niedziela, 19 listopada 2017

Zgubiłam pszczółki i był dramat!


BEE PEARL - suplement diety jakich wiele? Z pewnością nie!

Bee Pearl otrzymałam do testów. Ucieszyłam się... i testowałam każdego dnia. Brałam zgodnie z zaleceniami jedną tabletkę po posiłku. Przyznaję, że z początku podchodziłam do tego dosyć sceptycznie, ponieważ jak wiadomo, aby dobrze przetestować suplement diety - powinno się go brać min. 3 miesiące. Ja swoją miesięczną dawkę po dwóch tygodniach zgubiłam(tzn, dobrze schowałam, żeby nie zginęła;-))... z racji tego, że mamy teraz okres, w którym jesteśmy najbardziej podatni na zachorowania było mi z tego powodu wyjątkowo przykro 😪 Na szczęście pierzgę w końcu znalazłam i znowu stosować zaczęłam... 😁😀

Pierzga jest naturalnym produktem, powstającym z popularnego pyłku kwiatowego, który po odpowiedniej obróbce przez pszczoły, podlega fermentacji mlekowej. Posiada właściwości :
  • odżywcze, 
  • przeciwbakteryjne, 
  • neutralizujące wolne rodniki, 
  • immunostymulujące (wpływające na odporność organizmu)
  • przeciwnowotworowe. 
Najsilniejszą w działaniu formą pierzgi jest jej koncentrat – Bee Pearl. To jedyny dostępny na rynku koncentrat tego produktu, który powstaje w procesie liofilizacji, która jest najbezpieczniejszą ale i najdroższą metodą (co przekłada się także na cenę produktu, który otrzymuje klient). Liofilizacja jest sposobem, zarezerwowanym tylko dla najlepszych produktów spożywczych i farmaceutycznych oraz preparatów na bazie żywych szczepów bakterii, proces ten zachowuje w produktach spożywczych ich wartości odżywcze i dobrze zachowaną strukturę komórkową. Witaminy, enzymy, białka i sole mineralne pozostawiają więc zachowane w nienaruszonym stanie. Liofilizanty mają zwiększony stopień wchłanialności do organizmu.

Opłaca się? 
Bee Pearl jest innowacyjną formą apiterapii, to jedyny koncentrat pierzgi na rynku w postaci kapsułek. Zamiast granulek pierzgi lub pierzgi w miodzie wygodna kapsułka zawierająca w przeliczeniu 14 gramów “pszczelego chleba”. 

Jedno opakowanie jest odpowiednikiem 420 gram pierzgi w stanie naturalnym, tym samym wychodzi to korzystniej niż gdybyśmy kupowali pierzgę w normalnej formie 😊

Nie każda osoba lubi lub toleruje smak pierzgi czy pyłku pszczelego. Wyjściem są kapsułki, które w tym przypadku rozwiązują problem smaku.

Bee Pearl jest 20-krotnie skoncentrowany, oznacza to, że posiada znacznie silniejsze właściwości i działanie w porównaniu z pierzgą w granulkach czy w miodzie. Pierzga wykorzystywana do produkcji kapsułek Bee Pearl  pochodzi z ekologicznych pasiek własnych producenta  i zaufanych pszczelarzy, to produkt w 100% naturalny, więc nie zawiera żadnych chemicznych dodatków czy wypełniaczy.

Badania pokazują, że Bee Pearl:

1. Zapobiega infekcjom: przeziębieniu, grypie itp.  - zwiększa odporność
2. Zawiera komplet witamin – Formuła Życia
 Praktycznie wszystkie witaminy (A, B, C, D, E, PP, D, K, H ),  28 aminokwasów, białko (20,3 -21,7%), węglowodany (24,4 -34,8%), kwasy Omega 3 i Omega 6, kwas mlekowy(3,06% -3,2%), mikro i makroelementy, szereg przeciwutleniaczy i enzymów (inwertaza, katalaza, pepsyna, trypsyna, lipaza, laktaza, Itp.
3. Wykazuje działanie antynowotworowe.
Po wprowadzeniu na rynek, suplement Bee Pearl został on przebadany przez Zakład Bromatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i potwierdzone zostały zarówno jego właściwości przeciwnowotworowe.
4. Wspomaga leczenie stresu, depresji. Dostarcza także substancje odżywcze do organizmu i wzmacnia system nerwowy, wzmacnia kreatywne myślenie.
5. Wspomaga koncentrację i pamięć.
6. Działa łagodząco na reakcje alergiczne.
7. Reguluje też poziom cholesterolu we krwi oraz ogranicza całkowitą ilość lipidów, co sprawia, że pierzga ma działanie przeciwmiażdżycowe i jak większość produktów pszczelich, zbawiennie wpływa na serce i układ krwionośny zapobiegając kruchliwości naczyń krwionośnych.
8. Przeciwdziała wystąpieniu anemii - zwiększa liczbę czerwonych ciałek we krwi i poziom żelaza.
9.Ułatwia regenerację organizmu po operacjach i przebytych ciężkich chorobach odżywiając go i dostarczając skoncentrowane dawki mikro i makro elementów oraz kompleks witamin i kwasów.
10. Bee Pearl wykazuje działanie przeciwstarzeniowe m.in. dzięki zawartym antyoksydantom, a także regeneruje wszystkie komórki organizmu.
11.Zawartość naturalnego kwasu mlekowego szybko regeneruje przewód pokarmowy po antybiotykoterapii, działa odtruwająco i ochronnie.
12. Korzystnie wpływa również na układ pokarmowy  – szczególnie przy wrzodach - łagodzi objawy i powstrzymuje ich powstawanie
13. Koncentrat Bee Pearl ma szerokie zastosowanie w oczyszczaniu wątroby – wspomaga usuwanie toksyn z organizmu przez co zmniejsza obciążenie tego gruczołu.
14. Reguluje przemianę materii  - szczególnie polecany osobom walczącym z nadwagą lub stosującym różne diety – pozwala zbilansować witaminy i mikroelementy będące podstawą udanej kuracji.
15. Daje witalność – wzmacnia siłę i poprawia wydolność naszych organizmów, szczególnie jest to zauważalne u osób starszych – Bee Pearl pozwala dłużej cieszyć się życiem.
16. Jest skutecznym środkiem w przeciwdziałaniu  przerostu gruczołu krokowego (prostaty) oraz w profilaktyce przeciwnowotworowej z nim związanej.

To nie są jedynie obietnice producenta, ale fakty potwierdzone badaniami. Mnie samej trudno jest ocenić skuteczność tego preparatu po stosunkowo krótkim okresie stosowania, ale czuję, że pozytywnie wpływa chociażby na moją odporność 😊 Mam nadzieję jednak, że Was zainteresowałam tym produktem - to bardzo fajna alternatywa dla witamin i innych suplementów diety. Miałyście? Stosowałyście? 😊

środa, 15 listopada 2017

Eksperyment leczniczy


Przy rozwiniętym poczuciu humoru, czyli umiejętności trochę abstrakcyjnego myślenia, dostrzegania śmieszności w sytuacjach zdawałoby się nad wyraz poważnych... stres zaczynasz postrzegać jako wyzwanie, kolejną rozgrywkę, a nie jako głęboką wodę nie do przepłynięcia, dodatkowo wiedząc, że nie umiesz pływać 😉 Twój humor uspokoi Cię i pozwoli na konstruktywne myślenie jak znaleźć przysłowiową nić Ariadny, a potem się jej mocno trzymać.

Traktuj  życie bardziej metaforycznie, szukaj paradoksów w danych sytuacjach i pozwól sobie na spontaniczność.  Patrz na różne rzeczy przez pryzmat pozytywnego nastawienia.  Odnoś się z przymrużeniem oka do siebie, to pozwoli Ci nie mieć kompleksów, które wywołują niepokój. Doprowadzają do smutku i podważają Twoje poczucie pewności siebie, a  co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa. Kompeksy przeszkadzają w rozwijaniu siebie, w kreatywnym podejściu do życia. Wtedy zaczyna Ci brakować inicjatywy i zamykasz się w sobie. A wszystko przez to, że nie masz w sobie poczucia lekkości i zbyt poważnie wszystko traktujesz. Brak humoru wcale nie świadczy o powadze i dostojności, wyższej inteligencji. Rzekłabym, że wprost przeciwnie. 

Dobry żart jest bardzo cenny,wywołuje uśmiech, którego nam bardzo brakuje na co dzień.

Wykonałam doświadczenie  z moim udziałem i siedmiu przypadkowych osób oraz psa.

Do wszystkich promiennie się uśmiechałam zupełnie dobrowolnie i bez powodu. No nie! Powód był: świeciło słońce i ciągle na świecie jestem (i te osoby oraz pies – też 😉)
1. Pani przy kasie w Supermarkecie, lat ok. 50 ..........burknęła - o co chodzi?
2. Elegancki facet, w garniturze i teczką pod ręką, lat ok. 40 .....słucham, o co chodzi?  - zapytał grzecznie
3. Młoda śliczna dziewczyna, chyba licealistka... uśmiechnęła się lekko speszona
4. Dzieciak we wózeczku, jakieś dwa latka, chłopczyk...uśmiech od ucha do ucha, zawstydzone oczka
5. Pani w kapelusiku, chyba osiemdziesiątka... niedowierzająco zerkała aż się uśmiechnęła wreszcie
6. Młodzian z 6-pakiem ... ironicznie spojrzał i poszedł dalej, obracając niepewnie za mną
7. Pies z panią na smyczy (pardon: pani z psem na smyczy 😉) zarył nogami w betonie, zatrzymał się i pomachał wesoło ogonem. Pani się nieco na Parnasa (bo takie imię miał) wzburzyła: no dalej Parnas do domu. Na mnie, nie spojrzała.

Myślę, że dojrzałość emocjonalna polega również na tym, by nie wyrzekać się własnych emocji i niekoniecznie być do bólu racjonalnym. Wszyscy Ci ludzie z wyjątkiem chłopczyka i psa, bali się uśmiechu, nie rozumieli go, nawet odczuwali wyższość, że go nie odwzajemniają. Szkoda.

