czwartek, 30 czerwca 2016

Litania z prośbą

Marynarka - second hand (8 zł)/ kombinezon - second hand (10 zł)/ buty - second hand (5 zł)/ torebka - stare czasy

Panie Boże!
Wysłuchaj próśb mych, może szalonych, może niestosownych, ale kto ma mi pomóc jak nie Ty.
Proszę:
BŁĘDÓW tych, które wobec innych popełniłam i na jakieś troski przez to innych naraziłam - proszę o możliwośc naprawienia.
CIAŁO moje uzdrów, zwłaszcza tę lewą nogę, co się złamała w tzw. kostce, kiedy zbiegała nieostrożnie (obuta oczywiście w szpilkę) ze schodów, bo jej właścicielka jak najszybciej chciała wpaść w ramiona (a raczej w pęk 20 czerwonych róż ;) w ramionach swego, od 20 lat męża. Za 20 dni minie 20 lat od tego dnia, który codziennym bólem przypomina mi moja lewa noga, a ja ją bardzo potrzebuję. I nie chodzi tu tylko o wkładanie szpilek. Mieli mi ją panowie doktorzy uciąć, bo niby nie da się jej uratować, ale uparłam się. Operacja trwała 4 i pół godziny, nie miałam chodzić, a proszę... chadzam... tylko ostatnio jest nieusłuchana i sztywnieje z bólu. Zaradź coś, bo jej stan martwi mnie bardzo, a ja chcę się uśmiechać. Ja uśmiechy rozdawać muszę, nie grymasy. Już jej daruję, że grubsza jest, ale niech nie boli. Przy okazji kręgosłup jakby mi codziennie o sobie nie przypominał, też miło by było ;-) Mój portfel nie spłaszczałby się tak szybko przez wydawanie pieniędzy na mniej lub bardziej wyspecjalizowane środki przeciwbólowe. A ja mam przez to kolejny ból, który określiłabym mianem... chudego portfela.
DAR zrozumienia tych, których nie rozumiem, może moje ich zrozumienie pozwoli na nowo związać się z nimi, może pomóc im i mi, wyjaśnić, co niezrozumiane... na to nigdy za późno.
EMPATIĘ moją rozszerz też na osoby, które mnie skrzywdziły, abym mogła dotrzeć do ich serc, to może przekonam się, że nic do końca nie jest takie jakie nam się wydaje. I to będzie szansa na przebaczenie.
FANTAZJĘ mi pozostaw i jeszcze bez wstydu poluzuj jej wodze, choć jest w rękach ( nader niebezpiecznych) Starej Kobiety.
GORYCZY mi oszczędź, bo jak mam smacznie gotować czując na języku jej smak.
HARTU i sił mi dodaj żebym mogła bez pochylania się przed byle dupkami (niestety tacy są) niezależność swą utrzymać.
INTUICJĘ moją wyostrz, abym nie musiała błądzić więcej, bo czasu nie mam, na kolejne nawracanie z raz obranej drogi.
JASNOŚĆ i otwarość umysłu zachowaj żebym nie zanudziła kogoś lub sama siebie.
I właśnie w tym momencie JASNOŚĆ umysłu mnie ogarnęła.
Wiem Boże, że nie możesz mnie zostawić na ziemi, na drugie życie tak jak zostawia się ucznia na drugi rok w tej samej klasie.
Ale daj czas na poprawkę, żebym mogła jeszcze:
KOCHAĆ jeszcze raz jakiegoś pana ;-)


