piątek, 11 listopada 2016

Liferia... zaczarowane pudełko.


Drr... drrr.... drrrrrrrrrrrrrrrr – to uporczywy dźwięk domofonu. 
- Znowu nie wzięła kluczy... mogłaby wreszcie zapamiętać ten kod do domofonu. Tak trudno zapamiętać 5 cyfr z kluczykiem - Jola niezadowolona podnosi się z krzesła, gdzie przed chwilą wygodnie się umościła, otworzyła laptop, żeby wysłać urzędowego email'a.
- Idę, już idę, od tego dzwonienia szybciej nie otworzę – mamrotała pod nosem.
Otwieram, czego zapomniałaś znowu... odezwała się do podniesionej słuchawki.
- Poczta, przesyłka do pani – odezwał się stanowczy męski głos w słuchawce
O matko jedyna, chwila moment, proszę otwieram – zaskoczona Jola odkrzyknęła szukając wzrokiem, spodni, bo siedziała w samym swetrze, długim co prawda, ale o tej porze roku tak na bosaka otwierać obcemu drzwi, to niezła draka. Wcisnęła się ledwo co w dresowe spodnie córki zostawione na poręczy krzesła (... bałaganiara jedna, już ja jej dam jak wróci – myśl jej taka jeszcze przemknęła), a tu już dzwonek do drzwi.
- Przesyłka do pani, pani Jola Takaitaka – upewnił się jeszcze pan w szarej bluzie
- Tak Jola Takaitaka, a co tam takiego pan mi przynosi?
- Nie wiem, pani podpisze, bo śpieszę się. W pracy jestem. Tu podpisik, tylko w krateczce niech się pani zmieści. Miłego dnia. - jednym ciągiem odpowiedział i już po schodach w dół szybko zbiegał.
Jola została, w rękach trzymając dużą, grubą, puchatą wręcz kopertę.
Nie z sądu, nie z elektrowni, nie od komornika... ciekawe... bomba jakaś, ale ona przecież nie polityczka, prezent od kochanka... ale bzdury... przecież nie ma kochanka.
Nie ma co się zastanawiać i trzymać w napięciu. Nożyczki w ruch... rach, ciach.. koperta otwarta, a w niej?
Jak w opowieści lub filmie... różowe pudełko z napisem LIFERIA.

Jola delikatnie podniosła wieczko pudełeczka, a w środku coś otulone białym papierem i różową wstążeczką. Była zachwycona i bardzo podekscytowana – to kosmetyki. Tak więc najpierw różowy jak pudełko i wstążeczka błyszczyk do ust. Zaraz do lustra poleciała i na swoich ustach wypróbowała. Wprawdzie od lat kilkudziesięciu używa krwistoczerwonego koloru, ale ten róż ją zadowolił. Patrzyła na swe usta z uznaniem. Nigdy jeszcze nie miała takiego błyszczyka i to z samych Włoch (tych z Europy, nie z pod Warszawy). Ale to nie wszystko jeszcze. Zaraz w jej rękach krem do rąk się pojawił produkcji holenderskiej, mleczko oczyszczające do twarzy Kueshi z samej Hiszpanii i do tego, do tego dotleniający krem Naobay, również produkt hiszpański. Jakby tego było mało, to jeszcze żel do mycia twarzy Liren i brązowy cień do powiek Vipery. Jedno i drugie oczywiście z Polski.
Jola usiadła nad tymi kosmetykami i przez dobrą godzinę jeszcze je oglądała, o każdym z osobna czytała.
- Jakie mam szczęście – na cały głos powiedziała, choć w domu sama akurat przebywała.
To zaczynamy pełną parą dbanie o siebie. Oparła się obu rękami o poręcz krzesła i... za każdy z podarków trzy skoki w górę (no jasne, że w górę, bo jak skakać na panelach w dół... odbija jej z tego szczęścia).
Wyczerpana z wysiłku i radości z otrzymanego podarku, Jola usiadła do laptopa i napisała:
"Liferia to różowe pudełko, które otworzyło mi oczy, że istnieją inne firmy - produkujące kosmetyki niż te, które znam z półek drogeryjnych."

A po kilku dniach dodała:
Zachwyciło mnie mleczko Kueshi, które mimo, że jak piszą zawiera skorupki orzecha, co brzmi dramatycznie, jest bardzo delikatne, a efekt mocny.
Ten efekt nawilżenia skóry wzmocniłam kremem Naobay. Już po kilku powtórkach tej operacji miałam niekłamaną satysfakcję z zastosowania tych produktów.
Niedawno zauroczyłam się pewnym mydłem do mycia twarzy, ale żel VitaOil zrobił na mnie wrażenie, bo zmył nawet mój tusz, bez zaczerwienienia oczu. A skóra miękka, że aż dotykać się chce.
Ciągle nie pamiętam o smarowaniu kremem rąk, ale gdy tego przysłanego, holenderskiego specyfiku spróbowałam, to choćby ze względu na zapach... chciałabym, chciałabym, tak chciałabym zawsze go mieć.
Gdyby istniała taka możliwość, to chętnie poznałabym inne hiszpańskie kremy, bo one szczególnie mnie ujęły.
Pomysł paczki, która daje możliwość wypróbowania osobiście rozmaitych kosmetyków z różnych szerokości geograficznych jest doskonały, bo pozwala znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Takie poznawanie jest ciekawe i daje mnóstwo zadowolenia. A jeśli nawet zdarzy się, że coś nam nie przypasuje, to można podzielić się z córką, przyjaciółką czy koleżanką, i może dla niej doświadczenie z nam niepasującym kosmetykiem będzie jej wyjątkową wygraną.
Polecam pudełko Liferia, bo na nim nikt nie traci.
Pudełko Liferia w prosty sposób, bez wychodzenia z domu wzbogaca naszą wiedzę o możliwościach współczesnej, światowej kosmetologii, co możemy doświadczyć "na własnej skórze" (w całym tego słowa znaczeniu), a nie opierając się tylko na słowach i zapewnieniach innych.
Najlepiej zaufać sobie dzięki Liferii.


6 komentarzy:

  1. będę czekać na recenzje kremu Naobay :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba sobie nabędę takie pudełko:), bo urocze to jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. A to Ci dopiero fajny początek dnia:))))))))))))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jestem zadowolona z tego pudełeczka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że jesteś zadowolona z zawartości :) Powiem szczerze, że wszystko poza Lirene, mnie zaciekawiło :)

    OdpowiedzUsuń