Pamiętajmy: poczucie humoru, a co za tym idzie uśmiech  - poprawiają relacje między ludźmi i chronią nas od szaleństwa (w całym  tego słowa znaczeniu) 😀😀😀😀😀😀😀😀😀😀
I jeszcze jedno: czarny humor nie musi być bolesny i okrutny... trzeba tylko mieć do niego odpowiednie poczucie humoru 😉









Koszt ogólny stylizacji: płaszcz + spodnie + koszula z rozszerzanymi rękawami i żabotem + tenisówki + torebka "koszyczek" + szalik = ok. 50 zł (sh)

PS. Zdjęcia zrobione dwie godziny przed wyrżnięciem na całej długości w chodnik, na prostej drodze... bez żadnych wygibasów. 😳😲 To dopiero humorystycznie wyglądało! Szkoda, że ja się ruszyć nie mogę 😉

niedziela, 12 listopada 2017

Duszenie w sosie... i etc.


Gdy byłam Starą Kobietą, ale jakieś 43 lata młodszy był mój pesel, to wyobrażałam sobie różne rzeczy dotyczące mojego przyszłego związku z mężczyzną, stworzenia z nim rodziny o odpowiednich relacjach. 
Wydawało mi się i powtarzałam to za innymi starszymi wtedy ode mnie kobietami, że mąż, mężczyzna to powinien być jak druga połowa jabłka. Tak pasować idealnie. Trudno jednak było mi sobie to wyobrazić, że ktoś kto z biologicznego punktu widzenia już jest inny ode mnie, poza tym różniący się bardzo zainteresowaniami, pasjami czy wychowaniem i tym, że nie może płakać (bo takie było wtedy założenie i wymaganie: mężczyźni nigdy nie płaczą i robót domowych się nie imają), ma być w drugiej połowie taki jak ja.

W mózgu 17-letniej wówczas dziewczyny kiełkowała i rozrastała się coraz bardziej myśl, że to jest niemożliwe... Ale skoro krąży taka opinia, że można być szczęśliwym tylko z idealnie dopasowanym partnerem, to należy do tego dążyć i takiego szukać. 
Ale jak to w życiu bywa... wiara i przekonanie, że szczęście może nam dać, spokój zapewnić tylko ktoś kto lubi tak samo szpinak ja my, pragnie podróżować dokładnie w te same miejsca i myśli mieć podobne, nawet oddychać w tym samym rytmie... okazało się być złudne. To zbyt wyśrubowane  warunki, żeby znaleźć idealnie kogoś tak idealnego (w naszym odczuciu) jak my. Możemy szukać i szukać, ale zawsze coś nie pasuje, czegoś brakuje lub nadmiar przesłania nam zwykłe rozumienie, czego tak naprawdę chcemy. Odnalezienie w drugiej osobie podobieństw daje nam poczucie bezpieczeństwa, ale różnice nas zaciekawiają i pociągają, bo podświadomie wiemy, że dzięki nim uzupełniamy własne braki, a to prowadzi nas do rozwoju.

Oczywiście,  nawet nie mając tej wiedzy, którą dzisiaj posiadam  - znalazłam do życia zupełnie kogoś odrębnego. I dobrze uczyniłam!  Każdy jest jedyną w swoim rodzaju, niezależną jednostką i chociaż znajdziemy jakieś podobieństwa, to nie o nie chodzi. W małżeństwie mamy się uzupełniać, rozwijać dzięki drugiej osobie; wspierać i współpracować ze sobą. Tak poznać siebie - by różnice swoje akceptować, podobieństwa urozmaicać... iść razem przez życie... patrzeć w tym samym kierunku, lecz podążać własnym tempem i ze swoim temperamentem. To pozwala na ciekawe, wspólne życie bez duszenia się we własnym sosie.

Nic nie musimy, wszystko możemy...

Nikt nie jest niczyją własnością. Mamy prawo do swojej odmienności i  diametralnie różnego pojmowania świata. Mamy jedno życie i każdy z nas dla niego potrzebuje swojej niezakłóconej przestrzeni, w której może się realizować, i czerpać z tego satysfakcję, i szczęście. To nieprawda, że tylko te związki są zgodne i trwałe, gdy obie strony interesują się tym samym, mają wspólnych znajomych, i ciągle spędzają czas razem. Owszem wspólne chwile są bardzo istotne dla budowania bliskości, ale ograniczanie się wzajemne tworzy niebezpieczny mur – wkracza nuda, a co gorsze zazdrość. I to już nie jest miłość w związku tylko obowiązek miłości. Nie zawsze musimy być razem, możemy gdy tego chcemy i potrzebujemy.  Możemy cudownie spędzić razem czas opowiadając sobie, co danego dnia i z kim robiliśmy, podzielić wrażeniami z filmu, na który poszliśmy z grupą przyjaciół, bo akurat druga strona nie jest fanem kostiumowej filmografii czy koncertu muzyki jazzowej, której też wolałaby nie słuchać, i czas spędzić w domu na lekturze dobrej książki.

Jesteśmy "dwa razy ja" ... W ten sposób każdy może wnieść do związku coś nowego, wzbogacić go i sprawić, że nasze wspólne życie nie będzie stłamszone tylko rozkwitające.

Mamy prawo do emocji... nawet tych ostrych...

...nie musimy być ciągle dla siebie mili i chować głęboko nasze żale.  Nie musimy pozować, że wszystko jest w porządku, że ze wszystkim się zgadzamy byleby tylko nie zakłócić spokoju i dla jego świętości wyrzec się swojej tożsamości, autonomiczności - nie wypowiadając szczerze. Tylko tłamsić w sobie, i dusić ... stwarzać pozory tylko dla pozoru stabilności naszego związku. Taką hipokryzją doprowadzimy siebie do depresji, a związku i tak nie ocalimy. Nagromadzanie takich nierozwiązanych spraw, problemów tylko zwiększa naszą  złość. Zasada, że nie sprawiamy sobie przykrości, bo się kochamy to jest szczyt hipokryzji. W imię miłości, mamy rozmawiać, a nie przemilczać różne tematy. W imię miłości nie wymieniamy tylko informacji, lecz się do nich ustosunkowujemy, wyrażamy swoje emocje. Zamiast dławić je, mówimy o nich prawdziwie... jesteśmy różni, w danej chwili możemy mieć odmienne samopoczucie, i inne chęci... to wszystko może być zrozumiane, pod warunkiem, że nie jest zakamuflowane naszą chęcią nie sprawienia drugiej osobie przykrości. W rezultacie prowadzi to do irytacji, bo nie da się w nieskończoność symulować status quo. Nie zmuszajmy się do gestów, które nic nie mówią... z szacunku do siebie i do partnera.

Mitem jest myślenie, że powinniśmy rozumieć się bez słów...

... skoro jesteśmy ze sobą tak długo, to druga osoba w lot powinna odgadywać nasze pragnienia.
Czasem tak się dzieje, ale nikt nie jest w naszej głowie i jeśli swoimi gestami, zachowaniem, postępowaniem, słowami nie będziemy się z drugą osobą komunikowali... trudno nam będzie w codziennym życiu. Jasno deklarowane oczekiwania sprawią, że nie będziemy czuli się niepewnie. Nie ma to jak zdecydowanie, na tacy wręcz podane intencje zamiast wieloznaczących niedomówień, niosących rozczarowanie i zniechęcenie. Brak autentycznej szczerości to jedynie sposób na pobudzenie  zainteresowania kimś innym, kto według nas spełnia nasze oczekiwania.

Mija czas i mija fascynacja...

Jeśli myślimy, że tak samo jak pierwszej nocy i jeszcze kilka następnych będzie nas podniecał seks z ukochaną osobą, będzie ciągle tak romantycznie, a nasza atrakcyjność tak samo będzie podgrzewała nasze uczucia wzajemne, to... to się mylimy. Wszystko powszednieje, staje się jakąś normą, codziennością, a namiętność soplem lodu się ostaje. I to jest normalne, że po jakimś czasie zauroczenia, niewidzenia wad, wyolbrzymiania zalet – wygasa ognisko wzniosłych uczuć i zamienia w popiół... To naturalna kolej rzeczy. Ale przecież nie chcemy by tak się działo, ciągle staramy się być atrakcyjni i zauważalni, lecz często dzieje się tak, że owszem jesteśmy widzialni i rozpoznawalni, ale dla innych, nie dla swoich partnerów. To nawet miłe, że jesteśmy atrakcyjni dla innych i podnosi naszą pewność siebie; podniecenie w nas wzrasta, nasza wartość pnie się w górę, co jeszcze bardziej nas motywuje do jeszcze większej dbałości o siebie tak jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny jak i intelektualne odniesienie.

Tylko, że będąc już tak wysoko w tej pewności siebie ustawieni, łatwo możemy z  niej spaść i stracić coś co długo budowaliśmy na rzecz jednej, może dwóch chwil zakazanej namiętności, której atrakcją jedyną jest jej nowość – i tyle. Wdając się we flirt, romans – wzmacniamy się mocno, ale w domu jest nasza miłość, o którą kiedyś tak bardzo walczyliśmy. Czy się skończyła? Nie, tylko zamiast ognia, stała w niej  tląca się tylko iskierka... zapomnieliśmy podsycać ten ogień, dokładać drewienek. Sami zahamowaliśmy ten proces, nie dbając o nią. A za miłością trzeba ciągle biec! Nic nie jest dane raz na zawsze i zamiast dopuścić do chwili, gdy sceny zazdrości jednej strony zabiją naszą miłość, bo na chwilę obdarzyliśmy swoimi uczuciami kogoś innego... dlatego, żeby poczuć coś innego, bardziej ekscytującego, bo w domu nuda i brak wyobraźni. Związek dwojga osób, to codzienne zaczynanie go od początku i to bez taryfy ulgowej... mimo wałków na głowie i brzucha piwnego 😉


A może dojść do porozumienia...?