LECIEĆ samolotem
ŁOWIĆ ryby w czystej wodzie
MARZENIA mojej najmłodszej córce spełnić
NA bal charytatywny iść i być tam największą sponsorką
OPALAĆ nad morzem (i żeby słońce nie zaszło ujrzawszy pergaminową skórę, i nie zaczął padać deszcz, bo pomyślałby kto, że to baba w ortalionie)
PIENIĘDZY tyle mieć, żebym jeszcze w domu z ogródkiem (w nim pachnąca maciejka) mieszkała, a on pozostał dla mojej córki, jej męża i dzieci
ROZUM swój wykorzystać dla nauczenia wnucząt czytania i rysowania świata.
SAD posadzić, a w nim jabłonkę z ulubionymi jabłkami mojego taty, dzisiaj zupełnie niespotykanymi "kosztelami" Nie dużymi zielono-żółtymi, bardzo miodowo-słodkimi jabłuszkami.
TORT upiec samodzielnie ( koniecznie z owocami i bitą śmietaną) – taki jak obiecałam jednemu panu, ale ciągle nie miałam czasu.
USKOCZYĆ jeszcze umiejętnie, z parę razy ;-) w bok gdyby źle się działo i znów na cztery łapy spaść
WADY swoje przekuć w coś dobrego i znaczącego. W związku z tym, że ich jest sporo (i to żadna kokieteria) to mogłoby być, naprawdę wiele dobrego. O NIE! Nie będę
ich w tej chwili analizować. Aż tyle dobra na raz nikomu by nie posłużyło ;-)

ZAMKNĄĆ wszystkie rozpoczęte i niedokończone sprawy tak, żeby finał ich był dla wszystkich ŚMIECHEM i UŚMIECHEM.






Z córą :) <3


niedziela, 26 czerwca 2016

Urodziny - początek nowego etapu...


Okulary (jakiś mały sklepik... - 7 zł)/ koszula - second hand (2 zł) / jeansy - second hand 5 zł / torebka, buty - stare czasy...


Stało się... 25 czerwiec 2007 r. Stara Kobieta skończyła 50 lat.

I od tej daty, postanowiłam, ustaliłam i obwieściłam wszem, i wobec..., że odtąd mam 49 lat.
Jakoś nikogo to specjalnie nie zdziwiło.
W prezencie urodzinowym, rok później wyszłam sobie powtórnie za mąż. Prezent okazał się nietrafiony. Ale to inna historia.
I trwało to rok, następny i jeszcze dalej, i dalej jak sobie miałam 49 latek co brzmi o wiele lepiej niż 50, a pół wieku to już zgroza. Spotykałam koleżanki i kolegów z moich szkół, co 20-40 lat wcześniej byli w moim wieku ;-), a ja 10 lat później byłam w innym niż oni obecnie. ;-) Czas bez względu na moje upodobania jednak mija. Cóż, trzeba by zrobić jakąś małą korektę. Nadarzyła się sposobność. Nie będę udawać. Wcale niewyczekiwana.
Jest 25 czerwca 2016 r., spoglądam rano na odbicie w lustrze, nie mając oczywiście w tym wymiarze specjalnych nadziei na miłe zadziwienie, a tu... na brodzie... wielki jak pestka od czereśni. (?) Zwykły, różowy, w białym kapelusiku, pryszcz. Ostatni raz widziałam takiego i to w liczbie mnogiej na swoim wysokim czole 50 lat temu (pół wieku, o rany) kiedy spoglądając w lusterko, mając już rozwijającą się świadomość swego wyglądu, zastanawiałam się jak przykryć blond grzywką owe zaczerwienione grzybki. Przywołana na ratunek mama wyjaśniła zrozpaczonej córeczce, że to taki przywilej młodości, dojrzewam i to przejdzie. Szybciej niż mi się wydaje.
I przeszło. 50 lat z górą też przeszło :( Aż dzisiaj rano pojawił się znowu, on, pryszcz. Tylko jeden, bez kumpli. ;-)
Moja skóra żyje, pokazała wykwit ( i to jaki wielki !) zamiast kolejnego zagniecenia?
Może to dobry znak, w ten urodzinowy poranek. Ja w każdy razie tak to traktuję. : D
Informuję, że w dniu wczorajszym OPAKOWANIE Starej Kobiety skończyło 59 lat, serce niezmiennie ma lat 20, no może góra 25.
Odtąd oficjalnie podawany wiek Starej Kobiety (Młodej Inaczej) podawany różnym takim (nie urzędnikom i innym ważniakom) będzie 54 lata ;-), albo w zależności od sytuacji ... 41 ( co jest zgodne z prawdą jeśli doda się w myślach...do 100-tki, 41..)
59, to i tak lepiej niż 69 , 79, 89, ale wszystko przede mną.
Co mam w wieku 59 lat, albo czego mi brak czy żal ?

