niedziela, 27 listopada 2016

Brak biletu i co z tego wynikło?

Ogólny koszt stylizacji - 60 zł (Sh)

Aneta wsiadła do tramwaju i przysiadła na pierwszym wolnym miejscu, przy wejściu, bliżej okna.
  • Ma pani może bilet? - usłyszała nad głową. Głos należał do wysokiego mężczyzny, na oko lat pięćdziesięciu... znacznie poirytowanego.
  • Nie, nie mam niestety, nie jeżdżę na bilet – odpowiedziała zgodnie z prawdą Aneta.
  • Aaa... seniorka? - zapytał z lekkim zdziwieniem (może niedowierzaniem,  ale takie to piszącej pocieszenie)
  • Nie, nie seniorka... czy ja wyglądam na 75 lat, żeby jeździć bez biletu – zapytała nabzdyczona, ale szeroko się uśmiechając (choć ten uśmiech miły nie był)
  • To jak jeździ pani bez biletu? - kontynuował pytanie
  • Mam bilet elektroniczny, imienny, nie mam papierowego, który mogłabym panu odsprzedać. Pan zapyta kogo innego - jednym ciągiem odpowiedziała Aneta jednocześnie bacznie przyglądając się skonfundowanemu brakiem biletu facetowi.
    Miał dość ładne rysy, kiedyś ciemne włosy, teraz równo zmieszane z siwiejącymi, ale złociście bardziej niż srebrzyście. W dużych wypielęgnowanych dłoniach trzymał pęk kluczy (rozpoznała, że to samochodowe) i drobne pieniądze, które ciągle mu się z dłoni wysuwały, a on je umiejętnie chwytał. Teraz zauważyła, że jest w samej marynarce, w koszuli i pod krawatem, gdzie wszyscy już w kurtkach i płaszczach chodzą. Nie wspominając o szalach i rękawicach.
    A on taki wyrwany jak nie z tego świata pogodowego. Zwłaszcza, że na dworze jeszcze mżawka.
  • Wszystkich już przepytałem, nikt nie ma – zrezygnowanym tonem, przerwał jej obserwację pan z kłopotem biletowym i przysiadł przy niej, na wolnym siedzeniu.
  • Daleko pan jedzie, może się uda i kontroli nie będzie – pocieszała go Aneta. Nie raz była w tej sytuacji, przedtem nim postanowiła, że wykupi na stałe bilet i będzie go według potrzeby doładowywała. Pan siedział podłamany i tylko kiwał głową.
    W skulonej pozie – pogodzony, że nic się nie da już zrobić, a nerwy nic nie pomogą, prowadził monolog o komunikacji, która nie dba o takich jak on i biletomatu w autobusie nie ma.
  • Wezmę pana przejazd na mój bilet, proszę mnie przepuścić, to odbiję w tej pomarańczowej skrzynce i nie będzie się pan musiał stresować... tylko ja przystanek przed pętlą, przy Warzywnej wysiadam i wtedy już będzie musiał radzić sobie pan sam – Aneta wstała i przytknęła niebieski kartonik do elektronicznej puszki.
  • Super... ja też tam właśnie jadę i na tym przystanku wysiadam.
    Pan był oniemiały, ale uszczęśliwiony, bardzo dziękował i wnet się rozpromienił.
  • Ile jestem pani winny? - i zaczął wciskać jej w ręce mokre już od nerwowego trzymania w ręce grosze.
  • Dobrze jest, nie trzeba, to drobiazg – uśmiechnęła się szczerze zadowolona Aneta
  • Nazywam się Marek Itaki. - wyciągnął prawą dłoń w kierunku dłoni Anety, przedtem przełożywszy z niej kluczyki i drobne do drugiej ręki.
  • Aneta Owaka – przedstawiła się również Aneta i odwzajemniła mocnym uściskiem podaną rękę Marka Itakiego.
  • Mam dzisiaj okropny dzień, od kiedy żona mnie dla młodszego, nie, nie ode mnie ... od niej młodszego, a ona ma 35 lat... zostawiła, to wszystko zapominam, jestem pogubiony. W mieszkaniu zatrzasnąłem klucze, a mam tylko jeden komplet. Samochód odmówił mi też posłuszeństwa i teraz jadę po jego odbiór. Telefon został w samochodzie. Zresztą nie mam przy sobie też portfela, bo on też został w schowku. Te drobne to jakoś zostały mi w kieszeni z wydawanych reszt – kontynuował jednym tchem Itaki.
    Do zakończenia były jeszcze 4 przystanki, kiedy głośnik w autobusie zapowiedział drewnianym głosem... kontrola biletów, proszę przygotować się do kontroli biletów.
  • O słyszy pani, jak dobrze, że panią spotkałem, jedno dobre co mi się dziś wydarzyło – podekscytowany Marek Itaka, na ciągle tym samym oddechu odezwał się do stojącego już przy nim kontrolera - ja, ja jestem z tą panią, znaczy ta pani jest ze mną. Strzelił jak z karabinu, nieco zmieszany.
  • Dziękuję bardzo, życzę państwu miłego dnia – oddając kartę Owakiej, pan z MPK odezwał się miło.
    Na te słowa Itaki spojrzał na Owaką zalotnie i powtórzył: życzę państwu miłego dnia. Słyszała pani, pani Aneto, życzył nam miłego dnia.
  • Taki sympatyczny zwrot, życzyć komuś miłego dnia – zareagowała życzliwie Aneta.
