poniedziałek, 30 maja 2016

Express Bronze 3 w 1 Soraya


HIT NA LATO
Lecisz na ogródek, balkon czy inną plażę i wystawiasz się na słoneczko.
Nie masz czasu, zdrowia i cierpliwości na dłuższe opalanie, a chcesz by biała sukienka nie zlewała się z kolorem ciała to...
Po nie długim czasie masz brąz. Szybki efekt, bo kosmetyk ten oprócz przyśpieszenia wywołania opalenizny zawiera balsam utrwalający opaleniznę, zapewnia doskonałe nawilżenie i masz to za jednym smarowaniem. To naprawdę jest HIT. Wierzcie mi, to działa ! EXPRESS BRONZ dla leniwych, ale wymagających. Produkt zawiera masło kakaowe, olej z orzecha brazylijskiego i wcale nie trzeba go równomiernie rozprowadzać jak jest w opisie podane. Wypróbowałam, a na pytanie sąsiadki, gdzie się tak pięknie opaliłam (jakby nie było widać, że na ciele ;-) ) utrwaliło moje przekonanie, że dokonałam trafnego wyboru przy koszcie 13,99 zł za opakowanie.
SZYBKO, ŁADNIE I SKUTECZNIE bez długotrwałego smażenia się na słońcu, które niestety czyni nieodwracalnie złe zmiany na skórze, o czym nie myśli się mając jeszcze przed sobą kolejne osiemnastki. Ja nie myślałam ;-), ale to akurat nic nowego.

A Wy co stosujecie (jeśli w ogóle), żeby nie być takim białym po zimie? :) 

niedziela, 29 maja 2016

LIST OSTRZEGAWCZY. UWAGA, GRASUJE OSOBNIK STANOWCZO NIEPOSZUKIWANY.

Rysopis absolutnie doskonale zapamiętany.
Według dowodu osobistego: mężczyzna, lat 55. Stan cywilny: powtórnie żonaty ( od pięciu lat jedynie w dokumentacji USC). Syn swojej mamy.
Wzrost: 185 cm, lekko zgarbiony, klatka piersiowa wydaje się przez to zapadnięta.
Waga: ok. 100 kg
Twarz kwadratowa, płaska; włosy czarne, niegęste z pr zedziałkiem, zawsze dokładnie przygładzone, żeby nie rzec przylizane, z przedziałkiem po lewej stronie. Czy to zima czy to lato okryte czarną bejsbolówką, uwydatniającą lekko odstające trójkątne uszy. Z pod daszka wyzierają oczy.

Oczy koloru ciemnego piwa, przenikliwe lecz strachliwe, bez iskierek wesołości.
Znaki szczególne: znamiona, rodzaj pieprzyków umiejscowione po lewej stronie twarzy (plecy
owsiane takimi samymi, gęsto), Pod nosem czarny wąs przypominający ten z dawnych rycin przedstawiających dorożkarzy, woźniców lub ogrodników. Opalony tylko od łokcia w dół i na karku, nigdy inaczej, i nigdy gdzie indziej;-
Chodzi dużymi krokami stąpając stopami o rozm.45, nigdy się nie śpieszy, podąża z głową spuszczoną.


Ubrany niezależnie od pory roku w podkoszulek szary (kiedyś biały) prążkowany, wzór lat sześćdziesiątych, który stanowi bazę dalszego ubierania.
Ostatnio widziany w koszuli koloru czarnego z nadrukowanymi postaciami łysych kulturystów, napinających muskuły. Dwa rozmiary za duże jeasy przytrzymuje brązowy pasek ze skaju.
Stopy zaopatrzone w sznurowane buty na tzw. słoninie. Całości dopełnia płócienna kurteczka ze ściągaczem w ekletyczną krateczkę w różnych odcieniach brązowo i szarych , w przeciwieństwie do spodni o dwa numery za mała.
Wypchane do granic wytrzymałości kieszenie w spodniach są niewątpliwym znakiem rozpoznawczym , odróżniającym od typowego nosiciela spodni.
ABSOLUTNIE NIEPOSZUKIWANY OSOBNIK – zawód technik ogrodnik, a właściwie mechanik ogrodniczy. Jeździ wypas limuzyną VOLGSWAGENA, w którym wozi przede wszystkim drabinę, grabie, zeschłe liście i środki do pielęgnacji roślin.

NIEPOSZUKIWANY OSOBNIK jest bardzo religijny, nie opuści mszy św., opuści dziecko dla 13 – lat starszej ciotki, lubi seks i dobrze zjeść ( jedno i drugie często, szybko, i łapczywie)
Ulubionym programem telewizyjnym NIEPOSZUKIWANEGO jest Apel Jasnogórski, koniecznie na kolanach przed telewizorem. Modli się codziennie życząc wszystkim otaczającym go kretynom, bo oprócz niego , mamusi i cioci to wszystko złodziejska banda kretynów – żeby splajtowali, pokręciło ich ze wszech miar.
Odmawia różaniec co nie przeszkadza mu zupełnie w posługiwaniu się przemocą i agresją, kłamstwem. Nie dotrzymuje umów...Żadnych. Kroczy przez życie bez uśmiechu (bo z czego tu się śmiać ) Nigdy nie jest ZA, zawsze PRZECIW. O sorry, jest ZA , JEST ZA SOBĄ.