...i w dobrym miejscu, w ciepłej atmosferze, skupieniu... gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał ... żadne czynniki zewnętrzne – usiąść i porozmawiać patrząc sobie w oczy 
  •  mówić tylko o faktach, pomijając złe emocje, tzn. bez wracania do przeszłości, kreowania jej na swój sposób i wygrzebywania starych pretensji 
  • nie szukając powodów, dlaczego związek jest nie taki jak trzeba, ani usprawiedliwień
  • nie obwiniając osoby tylko jej zachowania (przy obwinianiu kogokolwiek personalnie od razu skreślamy cienką nić porozumienia). Obwiniając drugą stronę, wzbudzamy jej agresję, a wcale nie wyjaśniamy niczego. Ta z kolei rodzi potrzebę rewanżu, a to zamyka drogę porozumienia i zawarcia kompromisu. Zaczyna się sprzeczka, rodzi kłótnia, zamyka rozmowa.
  • zamiast atakować,  powinniśmy powiedzieć o swoich odczuciach i przedstawić propozycje zażegnania problemu... a wszystko bez patosu i poniesionego głosu
  • nie ustawiając się też w roli ofiary, bo to z góry stawia nas na straconej pozycji; stajemy się bezbronni, więc nic łatwiejszego niż nas zaatakować i zwalić cała winę na nas
  • warto też wysłuchać, okazać zaufanie i zrozumienie
  • ..................................................................................??? 

Jeśli i tak przyjdzie rozstanie...

Rozstanie jest takim samym przejawem życia jak związek i zawsze trzeba się z nim liczyć, jeżeli chce się być własnym sterem w swoim życiu, i nie poddawać indoktrynacji innych.
...w kulturze katolickiej to porażka, w islamskiej to kłopot, bo tu zasady są ważniejsze od dobra jednostki... ale odrzucając te religijne i kulturowe zasady, to przecież rozstanie nie jest czymś złym... nie jest końcem, bo energia dalej płynie, życie się toczy. Nie jesteśmy właścicielami nikogo i nikt też nie ma prawa przy sobie, wbrew naszej woli –  nas zatrzymywać.

Jeśli bycie razem jest koszmarem, to nie można czegoś tak złego podtrzymywać i lepiej nie martwić się tym co na nasze rozstanie powiedzą inni... tylko mieć siłę by dalej nie udawać... bycie tylko ciałem w związku bez relacji emocjonalnych, to ściema niepotrzebna nikomu. Przeżyłam rozstanie, której sprawczynią nie była śmierć tylko życie... najpierw szok, potem naiwna nadzieja, na koniec: przedefiniowanie swojego życia i brawo ja 😊 Wzajemne niszczenie się to niszczenie życia może nie tylko par (albo wręcz), ale również ich dzieci, które lepiej żeby wiedziały: rozstanie rodziców nie jest rozstaniem z dziećmi i i można stworzyć nowe, dobre życie na bazie innych relacji... już nie mąż – żona, ale tato i mama swoich dzieci.

Energia płynie, kto nie płynie z nią jest nieszczęśliwy, więc należy wprowadzać zmiany jeśli wynikają z nich dobre sprawy, ale zawsze trzeba mieć na względzie osoby, za które jesteśmy odpowiedzialni – dzieci.

A w ogóle to...

Każdy nawet najbardziej zadowolony ze swojego życia człowiek, ma w sobie jakieś tęsknoty, jakąś chwilową bezsilność, która go paraliżuje; czasem niewiarę w siebie, brak sił, czy odwagi; odczuwa samotność i wtedy nic tak jak drugi człowiek nie jest w stanie wyciągnąć nas z tego utknięcia w niemocy, ale... jest "ale"... musimy mieć wewnętrzną pewność, że to jest ten człowiek, ten czas.
W przeciwnym razie nasza rzekoma samotność zamieni się w coś znacznie gorszego – frustrację i smutek, które są bardzo trwałe i potrafią objąć całe życie.

Nie ma idealnych partnerów: piękni zewnętrznie i duchowo książęta, nieskazitelne królewny istnieją tylko w bajkach ... szczęście człowieka nie zależy od czegoś poza nim.

...nie można całego świata opierać tylko na drugiej osobie... trzeba pamiętać o innych aspektach życia, które sprawią, że nasze życie będzie fascynujące i wartościowe, a nie duszone w mdłym sosie.

sobota, 11 listopada 2017

Aromatyczna mgiełka z białej róży


AP Mist Rosarium to ekologiczny hydrolat z róży białej (100 ml za 50 zł) Posiada niesamowity, różany, nieduszący zapach. Jest otrzymywany w wyniku destylacji parą wodną świeżych kwiatów róży białej Rosa x alba L., certyfikowany przez organizacje CERES i USDA Organic. Sam destylat otrzymywany jest z roślin uprawianych na kontrolowanych (i certyfikowanych!) plantacjach ekologicznych w Dolinie Róż, w Bułgarii. 

Różana mgiełka nadaje się do pielęgnacji każdego typu skóry (jednak szczególnie dla osób o skórze wrażliwej, naczyniowej, suchej, dojrzałej, a także trądzikowej) . Mnie towarzyszy w codziennej pielęgnacji od dawna. Stosuję ją zarówno po demakijażu, aby zwilżyć i stonizować skórę, a także w celu jej odświeżenia (także wtedy gdy jest pokryta makijażem). 

Mgiełka (sprawdzone - potwierdzone!):
  • nawilża skórę,
  • tonizuje, 
  • delikatnie wygładza,
  • działa odświeżająco,
  • koi skórę i regeneruje,
  • wzmacnia drobne naczynia krwionośne,
  • niweluje zaczerwienienie skóry,
  • delikatnie oczyszcza skórę, 
  • łagodnie ją ściąga
Mgiełkę marki Anna Pikura należy przechowywać w lodówce. To świetny produkt zapakowany w elegancki szklany flakonik z wygodnym atomizerem, który sprawia mi przyjemność zarówno swoim działaniem jak i swoim delikatnym, świeżym zapachem.

Moja ocena: 5/6 

poniedziałek, 6 listopada 2017

Życie alternatywne? ,...wierzę...! przesłanie optymistyczne


Był czas przed nami, potem nasz czas, potem nastąpi czas po nas. Nasi przodkowie byli tymi, którymi my teraz jesteśmy, a my za chwilę będziemy tymi, którymi oni są obecnie, a po nas będą Ci, którzy będą tymi, którymi my byliśmy. 
Trochę zagmatwane? Ale prawdziwe... ja to nazywam alternatywnym życiem 😉

Jest 25 czerwca 1857 roku (czwartek) w inteligencko – mieszczańskiej rodzinie rodzi się długo oczekiwane dziecko płci żeńskiej. Nadano mu imię  Dorota po dziewicy, męczennicy chrześcijańskiej i prawosławnej z Cezarei, i Anna po babce. 

W Polsce rządzi tytularny król, car Romanow II, kościołem Pius IX,  prezydentem Ameryki jest niejaki Franklin Pierce – 14. prezydent Stanów Zjednoczonych.
W pieluszkach, przebiera nóżkami również przyszły pisarz brytyjski Joseph Conrad. W  niemowlęcym stanie jest przyszła aktorka i powieściopisarka polska, autorka komedii "Moralność Pani Dulskiej", która już w marcu przyszła na świat, w Podhajcach na Ukrainie - Gabriela Zapolska.
I życie upływa... gra muzyka... na melodię czardasza "Rozkwitały pęki białych róż. Wróć Jasieńku... dam ci za to za to róży, najpiękniejszy kwiat..."

Mija 30 lat... 1887 rok, miejsce Romanowa II zajął Romanow III, w  USA prezydenturę od dwóch lat już dzierży Grover Cleveland, papieski tron zajmuje Leon XIII. Właśnie w Kurierze Codziennym ukazał się pierwszy odcinek powieści "Lalka", a w Krypcie Zasłużonych na Skałce pochowano  Józefa Ignacego Krasińskiego. Również w Krakowie urodził się późniejszy artysta Leon Schiller, jeden z najwybitniejszych polskich twórców scenicznych, który zasłynął interpretacjami Dziadów A. Mickiewicza.

Wyemancypowana Dorota Anna prowadzi mały zakład produkcji szyldów i opiekuje się dziećmi, które są owocem jej małżeństwa,  z 15 lat starszym ekonomistą Zbigniewem, urodzonym nad Prosną między Kaliszem, a Borkowem. On właśnie przebywa na spotkaniu ekonomistów i prawników z trzech zaborów. Spotkanie odbywa się w Krakowie. Tak więc cały dom na głowie Doroty.

Do tego jest jest niespokojna, jej tato choruje. Ta choroba to też wynik przeżyć związanych z udziałem w bitwie ratującej Węgrów pod Szolnokiem. Brał w niej udział jako niespełna 20-latek.
Dorota musi wspierać Mamę i babcię, która ma już prawie 82 lata, cukrzycę oraz inne schorzenia trapią ją boleśnie, mimo to zachowuje poczucie humoru i jest bardziej wsparciem dla Mamy niż mama dla niej.  Dla wszystkich to trudny czas, ale jest też w nim czas na czytanie romansowej powieści Sienkiewicza "Rodzina Połanieckich" – to odskocznia dla Doroty od jej codziennych trudów i zmartwień.  A tych sporo! 3 maja niestety umiera ukochana Babcia – podpora całej rodziny, a niecałe 3 miesiące później Tato do niej dołącza. Mama Doroty jest w rozsypce... straciła najbliższe osoby. Teraz tylko jej córka – jedynaczka jest dla niej wsparciem... to takie trudne... ona ma dzieci, pracę, męża - tak naprawdę wszystko w jej rękach, a jest jeszcze taka młoda. Mama Doroty nie może ogarnąć tego smutku, czuje się pozostawiona i samotna... nie chce być dla córki dodatkowym ciężarem.