  • Ale on nam życzył, nam razem, może myślał, że my razem, no pani wie, że się dobrze znamy i razem itp. - rozgadał się Itaki.
  • O kurczę – wzdrygnęła się Aneta – przejechaliśmy przystanek, teraz pętla i trzeba będzie jechać jeden z powrotem.
  • To super – ucieszył się Marek – weźmie mnie pani na siebie przez jeszcze jeden przystanek, a ja potem odwiozę panią, gdzie będzie trzeba samochodem.
    I może dałaby mi się pani zaprosić na kawę i ciacho. Będzie miło, obiecuję, że obojgu, nie tylko mnie.
  • Z seniorką chce pan spędzić jeszcze czas? - wypomniała mu pierwsze słowa Owaka.
  • Ależ przepraszam, nie tak myślałem, byłem zdenerwowany i pani mnie zdziwiła, że bez biletu...., żeeeee. Niech mi pani wybaczy, nie da się prosić, pani taka piękna i dobra, i wygląda tak naprawdę, najwyżej na 50 lat.
    Owaka zmrużyła oczy złowieszczo i sycząc (niby) przymilnie zapytała – na ile? Na ile wyglądam?
  • Czterdzieściiipięęęęć – ni to twierdząco, ni pytająco wydukał zmieszany Itaki obawiając się, że znowu popełnił nietakt jakiś. Szybko dodał – ja mam 52.
  • A ja tak naprawdę mam 59 lat, myśli pan, że będzie to jeszcze miły dzień dla pana – z rozbrajającym uśmiechem, unosząc brwi do góry – odrzekła Aneta.
  • Nieważne ile lat masz Aneto... mnie się z każdą chwilą podobasz więcej, więc może nie przy kawie, tylko gorącej czekoladzie rozwikłamy wszystkie kwestie, trochę już mi zimno w tej samej marynarce. A jak jeszcze długo mam cię przekonywać, że mam dobre intencje? Mam iść taki długi przystanek pieszo... przecież mogę się przeziębić, a tego na pewno byś nie chciała – do tego wywodu Marek dodał szelmowski uśmieszek.
    Po 40 minutach siedzieli na żółtej kanapie w przyjemnie urządzonej cukierni połączonej z niewielką kawiarenką. Rozmowa na początku dla obu stron była lekko deprymująca, ale z każdym łykiem czekolady, kęsem pierniczka ze śliwką, orzeszkami i, a jakże czekoladą... nabierała tempa.
    Czas mijał szybko, a oni byli ciągle jeszcze nienagadani. Aneta dyskretnie zerkała na zegarek i Marek robił to samo, ale żadne z nich jakoś nie chciało wystąpić pierwsze z pożegnaniem.
    Dźwięk telefonu Anety zmienił tą zabawną w sumie sytuację.
  • O muszę już lecieć, już po mnie dzwonią (mhm...akurat...mąż czy jakieś dzieci...) -  skłamała Aneta wiedząc, że tak naprawdę nie było to nic istotnego. 
  • Ja swój wyciszyłem, mam mnóstwo nieodebranych, ale co tam... być tutaj z tobą, to dla mnie ważniejsze. - łagodnie i wydawało się, że szczerze wyszeptał Marek biorąc za rękę Anetę i ściskając lekko.
    Anecie zrobiło się miło, policzki zaróżowiły jej się wstydliwie jak nastolatce przyłapanej przez matkę, na czytaniu Greya.
  • To będziemy się zbierać... wstała jako pierwsza i w jednej minucie już w płaszczyk była przywdziana.
  • Podasz mi swój numer telefonu, chciałbym móc do ciebie zadzwonić i spotkać, a jak wiesz raczej nie jeżdżę MPK więc szanse marne na takie powtórne spotkanie, a chciałbym tyle ci jeszcze opowiedzieć, i ty ciekawisz mnie bardzo.
    To jak będzie? - zapytał Marek Itaki wyjmując telefon, żeby wpisać numer.
  • 5.. - ... - 6..- wyrecytowała bez zastanowienia Aneta.
    Za chwilę usłyszała melodyjkę w swoim telefonie Aneta, to oddzwaniał Marek
  • To jest mój numer, żebyś też miała, ten telefon zawsze odbieram, będę czekał, albo nie, nie będę czekał, ja pierwszy zadzwonię. A teraz odwiozę cię do domu. - to mówiąc ciągle patrzył na nią życzliwie aczkolwiek przenikliwie.
Aneta Owaka wchodziła jeszcze po schodach do swojego mieszkania gdy zadzwonił jej telefon. Odebrała machinalnie nie spoglądając na numer. - już idę, już jestem na schodach, wszystko dobrze, to był fajny dzień – wypowiedziała radośnie do słuchawki.
  • Już idziesz do mnie, już jesteś na schodach i jesteś radosna. Cieszę się bardzo – to nie był głos córki, to męski był głos. To Marek Itaki dzwonił. Śmiał się serdecznie.
  • Mówiłem, że pierwszy zadzwonię. To na kiedy się umawiamy?
  • ???... nie wiem. Zaskoczyłeś mnie, jeszcze nie weszłam do domu.
  • Jestem jeszcze tutaj na dole, siedzę w samochodzie i myślę. Myślę, że to dobrze, że zatrzasnęły mi się te drzwi i samochód się zepsuł, i najważniejsze to, że jechałem tym tramwajem i nie miałem biletu. I jeszcze, jeszcze jedno... ale to, to powiem ci jutro. Proszę byś jutro znalazła dla mnie czas.