NIEPOSZUKIWANY poszukuje pieniędzy przy kobiecie. Wiek kobiety i uroda bojętna. Musi być chętna by go rozpieszczać, niczego nie żałować, dużo mu kupować, regularnie klęczeć przed telewizorem, wstawać kiedy on jeszcze śpi, kłaść gdy on już przekręca się na bok, oczywiście po obfitej kolacji, nabożeństwie i seksie. Kolejność nie ma znaczenia. Przewiduje, że wszyscy po śmierci zostaną rozliczeni. Wieszczy takie rozliczenie nie wspominając o swoich błędach, bo ich nie popełnia w swoim mniemaniu.


TO NIE JEST RYSOPIS ŻÓŁCIĄ PISANY - ktoś może mieć takie wrażenie. Takie są fakty i żyją kobiety, ludzie, którzy je potwierdzą. Gdybym ich posłuchała, nie odłożyła rozumu gdzieś do głęboko do szafy nie pisałabym teraz tego ostrzeżenia. Nie musiałabym o wielu sprawach też dotyczących dóbr materialnych, pisać, że MIAŁAM. Dzisiaj czuję, że moja naiwność, żeby się nie wyrazić głupota mogłaby oświetlać przy braku prądu całe wielkie miasto. NAIWNOŚĆ to poślubienie człowieka w 80-tym dniu znajomości, wszystko mu oddając w zamian nic nie żądając.

NIEPOSZUKIWANY OSOBNIK ciągle poszukuje pieniędzy z kobietą. Obieca wszystko i na wszystko zgodzi, a nawet uśmiechnie, a potem wzgardzi i pójdzie do kościoła, po rozgrzeszenie dla wszystkich dookoła, bo on nie musi. - on kocha Boga.


czwartek, 26 maja 2016

Mama



Dzisiaj 26 maja, Dzień Matki. Mamy 2016 r. Gdyby żyła moja mama miałaby 87 lat. Zmarła 14 lipca 1998r. Ja, jedyna jej córka miałam 41 lat. Od 10 lat nie żył mój tato. Na świecie nie było jeszcze najmłodszej Alicji Antoniny. Nie było też ani myśli, że będzie ktoś nowy. Śmierć zawsze jest zaskoczeniem. Mama przewlekle chorowała, leżała w szpitalu i wszyscy wiedzieliśmy, że śmierć przyjdzie niebawem, jednak poranny telefon ze szpitala był szokiem.
  • Pani Dorota? - suchy głos zapytał
  • Tak, przy telefonie – odpowiedziałam mechanicznie, podświadomie zdając sobie sprawę
    czego będzie dotyczyła informacja.
Nie zapłakałam. Poprzedniego dnia byłam u mamy. Była spokojna i uśmiechnięta. Nigdy nie była
wylewna w okazywaniu swych uczuć. Tego dnia powiedziała mi chwytając za rękę, że bardzo ładnie wyglądam ... i że mnie kocha.
  • Ja ciebie też mamusiu choć różnie było, trochę cię ostatnio zaniedbywałam, bo wiesz ta praca od rana do wieczora, dzieci – tłumaczyłam naiwnie
  • Kocham cię – powtarzała mama
  • I tak ładnie wyglądasz- szeptała patrząc na mnie jakby chciała nauczyć się na pamięć
    każdego szczegółu mojego wyglądu
  • Jestem z ciebie dumna, przepraszam – kontynuowała
A ja słuchałam przełykając ślinę. Byłam bezradna. Brakło mi słów. Nie mówiłam, że będzie dobrze.
Obie wiedziałyśmy, że wiele już się zmieniło, a zmieni jeszcze bardziej. Nigdy nie rozmawiałyśmy
o śmierci, ale czułyśmy jej nieuchronną bliskość.
Mama miała 69 lat, 10 lat przeżyła tatę. To były dla niej trudne lata, szczególnie dlatego, że kilka miesięcy przed śmiercią taty zmarła jej mama, z którą związana była niemalże w sposób magiczny.
Mama z babcią porozumiewały się bez słów, były najlepszymi przyjaciółkami. Nie było między nimi żadnych nieporozumień. Dbały o siebie. Ani tato, ani ja nie byliśmy tak ważni dla mojej mamy jak jej mama, moja babcia. W tych ostatnich chwilach,wiedziałam, że najbardziej jej żal, że nie ma koło niej babci.
  • Pamiętasz mamusiu jak babcia poszła godzinę wcześniej do koścoła, bo była zmiana czasu? - przypominałam
  • Ile było śmiechu jak po zakończeniu oglądania filmu w telewizji chwaliła go i zachwycała choć wiadomo było, że głównie na nim spała
  • Jak wszyscy w całej rodzinie liczyli się z jej zdaniem, zdaniem cioci Maryni?
Ciągnęłam wspominki o babci. Twarz mamy rozjaśniała się. Wyjątkowe relacje mamy z babcią w żaden zły sposób nie wpływały na moje czy taty życie. Byliśmy zawsze razem... babcia, mama, tata, i ja. Nawet na wakacje jeździliśmy razem pod namiot jak dorobiliśmy się samochodu marki PETKA. I o tym mamie opowiadałam, naśmiewająjąc na przypomnienie jak to godzinę spędziła pod drzewem na deszczu, bo do namiotu wpadła mysz, tata wędkował, a babcia żadną miarą nie mogła jej wygonić z namiotu. - Za odważna to nie byłaś? - uśmiechnęłam się na przypomnienie tej sytuacji jakby to wczoraj było, a nie lata całe temu.
Ale mamie bardzo się podobało.
  • A pamiętasz jak tata złowił takiego wielkiego suma, że mimo iż wszystkim dookoła porozdawaliśmy to i tak codziennie był sum na obiad, a ty płakałaś i pytałaś, kiedy on się skończy, że chcesz klopsiki z mięsa, nie z tego potwora? - dociekała mama
  • Pamiętam, ale mnie oszukałaś... na drugi dzień były też ryby tylko mniejsze..jakieś trocie, płotki, następne leszcze, dla odmiany węgorz, jak ja nienawidziłam tych ryb - skwitowałam słowa mamy
  • Ja też – uśmiechnęła się mama
  • Coś ty, mamo, myślałam, że lubisz ryby i cieszyłaś się z wędkarskich wyczynów taty – byłam zdumiona
  • Nienawidziłam jedzenia ryb, nie mniej niż czyszczenia ich i jeżdżenia z tatą na nie, ale babcia lubiła i Rysiu tak cieszył...rozumiesz...też musiałam...później już nie umiałam inaczej.
  • Nigdy mi nie mówiłaś, mamusiu. Myślałam, że lubisz tak spędzać czas nad wodą, z dala od ludzi, ty nad koherem ,ja z piłką albo z tatą w badmingtona ?
  •  A kiedy rozmawiałyśmy sobie tak jak dzisiaj Dorotko? - zapytała lekko smutno
  • Będę jutro z rana. Muszę wracać do pracy. Jutro dłużej pogadamy. Będę zaraz po śniadaniu. - zerwałam się. Ucałowałam ją serdecznie. Lekko przytrzymała mnie za ramię. Wydawała się jeszcze mniejsza choć i w istocie była malutka (1,56 m wzrostu).