A - aspiracje żeby dalej żyć, cieszyć się i sobą innych, też
- apetyt na wszystko (dopisuje mi od pierwszego dnia życia, w całym tego słowa znaczeniu )
B - bagaż doświadczeń (ciężki) dobrych, a czasem złych, jak to w życiu.
Błędów całe mnóstwo, kilogramów, ton czy od metra... czy w czym to się mierzy lub waży.
C - ciągle cel, żeby zostawić po sobie coś istotnego, ważnego
choroby nagromadziły się i w żadnym razie nie będę o nich pisać, bo i tak nikt nie uwierzy w ich przynależność do mnie, a jak stwierdził jeden z młodych lekarzy, do którego przyszło mi się udać... niech się pani cieszy, inni w pani wieku to już nie żyją. Więc się cieszę.
D - dumę, że mogę sobie patrzeć w lustro bez unikania swojego spojrzenia
E - ekstrawertyczką jestem i tego nie da się ukryć
F - fantazję i dzięki niej wiem, że kolejne 69,79,89 urodziny, pozwolą nie zestarzeć się mojemu sercu, a opakowanie (?)... cóż, nie można mieć wszystkiego, ale i tak wiem, że będę się starała żeby było interesujące
G - gorzkie wspomnienia też są, ale tym bardziej te słodkie myśli są cudownie podkreślone. Gwiazdorzyć lubię ;-) i " grzeszyć" porafię (stety i niestety)
H - "hamulec" jest pewien w moim życiu, ale już niedługo;-) Humor dobry mi dopisuje, a złe humorki potrafię mieć. Zołza ze mnie wyjść potrafi. 
I – intuicja, raz mnie zawiodła, ale tylko dlatego, że z niej nie skorzystałam.
J – jasny, otwarty umysł i oby jak najdłużej tak było
K – książki, kwiaty, mam ich całe mnóstwo ( całe ściany w książkach i kwiatach), wyglądają z każdego innego miejsca w mieszkaniu, stąd niewiele miejsca na co innego, ale i po co. Krew mam w żyłach nie żaden barszczyk czy letnią pomidorówkę, co wkurza i irytuje parę osób.
L – limit złego, czego już doświadczyłam.... wierzę, że już wykorzystałam.
Ł – łzy są : ze smutku, przez łotra, ze śmiechu, bezsilności i wściekłości i te sztuczne z apteki dla zdrowia oka – wszystkie mi towarzyszą
M – miłość, którą widzę i doświadczam każdego dnia. Mężczyźni – chwilowy brak towaru.
N – namiętność!!! wow...ciągle ją w sobie mam ;-) , jeszcze niezależność , z którą się urodziłam, której nie pozwoliłam sobie nigdy odebrać, z czego miałam kłopoty, ale nie żałuję.
O - otyłość brzuszną z powodu nieposkromionego apetytu i przejmowania się wszystkim, najczęściej bez uzasadnionego powodu jak najbardziej mam i zamienię choć na miesiąc na talię osy na warunkach do uzgodnienia . Oszczędności? Owszem. Odkładam drobne do słoika żeby uzbierać na pizzę (2 duże w cenie jednej – niezdrowa, tuczy). Ochotę, ciągle mam...na chwileczkę zapomnienia ;-)
P – pamięć (uważam, że bardzo dobrą) o dobrych ludziach i zdarzeniach, którą pielęgnuję, bo daje mi siłę w trudnych chwilach i tą drugą, którą chciałabym jak chwasty z ogródka wyplenić, ale to trudne.
R – radość w sercu i głowie, która mnie nie odstępuje nawet w trudnych chwilach, radość z kolorów, wiatru, słońca, z przypadkowego, przyjaznego spojrzenia, z życia tu i teraz.
S – sekrety – całe mnóstwo, od tych banalnych do tych, co to wydaje się, że tylko w filmie zdarzyć się mogą (o kurcze... naprawdę takie mam). Skromności za grosz nie mam.
Sz – szczęście mam, choć mieszkania, samochodu, i paru innych rzeczy doczesnych nie mam, choć miałam wiele i jeszcze trochę więcej. Szpilki w różnych kolorach też mam.
Ś – świadomość, że jest koło mnie ktoś kto mnie kocha i kto bez względu na okoliczności mnie wesprze
T – troski, ale kto ich nie ma. Ich ciąg to właśnie życie jest.
U – uśmiech. Gdyby ktoś chciałby płacić mi za śmianie się i uśmiechanie, śmiem twierdzić, że trosk materialnych nie miałabym wcale. Kocham śmiać się. :D Umiejętności wszelakie. ;-)
W – wiarę, że nic nie dzieje bez powodu, że zawsze coś jest po coś,że jak zamykają się drzwi, to otwiera okno. A ja i tak wejdę, albo wyjdę przez komin, bo jestem... jak to pewna zawistna pani zauważyła... jak kot, co to zawsze spada na cztery łapy... I tego się trzymam.
Z – zapał do wszystkiego ciekawego, zmysł plastyczny napewno (tu, bez fałszywej skromności ;-)
Ż życie – szczęśliwie jeszcze mam, ono trwa i zaczęłam jego kolejny etap w pięknym kapeluszu, który dostałam w prezencie urodzinowym od najmłodszej córki... sukienkę zresztą też... Kapelusz, a jakże... jest biały jak główka mojego pryszcza z brody. To dobry znak. Najdłużej na tym świecie jestem sama ze sobą i trochę (wierzę) to jeszcze potrwa. Czasem się nie rozumiem, ale generalnie lubię się.
ŻYCZĘ SOBIE, żebym nie straciła sympatii dla siebie, bo jak żyć z kimś kogo się nie lubi. Nie da się wyjść i trzasnąc drzwiami. Nawet stanąć obok... trudno.