Lata płyną... kolejne 30 lat jak z bicza trzasnęło... 1917 rok... od 15 lat Dorota jest wdową (nie żyje też mama Doroty), mąż umarł, gdy czwarte ich dziecko, córeczka miała zaledwie 2 i pół roczku – teraz jest 18 - letnią pannicą. Nim to nastąpiło... mały epizod ... w 1908 roku Dorota wybrała się z przyjaciółką do Krakowa na "Lady Godivę" sztukę Leopolda Staffa. W drodze powrotnej ostro dyskutowały ponieważ w spektaklu tym Irena Solska pojawiła się na scenie nago, osłonięta tylko tiulem i własnymi włosami. Na te  czasy był to skandal dość poważny. Do dyskusji wtrącił się jadący w tym samym przedziale mężczyzna, który wprawdzie sztuki nie oglądał, ale wyraźnie spodobała mu się Dorota. Wtrącił się i tak wtrącał w życie Doroty parę lat od 8 lipca, kiedy właśnie urodził się Nelson Rockefeller, przyszły 41 prezydent Stanów Zjednoczonych. Obecny prezydent to Theodore Roossevelt, a w Polsce działał dalej Romanow II. We wrześniu Dorota z poznanym w podróży Romanem - pobrali się. W tym samym wrześniu Piłsudzki wraz z przyszłymi czterema premierami  wolnej Polski przeprowadził skuteczną akcje napadu na wagon pocztowy. Zdobyto ponad 200 tys. rubli, które posłużyły do budowy polskich organizacji wojskowych w Galicji. Małżeństwo Doroty na nic specjalnie się nie przydało.

Dorota z Romanem nie dotrwali wspólnie do 1917 roku. W 1911 będąc na Wystawie Wschodnioniemieckiej w swoim rodzinnym mieście Poznaniu, zobaczyła swego męża z inną... 
nie czekała ani chwili i postanowiła: nigdy więcej nie chodzić na wystawy i zacząć od początku . Choć nastały ciężkie czasy; od lipca 1914 przyszło żyć w nowym podziale świata, w czasach wojny, która ogarnęła cały świat. 
A życie płynie dalej i gra muzyka... szlagier Afreda Lubelskiego"Dymek z papierosa"

25  czerwca 1957 rok, wczesny pogodny poranek wtorkowy – imieniny obchodzą Łucja i Prosper.
Na wyrwanej kartce z kalendarza Babcia Marynia pod cytatem Seneki "Cudze błędy mamy przed oczyma, własne za plecami", dopisuje kopiowym ołówkiem – Stefka urodziła dzisiaj córeczkę. Rysiu nazwał ją Dorotką -  Mariolką.  Wyrwaną kartkę schowała  na spód pudełeczka z różnymi listami od swojego męża (żołnierza Armii Andersa), który rok wcześniej zginął pod kołami tramwaju.  Pierwszy raz w tej żałobie, uśmiechnęła się radośnie. 

W pamięci jeszcze wszyscy mają niedawne obrazki wojenne... ale po 12 latach od jej zakończenia, zdaje się, że ludzie zaczynają spokojniej żyć. Jest po styczniowych wyborach parlamentarnych, które wygrał w tej pozorowanej demokracji, Józef Cyrankiewicz. Nawet zaczęła się produkcja samochodu polskiej produkcji – Syrena.  Jacek Kaczmarski ma już trzy miesiące, a z oglądaniem słońca i wiatrem pożegnał się w wieku 79 lat "poeta codzienności" Leopold Staff. W kinach premiera filmu Wajdy "Kanał". Marek Hłasko skończył i wydał swoją pierwszą powieść "Następny do raju". Młodzież zaczytuje się w nowej powieści Alfreda Szklarskiego "Tomek w krainie kangurów", a  Vladimir Nabokov wydaje "Pnina".

Wychodzi pierwszy numer tygodnika "Polityka", a w Lublinie  Jan Wyżykowski odkrywa jedne z największych na świecie złóż miedzi.
Na  fotelu prezydenckim w USA siedzi Eisenhover, który sformułował właśnie doktrynę określającą stosunek do państw Bliskiego Wschodu. To takie zabezpieczenie przed się przed ewentualną agresją komunistyczną. 
Gdyby żyła Dorota – Anna, wielbicielka białych róż i twórczości Leopolda Staffa, miałaby 100 lat...

A życie płynie dalej... gra muzyka "Love Me Tender" Elvisa Presleya.  Inna Dorota ma szczęście zagościć na tym świecie, a jej historia wydłuża się o wszystko, co przedtem Dorocie – Annie i innym się w życiu, muzyce, nauce, sztuce, społeczeństwie i polityce -  przytrafiło.

2017 rok – XXI wiek... wszystko co powyżej i to co jeszcze dotąd nieopisane tu... II wojna świata, zamach na Johna F. Kennedy'ego... wybór papieża Polaka... narodziny nowych gwiazd w dziedzinach wszystkich i odchodzenie tych, którzy tworzyli podwaliny wszystkiego teraz obecnego... w Polsce nie ma komunizmu, ale i tak wszyscy się ze wszystkimi kłócą na wszystkich płaszczyznach, jakby mieli żyć wiecznie... jakby po nich mógł być potop, bo nic ich poza sobą nie obchodzi... I określenie  w  s z y s t  k o  jest jak najbardziej tu uprawnione...we wszystkim zmiany.

Dorotka – Mariolka jest już 60-letnią Dorotą – Mariolą;. od 15 lat nie żyje jej mąż, jej drugi mąż żyje lecz sam, w innym niż Dorota miejscu, najmłodsza 18-letnia córka wypełnia radością jej teraźniejszość; jej starsze rodzeństwo ma swoje rodziny. Dorota nie jest już szefową Firmy Reklamowej... realizuje się inaczej... 

Jej życie to kolejne ogniwo łańcucha życia, które toczy się bez końca... Jaki dziwny ten świat, jaki piękny, jaki systematyczny w swym  dążeniu do trwania mimo przeciwności...
Kiedyś odejdę, nie zdążywszy opowiedzieć wszystkiego co, wiem, doświadczyć wszystkich zachwytów, ale nie martwię się tym... łańcucha życia nie da się przerwać... ludzie zawsze będą... jedni wymyślili koło, inni zbudowali rakiety, okiełznali ogień, odkryli Amerykę, znalazł się taki, który namalował uśmiech Giogondy – tajemniczy, fascynujący, pełen uroku – jak życie.
Jak życie, które podarowane zostało tak samo jak Dorocie – Annie i Dorocie – Marioli, a potem  
jeszcze następnym takim różnymi i podobnym takim – zostanie podarowane.

A życie płynie dalej... gra muzyka i od 50 lat Czesław Niemen (zm. W 2004 r) próbuje piosenką "Dziwny jest ten świat" dotrzeć do świadomości ludzi, że świat jest zależny od nich...

Przepełnia mnie szczęście, że jeszcze trwam...oczywiście zdaję się sobie sprawę z tego, że oprócz tego, że widzę iż trawa rośnie, słyszę ptaków śpiewanie, znam smak pomarańczy – to na świecie są trzęsienia ziemi, na ludzi spadają śnieżne lawiny, niejednych doświadcza przemoc i oprócz geniuszu piękna jest na tej ziemi zło... wszystko to razem jest tajemnicze...  wszystko to razem panuje nad światem. Tymczasem wierzę (podobnie jak Czesław Niemen), że będąc ogniwem, jednym z wielu mogę choć trochę to zmienić, i każdy trochę może... i ludzie nadal będą cierpieli, lecz może trochę mniej i inaczej ...wierzę! 

A życie płynie dalej... gra muzyka Enrique Iglesiasa – Subeme La Radio.




niedziela, 5 listopada 2017

Maski - nie tylko na bal.

Zdjęcia masek pochodzą ze strony dystrybutora.
Ach, ten czas... czasem w dobrą stronę działa i szare kaczątko zmienia w łabędzia...gorzej jak już się jest łabędziem (a nie chce się jeszcze "iść do odstrzału")... wtedy ten czas działa destrukcyjnie nieco i trzeba się chwytać wszystkiego, by jego działanie zatrzymać.
Chwyciłam się więc masek i to nie w celu zakrycia wizerunku swego, zębem czasu nadgryzionego, lecz po to by to nadgryzienie zakamuflować jakoś 😉

Skusiłam się na maski kosmetyczne w płachcie Greenasia. Greenasia to firma zajmująca się wprowadzaniem na polski rynek produktów azjatyckich. To może brzmieć trochę niepokojąco, kojarzyć się z chińszczyzną, jednak azjatyckie kosmetyki podbijają świat. Sprowadzają kosmetyki między innymi z Tajlandii i z Korei. Kosmetyki azjatyckie słyną ze swojej dużej zawartości składników aktywnych..., choć składy mają naprawdę długie 😉

Wszystkie pięć maseczek w płachcie, które miałam okazję przetestować - rewelacyjnie nawilżają skórę i spulchniają, dobrze leżą na twarzy, nie drażnią swoim zapachem (oprócz jednej)... redukcja zmarszczek? Na pewno mi nie zaszkodziły 😉 Dawały bardzo fajny efekt szczególnie przed wyjściem, tworząc na twarzy swego rodzaju rusztowanie - szczególnie maska 4D, która przez posiadanie uchwytów na na uszy... jednocześnie podciągała podbródek, co dawało oparcie skórze i trzymało ją w ryzach. Jestem z nich bardzo zadowolona - tym bardziej, że wszystkie (oprócz tej jednej feralnej... zapachowo również ) posiadają bardzo dużo płynu, którym mogłam jeszcze zawsze wysmarować dekolt i szyję co rekompensowało mi trochę fakt, że maski w płachcie nie obejmują swoim działaniem szyi. Nie uczuliły mnie, a zapewniły dużo radości ze swojego (dość podobnego) działania. Różnią się w większości jedynie grubością płachty. 

SNAIL MUCUS NATURAL FACE MASK (9 zł) 

Maska, której zadaniem jest:

  • redukcja zmarszczek; 
  • regeneracja skóry;
  • nawilżenie naskórka, 
  • oczyszczenie skóry;
  • Polecana dla każdego typu cery.
Intensywnie naprawia i regeneruje skórę. Regularne stosowanie może zmniejszyć głębokość i ilość zmarszczek. Ponadto działa przeciwbakteryjnie 😊 Cudownie nawilża i spulchnia skórę! 