..............................................Mamusiu, byłam zaraz po śniadaniu, chciałam jeszcze zapytać czy motorem też bałaś się jeździć, ale jeździłaś, bo tata lubił ....domyśliłam się, że mi nie powiesz, bo wcześniej pani przez telefon mi powiedziała, że jest jej przykro... dalej słuchałam. Mamusiu...jedenaście miesięcy po naszej ostatniej, niedokończonej rozmowie przyszła na świat twoja nowa wnuczka...niespodziewanie. Dla CIEBIE POSTARAM SIĘ NIE ZANIEDBAĆ ŻADNEGO CZASU. TO NIESAMOWITE, ALE W NIEJ WIDZĘ CIĘ KAŻDEGO DNIA.

poniedziałek, 23 maja 2016

Pokręcony alfabet Starej Kobiety


A - jak ALICJA, absolutnie wspaniała córka Starej kobiety, która wspiera ją każdego dnia i
i nie pozwala na głupie myśli

B - jak BABCIA, określenie, nazwa człowieka płci żeńskiej, od momentu gdy przychodzą
na świat dzieci jej dzieci
( i tu myśl rozwinę ;- )
  • bez względu na wiek babcia nie przestaje być kobietą
  • określenie babcia zarezerwowane jest dla wnucząt, a nie osób postronnych
  • celem życia babci nie musi być niańczenie dzieci jej dzieci
  • babcierzyństwo nie czyni z niej wasalki jej dzieci
  • babcia ciągle ma prawo do swoich wyborów i popełniania błędów
  • ma prawo być zwariowana i kolorowa
  • zostanie babcią nie ma być hamucem tylko iskrą do życia
C - jak CUD narodzin 16.11.1976 r.
30.05.1979 r.
04.05.1981 r.
07-06.1999 r.
Cztery daty, które łączy CUD. Każdy z tych dni pamiętam minuta po minucie...
mimo upływającego czasu...ciągle pamiętam i jest następny CUD.

D - jak DEWIZA, którą warto mieć, że "przyjęcie czyjeś rady jest samo w sobie mądrością"
D - DZIECKO - na pewno każdy nim jest dopóki żyją jego rodzice. Choć są tacy, którzy nie
przestają być nimi do końca.W Starej Kobiecie to dziecko, kojarzone ze szczęściem, ale też
z naiwnością, to ciągle tkwi.

E - EKSTRAWERTYCZKA ...pani jest – podsumowała lekarka rodzinna Starą kobietę, która
ekspresywnie z szybkością karabinu maszynowego opowiadała o swoich rozlicznych
dolegliwościach używając do tego w sposób daleko przesadny mowy ciała, nie unikając
wstawek nt.obecnej sytuacji dziejowej....cha, cha , ale się działo ( armaciło) ;-)

F - jak FANTAZJA, która towarzyszy mi od kiedy tylko zaczęłam pamiętać, w każdym aspekcie

życia; kuchni, łóżku; zabawie; patrzeniu na świat, przyjmowaniu go, postrzeganiu ludzi i
i spraw

G - jak GINEKOLOG – lekarz (ona, albo on) kobiecego ciała, najbardziej wkraczający
w intymność...straszne

H - jak mój drugi mąż...HAMULEC, który zahamował moje zaufanie i wiarę w to, że jak
dajesz z całej siebie wszystko co masz najlepszego to nie ma zmiłuj, musisz odebrać
samo dobro.