Resume jest takie.
Piękna, młoda, zamężna i bogata już byłam.
Teraz zostało już tylko i .
I niech będzie, że jestem Interesująca. ;-)
  • Nigdy nie zaznałam nudy w życiu, i niech tak zostanie.
  • Umrzeć ze śmiechu, w żadnym razie z nudy.
PS. Miało być zdjęcie w nowej sukience i kapeluszu... (prawdziwe cuda!), ale pogoda ze mną nie współpracuje... więc chwalić prezentami będę się kiedy indziej ;) , a dzisiaj parę zdjęć sprzed tygodnia... 





czwartek, 23 czerwca 2016

Dzień Ojca


Ukochany tatuś
Starej Kobiety, jedynaczki - nie żyje od 28 lat. Miałam zaledwie 31 lat kiedy tato umarł, mama 59 (zmarła 10 lat później). Wnuczęta odpowiednio 12, 9 i 5 lat. Najmłodszej wnuczki dziadek nie zdążył poznać, miała pojawić się na świecie za 11 lat. Znamienne, mama była w tym samym wieku, co ja teraz (ja straciłam męża w wieku 45 lat) Przeżyła z tatą 38 lat. Różnych lat. W trudnym okresie powojennym i dalej w czasach PRL- u. Obalenia komunizmu, tato nie doczekał. Żołnierz AK, więzień obozu rosyjskiego (4 lata), namiętny palacz papierosów, zamiłowany wędkarz, entuzjasta motoryzacji, fan wypoczynku pod namiotami i na kajaku, pięknie grał na mandolinie i harmonijce.