W jej składzie znajdziemy na pierwszych pozycjach: 
  • wodę
  • żelatynę - działającą na skórę nawilżająco, ujędrniająco, liftingująco, przeciwzmarszczkowo i rozjaśniająco (np. ze względu na dużą zawartość witaminy K), przygotowywuje skórę na przyjęcie substancji aktywnych
  • gliceryna - nawilża, przyśpiesza procesy regeneracyjne, odżywia
  • sok z aloesu - wpływa na szybszą regenerację naskórka, zmniejszenie zaczerwienienia skóry, przynosząc ulgę i ukojenie podrażnionej skórze, posiada właściwości przeciwbakteryjne i przeciwzapalne, zwiększa syntezę kolagenu, i elastyny odpowiedzialnych za jędrność, i elastyczność skóry oraz podwyższa odporność na rozciąganie. Spowalnia procesy starzenia. Posiada właściwości nawilżające, usuwa martwe komórki naskórka oraz przyspiesza tworzenie się fibroblastów, co ma duże znaczenie dla regeneracji skóry suchej, chroni włókna kolagenowe przed utlenianiem, działa rozjaśniająco w zaburzeniach barwnikowych skóry.
  • kwas hialuronowy - działa przeciwzapalnie, stabilizująco na skórę. Pobudza regenerację skóry właściwej. Zwiększa elastyczność tkanek, opóźnia procesy starzenia, nawilża, rewitalizuje, ujędrnia, poprawia kontur twarzy. 
  • ekstrakt ze śluzu ślimaka - posiada bardzo silne działanie regeneracyjne i nawilżające, to wydzielina składa  z tzw. wielkiej czwórki: elastyny (zapewniającej odpowiednie napięcie skóry), kolagenu, kwasu glikolowego (oczyszczającego powierzchnię skóry ze zrogowaciałego naskórka, uwalniającego ją z martwych komórek, których zaleganie powoduje tworzenie się zaskórników) i allantoiny (których ilość jest oznaczana w każdej partii surowca i dopiero potem dopuszczana do obrotu) Działa na uszkodzony kolagen (kolagenaza), dostarcza hemocyjaninę bogatą w tlen niezbędny do kształtowania się kolagenu i tworzy sieć strukturalną dla fibronektyny. Glikozaminoglikany, wiążą peptydy miedzi i inicjują syntezę kolagenu silniej niż tretinoiny (witamina A) i witamina C.
  • hydrolizowany kolagen - odpowiada za utrzymanie wody w naskórku. Nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek. Zmniejsza głębokość i ilość nawet bardzo wyraźnych zmarszczek, zapobiega wiotczeniu skóry, poprawiając jej elastyczność oraz napięcie. Przywraca skórze właściwą gęstość i spoistość, wyraźnie odmładza i łagodzi rysy oraz poprawia owal twarzy. Sprawia, że skóra staje się jędrna i sprężysta oraz dłużej zachowuje młodzieńczy wygląd.
  • krzemionka - stabilizator, przedłużający trwałość kosmetyków
  • retinil palmitate - niepowodująca podrażnień forma witaminy A - działanie naprawcze, przeciwstarzeniowe, odpowiada za syntezę kolagenu
A co potem? Retinol, substancje przeciwutleniające i konserwujące... 

Collagen Natural Face Mask (9 zł)

Ta maska ma bardzo podobny skład do tej poprzedniej... z tym, że śluz ślimaka zastępuje tu KOENZYM Q10 określany jest jako "eliksir młodości”, ochraniający skórę przed wolnymi rodnikami oraz spowalniający procesy starzenia się komórek, chroniący elastynę, kolagen przed degradacją. Posiada właściwości antyoksydacyjne. Skóra uboga w koenzym Q10 może być bardziej podatna na uszkodzenia przez wolne rodniki. Ma dbać o intensywną regenerację włókien kolagenowych, poprawiać elastyczność skóry, zapewniać jej gładkość i miękkość. 

Systematyczność w stosowaniu, a kontur twarzy ma szansę się podnieść twarzy, a stężenie cennego    Q1 skóry0 znacząco zwiększyć, co równoznaczne jest z naprawą i regeneracją skóry. Brawo!

GINSENG NATURAL FACE MASK (9 ZŁ)

To zapach tej maski odrobinę mi przeszkadzał... i to właśnie w niej znalazło się stosunkowo mało esencji. I w niej znajdziemy na jednych z pierwszych miejsc kwas hialuronowy, kolagen, aloes.  W zastępstwie za ekstrakt ze śluzu ślimaka i koenzymu Q10 występuje żeń - szeń -  zawierający naturalną kompozycję silnych antyoksydantów. Poprawia mikrokrążenie, pobudza procesy regeneracyjne. Wykazuje silne działanie przeciwzmarszczkowe i przeciwstarzeniowe żeń-szenia ze względu na wysoką zawartość ginsenozydów, które zwiększają zdolność hemoglobiny do przyłączania tlenu, co skutkuje lepszym odżywieniem, dotlenieniem komórek skóry, aktywuje i nasila zdolności adaptogenne, i antystresowe, poprawia stan i wygląd skóry, blokuje szkodliwy wpływ androgenów na skórę. Czyli mamy gładką, elastyczną z odpowiednią wilgotność skórę, poprawionym jej ukrwieniem i pobudzonym procesem odnowy komórek.

SNAIL GOLD, MASKA 4D (10 zł)

Ta maska ma prawie identyczny skład jak SNAIL MUCUS NATURAL FACE MASK. Te same składniki aktywne, ten sam sposób działania... różni się jedynie płachtą, która jest 4D, a więc jest zaciągana za uszy, co tworzy dodatkowe rusztowanie dla skóry. Dzięki temu, to w tym zestawieniu zdecydowanie najlepsza maska! Należy ją przechowywać w lodówce. 

SNAIL EXTRACT Multi Nutrient Mask (10 zł)

O tej masce to już Wam w ogóle nie muszę mówić ponieważ posiada prawie identyczny skład jak pierwsza i trzecia. Różnią się drobiazgami, lecz swoje działanie opierają na tym samych składnikach aktywnych. 

Wszystkie pięć masek sprawdziło się u mnie wspaniale - zapewniły mi domowe spa, zadziałały na moją skórę jak nawilżający kompres. Są warte zastosowania, można zwrócić na nie uwagę... w dodatku w pakiecie do maseczki otrzymujecie się osobisty bal maskowy 😉 Gorzej kiedy w tym samym czasie dzwonek brzęczy przy drzwiach.  😉 Moje serce zdobyła szczególnie maska 4D Snail Gold. Te maseczki to idealna opcja dla osób, które uwielbiają maseczki w płachcie - ja je lubię, choć moim zdaniem działają podobnie do zwykłych maseczek w "kremie". Jednak szczególnie dla tej maski 4D mogłabym od czasu do czasu... zmieniać swoje przyzwyczajenia 😊

A Wy? Lubicie maski w płachcie? Jeśli interesują Was te lub inne azjatyckie produkty mam dla Was specjalny rabat 😊

Wszystkie opisane przeze mnie maseczki znajdziecie tutaj: http://www.greenasia.eu/
Wystarczy wpisać w koszyku kod rabatowy: starakobieta, aby otrzymać rabat: 15%
na cały asortyment, wielokrotnego użycia

Kod będzie aktywny do 30.11.2017 roku.

Teraz mogę iść na bal, niekoniecznie maskowy 😀

sobota, 4 listopada 2017

Płatki otwierające oczy.

Zdjęcia poszczególnych maseczek pochodzą ze strony: https://efektima.eu/online/pl/
Nie oszukuję się i Was nie zamierzam oszukiwać w kwestii, że położę sobie płatek nasączony cudownymi preparatami i ubędzie mi 15 lat. Nie ubędzie, ale... ale spowoduje, że wolniej przybywać ich będzie, jeżeli będziemy systematycznie dbały, zwłaszcza o skórę wokół oczu i to jak najwcześniej. Przyznaję ze skruchą, że ja tak nie czyniłam... wiadomo, młodej kobiecie ani w głowie myśli, że coś się w jej wyglądzie "zepsuje"... w bliżej nieokreślonej przyszłości. A jednak 😔

Tak więc nadrabiam czas i zaczynam dbanie o siebie - przede wszystkim dla siebie, ale też po to, by swoim widokiem nie dawać złośliwej satysfakcji innym, młodszym, albo po prostu nie razić estetyki patrzącej osoby. Jeszcze kilka innych jest powodów, ale o nich innym razem. Dzisiaj o płatkach otwierających oczy. 

To moje pierwsze spotkanie z żelowymi płatkami pod oczy marki Efektima. Spotkanie tym bardziej godne uwagi, że to produkty bardzo łatwo dostępne. Można je zakupić nie tylko na stronie producenta, ale np. także w Rossmanie. A jak wygląda sprawa cenowo? Ich ceny wahają się od 4 - 6 zł.

WINE - THERAPY Hydrożelowe płatki pod oczy na bazie ekstraktu z czerwonego wina to połączenie kwasu hialuronowego, witaminy E, C i B3, ekstraktu z czerwonego wina, protein soi, ekstraktu z alg, oraz olejku z kwiatów róży. Mają spowalniać procesy starzenia, zwiększać sprężystość oraz rozjaśniać cienie pod oczami, zmniejszać drobne zmarszczki. 

HIALU - LIFT Hydrożelowe płatki pod oczy z proteinami soi, kwasem hialuronowym, złotem, witaminami E, C i B3, alantoiną, heparyną, ekstraktem z alg, winogron, D - panthenolem, olejkiem z kwiatów róży mają za zadanie działać liftingująco, przeciwzmarszczkowo, zmniejszać opuchliznę i cienie. 

WHITE - COMPRESS Hydrożelowe płatki pod oczy z ekstraktem z mleka, witaminami E, C i B3, alantoiną, hydrolizowanymi proteinami soi, ekstraktem z alg, kwasem hialuronowym, różanym olejkiem, ekstraktem z winogron mają za zadanie rozjaśniać cienie i sińce, wygładzać zmarszczki pod oczami. 

Wszystkie trzy pakiety płatków są bardzo leciutkie, porządnie nasączone w płynie (zresztą jeszcze sporo płynu zostaje), dobrze przylegają do okolic pod oczami i nie zsuwają się. a tym samym nie utrudniają normalnego funkcjonowania - jedynie sprawiają, że wyglądamy z nimi na twarzy trochę śmiesznie - jak to zawsze z maseczką 😉

A jak z działaniem? 