I - ILUZJE, to coś czego już nie mam jeśli chodzi o HAMULEC.

J - jak JAK, początek wielu pytań, które sobie zadaję

K – KINDERSZTUBA – zapomniane słowo określające zasady umiejętnego zachowania,
wpajane od dzieciństwa. I KONSTATACJA ( też na K ), że nie tylko słowo zostało
zapomniane. Pryncypia niejednokrotnie też.

L - LIBERALIZM – ciągle słyszane i powtarzane w ostatnich latach słowo, w istocie tyle
znaczące co wyrozumiałość i tolerancja, której niezmiennie poszukuję w ludziach.

M - jak MAMA, MĄDROŚĆ, MIŁOŚĆ.
MAMA, pierwsze słowo, odmieniane na szereg sposobów. Dopóki żyje niezależnie gdzie ty
żyjesz i z kim nowym dzielisz radości i smutki. Dla niej zawsze będziesz jej dzieckiem.
Ona nie przestanie być twoją mamą nawet kiedy nie będzie już jej przy tobie, albo ty
będziesz gdzieś tam...nie zapomnisz o niej, nawet jeśli zechcesz. W banku cię zapytają...
( w celu weryfikacji)
  • imię i nazwisko rodowe matki, proszę.
MAMA, MIŁOŚĆ, MĄDROŚĆ – nie zawsze idą razem, choć powinny. Stara kobieta i ja
- to wiemy.

c.d.n.


piątek, 20 maja 2016

Gottland


Większość z tego co wiem/ to ze starości :-D /z długiego oglądania, słuchania, z tego czego doświadczyłam, co mnie spotkało, w czym brałam udział, z kim piłam wino i co czytałam. Teraz nabyłam nową wiedzę, z przeczytania cyklu reportaży o naszych południowych sąsiadach. O przeszłości w Czechach. Zawsze mi smutno gdy czytam o przeszłości szczególnie tej, która była niedawno, tej bliskiej, realnie przeze mnie przeżywanej i zapamiętanej. I wkurza mnie w tej przeszłości najbardziej to, że BYŁA....i zwyczajnie mi żal...jak w piosence..., że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin...

”Gottland” emocjonująca książka Mariusza Szczygła inspirująca do tego, żeby jeszcze więcej sobie przypomnieć i dowiedzieć się. Chcąc nie chcąc zmusza do przywoływania z pamięci różnych zdarzeń, a te wymuszają następne. Odkurzają głęboko zachowane w głowie. I tak BATA, słowo, nazwa z pierwszej strony książki. Znajome z dzieciństwa. Jako mała dziewczynka słyszałam z rozmów mamy i babci...buty z baty, dobre buty z baty, kupić buty z baty, bardzo dobrze mieć buty z baty. Rozumiałam, że są bardzo pożądane i trwałe, jeszcze buty z Chełmka od baty. Używam tutaj małej litery przy nazwie Bata, bo wówczas nie wiedziałam co to dokładnie znaczy. Bardziej rozumiałam słowo Wilbra. Brzmiało jak imię pięknej kobiety. Do dzisiaj mi się podoba  to słowo, choć w istocie to nie imię tylko nazwa farby czy lakieru strasznie śmierdzącego
, którym mama z babcią malowały butki po to, żeby zmienić kolor i przedłużyć  ich żywot. Lakierowanie ich na różne kolory w tych czasach było lekką ekstrawagancją, ale to inny temat. „ Bata”nazwa rodzinnej firmy obuwniczej założonej w 1894 r w Zlinie.Skomplikowane, niejednoznaczne dzieje czeskiej rodziny, której potomkowie w różnych okresach dziejowych wbrew temu co było, szli do przodu. Z pełną determinacją idei kapitalizmu z ludzką twarzą, żeby produkować tanie, dobrej jakości obuwie, a ludzie je wytwarzający mogli żyć godnie z tej pracy. Rodzinna firma stała się marką samą w sobie. Jej właściciele na przestrzeni lat już od końca I wojny światowej wprowadzali swoje produkty na rynki światowe. Mało tego...z powodzeniem angażowali się w przeróżne - czasem bardzo odległe od branży obuwniczej projekty. Zmienia się sytuacja społeczna, polityczna, dziejowa, wojny, komunizm....w rodzinie Antonina Baty jedni się rodzą inni umierają, kochają i kłócą, mają marzenia i smucą, ale trwają. Ich losy tworzą historię,którą barwnie, ciekawie i intrygująco przedstawia Mariusz Szczygieł w reportażu rozpoczynającym serię. A później jest jeszcze bardziej emocjonująco i wciągająco.

”BYŁA TYLKO KOBIETĄ”, najbardziej znana w Europie czeska aktorka/mniej w Czechach/, kochanka ministra propagandy III Rzeszy Josepha Gobbelsa autora frazy”Kłamstwo powtórzone wiele razy staje się prawdą”. Wszystko co dobre i złe w swoim życiu tłumaczyła tym, że jest kobietą. Kochała być kobietą. Kierowała się w życiu swoim poczuciem kobiecości, postępowała różnie nie troszcząc o to co dookoła, bez względu na wymiar spraw. Nauczyłam się....nie oceniać nikogo...jej postać mnie zaintrygowała i zafascynowała.
Kolejne pobudzenie i dalsza chęć podróżowania w czasie i miejscach. 