Do tego wielbiciel swojej córeczki, która wprawdzie miała być chłopcem, ale nikt nie jest idealny ;-)
Tato nie pozwalał na siebie mówić tato tylko tatuś. I tak było. Nawet jak miałam swoje dzieci... był tatuś. Mój wzór, ten który nigdy nie narzekał. Znał odpowiedzi na wszystkie pytania, nie podnosił głosu, nawet nie straszył paskiem co w tamtych czasach było, w innych domach na porządku dziennym. O klapsach w ogóle nie było mowy. Mama (mamusia oczywiście) prędzej pogroziła ścierką, a nawet próbowała użyć, ale , zjawiał się tato i musiała odpuścić ;-) |
Pamiętam jak czytał mi "Lato leśnych ludzi" Rodziewiczówny zamiast bajek i podsuwał inne książki dla dorosłych omijając te dla dzieci, bo jak mówił ...nie ma czasu na bajki, życie to nie bajka, ale może być piękniejsze, bogatsze, łatwiejsze przez czytanie, choć nie bajek i w tym przekonaniu tkwił uporczywie. Swojemu pierwszemu, szczególnie ukochanemu wnukowi też nie czytał bajek, tylko książki podróżnicze i literaturę obozową. Zaszczepił u mnie, a potem mojemu synowi bezwzględne zamiłowanie do czytania. Zresztą relacja mojego tatusia z moim pierworodnym synem była magiczna. Rozumieli się bez słowa i tatuś w Tomku znalazł kompana do wędkowania i wycieczkowania. Tomek "poprawił" moje notowania u tatusia ;-). Wreszcie miał z kim zaglądać pod maskę samochodu, przy czym opowiadał jak jeździł z jego mamą motocyklem i pływał kajakiem i pontonem czego nie popierała babcia.
Dla Tomka dziadek był autorytetem i przyjacielem z pierwszej linii. Był bardzo zazdrosny o uczucia dziadka względem rodzeństwa. Ale nie mieli szans. Dziadek wyróżniał Tomka w swoim sercu, choć nie dawał tego po sobie poznać. I tak wszyscy wiedzieli, że oni obaj to jak się mówi jedna wątroba. Tatuś nie był zadowolony, że jego 19- letnia jedynaczka, która była całym jego światem , uparła się żeby wyjść za mąż za 15 lat starszego magistra towaroznawstwa, od którego był zaledwie 18 lat starszy. Na ślubie płakał. Nie wiem czy ze wzruszenia, żalu, może rozczarowania. Urodził się wnuk. Poprosiłam tatusia, żeby został ojcem chrzestnym wnuka (to niespotykane prawda?) Pamiętam ten moment. Siedział w kuchni przy stole.
Wypowiedziałam swoją prośbę trzymając malucha na rękach. Spojrzał z niedowierzaniem, ale oczy mu się rozjaśniły. Był szczęśliwy. Miał 52 lata, był dziadkiem i miał zostać tatą chrzestnym syna córki. Tylko jedną obiekcję wyraził cicho... czy nie jest na to trochę za stary(?)
Udałam, że nie słyszę. Wiedziałam, że to dobra decyzja. Nie musiałam przekonywać nikogo do niej, ani męża, ani mojej mamy, która zwykle wszędzie dopatrywała się trudności, niestosowności i innych takich tam. I tak następne 12 lat dla mojego syna to nieprzerwany okres podwójnej synowskiej miłości do swojego taty i dziadka. Dwaj ojcowie – uzupełniali się doskonale.
Czułam, że tato nie tylko przelał swoje uczucia ze mnie na wnuka, ale też, że dał im daleko jeszcze większy wymiar. Nigdy nie miałam mu tego za złe. Mam za złe sobie, że za mało z nim rozmawiałam, nie byłam wytrwała w dopytywaniu o jego przeszłość obozową, kiedy nagle milknął podczas opowiadania. Nie doceniałam jako dziecko jego pokazywania świata najpierw z siodełka motocykla, kiedy tkwiłam jako zupełny maluch między mamą i tatą, potem z przyczepy motoru, później zza szyb śmiesznych samochodów - pokazywania świata, gór, morza, lasów, borów.
Mam w pamięci jak po każdym posiłku niezależnie czy to był obiad, makaron, ryż, zupa, czy kawa z pączkiem, kroił sobie kromkę chleba i dokładnie, wolno przeżuwał. Mama to bardzo ganiła, z czasem nic nie mówiła, a ja bardzo późno zrozumiałam. Za późno.
Mogłabym o moim tacie pisać bez końca. O tym jak ściągał mnie z chmurki na ziemię mówiąc : poczytaj Dorotka, bo coś głupio dzisiaj wyglądasz. ;-)
Albo uczył umieszczać robaka na haczyku wędki (okropność), malować spławiki i odróżniać płoć od okonia, nie mówiąc o ich skrobaniu, wędzeniu węgorza. Znajomość, z borowikami, rydzami, maślakami, sowami też zawarłam dzięki niemu. Nie mówiąc o jagodach, malinach, jeżynach...o i ten zapach moich ulubionych poziomek. Tato był wytrwały i nie byłam w stanie uniknąć przy byle drzewku pytania o nazwę i wykazanie różnicy między świerkiem , modrzewiem sosną, klonem lipą i tu zaraz lekcja o pszczołach i miodach.
Jeszcze umiejętność pisania listów, koniecznie zgodnie z zasadami ortografii i kaligrafii.