Nie zamierzam Wam wciskać kitu, że dzięki nałożeniu tych płatków - pozbyłam się zmarszczek w okolicach oczu. Myślę, że aby dostrzec ich działanie redukujące zmarszczki i liftingujące - musiałabym stosować je regularnie - przynajmniej przez miesiąc. Po tych trzech aplikacjach mogę stwierdzić jedynie jedno: płatki z Efektimy widocznie odmładzają spojrzenie!

Bardzo je polubiłam, ponieważ cudownie radzą sobie nawet z silną poranną opuchlizną oczu. Raz dwa pozbywają się opuchlizny, bardzo dobrze nawilżają skórę pod oczami, a tym samym "otwierają" oko sprawiając, że spojrzenie staje się świeże, młodsze, a nasza twarz przez otwarcie spojrzenia - zyskuje! Pod tym względem sprawdziły się u mnie super - sprawiły, że poranki były łatwiejsze, a potem... także makijaż oka. Poprzez uzyskany odstęp między dolnymi rzęsami a skórą. 

Z takim spojrzeniem nawet świat w deszczu wydaje się słoneczny 😊

piątek, 3 listopada 2017

Na słodko-gorzko i na zdrowie.


Babcia zawsze mi powtarzała, że "każdy je to czego mu brakuje, więc ty wnusiu cukru nie potrzebujesz 😉" Przewrotne to zapewnienie było z jej strony, bo tymczasem sama chętnie robiła smaczne syropy i soki... a jeszcze chętniej je smakowała. Tak więc z dzieciństwa pamiętam całą gamę kolorowych buteleczek, słoiczków z magicznymi owocowymi smakami. A nalewka Babci tzw. dereniówka, smakowana w ukryciu... tego nie zapomnę 😉mhm... mina (nie wróżąca nic dobrego) mojej mamy gdy mnie zobaczyła... po spożyciu... pamiętny smak!  
Dzisiaj, więc trochę wspomnieniowo 😉 na słodko-gorzko 😊

Syrop z owoców derenia (8,50 zł), czyli rośliny przybyłej do Polski z okolic Kaukazu - to prawdziwy, naturalny smakołyk. Smakiem przypomina trochę wiśnię. Jest naprawdę pyszny!

Idealnie sprawdza się: 

  • jako do dodatek do herbaty (i innych gorących napojów)
  • dodatek do twarogu, jogurtów (sos waniliowo - dereniowy do galaretki - zrobił u mnie prawdziwą furorę!)
  • jako baza do aromatycznych nalewek
  • a także samodzielnie - np. jako polewa
Syrop z owoców derenia oprócz tego, że idealnie wkomponował się do sosu do galaretki... także niejednokrotnie poratował moje gardło. Gdy zaczyna boleć mnie gardło, drapie mnie w nim... sięgam po łyżeczkę tego syropu. Ten sposób sprawdza się u mnie zawsze - działa niezawodnie! Przynosi ulgę, powstrzymuje u mnie rozwój bólu gardła i działa zapobiegawczo, działając jak balsam. 

Zawartość cukru w składzie może budzić pewne zwątpienie... czy aby to na pewno takie zdrowe, ale należy pamiętać o tym, że syrop ze Skworcu nie zawiera konserwantów i sztucznych barwników. Zawiera natomiast duże ilości żelaza, makro i mikroelementów oraz pektyn. Chociażby ze względu na zbawienne wpływ tego syropu na moje gardło - będę do niego powracała. 😊

Jarzębina do herbaty (niestety aktualnie niedostępna, ale warto zaglądać na stronę https://www.skworcu.com.pl/, ( pewnie się jeszcze pojawi 😊) nie zdobyła z początku mojego uznania. Słynie ze swojej dużej zawartości witaminy C,  kiedy byłam dzieckiem wszyscy powtarzali mi, że jest trująca... Dzisiaj wiemy, że dobrze przygotowana nie szkodzi, ale.... jest naprawdę gorzka i do samodzielnego jedzenia lub do mięs moim zdaniem zupełnie się nie nadaje. Gorzkość i cierpkość okropna! Także w zwykłej herbacie. Ale już ją otworzyłam... nie lubię wyrzucać jedzenia, a ją należy zużyć w ciągu 7 dni od otwarcia. Myślałam, myślałam... i wymyśliłam: zaczęłam kombinować z herbatą i jarzębiną, w końcu po dwóch próbach stworzyłam zestaw idealny dla siebie. 😊

Herbata a'la Stara Kobieta: 
  • zielona herbata
  • cytryna
  • mała łyżeczka miodu wielokwiatowego lub z lipy
  • czubata łyżeczka jarzębiny do herbaty
To dla mnie idealny, smaczny napar - rozgrzewa, dodaje energii i chęci do życia. W tej sytuacji, do jarzębiny z herbatą będę powracała - szczególnie w okresie jesienno - zimowym. Może nie codziennie, ale będę sobie robiła takie jarzębinowe kuracje 😁

Syrop z pędów sosny  (8,50 zł za 150 ml) to gęsty, słodki syrop, który także idealnie sprawdza się we wszelkich jogurtowych sosach. To zdrowa i bardzo smaczna alternatywa dla cukru dodawanego do herbaty oraz kolejna ciekawa baza dla nalewek. 

Syrop z zielonych pędów sosny także pomógł mi na gardło - ze względu na swoje właściwości wykrztuśne oraz detoksykacyjne. Dlatego polecany jest jako preparat wzmacniający terapię lecznicze w przeziębieniu i kaszlu. Olejek terpenowy zawarty w syropie - polecany jest przy schorzeniach układu krwionośnego, jednak z tego samego powodu - jednak przy jego stosowaniu powinny uważać osoby chorujące na przewlekłe schorzenia płuc. Co jeszcze dobrego w tymże syropie? Garbniki, flawonoidy i ogromne pokłady witaminy C 😊 Zdrowa pychota!

poniedziałek, 30 października 2017

Chryzantemy, droga do Samarra*...


Po jesiennych różach, sztywnych, staromodnych cyniach, nadchodzi czas na piękne, różnobarwne chryzantemy. Te różnorodne kwiaty przybyły do nas z Japonii. Uprawiane są w doniczkach, ogrodach, balkonach, rabatach i ogrodach. W Chinach, Mongolii, Japonii  kwitną  głównie ku radości ludzi i tak są postrzegane. U nas to raczej kwiaty pamięci. Ich niezwykła uroda i oszałamiające bogactwo kolorów jesieni - od bieli spokoju do złota, żółci, pomarańczowych odcieni, brązu, wiśni i innych nie zliczysz – nie służą żywym, lecz martwym.

Na przełomie października i listopada, przełomie jeszcze ciepłych, i słonecznych dni na rzecz deszczowej, burej szarugi  -  przez szeroko otwarte bramy cmentarzy we wszystkich miejscach naszego kraju – w miasteczkach, miastach, wielkich aglomeracjach i wioskach walą tłumy obarczone chryzantemami, wiankami z jedliny, i kolorowymi nieśmiertelnikami lub sztucznymi na wzór żywych zrobionymi kwiatami.

Wcześnie zapada zmierzch, więc od godzin popołudniowych do nocy, cmentarze i inne miejsca upamiętniające zmarłych wyróżniają się wśród pozostałych miejsc, blaskiem lampek, i zniczy.

Te kolorowe łuny światła przypominają nam, że i my jesteśmy w drodze do Samarra*

W tej wędrówce biorą udział różne pokolenia – wszyscy do siebie podobni, a jednak różni – ale na pewno równi. Samarra* do punkt do, którego zmierzają wszyscy każdego dnia bez względu na wiek, wyznanie czy kolor skóry. Biedni nie doznają litości i bogaci nie zapłacą złotem. Wszyscy idą szybciej lub wolniej dróżką wyboistą, alko gładką autostradą, z żadnej nie da się zboczyć, ani uciec z niej; tym bardziej schować – ani łotrowi wielkiemu, ani bardzo dobremu człowiekowi. Nawet wykształcenie najwyższe z możliwych nie pomoże, czy też analfabetyzm w tym nie zaszkodzi. Nie przechytrzy jeden, nie uda głupa drugi.

Tak jest teraz, tak było przed stu laty, tak będzie za sto lat.
I wcześniej, i teraz (i pewno za 100 lat?) możemy powiedzieć o jednej rzeczy, której jesteśmy pewni – o śmierci. Niepewna jest tylko godzina jej przyjścia (tej wcale nie jestem ciekawa).

Śmierć temat rzeka, bo odkąd na naszej planecie pojawiło się życie – śmierć wciąż jest taka sama.
Czas płynie i wszystko się zmienia... postęp ułatwia nam życie, ale nie zmniejsza cierpienia. Śmierć
przyczajona czeka aż przybędziemy do Samarra.*

W naszej drodze wszystko zależy od nas, od mniejszych lub większych zdarzeń.
Wiedząc o tym powinniśmy się starać by nie żyć byle jak (tak jak nie mówić byle czego).
Choć 80-latkowi czy starszemu jeszcze człowiekowi wydaje się, że długie to jego życie i tak jest ono krótkie, bo ma swój koniec.
Każdego dnia umieramy trochę, jak koło nas wszystko po trochu zamiera i ludzi bliskich co raz więcej oczekuje na chryzantemy i znicze płonące.

To okrucieństwo życia, ale jest też piękna jego droga. Jakiekolwiek to życie nam się nie przytrafiło, tak czy owak jesteśmy do niego przywiązani. I bardzo dobrze, bo to największy dar, a przez to wartość bezcenna. Nie być nigdzie, potem BYĆ i znowu nie być nigdzie...
To nie tak źle, jeśli odpowiednio wykorzysta się swoją szansę. BYĆ historią to lepiej niż nie być jak na początku – nigdzie. 