Otakar Svec, rzeżbiarz...historia powstania i upadku największego w Europie dowodu miłości-pomnika, pomnika Stalina.
Niezwykłe przypomnienie Franza Kafki przez spotkanie z jego siostrzenicą Verą S.
Wytłumaczenie fenomenu, zjawiska bożyszcza Czechów, który za życia doczekał się swojego muzeum - Karela Gotta.
I znowu coraz bliższe mej pamięci.....nazwiska. Jan Prochazka, Jiri Korn,Helena Vondraczkowa...i inne. 

CHCE SIĘ CZYTAĆ DALEJ, drążyć i dociekać. Zapamiętałam ze słów jednej z opisywanych postaci, że”Prawda to jest to co przeżyliśmy, a nie to, co nam ktoś po latach powie na ten temat” i, że nie należy bać się śmierci, bo umiera się tylko raz, a jak się umrze trochę wcześniej to się tylko troszkę dłużej jest umarłym.;-) ”Gottlandem” Mariusz Szczygło uzależnił mnie od siebie, po raz kolejny zrobił mi raj (czytaj”Zrób sobie raj” tegoż autora). 


wtorek, 17 maja 2016

Stary przyjaciel

Spotkałam się ze starym przyjacielem. Słowa "stary" użyłam nie ze względu na określenie jego wieku ;-) (rocznik 57), ale ze względu na czas naszej znajomości - 25 lat. 
To cztery lata mniej niż połowa mojego życia :) (ja i moje przemyślne obliczanki ;)) Kiedyś ze względu na okoliczności (wspólna praca zawodowa) widywaliśmy się codziennie. Wszystko w życiu przemija nawet najdłuższa żmija : D / a propos żmii albo węży to Antoni, o którym mowa, w tamtych barwnych dla mnie latach 90 - tych to typ faceta, który i wężowi by nie przepuścił gdyby mógł go tylko utrzymać. Rozeszły się nasze drogi zawodowe, ale została sympatyczna przyjaźń. Spotykamy się mniej więcej raz w miesiącu na przysłowiowej kawce i rozmawiamy o różnych bieżących wydarzeniach, uprawiamy wspominki, drwinki, dowcipy, trochę narzekamy.  Jako, że to zwykle tylko godzinka po pracy przed następnym działaniem - dla każdego z nas - bez specjalnych emocji, które mogłyby dodatkowo powstać np. przy wypiciu dodatkowo drinka jednego czy drugiego, ale samochód... powrót do domu itd. Antoni jest tym, który wie o mnie wszystko, a mimo to jest przy mnie (Jeśli pytacie - czy ratowałby mnie gdybym tonęła? To na pewno próbowałby... jednakowoż gdyby mu się chciało ;) , bo ostatnio mi się zwierzył, że nic mu się nie chce ;( ) Tym razem zaprosiłam go na obiad w domu. Taki mały podstęp, żeby dłużej porozmawiać. Kawa z ciasteczkami krócej jakoś wypada. A obiad dłuższej ilości czasu wymaga. Do tego deser... herbatka. Zaraz po jedzeniu wyjść nie wypada. Mnie miło jest przyrządzić obiad dla kogoś "dodatkowego". Żadnych specjałów wymyślnych nie było: 
- ziemniaczki gotowane
- wątróbka wieprzowa z cebulką
- kapusta kiszona, zasmażana co nijak nie pasuje, ale jak się zapomniało kupić ogórki kiszone... 
- na deser serek Mascarpone w wydaniu tiramisu
- herbata życia Roibos z miodem i cytryną  (co podobno bardo niezdrowe). 

Dzwonek do drzwi.
Onegdaj podobny do Roberta  Redforda z czasów młodości, stanął we drzwiach zdobywca niewieścich serc ubiegłego wieku. W nieskazitelnie czystej, idealnie odprasowanej błękitnej koszuli (co trudne w utrzymaniu po ośmiu godzinach pracy) z elegancką, modną torbą przewieszoną przez ramię - był nieco smutny. 
Jakiś nieobecny. 
W miarę rozgryzania wątróbki i zapewnień, że kapusta pasuje do wątróbki - rozluźniał się. Jednak coś się w rozmowie nie kleiło. 
Trochę retrospekcji, coś usłyszanego i powtórzony dowcip. Dalej był jakiś nieswój. Ożywił się na krótko dzieląc wrażeniami po przeczytaniu "Zrób sobie raj" i "Gottlandu" Mariusza Szczygła dopiero co przeze mnie przeczytanego. Zawstydził mnie tym, że przeczytał już wszystko co napisał ten reporter. Uwielbia Czechów, stara się co roku odwiedzać Czechy i zgodził się ze mną w ocenie ich podejścia do życia i śmierci. 
Ostatnie kęsy wątróbki, a tu nadal dookoła smutki. 
- Może deser z dodatkiem alkoholu rozładuje tę chwilę? ;) - zastanowiłam się. To było dziwne. Pełen wigoru, zawsze optymistyczny Antoni wyglądał bardziej na oponę przed wulkanizacją niż na wciąż jurnego, żądnego jeszcze radości w życiu faceta, któremu ciągle Kasieńki, Zosieńki itd., itd. się chce. Co spowodowało takie zachowanie? Zły dzień w pracy? Jakieś troski domowo - rodzinne? Próbowałam dociec jednocześnie terkocząc radośnie o bzdetach podsuwając drugi pucharek z tiramisu (tu: odmowa) i herbatę w specjalnym, półlitrowym kubku. Gdzie Antoni, który ciągle pocieszał mnie i nie dawał poznać, że myśli inaczej niż dobrze? Gdzie mężczyzna, który jak mantrę powtarzał "Będzie dobrze"? To ja pytałam zawsze: "To czemu nie jest? Kiedy będzie?". Z nosem spuszczonym, okiem patrzącym w bliżej nieokreśloną dal (ale tylko jednym) Antoni był czymś wyraźnie zmartwiony. Spotkanie dobiegło końca. Było dłuższe niż zwykle, ale jakoś melancholijne. 
Dręczyło mnie pytanie co się wydarzyło, co go tak odmieniło (o boże... co za częstochowskie rymy ;) ). Pomyślałam chwilę i nim zaczęłam brać się za zmywanie naczyń po wyjściu gościa - zadzwoniłam 6..-... -.. 6. 
Odezwał się głos w tle gwarów z ulicy, domyśliłam się, że Antoni nie doszedł jeszcze do samochodu. - Czy mi się wydaje, że coś smutny dzisiaj byłeś? - zapytałam - Stało się coś? Masz kłopoty? - zalałam go potokiem zadawanych pytań. Wypytywałam jakbym wcześniej przy herbacie nie mogła. 