Przyszło mi do głowy tato, że tyle mi napokazywałeś, że bez tego nie byłabym tym kim jestem teraz... I dlatego spiszę i opiszę zdarzenia z Twoim udziałem. Niech to będzie pamiątką dla najmłodszej Twojej wnuczki, której nie miałeś przyjemności poznać, ale ona tak jak Ty od najmłodszych lat nie bajki czyta. Od 11 roku życia prowadzi bloga książkowego (Książki – inna rzeczywistość), właśnie skończyła 17 lat i ja jestem jej mamą, ale muszę być też tatą. Staram się być takim jak TY.

PS. Tę różę wręczyłam dzisiaj na przystanku autobusowym bardzo starszemu panu, był szczuplutki zmarnowany, ale iskierki mu się zapaliły gdy trzymał w rękach kwiatek, który bez pytania, spontanicznie wcisnęłam mu do rąk. Zdziwiony otrzymany darem nie wierzył, że ni stąd ni zowąd obca kobieta daruje mu taki symbol życia i miłości.
  • Wie pani, 26 lipca skończę 96 lat...niech Pani żyje tak długo w zdrowiu jak Heniuś – skwitował z uśmiechem.
  • Dziękuję, sprawił mi pan radość.

    Spotkany Pan Henryk z pewnością jest czyimś tatą. Gdyby mój tatuś żył, miałby 92 lata, o 4 mniej niż pan Heniuś.




UZUPEŁNIENIE – niezwykle ważne.
Oprócz takich ojców jak mój tatuś, oraz tato moich dzieci, którzy mieliby prawo obchodzić Dzień Ojca gdyby żyli, są też inni. Ojcowie, którzy stają się nimi, bo powołują na świat dziecko. I tylko, i aż tyle. I tu byłoby na tyle.

GORZEJ, że są tacy, którzy podejmują się roli ojca, znają dziecko, któremu pozwalają się pokochać, obiecują iż odtąd zastąpią ci  zmarłego tatę, adoptują.
Z tą chwilą w twoim akcie urodzenia zmienia się imię taty i nazwisko na inne wcześniej ci nieznane. Tata nie jest już mężem mamy tylko moim tatą.
Wymarzony tata. Można pochwalić się w szkole. Szczęście trwa krótko. Upragniony tata wybiera weekendy u zamożnej, świeżo owdowiałej, o dekadę starszej cioteczki. To przekopywanie jej ogródeczka, sprawia mu radość. Schwycić za gardło 12-latkę, wypomnieć jej, że nie jest się jej prawdziwym ojcem, wyzwać od małych dziwek, podbierać pieniądze ze skarbonki, zmuszać do klękania przed telewizorem w czasie nadawania Apelu Jasnogórskiego, codziennie niezależnie od innego ciekawego programu telewizyjnego - to też pokazywanie świata przez ojca i to wybranego.

I więcej można by o tym pisać, tylko po co? Może po to by ostrzec inne mamy mające córeczki. TEN "ojciec" żyje. Żyje i figuruje w dokumentach jako ojciec. Powinien być dumny ze wspaniałej, mądrej córki, godnej pozazdroszczenia, ale zrezygnował z jej miłości dla swoich, dla siebie tylko ważnych powodów. I nie obchodzi go nic, że zdradził, zawiódł zaufanie małej dziewczynki.
Nie widzi swojej małostkowości, nikogogo nie kocha i nie lubi oprócz siebie. Dba i troszczy się tylko o raty za swój niezwykle drogi samochodzik, cioteczce już nie dogadza, bo skończyła się jej kasa. Szuka kolejnej kobiety, może być z dzieckiem, ale lepiej z domeczkiem, ogródeczkiem i bogatym kontem bankowym. Gotów jest wtedy zrezygnować z codziennej mszy w telewizji.
A córka ? Nie ma. Tak samo nie ma, jak syna z poprzedniego małżeństwa, którego spłodził, ale dla niego go nie ma. A Michał żyje, ma przeszło 20 lat i chciałby zapomnieć, że był w jego życiu TEN ojciec. U niego, na szczęście odwrotnie niż u dziewczynki pojawił się tatuś, który potrafił pokazać
mu uśmiech zamiast złości.

