środa, 23 listopada 2016

Bajka o Starej Księżniczce, wróżce LIREN i Mango.

Źródło: sklep Lirene.
Za górami, za lasami, za wielkimi aglomeracjami w Pewnym Mieście mieszkała Stara Księżniczka. Na głowie zamiast złocistych loków, to siwiznę coraz większą miała, ale zastosowała jedną z czarodziejskich farbek od magika Garniera czy innej Palette i blaski we włosy wróciły. Kiedyś młoda, piękna i zamożna księżniczka. Młodość zabrał jej czas, urodę sprzymierzone z czasem szaleństwo brawurowego życia, a majątek diabli wzięli (znaczy, znaczy dała się zrobić w klacz). Z tej wyliczanki zostało jej tylko "i". Ciągle jednak w swej głowie księżniczką była "i" i chciała choć na chwilę jeszcze zatrzymać czas. 
Od swej przyjaciółki z młodych lat dowiedziała się, że wiele może i bardzo pomoże wróżka o pięknym imieniu LIRENE. 
Trochę ze skarbca trzeba wyłożyć, ale warte to złoto by piękną być jeszcze choć trochę.
Nie mam już skarbca  - zmartwiła się Księżniczka Stara, ale mam świnkę różową  z takimże ryjkiem i ogonkiem zakręconym...delikatnie ją rozbiję, by nie narobić większej szkody i z uzbieranych groszy, pozbieram do... w sensie razem, swą urodę.
Jak postanowiła tak uczyniła, zebrała cała kasę. Część odłożyła na żarówki w przekonaniu, że wróżka LIRENE tak odmieni ją korzystnie, że z radością przy pełnym świetle oglądać w łazience się będzie.
I stało się... wieczorem kremik z czerwonego pudełka wygładził w nocy książęce lico.
Dla wzmocnienia i uzupełnienia z czerwonego innego pudełka wklepała kremik, co wzrok chyba jej osłabił, bo jakoś z marszczki przy ustach nie zobaczyła. Nic nie napisali, że na oczy też działa... a to chyba skutki uboczne działania. Potem  z niebieskiej tubeczki zielona baza na naczynka upiorne na skrzydełkach przy nosie i jeszcze kawałek dalej. Iście czarodziejskie to mazidełko sprawiło, że księżniczka przez moment wyglądała upiornie. Ale to był momencik, sekundka dosłownie nim podkładem pudrowym z okrągłej buteleczki zrobiła sobie cerę jak z reklam (dwudziestolatek, co starsze udają). Przypudrowała ten obraz, coraz bardziej znakomity sypkim puderkiem. Nałożyła go delikatnie gąbeczką w dotyku miluchną. Przyczerniła brwi i rzęski. Na koniec pomadka czerwona. I JEST...zupełnie inny obraz jest. Co by tu zrobić jeszcze by zszedł za szybko. I tu wróżka LIREN pomyślała...cudowną mgiełkę, co gdy twarz spryskasz to wszystko się długo na twarzy trzyma i tak od razu  piękno malowane nie przemija.
To cud największy, że deszcz pada, jak księżniczka z Jaguara wysiada (znaczy MPK), a tu maska piękna nie spada.
- Dziękuję Ci wróżko LIRENE, że tak mnie odmieniłaś i zadowolenie zapewniłaś.
I jeszcze jedno LIRENE... sąsiadka, ta z pałacu L... mnie nie poznała, spojrzała jak na coś ładnego, bo zwykle patrzyła jak byk na zgniła pyrkę.  HUURRRAA......HURRRA.. O tych Twoich cudownych mazidłach dokładnie w innym czasie, i innych stronach napiszę. - napisała do wróżki LIRENE – Księżniczka Stara.
Chwilę pomyślała i przypomniała sobie sobotni wieczór jak to jej zmysły posłodził zapach owocu mango. I bynajmniej nie o wyborną sałatkę z słodkiego owocu, jedzoną tuż przed snem tu chodziło. Chwyciła za pióro i do wróżki do listu jeszcze te słowa dopisała:
Weszłam do swej książęcej wanny i nacisnęłam tubkę z napisem Mango - peeling ujędrniający, modelujący, skórę napinający i jeszcze uelastyczniający. Bajka myślę sobie, ktoś bajki pisze, ale nim się nad tym zastanowiłam, to z tubki onej strużka żółciótka i grubiutka żelu wypłynęła. Pachniało w całej książęcej toalecie jak w sadzie kwitnącym. I to żadna bajka, zapach unosił się przecudnie i wtedy wzięłam swój mały, delikatny bawełniany ręczniczek, i nim w całe ciało żel z tubki wcierałam i rozmasowywałam.  Widziałam jak skóra ma książęca, jeszcze od lata opalona zostaje na bieli wanny przylepiona. A ja bielutka, mięciutka coraz bardziej. I nawet jak wytarłam się mocno białym ręcznikiem, to byłam jeszcze nawilżona. Taka pachnąca i świeżutka od razu skuliłam się zadowolona i buch do równie czystej pościeli. Ten zapach towarzyszył mi aż do rana. Dobrze mi się spało w mej nowej skórze. Takie było luksusowe sobotnie wspomnienie. Jeszcze nie raz i nie dwa, zrobię sobie takie pałacowe mini SPA (i polecę nawet tej z pałacu L, może spojrzy na mnie łaskawszym, nienaburmuszonym oczkiem).
To naprawdę przyjemność książęca, a rezultaty z wyższej, królewskiej wręcz półki.
Dziękuję Ci, że jesteś wróżko LIRENE.   

1 komentarz:

  1. Uwielbiam takie peelingi i jest on na mojej liście jak wykończe zapasy :)

    OdpowiedzUsuń