Budujemy swoją rzeczywistość i gdy zdaje się, że wszystko już wiemy to przychodzi... Ale nim to nastąpi... (???) to cieszmy się szczęściem, że narodziliśmy się i póki co jeszcze nie umarliśmy.
Dokonujemy pięknych rzeczy, tworzymy arcydzieła... czasem za dużo śpimy, wprawiamy sami siebie w osłupienie, gdy popełniamy jakiś hańbiący nas czyn. Robimy wszystko ile w nas sił, chęci i pomyślunku... w gruncie rzeczy to wydaje się w końcu, że za mało...

Ci przed nami też tak czynili... ale to dzięki nim jesteśmy... nikt nie jest tak samowystarczalny, żeby stworzyć od podstaw siebie. Jesteśmy owocami czyjejś miłości, wychowania, nauki. Wyłoniliśmy się z przeszłości, która jest podobna do naszej teraźniejszości – pełna lęków, ale też radości, wojen i wojenek, zapachów, bajek, prawd coraz nowszych, odkryć i za chwilę też będzie przeszłością. Ale też początkiem innych profesorów, muzyków, pisarzy, piękności, łajdaków, złodziei i altruistów. Stworzy się nowa historia, nabierze znowu innego kształtu, wykuje nowe losy ludzi, stworzy nowe kontrasty (można dostać od niej zawrotu głowy 😉).

Tymczasem chce mi się śpiewać i tańczyć pod tym samym słońcem (lub księżycem), które oglądało narodziny mojej Babci, Mamy i moje. Jakie to szczęście, że choć zmienia się ciągle znaczenie świata, jest on ciągle taki sam, tak samo olśniewający, ogrzewającym, oświetlającym słońcem i niekończącym niebem.

Wszystko mija nawet słońce chyli się ku wieczorowi (wszak musi odpocząć). I deszcz przechodzi... I gwiazdy gasną... I ja też nie zdążę wszystkiego opowiedzieć o tym jaka jestem szczęśliwa, że widziałam słonia na żywo (odwrócił się do mnie tyłem i mnie ... 😉), rozmawiałam z kotem, zaginęłam w wielkim lesie, leżałam na plaży, jadłam winogrona prosto z pnączy, kąpałam w jeziorze gdzie krystalicznie czysta woda pozwoliła mi zobaczyć jego dno, kochałam jak wariatka, przeżyłam  upojne noce,....i....i....i nie sposób wymienić wszystkich ekscytujących czy mdłych w mym życiu  poranków, dni, i wieczorów.... (najważniejsze, że miłości doznałam i doznaję wciąż jeszcze...).

I to mieszanie się wszystkiego ze wszystkim, to jest cudowność 😊 Mam podziw dla niej, radość mnie i wdzięczność przepełnia dla tych, dla których chryzantemy kwitną i znicze się palą (choć w mojej głowie, oni wciąż są przy mnie...tyle, że akurat wyjechali...).

Ta myśl nie pozwala mi cierpieć (choć tęsknoty nie wypiera), leczy z zagubienia, daje szczęście, zaufanie do świata i nie pozbawia nadziei. To pozwala mi zachowywać w sobie entuzjazm, ciągły głód piękna i wiarę, że Ci, którzy jeszcze nie zaznali szczęścia na tej ziemi – ciągle jeszcze mogą go doświadczyć i rozsmakować w nim 😊

Samarra* – wschodnia parabola, o słudze, który ujrzawszy Śmierć na bazarze w Bagdadzie, uciekł do Samarra, gdzie dowiedział się, że tu właśnie naznaczone było jego spotkanie ze Śmiercią.

piątek, 27 października 2017

Czysty kwas hialuronowy – HYALURONIST


Po osiemnastym roku życia, a zwłaszcza w okresie menopauzy i andropauzy, organizm spowalnia swoje działanie. Coraz wolniej, bo też coraz mniejszą uwagę poświęca produkcji substancji odpowiedzialnych za walkę z wolnymi rodnikami, a tym samym pomagających skórze zachować jak najdłużej młodość i piękno. XXI wiek to czas powrotu do natury. Widać to po jadłospisach, sklepowych półkach uginających się od ekologicznych i naturalnych produktów, księgarnianych półkach na których możemy znaleźć coraz więcej pozycji dotyczących duchowego życia już nie tylko ludzi, ale także zwierząt, owadów, roślin... Ten trend zauważalny jest także w kosmetologii.

ANNA PIKURA  to polska marka ekskluzywnych biokosmetyków, słynąca szczególnie z unikatowego kolagenu aktywnego biologicznie AP BIOAKTIV, pozyskiwanego z ryb. Firma zajmująca się dystrybucją kosmetyków ANNA PIKURA od samego początku prowadzi własne salony piękności - kliniki ANNA PIKURA znajdujące się we Wrocławiu, Gdynii i Krakowie.

Stosunkowo niedawno do oferty marki dołączył Hyaluronist (do kupienia tutaj, za 30 ml, w regularnej cenie zapłacimy 168,99 zł) - czysty kwas hialuronowy, który oczywiście naturalnie występuje w naszej skórze.  Pełni rolę wypełniacza utkanego z kolagenu i elastyny takiego"materaca", a także ze względu na swoje silne właściwości higroskopijne - odpowiada za jej nawilżenie. Jego braki powodują zmarszczki, bruzdy, zwiotczenia, spadek sprężystości i gęstości skóry, suchość skóry... krótko mówiąc dodaje nam lat, a tego chyba żadna z nas nie chce?? Hyaluronist to zestawienie trzech rodzajów kwasów w najwyższym dopuszczanym w kosmetologii stężeniu: 3 %.

Wg producenta:

  • tworzy naturalną barierę zapobiegającą utracie wilgoci przez skórę
  • zapewnia skórze maksymalne nawilżenie
  • dociera aż do warstwy podporowej skóry
  • polepsza metabolizm skórny i mikrokrążenie
  • poprawia wchłanianie substancji aktywnych
  • zatrzymuje wodę w głębi skóry
  • przyśpiesza odnowę komórkową
  • tworzy na powierzchni skóry delikatny film, zarazem zabezpiecza ją przed szkodliwymi czynnikami środowiska, jak bakterie patogenne, kurz, promieniowanie UV
  • uelastycznia, odżywia i rewitalizuje skóry
  • poprawia jej jędrność i gęstość
  • wygładza zmarszczki
  • pobudza skórę do działania poprzez stymulowanie odnowy komórkowej
  • zwalcza wolne rodniki 

Ze względu na swoje działanie polecany jest dla:

  • skóry dojrzałej, 
  • starzejącej się, 
  • posiadającej zmarszczki, bruzdy, zwiotczenia, opadające rysy twarzy, 
  • przesuszonej.

Hyaluronist powinno nakładać się na skórę po jej wcześniejszym dokładnym oczyszczeniu i zwilżeniu mgiełką AP Mist Rosarium, która ułatwia penetrację produktu w głąb skóry oraz podnosi jej poziom nawilżenia i odżywienia.



Oczywiście: nie mam dowodów na to, że produkt ANNA PIKURA stosowany przeze mnie regularnie (jest bardzo wydajny) zwalcza wolne rodniki drzemiące pod moją skórą i czy pobudza ją do działania poprzez stymulowanie odnowy komórkowej? Nie mniej, jedno jest pewne: Hyaluronist doskonale nawilża skórę, regularnie stosowany poprawia jędrność skóry, uelastycznia ją i poprawia ogółem jej kondycję (widzę to po swojej szyi). A zmarszczki? Samą siebie widzę z trudem w lustrze, a co dopiero zmarszczki i ich ewentualne zanikanie 😉Córka, która patrzy na mnie niezwykle krytycznie, twierdzi, że jest o niebo lepiej. Krótko mówiąc: Hyaluronist to naprawdę świetny nawilżający produkt, który najlepiej stosować pod krem, aby wzmocnić jego działanie (bez nałożenia kremu pozostawia na skórze uczucie "kleistości"). Stosując preparaty, które mają teoretycznie odmłodzić moją skórę - przede wszystkim liczę na spowolnienie procesu starzenia - mam wrażenie, że produkt PIKURA w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. 

Moja ocena: 5/6

PS. Produkt należy przechowywać w lodówce i nakładać specjalną, dołączoną do kwasu szpatułką.  