OJCIEC, TATO, TATUŚ – SŁOWO, NAZWA, IMIĘ, KTÓRE W ŻYCIU I DZIEŃ W KALENDARZU POWINNY BYĆ ZAREZERWOWANE TYLKO DLA WYBRANYCH.

niedziela, 19 czerwca 2016

Stara Kobieta niejedno ma imię... ;-)

Płaszczyk, spodnie, buty - sh / koszula - F&F / torebka - Parfois



S
- Stefania, mama Starej Kobiety - kompilacja spokoju i nerwowości
T - Telimena – podstarzała i przywiędła , lekko komiczna, bardzo poplątana postać z "Pana
      Tadeusza"
A - Alicja z "Po drugiej stronie lustra"
R - Roxana tyt. bohaterka romansu D.Defoe, niezwykle witalna, wiedząca, że może liczyć na siebie,         samotna w swoich życiowych wyborach.
A - Scarllet z "Przeminęło z wiatrem" o niezwykłych siłach witalnych i determinacji przeżycia

K - Krystyna, córka Lawransa, z lit. Norw., późno zrozumiała, że porażki i niepowodzenia                         przeciwko, którym się buntowała się, to był cały sens jej życia
O - Ops - wg mit. rzym. opiekunka małżeństwa
B - Bast – wg mit. egips. bogini miłości, płodności, domu, radości; kocia bogini
I - Iduna - wg mit. Skand. Uosobienie okresu między zasiewami i zbiorami (od marca do września)
E - Echo - wg mit. gr. zapłonęła miłością do Narcyza, a on wzgardził jej uczuciem.
T - Telus - wg mit. rzymsk., ta opiekująca się roślinami.
A - Abigail, w Biblii żona głupiego i nieużytego Nabala

Te imienniczki zostały subiektywnie wybrane przez Starą Kobietę... to właśnie cechy tych kobiet są kwintesencją cech Starej Kobiety. O wadach oczywiście nie mówimy ; - ) Na razie... 









środa, 15 czerwca 2016

3 x S, czyli Stara Kobieta, Sobotnie zakupy, Super okazje



Sobotni poranek. Prawie nic tak nie łączy mamy i córki jak wspólne łazikowanie po Salonach Mody ;-) marek krajowych i zagranicznych ;-) oczywiście w cenie  za kg, a nie od metki ;) 
Przy okazji zakupy  jedzeniowe i zgrzewka wody. Stara kobieta włożyła na siebie letnie ciuszki i japonki żeby wygodnie było, choć słońce od rana nie świeciło, wszak później przewidywane było.
Wycieczka choć nieco chłodna okazała się bardzo owocna.




Udało się kupić parę fajnych rzeczy, w tym płaszczyk marynarski, istne cudo, który trzeba było na siebie włożyć mimo, że niewyprany i niewyprasowany, ale zimno zwyciężyło. Płaszczyk w cenie 10 zł, aż dziw, że się uchował. I, do tego czarny płaszczyk dla córki. Za niecałe 15 zł, na zimę jak znalazł. Dodatkowo buciki na obcasie, w cielistym kolorze i jeszcze parę innych rzeczy, ale o tym będzie więcej w "Armani w cenie za kilogram # 2 ", który już niedługo ;) 




