie, może sztuczne zachowania, udawane uśmiechy... życie toczy się dalej, ale jest niezaprzeczalnie inne.
I wtedy ktoś (może Ty) mądrzejsza, mniej zacietrzewiona... kolejny (aż do znudzenia, cierpliwie) kolejny raz wyciągniesz rękę i wypowiesz magiczne pełne życzliwości słowa: czy możemy jeszcze raz porozmawiać? Co o tym myślisz? Wszyscy popełniamy błędy, porozmawiajmy jeszcze raz. Przepraszam i dziękuję za to, że jesteś. Dajmy sobie szansę.
Sytuacja nie wróci do normalności gdy nie nastąpi zupełne wyjaśnienie spornej kwestii, przebaczenie i wyznaczenie nowych torów. 

Milczenie też niczego nie załatwi... mój tato zamiast kłócić się (no cóż zdarzało się, jak w każdym domu... gdzie jest miłość - są emocje... gdzie emocje tam i kłótnie się zdarzają) po prostu milczał, nie odzywał się (czuło się obojętność) – to było bardzo bolesne. O wiele bardziej raniło niż pohukiwania głośne, wrzaski z płaczem połączone, tłuczenie talerzy - u mojej mamy. Porozumienie do nich wracało, gdy mama po wypłakaniu się, nazłorzeczeniu mocnymi słowami na cały świat, ponarzekaniu w rękaw babci - ochłonęła i zabierała się za robienie ulubionych pierogów taty. Na pierogi tata nie umiał się gniewać, a druga porcja tylko zależała od jego miłego odezwania do mamy... nie miał aż tyle silnej w sobie woli by kontynuować obrażenie przy pachnących smakowicie pierogach 😉) Potem podsłuchiwałam (choć to bardzo nieładnie) pod drzwiami ich sypialni jak sobie wszystko wyjaśniali... tata oczywiście bardziej milcząco, a mama głośno. Ale wszystko po paru zdaniach wracało do normy, czyli było dobrze 😊 i z powrotem wesoło.
Kłótnie w instytucjach (wszelakich), urzędach, placówkach służby zdrowia... tam polecam gorąco – uśmiech, stanowczość, konsekwencję, czasem chłodny spokój i nie wdawanie się w dyskusję. W tych sytuacjach kłótnia nic nie pomoże, niczego nie załatwi, a wprost przeciwnie... podniesie nam ciśnienie, upuści z nas energię, wytrąci tym samym z równowagi, psychicznej harmonii, zabierze drogocenny czas - jednym słowem skróci życia czas.

Kłótnia* (stek niepotrzebnych słów, oskarżeń, kłamstw, zżerających naszą duszę emocji) to najgorsza forma udowadnia sobie swoich racji, ustalania priorytetów. Ale skoro już wybuchnie, to trzeba skutecznie ten pożar ugasić i na tym pogorzelisku złych emocji szybko budować coś dobrego... bez zbędnego wyczekiwania na lepszy czas.
Hmm… żeby tylko wszyscy tak chcieli być dla siebie wzajemnie wyrozumiali... i emocje powściągali, a rozumem kierowali... 
Cóż, życie ludzkie to nie forma idealna, to cały szereg kompromisów. Chcesz w nim uczestniczyć, to musisz umieć się z nimi… zaprzyjaźnić!
A teraz bardzo „opłacalne” zadanie na nadchodzące lato: naucz się, wytwórz w sobie umiejętność koncyliacyjnej postawy!
I tyle 😁


















Cała stylizacja pochodzi ze second handu - łączny koszt: 50 zł