18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Prawdziwa historia czy z palca wyssana, a może taka jaką chciałoby się, żeby przytrafiła nam.W istocie zagadka to :-)

      Usuń
  2. I co, i co było dalej? Aneta znalazła dla niego czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej? Może pożyli trochę razem na ten bilet tramwajowy (kocią łapę), a może się tylko zaprzyjaźnili. albo on zobaczył ją nagą i uciekł, i nawet marynarkę zostawił w pośpiechu.... albo ona się przestraszyła, że znów będzie musiała o kogoś dbać, a wkrótce okaże się iż nie mają już sobie nic do powiedzenia... zobaczymy jaki dalszy wydarzeń okaże się ciąg.

      Usuń
  3. Fajna historia, pewnie się ładnym kobietom często przydarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Itaki nie zauważył na początku jak wygląda Owaka... zauważył, że empatyczna jest...co będzie potem pokaże czas.

      Usuń
  4. Jakie to urocze! Co było dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co było dalej? A jak chciałabyś by było? Na razie Owaka widzi go często nawet jak on wcale przy niej nie jest. On dzwoni i pyta, i naprawdę słucha jej odpowiedzi. To może będzie dalszy ciąg.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Romantyczne historie opisywane w literaturze zdarzają się też w życiu, bo ono jest zaskakujące i to w nim jest najbardziej cudowne.

      Usuń
  6. Bardzo fajna historia, kontynuuj proszę :-) Piękna,elegancka stylizacja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie kontynuacja, bo coś co się zaczyna zwykle swój dalszy ciąg ma... pytanie jaki...na to przyjdzie czas.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Jak się zastanowić to codzienność jest ciągiem zbiegów okoliczności, tylko czasem ich nadmierne w jednej chwili nagromadzenie przynosi niezamierzony skutek( czasem miły, czasem nie)

      Usuń
  8. Będąc życzliwym i pomocnym dla innych można liczyć na romantyczną historię, czemu nie :) P.S. Bardzo ładny zestaw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby liczyć, że będąc tylko życzliwym można przeżyć romantyczną historię... och to byłoby cudownie. Z romantyzmem w tle przyjemniej żyje się.

      Usuń
  9. Bardzo przyjemnie mi się to czytało. Tak dla odprężenia, na dobranoc. Fajna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za życzliwe słowa.Tak ciepło robi się na sercu, gdy nasze słowa sprawiają komuś przyjemność.

    OdpowiedzUsuń