Super wisienką na torcie były kosmetyki kupione w sklepie rodzaju "Wszystko za 1, 2, 3 i 5 złotych" ;) . Kosmetyki oczywiście nowe, nierozpakowane, a przez to, że pochodzące z końcówek kolekcji za śmieszne wręcz pieniądze. W tym między innymi farba do włosów, którą normalnie Stara Kobieta kupuje za 35 zł... w sobotę została przez nią kupiona za złotych 5. Drugą wisienką na torcie był zakup książki o Andrzeju Łapickim – w Biedronce, za piątaka. Niestety sama książka już taką wisieńką nie jest... (o tym też będzie więcej w przyszłości).  Z kosmetyków zaprezentowanych używałam już peeling – jak na razie rewelacja! Tak samo pasta do zębów :) A! I jeszcze córka kupiła film "Joanna", czyli polskiego kandydata do Oscara 2015... za jedyne 0,99 zł. Czeka na obejrzenie, ale to już niebawem... bo Stara Kobieta ostatnio stała się prawdziwą kinomaniaczką. A propos tego piątkowego wieczoru (o którym pisałam przy okazji "recenzji" filmu "Droga do zapomnienia") obejrzałam jeszcze "Dziewczynę z tatuażem", "Labirynt" i "Co kryje prawda?" w jedną noc... to był istny maraton. Taka była zmęczona i dlatego tak źle się ubrała. ;) 

2,99 zł







5 zł


1,99 zł


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Rozmowa niepasująca do niczego


  • O czym będziemy rozmawiać?
  • O śmierci.
  • Dlaczego o niej?
    To smutne i przygnębiające.
  • Niekoniecznie. To ma być rozmowa o końcu. Wszystko ma swój koniec. Książka i film, wszystko ma swój koniec.
  • Do książki można dopisać drugą część, do filmu następny odcinek i stworzyć nawet niekończący się serial, a do śmierci nie.
  • Śmierć jest niepowtarzalna i zdarza się raz, każdemu jeden raz. Jest jedynym ograniczeniem życia. Dlaczego o niej nie porozmawiać?
  • A dlaczego tak, jest tyle tematów, za oknem słońce?
  • Słońce śmierci nie przeszkadza. Śmierć nie kieruje się też zasadami savoir vivru i może przeszkodzić.
  • Nie o to mi chodzi. Taka rozmowa nieoptymistyczna na początku lata.
  • Lato też się skończy.
  • Przeżyjesz jakoś bez tej rozmowy?
  • Brak tej rozmowy da się przeżyć ;-) Wstyd można przeżyć, utratę męża, teściowej i za ciasne buty, ale śmierci nie przeżyjesz.
  • To w takim razie koniec rozmowy.
  • Śmierć rozmowy? ;-) Nie. Ona się jeszcze właściwie nie zaczęła. Nie bierzmy z niej przykładu, jak wtedy kiedy ona tak szybko kończy jakieś ledwie rozpoczęte życie.
  • Uparta jesteś.
  • Tak . Uparta ŻEBY ŻYĆ i dlatego chcę o niej porozmawiać i w ten sposób oswoić się z nią na tyle, żeby nie ugniatała mnie myśl o niej. Wolę uciskanie za ciasnych butów. Nie chcę powtarzać nawet tego słowa "śmierć". Nazwijmy śmierć Ten, albo On.
  • Ten? Przecież śmierć jest rodzaju żeńskiego. Myślisz o Niej, a mówisz Ten?
  • To na pewno jest On, znaczy Ten. Kobieta to uroda, delikatność, świeży powiew.
  • Na rysunkach pokazywana jest przede wszystkim jako kościotrup z kosą.
  • No właśnie, ON i do tego z kosą. Widzisz tam, na tych obrazkach płeć? To ON. Nie jest w szpilkach; nie może być kobietą...
  • ...może do pracy chodzi w wygodnym obuwiu ...na płaskim...
  • To jest On. Będę się upierać.
  • Może po prostu Ono. Zdarzenie, które nikogo nie omija, i nim do niego dojdzie, LEPIEJ wykorzystać ten czas, żeby fajnie żyć, a nie tracić czasu na oswajanie się z czymś takim. Przy tym, ja się będę upierać.
  • Jednak trochę porozmawiałyśmy o Tym, ale masz rację, wystarczy .
I UPRZEJMIE, Z PRZYJEMNOŚCIĄ ZAPEWNIAM, ŻE ŻYJĘ I MAM SIĘ DOBRZE

JEŚLI MOJE SZCZĘŚCIE JEST POWODEM CZYJEGOŚĆ NIESZCZĘŚCIA TO MA PECHA
MAM ZAMIAR JESZCZE DŁUGO TRWAĆ I TO Z UŚMIECHEM,
NA USTACH, KONIECZNIE POMALOWANYCH CZERWONĄ SZMINKĄ ; D