I TERAZ NAJWAŻNIEJSZE... SŁUCHAJCIE: 

-Wiesz... byłem u fotografa. - wydukał Antoni
- I co? On chory? - głupio zadrwiłam. Przemilczał, nabrał oddechu. 
- O czym tu mówić? Byłem u fotografa, bo muszę wymienić dowód. - zaczął, a ja milczałam nie chcąc mu przerywać, aby dokończył swą opowieść - termin ważności mi upłynął - kontynuował.
- Chyba dowodowi - zaśmiałam się głośno do słuchawki. Niezrażony tym Antoni ciągnął dalej.
- Zobaczyłem się na zdjęciu. Pani zrobiła mi zdjęcie. Jedno i drugie. O trzecim powiedziała, że inaczej nie potrafi. Może jest za młoda. Zawołała starszego kolegę z zaplecza. On się bardzo starał... wreszcie jedną z odbitek wybrałem. 
- Co jest z tym zdjęcie nie tak? - znowu głupio zapytałam. 
- Nie rozumiesz? Nie ze zdjęciem. Zobaczyłem się i przeraziłem. Ta twarz! Przecież jestem jeszcze taki sprawny - psychicznie i ruchowo, czuję się świetnie, jestem postawny, otwarty na świat, niejednemu bym podskoczył - rzucał słowa. I dalej - Czasu nie marnuję, nie choruję...
- A te tabletki w teczce to pewnie dla podniety? - wyzłośliwiałam się w myślach słuchając tego wywodu. A on dalej i dalej... 
- Uzmysłowiłem sobie jaki stary jestem i jak strasznie źle wyglądam i, że nie mówiłem tobie, ale czasami to już mi się nic nie chce. Nic mi się nie chce, Spotykać się z Tobą i w ogóle mi się nie chce. - Nie martw się, Antku. Następne wydanie dowodu za dziesięć lat. Kolejny termin ważności. Twarożek ma gorzej. Trzy dni ważności :) - perorowałam. - I jeszcze jedno: koniecznie musisz jeszcze raz przyjść na obiad. Zrobię wątróbkę - zawiera chrom, ważny składnik w leczeniu depresji, jeśli zamierzasz teraz na nią zapaść, bo twoje opakowanie ci się nie podoba. - pocieszałam go. 

Do Antoniego od autorki: 
Antku! Poznaliśmy się w 1991 roku. Dynamicznie podjeżdżałeś pod biuro na motorowerze z teczką przewieszoną na pasku skrzyżowanym na piersiach. I wciąż Cię takiego widzę. Zmiana polega na tym, że teczkę zastępuje elegancka torba na ramię. a Ty wysiadasz z Lexusa. Zmiany są częścią naszego życia. "Będzie dobrze" - chyba nie przestaniesz tak myśleć i mówić. Dodałabym: - Choć nie tak samo. 



niedziela, 15 maja 2016

Nie pomoże puder, róż, kiedy gęba stara już...

... mówiła moja babcia (ur. w 1905 roku), a jednak od najmłodszych już lat - obecnie coraz młodszych, dziewczęta i kobiety malują kreski, pudrują lica, czernią brwi, tuszują rzęski, usta w palecie czerwienie nabłyszczają. 


Używałam różnych podkładów, pudrów choć dość późno rozpoczęłam w ogóle ich stosowanie. Od jakiegoś roku jako podkładu używam fluidu SORAYA Anti Egeing Makeup Sceniczny w kolorze orzechowym. Doskonale kryje, nawet przebarwienia i daje długotrwały efekt. 

Później parę ruchów pędzlem "umaczanym" w pudrze brązującym SENSIQUE nr 106 (dostępnym w drogeriach Natura) o bardzo delikatnej, jedwabistej konsystencji. Trzy odcienie pudru w jednym przy umiejętnych ruchach pędzlem pozwalają wymodelować ładnie twarz i dodać jej blasku. 