poniedziałek, 23 października 2017

Takie tam... kpinki przeróżne...*

  • A pisarze, to mają dobrze... potrafią o pustce napisać całe tomy. 
  • Aspiryna to aspiryna. Jest w różnych cenach, żeby Ci jeszcze bardziej podwyższyć gorączkę. 
  • Błahe rzeczy potrafią być wielkie... taka kupka niemowlęca 😉
  • Bezczelność była jego jedynym kapitałem. Najpierw brał, potem pytał, a następnie szybko myknął.
  • Cuda zdarzają się każdego dnia, więc nie spisuj tak szybko wszystkich na straty.
  • Demokracja – takie kontrolowane narzekanie w wyznaczonych przez władzę miejscach.
  • Ech, jakie to dziwne, że w tym samym czasie mężczyźni starzeją się kilkadziesiąt lat, a kobiety kilkanaście 😉
  • Faktów nie ma. Są tylko ich interpretacje. Każdą kolejną można je zmienić. Jedni o nich myślą, inni tylko gadają i tworzą plotki. 
  • Finał spraw jest czasem taki, że gdybyśmy go znali, to w ogóle nie zaczynali.
  • Gdyby śmierć można na raty odespać... krótkie robiłabym drzemki by jak najdłużej rozwinąć je w czasie.
  • Humor, jego poczucie to podstawowa obrona w życiu, również po to, żeby nie zwariować. Jednak w przypadku spotkania w lesie, na grzybobraniu, z głodnym wilkiem, lepszą obroną będzie ucieczka. 
  • I jak wyglądam? Większość kobiet niekoniecznie żąda szczerej odpowiedzi.
  • Jak to jest, że dmuchasz na ręce, żeby je ogrzać i dmuchasz na zupę by ją schłodzić?
  • Jak najlepiej mieć czyste sumienie? Nie używać, albo w określonych sytuacjach – urlopować.
  • Każdą grę w szachy wygrywał, zawsze był pierwszy. Tylko nigdy nie rywalizował z kimś o kim wiedział, że jest od niego lepszy. Tak łatwo się zostaje orłem wśród wróbelków stada.
  • Lepiej być beznadziejną wersją siebie samej niż idealną kopią kogoś innego. Może w ogóle lepiej pozostać sobą... nie trzeba się wtedy tak wysilać.  
  • Łatwo zachować twarz gdy się jest dobrym aktorem i ma się kilka masek na zmianę.
  • Łączy wszystkie pokolenia to, że w każdym znajdzie się paru idiotów. Jesteś idiotą jeśli myślisz, że tylko paru.
  • Małżeństwo jest jak praca na roli; każdego ranka trzeba zaczynać od nowa. Czyli wszędzie tylko cierpliwość i robota. Nuda 😉
  • Nie trzeba koniecznie jechać w góry by skręcić sobie nogę, a wychodzi znacznie taniej. Lepiej o tym wiedzieć przed wyjazdem.
  • Nic bardziej nie rozwija pomysłowości niż brak funduszy. Jesteś pomysłowa? 
  • Okazuje się , że nie ma wyboru... żeby BYĆ trzeba najpierw mieć na jedzenie, picie i okrycie.
  • Proś o radę gdy jej potrzebujesz. Jednak pamiętaj, że jeśli chodzi o Twoje życie to tylko Ty jesteś największym ekspertem. Nie daj się z tego zwolnić, warto zawsze mieć zajęcie.
  • Recepta na szczęście: dużo zarabiać, mało pracować i w ogóle się nie przejmować. 😉
  • Seks – najpierw długo jesteśmy na niego za młodzi, a potem bardzo szybko za starzy. Bo ja wiem 😉?
  • Tak lubisz grzebać w życiorysach innych ludzi, a najbardziej by wydostać ich brudy? Trzeba było zostać hydraulikiem. Nie ma jak to czerpać zadowolenie z pracy.
  • Uważasz, że brak Ci czasu (?). Twój dzień ma dokładnie tyle  samo czasu, co Alberta Einsteina.
  • Wyobrażam sobie, że gdyby ludzie mówili tylko prawdę... zapanowałaby wielka cisza. Może odważysz się ją przerwać?
  • Znajdujesz się na dnie? Spójrz niżej... zobaczysz, że inni są jeszcze niżej i zazdroszczą Ci  Twojego dna.
  • Zrezygnowanie z jednego posiłku tygodniowo daje niezłe profity: plus w portfelu i minus w talii.
  • Żenienie się dla pieniędzy nie jest takie złe. Przynajmniej powód jest dobry.
*Mnie Starej Kobiecie, przez całe życie najbardziej we wszystkich sytuacjach pomagało: poczucie humoru, dystans do siebie i zdarzeń. Odpowiednia riposta z niejednego wybawiła mnie problemu. Niestety nie wszyscy mnie rozumieli. Gdy powiedziałam jednemu panu, żeby nie puszczał kolejnych słów na wiatr, bo dość jest w powietrzu szkodliwych substancji. To nie zrozumiał i się obraził. I to bardzo dobrze zrobił 😀😁





Stylizacja - łączny koszt (oczywiście bez butów, na te nie wystarczyło 😉😉😉) ok. 35 zł

niedziela, 22 października 2017

Naturalny botoks w butelce


Lubię stosować oleje, ale nie lubię być po ich aplikacji "tłusta". Tego jest mi w ostatnim czasie coraz trudniej uniknąć - może moja skóra przestała się z nimi lubić? Ale... poradziłam sobie z tym problemem i dodaję kroplę oleju lawendowego, arganowego, z dzikiej róży (krótko mówiąc: wszystkich zalegających mi w łazience 😉) do ulubionych kremów na dzień / na noc. Dzięki temu ładnie się wchłaniają, zwiększają wartość odżywczą kremów (szczególnie tych drogeryjnych, w których trakcie denkowania jestem) i pielęgnują moją skórę. Nie mniej mimo tych małych zawirowań z olejami - postanowiłam się zdecydować na kolejny, wcześniej dla mnie nieznany Olej z opuncji figowej. 

Olej z opuncji figowej jest nazywany naturalnym botoksem w butelce ze względu na swoje silne właściwości:
  • liftingujące
  • przeciwzmarszczkowe
  • odmładzające
  • nawilżające
  • regenerujące
  • odżywcze
Jednak nim wszystkie kobiety rzucą się po niego, aby uzyskać naturalny efekt botoksu - należy pamiętać, że działanie preparatów kosmetycznych jest uzależnione od indywidualnych predyspozycji organizmu. Krótko mówiąc: to, że coś sprawdziło się u mnie (jak np. ten olej) nie znaczy, że sprawdzi się także u Was. Ja mogę Wam jedynie podpowiedzieć na co warto zwrócić uwagę, czym się zainteresować, co wypróbować... i już teraz muszę zaznaczyć, że na ten olej naprawdę należy zwrócić uwagę. 

100% czysty olej z opuncji figowej (do kupienia np. tutaj) to produkt naturalny, organiczny, nierafinowany, tłoczony na zimno, nieposiadający* w sobie żadnych dodatków parafiny i tańszych olejów - sama opuncja figowa 😉 Importowany z Maroka, posiada certyfikat EcoCert. Jest także najskuteczniejszym w profilaktyce anty - aging olejem na świecie, a przy tym... najdroższym. 
  • jest około pięciokrotnie silniejszy od popularnego oleju arganowego
  • poprawia jędrność, zwiększa gęstość i ujędrnia skórę
  • wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzące i przeciwalergiczne
  • spłyca zmarszczki
  • działa immunostymulująco oraz pobudza regenerację naskórka
  • poprawia elastyczność i spójność skóry (poprzez fitosterole)
  • zwiększa nawodnienie cery
  • posiada działanie antyoksydacyjne
  • rozjaśnia cerę
  • chroni przed działaniem czynników zewnętrznych
  • zapobiega fotostarzeniu się skóry
Polecany jest głównie do pielęgnacji:
  • cery dojrzałej
  • odwodnionej
  • suchej
  • alergicznej
  • wymagającej regeneracji
  • zniszczonej ze zmarszczkami
  • o obniżonej elastyczność
  • okolic ust, oczu i szyi
Olej jest dostępnych w wersjach 5 ml, 10 ml, 30 ml. 

Skąd tak dobre działanie? 
Zawartość: 

- wysokiego stężenia nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie kwasu linolowego -Omega-6. NNKT są ważne w procesie nawilżania skóry i chronią ją przed działaniem czynników zewnętrznych. Olejek z opuncji zawiera ok. 60% kwasu linolowego, który wspomaga regenerację bariery lipidowej, wpływając na odpowiedni poziom nawodnienia skóry, na jej elastyczność i poziom napięcia.  

- wysoka zawartość witaminy E (zwaną witaminą młodości), w postaci kompleksu tokoferoli, w tym również unikalnej formy witaminy E - gamma-tokoferolu, naturalnego i najskuteczniejszego antyoksydantu, który "wymiata" wolne rodniki, zapobiega przedwczesnemu starzeniu skóry, działa regenerująco i nawilżająco oraz sprzyja gojeniu i łagodzeniu podrażnień. Chroni w naturalny sposób przed promieniami UV.

- specyficznych betalain -pigmentów o działaniu przeciwrodnikowym.

- wysokiego poziom fitosteroli, które stanowią roślinny odpowiednik naturalnych steroli występujących w skórze. Naturalne sterole są wzmocnieniem bariery naskórka, dzięki czemu zostaje zahamowany proces utraty wody. posiadają działanie łagodzące oraz pobudzają regenerację i gojenie naskórka. Wpływają również na poprawę elastyczności, gęstości i spójności skóry, wykazując silne działanie przeciwzmarszczkowe i napinające skórę.

Stosowanie: 
Oleju nie powinno stosować się na suchą skórę. Dla dobrego wchłaniania polecane jest ją najpierw zwilżyć wodą mineralną lub hydrolatem.

Samodzielnie: aplikacja na wilgotną skórę twarzy najlepiej zaraz po umyciu jej. Wystarczą zaledwie 2 - 4 krople! Lub trochę mniej standardowo... odrobinę oleju wymieszać z kremem przed aplikacją. 

Dosyć gadania o teorii. Jak sprawuje się w praktyce? 

REWELACYJNIE! Tak jak teoria przewiduje - niesamowicie.  Ze względu na drogocenność stosuję go przede wszystkim na okolice oczu. Napina skórę, nie podrażnia oczu, stosunkowo łatwo się wchłania, a zmieszany z kremem daje petardę widoczną po kilku zastosowaniach. Bardzo dobrze nawilża skórę. Jego regularne stosowanie bez wątpienia opóźnia procesy starzenia - zresztą w tym celu jest przeze mnie stosowany. 😊

Olej jest stosunkowo drogi, ale przy tym ogromnie wydajny. Szybko zorientowałam się, że wystarczy naprawdę niewielka ilość (3 - 4 krople) góra na pokrycie całej twarzy, szyi i okolic oczu. Ten post pisany był wcześniej niż jest publikowany, ponieważ kiedy zaczęłam się dogłębnie wczytywać w opinie na temat tego oleju... postanowiłam przestać go oszczędzać, bo na oszczędzanie za stara jestem (choć mam buteleczkę 10 ml) i wklepywać go nie tylko w okolice oczu, ale także twarz i szyję. I jestem zachwycona! Skóra jest nawilżona (choć ja nie mam problemu z jej przesuszaniem), mięciutka, optycznie wygładzona, poprawiła  się (a już z pewnością nie pogorszyła) jej jędrność i elastyczność. To taki mały luksus, który daje naturalne i piękne efekty 😊Teraz pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że tak dobrze zadziała także u Was, jeśli się na niego zdecydujecie.  Warto inwestować w naturalne, dobrze działające preparaty, które w dłuższej (jak i krótszej perspektywie) robią dla naszej skóry więcej dobrego niż złego. 

Moja ocena: 6/6

*Cytując producenta: prezentowany produkt nie jest maceratem i nie posiada domieszek innych tanich olejków czy parafiny  - jest czystym w 100% naturalnym produktem z najwyższej jakości pestek (nasion) opuncji figowej.