W czerwcu zeszłego roku gdy pierwszy raz zastosowałam ten zestaw - znajoma trzydziesto - paroletnia kosmetyczka (znamy się prywatnie, nie korzystam z jej usług) autentycznie zachwyciła się moim licem i zdziwiła, że to nie są jakieś kosmetyki z górnych półek cenowych (podkład kupiłam na wyprzedaży za 6 zł, a puder za 5 zł). Jej opinia ugruntowała moje przekonanie, że jest dobrze. I nie zmieniam tego. Nie ma co kombinować skoro ta opcja sprawdza się. 

Co do oczu - trochę srebrzystopopielatego cieniu na zewnętrzne kąciki z lekką smugą ku górze brwi. Gdy wesoły nastrój z dodatkiem niebiesko - szafirowego cienia. Ten zestaw firmy H&M kupiony za 2 zł - też mam już rok. 

Tusz do rzęs -  od jakiegoś czasu mascara firmy Sensique (podobnie jak wyż. puder) pogrubiająco - wydłużająca rzęsy. Bardzo ją lubię za elastyczną szczoteczkę, która pozwala pomalować rzęsy nie sklejając ich. Mascara nie robi grudek, ma aksamitną konsystencję. Zadowala mnie i jakość, i cena. Znów się udało - kupiłam ją na promocji - 50 % za jakieś 7-8 złotych. 

No i oczywiście usta. Zawsze przed użyciem szminki zapudrowane, w konturze poza ustami lekkuchno rozjaśnione białym cieniem. W moim przypadku czerwona szminka. Nie wiśniowa, nie różowa, lecz w ciepłej, głębokiej czerwieni. Jak mi szczególnie zależy nakładam ją gąbeczką. A jak jeszcze bardziej mi zależy to błyszczyk (czerwony albo ze złotymi drobinkami) na warstwę pomadki. Odkryłam, że pomieszanie i użycie różnych odcieni ciepłej czerwieni na wargach optycznie je powiększa. Tak jak ten jasny obrys je uwypukla. I koniec. Cały makijaż. 

Im mniej tym naturalniej, tym ładniej. 
Tylko te czerwone usta ;) 
Jak jestem nieumalowana to czuję się jak nieubrana. Stąd nawet woreczka ze śmieciami nie wynoszę bez podkreślenia oka ;)  Makijaż jest dla mnie wyrazem zadbania o siebie i dodaje pewności. Choć niedawno, dosłownie parę dni temu tak się śpieszyłam, że wypadłam z domu saute w tym względzie :( Ubrana byłam ;) Zorientowałam się dopiero po powrocie do domu spoglądając w lustro i biorąc do ręki mleczko kosmetyczne (żeby zmyć makijaż ;)). Przetrwałam w nieświadomości cały dzień ;) Jakoś nikt nie zemdlał ani nie uciekł na mój widok, więc nie było tak źle ;) To może przesadzam? 

PS1. Stara Kobieta pokusiła się o konto na Facebooku ;)

PS2. Mój makijaż nie wynika z potrzeby ukrycia czegoś, tylko podkreślenia :) Budzę się rano i córka mnie poznaje ;) 

środa, 11 maja 2016

Znów o życiu

Żyj tak, żebyś nie żałowała przy schyłku życia, że czegoś nie zrobiłaś. 
A ja? Złapałam się na tym, że już żałuję nie będąc jeszcze tak daleko. Żałuję, że się nie zatrzymałam. Szczególnie przy trójce starszych dzieci (dziś 40, 37, 35 lat). Dzieciom należy pokazywać, a nie wychowywać, nakazywać. Ale i na to w pędzie nauki, kariery zawodowej, własnych ambicji nie było czasu. 
- Nagle urodzony w 1976 roku - gdy powstał jeden z pierwszych osobistych komputerów Apple - Tomasz zdaje maturę -potem  obrona pracy magisterskiej - a dzisiaj ma 40 lat. 
- Margaret Thatcher została premierem w roku i miesiącu narodzin córki (tj. 1979)
- 1981 rok - pamiętany jako rok zamachu na Papieża Polaka. Maj - na świat przychodzi Jędrzej. 
Nie mam kiedy pokazywać jak żyć. 
- Wychodzę, kiedy jeszcze śpią, a wracam kiedy już śpią albo idą do swoich zajęć. 
Przystaję na moment, ale oni już skończyli dawno osiemnaście lat i pokazywanie uważają za teatr. O wychowaniu nie ma już mowy. Tylko przystanęłam... może gdybym się zatrzymała (?). 
I tak w 1998 roku (nie wiem co się wtedy w lipcu na świecie działo) umarła moja mama... 

4 miesiące później jestem w ciąży (mam 41 lat!). Mój piętnaście lat starszy mąż nie był zachwycony. Ale była śmierć - powstało życie. Tak musi być. 
- W czerwcu 1999 roku (rok wstąpienia Polski do NATO) urodziła się Alicja (mam 42 lata). 
- Ja jednak ciągle biegnę, chociaż radość z jej przyjścia na świat nieporównywalna jest z niczym. Pamiętam dzień jej urodzin minuta po minucie. (Może dopiero wtedy dojrzałam do macierzyństwa? Nauczyłam się macierzyństwa? Nie każdy ma tą szansę...). Zatrzymałam się. 02.02.2002 r. wyjątkowa data w kalendarzu. Wszystkie media od rana trąbiły cóż to będzie za wspaniały dzień. 
- Ten dzień zatrzymał się dla mojego męża o 22:20 na zawsze, umarł. 
Piąty zawał. Najmłodsza Alicja ma 2,5 roku. 
Czy się zatrzymałam? Nie. Teraz dopiero zaczęłam biec i to sama. To wszystko  się w końcu zmieni... ale to już inna historia. 

poniedziałek, 9 maja 2016

Armani w cenie za kilogram


Od dziecka lubiłam się przebierać. Staram się gustownie dobierać wszystkie dodatki. Choć co to znaczy gustownie? To znaczy według mojego uznania. W ten sposób, że kupując jedną rzecz zawsze myślę o tym co już mam w swojej szafie, żeby stworzyć całość (najlepiej malarską ;)). A potem jeszcze co innego... do tego samego. Łącząc nowe ze starym (czasem nawet już zapomnianym) dodatkiem, mamy najnowsze. To myślenie jak tu zakryć coś grubego i brzydkiego, odsłonić (choć na moment) intrygującego; czy jaśniej czy ciemniej, na wesoło czy stonowanie... (???). Łączenie, dobieranie tkanin, kolorów, wzorów, odcieni niekoniecznie twardo z najnowszymi trendami modowymi, ale w zgodzie z tym co mi właśnie w duszy gra, w czym dobrze się czuję, a według rygorystycznego spojrzenia córki nie wyglądam i tu magiczne słowo: "staro" - to jest zabawa. Odkryłam już dawno, że nie mając zbyt wiele pieniędzy (a nawet mając) można się super ubrać i to w najlepsze markowe ciuszki z Nexta, Armaniego, Dorothy Perkins... itp. itd. Ale z drugiej, a może trzeciej ręki ;) W tak znanych teraz bardzo powszechnie lumpeksach. Przy mojej ekstrawertycznej osobowości niezależnie od pory roku, nastroju, słońca, deszczu czy wiatru to zaopatrywanie się w SH daje mnóstwo możliwości przy niewielkim udziale pieniężnym. Kupuję na wagę zawsze w dniu najniższej ceny - za 10, góra 15 zł za kilogram. I jeszcze jedno - myślę, że ubranie może wiele powiedzieć o człowieku nie przez wartość materialną tylko przez "użycie go", można nim grać. Jeśli masz umiejętności i fantazję to strój może Cię przeobrażać też od wewnątrz, wyrażać to kim jesteś lub chciałabyś być. Taki teatr. Większość z nas w nim gra, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę. A teraz patrzcie ;)
























sobota, 7 maja 2016

Co mnie ratuje w życiu?

- Rodzina, bliscy i wszystko co się z tym wiąże.
- Poczucie humoru. Mogę śmiać się na każdy temat, w każdej sytuacji. 
- Przekonanie, że aby odnieść sukces nie trzeba wstawać wcześnie. Trzeba wstawać w dobrym humorze. 
- Seks ;) wieczorem, żeby się dobrze spało - rano, żeby się nie zapomniało. A nad łóżkiem napis -
"kto chętnie daje
dwa razy daje". (Ale to już było :(  ) 
- Uprzejmość, bo otwiera drzwi, a czasem zadziwiając uspokoi rozpychającego się umyślnie gbura w autobusie, gdy odpowiesz promiennym uśmiechem na jego miażdżące stąpniecie na stopę. 
- Kpina, bo posadzi na miejscu niejednego ważniaka, wytrąci z równowagi aroganta. 
- Żart, bo rozluźni ciężką atmosferę.
- Dystans przede wszystkim do siebie. 
- Akceptacja różności.
- Rozgrzeszenie i wybaczenie.
- Przywiązywanie się tylko do drobiazgów, które powoduję, że przeszłość wkracza w teraźniejszość i bez nich nie ma przyszłości. Tzn. drobiazgi, które mają duszę... przypominają Ci ludzi i miejsca. Towarzyszą w życiu. 
- Niefetyszyzowanie pieniądza... trzeba znaleźć sposób, by je mieć by żyć i tyle.
- Książki, bo one dają tysiąckrotne życie w różnych odsłonach czasowych, miejscowych, a nawet płci i wieku. One pocieszą, rozśmieszą, dają zapomnienie, oderwanie. 

CZYTANIE KSIĄŻEK TO JEDYNA FORMA BUNTU JAKĄ KAŻDY MA. OTWARTY UMYSŁ, KTÓREGO NIKT CI NIE ZABIERZE.

Moja niespełna siedemnastoletnia, która we mnie wierzy i oczekuje ode mnie jedynie tego, żebym była - to największa radość (ale o niej innym razem).











czwartek, 5 maja 2016

Stara Kobieta - jeszcze raz

Stara Kobieta to nic złego. To taka prowokacja. 

- Nie myślę, że się starzeję.
- W tej kwestii nic nie daje myślenie. 
- To się po prostu dzieje. 
- Wszyscy to robią każdego dnia. 
- To równouprawnienie. 
- Niezależne od płci i urody. 
- Od wykształcenia, bez względu na humory.

Demokracja jest sprawiedliwa. Dla każdego w każdym czasie tylko "inaczej". Ten krótki wywód, który samą mnie zmęczył zaczerpnęłam z zasłyszanego dowcipu: 

"Jedna bardzo, bardzo starsza dama zapytana:
- Ile pani ma lat? 
odpowiedziała:
- Każdego dnia inaczej, proszę pana."